żałoba po śmierci dziecka

Żałoba po śmierci dziecka

Nie mówcie tym, którzy stracili ukochanych, że „czas zagoi rany”, nie mówcie, że „oni już nie cierpią”. Najlepiej nie mówcie nic. Czas tych ran nie leczy. Pozostają, bo śmierć ukochanych jest też trochę śmiercią nas samych: coś w nas umiera. Żyjemy, ale nic nie jest tak, jak było przedtem, już nie jesteśmy tacy sami. (ks. A. Boniecki)

Żałoba jest to stan psychologiczny, który pojawia się zawsze gdy poniesiemy stratę kogoś lub czegoś bardzo dla nas ważnego. Stan ten nie podlega naszej woli. Żałoba jest wynikiem kryzysu – śmierć bliskiej osoby przerywa skuteczne funkcjonowanie mechanizmów obronnych ukrywających nasz lęk przed śmiercią. W jaki sposób żałoba jest przeżywana zależy od cech osobowości osoby dotkniętej stratą, relacji łączącej ją ze zmarłym, poprzednich doświadczeń radzenia sobie ze stratami, od doświadczeń związanych z umieraniem (np. przeżyć szpitalnych), a także od postawy i wsparcia otrzymanego od bliskich i otoczenia. Nie bez znaczenia są także preferowane sposoby przeżywania żałoby obowiązujące w danym społeczeństwie. Najtrudniej przeżywa się nagłą i niespodziewaną śmierć, gdy nie ma wcześniej żadnych symptomów nieszczęścia, zwłaszcza śmierć dziecka. I nie ma tu znaczenia ani wiek dziecka, ani jego wielkość. Ogromna część kobiet roniących nawet bardzo wczesne ciąże przeżywa emocje zbliżone do tych będących udziałem rodziców tracących dziecko po urodzeniu.

Ludzie przeżywający żałobę bardzo często mówią, że muszą żyć dalej, i tak jest – wykonują codzienne czynności, chodzą do pracy, sprzątają. Ale bywa tez tak, że człowiek nie potrafi zrobić najprostszych rzeczy. To jest zewnętrzny przejaw przeżyć w żałobie. Jest jeszcze druga warstwa tej rzeczywistości, bardziej wewnętrzna, rozgrywająca się na płaszczyźnie naszego kontaktu ze zmarłą osobą, tęsknotą za nią. Przeżywamy wtedy całe mnóstwo, często sprzecznych ze sobą uczuć

Żałoba jest to pewien proces. Ma on swoje etapy i zadania, które człowiek musi podjąć, żeby wyjść z tego stanu. Pierwszym krokiem jest akceptacja nieodwracalności śmierci, później doświadczenie bólu i wszystkich pojawiających się w związku z tym uczuć. Trzecim zadaniem jest pozwolenie na odejście osobie zmarłej, zaakceptowanie jej braku. Ostatnim – przygotowanie do życia bez niej i odzyskanie poczucia kontroli nad własnym życiem. Gdy się tych etapów nie przejdzie, któryś pominie, to doświadczenie bólu objawi się prawdopodobnie w przyszłości, np. w postaci schorzeń psychosomatycznych, koszmarów czy podwójnie przeżywanego bólu przy stracie kolejnej osoby. Za postawą odrzucenia żałoby może też stać lęk przed przeżywaniem uczuć związanych ze śmiercią. Jest to zrozumiałe, bo one nie są łatwe.

Etapy żałoby mogą następować w różnej kolejności i różnym nasileniu. Czasami wydaje się nawet, że pewne osoby nie przeżywają niektórych z nich. Niekiedy dany etap pojawia się ponownie, czasem nawet kilkakrotnie. Niektóre fazy żałoby zachodzą jednocześnie. Nie istnieje jeden ustalony wzorzec jej przeżywania.

1 Początkowo pojawiają się reakcje szoku i zaprzeczenia. Typowe na tym etapie są takie uczucia jak odrętwienie, niemożność wyrażenia uczuć, niemożność płaczu, a także niedowierzanie, cenzurowanie wiadomości o śmierci, lekceważenie jej. Budzi się strach, lęk i przerażenie, a także zachowania pozwalające cierpiącej osobie dostosować się do warunków otoczenia, na przykład nadmierna czujność i tzw. dysocjacja myśli i uczuć, czyli oddzielenie „ja” od tej części świadomości, która musi brać udział w tym, co dzieje się „tu i teraz” (np. postawa typu „ten ktoś, kto cierpi, to nie jestem ja” i „to nie dzieje się naprawdę”). Człowiek czuje się odrealniony, oderwany od rzeczywistości. Jest to moment, w którym cały dotychczasowy świat się zawala, kobiety mówią, że to jakby „przejechał je walec”, „dostały obuchem w głowę”, „trafiły do innego świata”.

Reakcje kobiet na wiadomość o śmierci dziecka mogą być bardzo różne. Niektórych emocje widać, jak na dłoni, inne przeżywają bardziej w sobie, ukrywając te najtrudniejsze uczucia. O nikim nie można zakładać, że “nie przeżywa”, “nie obruszyło jej to”. Tym bardziej, że tuż po otrzymaniu informacji o śmierci wchodzi się w fazę zaprzeczania. Jest to często spotykana reakcja obronna w sytuacji zbyt ciężkiego przeżycia. Roniąca matka może nie chcieć uwierzyć, że straciła dziecko, lub że ono nie żyje. Prosi o dodatkowe badania, o czas, mając nadzieje, że wyrok, który usłyszała, okaże się nieprawdą. Niekiedy wydaje się nie rozumieć znaczenia wydanej diagnozy. Czasami wręcz przyjmuje postawę negującą zaistniały fakt. Normalnie szok i związane z tym niedowierzanie trwa kilka, kilkanaście minut, może kilka godzin, czasem kilka dni. Jednak jeżeli śmierć jest nagła, to szok może trwać kilka tygodni, a nawet miesięcy.

Kolejną charakterystyczną rzeczą w tych pierwszych chwilach jest niemożność wyrażenia uczuć. Osoba otrzymująca informację o śmierci czuje się jakby to, co się dzieje jej nie dotyczyło, działo się w innym świecie, poza nią. Pojawia się odrętwienie, nie ma płaczu, nie ma gwałtownych reakcji. Tak, jakby nie chodziło o śmierć dziecka, tylko o drobny zabieg medyczny. Tego typu postawę może wzmacniać jeszcze obcość personelu medycznego oraz chęć “trzymania się jakoś” przy obcych. Czasami możemy również mówić o lekceważeniu informacji o śmierci. Część kobiet przyznaje, że dopiero po powrocie do domu ze szpitala, czasami po kilku dniach zaczyna docierać do nich to, co się stało.

Kolejne charakterystyczne uczucia, które pojawiają w pierwszych godzinach i dniach to odrętwienie, smutek, lęk, poczucie nierealności, zaprzeczanie informacji o śmierci. Kobieta jest na przemian wycofana i wybucha niepohamowanym płaczem. Odczuwa na przemian ataki rozpaczy i nadziei. Nieustanne napięcie i stres. Chwile pozornego spokoju i rezygnacji.

Smutek i płacz nie są przejawem histerii, czy przesadzonymi reakcjami. Są normalne, bo nawet jeśli ciąża trwała zaledwie kilka tygodni, czasami kilkanaście, nie zmienia to faktu, że przeżywa się wtedy tragedię, ból, utratę nadziei. W takiej chwili także ból fizyczny jest bardziej odczuwalny.

Może się zdarzyć też , że słowa, które wypowiada lekarz docierają do kobiety. Dla niej to, co się dzieje może w pewnym sensie nie dochodzić, może mieć wrażanie, że śni, że zaraz będzie można cofnąć czas, wejść jeszcze raz na badanie Pojawia się nierealność i zaprzeczanie. To się nie może zdarzyć, nie nam… nie teraz… proszę cię dziecko, zostań z nami… on/a musiał się pomylić… to nie może być prawda… to nie ma sensu… to się nie dzieje naprawdę… proszę mi podać jakieś leki…

Pojawia się też często poczucie winy, przekonanie, że coś można było zrobić, aby nie dopuścić do poronienia. Gdybym wcześniej przyjechała do szpitala, gdybym nie uniosła tego stolika, gdybym mniej nosiła starsze dziecko na rękach. Ważne, żeby zapewnić pacjentkę, że nie zrobiła nic, aby przyczynić się do poronienia, że nie jest to jej winą.

W tej fazie również może również pojawić się nadzieja, że jednak zdarzy się cud i to, co nieuchronne nie będzie miało miejsca.

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku mogą pojawić się następne, jeszcze trudniejsze, uczucia: bunt, złość, gniew… Tłumione uczucia potrzebują swojego ujścia i mogą ujawnić się w najmniej spodziewanym momencie, kobieta wyładowuje swoja złość na bliskich, lekarzach, położnych.

Powoli rodzi sie ogromny ból i pustka.

W tych pierwszych dniach żałoby człowiek czuje się obcy, odrealniony w kontakcie ze światem i w swoim doświadczeniu, przeżywa silny niepokój, czasem ataki paniki czy gniewu. Emocje wyraża w sposób niekontrolowany i nagły, ale im więcej ma możliwości wyrażania emocji, tym lepiej. Niektórzy mówią, że czują się tak, jakby umarli razem z tą bliską osobą, że świat się zatrzymał, przestał istnieć. I wtedy na pewno nie należy tłumaczyć śmierci, pocieszać, a już na pewno nie mówić, że taka była wola Boża. Zresztą, jak ktoś jest w szoku, to wielu słów po prostu nie słyszy. Lepiej wtedy kogoś wziąć za rękę, pogłaskać, szukać niewerbalnych sposobów przekazania życzliwości, bo są one w tej sytuacji bardziej czytelne. Trzeba też uzbroić się w cierpliwość, być gotowym do wysłuchania żalu, bólu, płaczu, którego nie można zatrzymywać. Czasami jest to bardzo trudne, zwłaszcza dla bliskich osób.

W tym czasie kobiecie wydaje się, że jak tylko wróci do domu wszystko będzie dobrze, reaguje agresja na konieczność pozostania dłużej w szpitalu.

Na tym etapie wiele osób w ogóle nie ma ochoty rozmawiać na temat tego co się stało, jest to zbyt bolesne. Po uświadomieniu straty może pojawić się przejściowa faza wycofania się, która ma na celu chronienie siebie. Całe ciało w rozpaczy nie działa jak zwykle, organizm szybko się męczy, pojawiają się zaburzenia snu i łaknienia.

2. Gdy zaakceptuje się nieodwracalność śmierci, pojawia się kolejny etap – dezorganizacji i chaosu. Musimy przedrzeć się przez doświadczenie własnej destrukcji i zaakceptować to, co w nas umarło wraz ze śmiercią bliskiej osoby. Jest to czas tęsknoty, smutku i rozpaczy. To proces bardzo bolesny i długi, bowiem po etapie szoku pojawia się ból psychiczny. Pojawia się on w jakiś czas po śmierci dziecka, gdy wydaje się, że wszystko idzie coraz gorzej. Skończyło się porządkowanie spraw po śmierci i dociera do nas świadomość, że bliskiej osoby naprawdę nie ma. Wtedy zaczynamy odczuwać samotność. Niektórzy nie potrafią się wtedy skupić, mylą im się godziny, niczym nie potrafią się zainteresować, nie zauważają zmian pór roku… nie są w stanie normalnie funkcjonować w życiu codziennym. Momentami czują się tak, jakby zmarła osoba jednak jeszcze nie odeszła. Żałoba to jest czas wzmożonej wrażliwości na wszystko, nieraz pytania dlaczego mnie się coś takiego przytrafiło. W tym okresie mogą pojawić się różne lęki na przykład o życie bliskich czy o przyszłość i świadomość kruchości ludzkiego istnienia. Świat przestaje być zrozumiały i przewidywalny. Człowiek traci poczucie kontroli nad własnym życiem i otoczeniem. Czuje się bezradny, traci poczucie bezpieczeństwa. Rzeczywistość wydaje się zupełnie nieobliczalna, a życie pozbawione sensu. Dotychczasowy system wartości legł w gruzach, a poczucie braku celu i sensu życia dotkliwe. Gdy przeżycia wydają się zupełnie przytłaczać i kiedy pojawia się wrażenie, że „to zbyt dużo”, cierpiący często popadają w apatię i zobojętnienie. Czasem ból psychiczny jest tak silny, że kobieta marzy o tym, by samej umrzeć, by dołączyć do zmarłego dziecka.

Na tym etapie pojawiają się także takie uczucia jak gniew, złość, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Mogą przyjmować postać złości na siebie, inną osobę, Boga, los czy reakcji ogólnej. Osierocona matka jest nadwrażliwa, łatwo wybucha, wszystko ją irytuje. Pojawia się także nienawiść do siebie, do swojego ciała. Często miesza się z nim poczucie winy, że nie zrobiło się nic, by poronieniu zapobiec. Pojawia się ono zazwyczaj po wybuchu gniewu i w sytuacji, gdy osoba cierpiąca spotyka się z niezrozumieniem otoczenia, a nawet ostrą krytyką. Mechanizm poczucia winy zmusza kobietę do ciągłego analizowania własnego życia i oceny swojego zachowania sprzed straty. Zwłaszcza w przypadku śmierci dziecka w pierwszej ciąży kobieta może czuć się niepełnowartościową kobietą. Pojawia się zazdrość wobec innych ciężarnych czy matek z małymi dziećmi albo niechęć do małych dzieci albo na przykład zazdrość wobec rodziców, którzy mogli pochować swoje dziecko, którzy mogli się z nim pożegnać, które zmarło starsze i rodzice mieli je dłużej przy sobie.

Objawy somatyczne

Cały organizm w sytuacji silnego stresu, jakim jest żałoba, funkcjonuje zupełnie inaczej. Charakterystyczne dla w żałoby objawy fizyczne to:

  • ogromne zmęczenie,
  • spłycony oddech, uczucie duszności, przymus wzdychania,
  • przyspieszone tętno,
  • ściskanie w gardle,
  • ściskanie w żołądku,
  • poczucie pustki w brzuchu,
  • osłabienie fizyczne,
  • napięcie mięśni,
  • kłopoty ze snem,
  • brak łaknienia,
  • osłabienie układu odpornościowego,
  • zwiększona wrażliwość na ból fizyczny.

Te symptomy trwają stosunkowo długo (do 6 – 12 miesięcy po stracie), zmienia się jednakże ich nasilenie.

Dodatkowa trudnością jest pojawiająca się często, nawet przy wczesnych poronieniach, laktacja. Bolesne piersi pełne mleka, gdy nie ma tego, dla kogo jest przeznaczone, jest źródłem dodatkowego cierpienia.

Silnym emocjom towarzyszą także zaburzenia czynności poznawczych: spostrzegania, myślenia, kojarzenia, pamięci, uwagi, koncentracji etc.

Każda czynność, nawet najprostsza jest ponad siły, nawet oddychanie albo podniesienie ręki. Przeżycie kolejnej minuty wydaje się nie do wytrzymania. Nawet uczuć żadnych w środku, nic, tylko ta wszechogarniająca pustka. Taka się czułam rozdarta na dwoje, gotowałam zupę, a w środku zupełnie gdzie indziej. Nic nie przynosi ukojenia, nawet noc, bo zasnąć nie można, choć najgorsze były ranki, bo miałam świadomość, że jeszcze cały dzień do przeżycia, jak mnie ktoś pytał o plany na następny tydzień, to myślałam „mnie interesuje tylko jak dotrwać do wieczora”. Nie wydawało mi się, że znów kiedyś będę mogła jeść albo swobodnie oddychać. Dopiero po długim czasie zaczęłam zauważać, że te kolejne, nie wiem jak przetrzymane minuty i godziny, zaczęły się układać w dni i tygodnie.

Jest to także etap szukania kontaktu ze zmarłą osobą, śladów jej obecności, gromadzenia pamiątek. Tęsknota za zmarłym dzieckiem jest ogromna, nawet jeśli było ono maleńkie. Rodzice szukają się form pośredniego pożegnania z dzieckiem (wirtualne światełka na stronach internetowych, posadzenie drzewa) zwłaszcza jeśli nie pochowali jego ciałka. Przygotowują ozdobne pudełka czy albumy z pamiątkami takimi jak zdjęcia i filmy USG, zdjęcia dzieci, odciski stópek czy rączek, ale także test ciążowy, karta ciąży i wyniki badań z okresu ciąży, akt urodzenia / zgonu, ubranka, zabawki. Kupują figurki czy obrazy aniołków, biżuterię czy bransoletki przypominające im o dzieciach. Na tym etapie mogą pojawić się sny czy znaki, które mają związek ze zmarłym. Kobiety łapią się na tym, że bezwiednie głaszczą swój brzuch, liczą, w którym tygodniu ciąży by były. Rozmawiają z dziećmi w myślach i na głos. Niektóre natychmiast chcą być w kolejnej ciąży, są też takie, które mówią, że „nigdy więcej”. Pojawia się potrzeba mówienia o zmarłym dziecku, wspominania go, a także opowiadania o swoich przeżyciach.

Poronienie dotyka nie tylko kobietę, także ojca dziecka, starsze dzieci. Po śmierci dziecka wiele związków przezywa kryzys wynikający m.in. z innego sposobu przeżywania żałoby przez każdego z partnerów. Ok. 40 % związków po poronieniu się rozpada, ale u wielu z nich więź między partnerami się pogłębia. U części kobiet pojawia się także niechęć do współżycia płciowego wynikająca z leku przed bólem fizycznym, z traumatycznych przeżyć w szpitalu, wstręt do własnego ciała, które zawiodło, zaburzeń w sferze postrzegania własnej kobiecości, lęku przed kolejną ciążą i ewentualnym bólem kolejnej straty, niemożliwości cieszenia się z czegokolwiek i wiele innych. Kobiety zwykle unikają kontaktu z innymi ludźmi, zwłaszcza spotkań towarzyskich czy imprez rodzinnych, szczególnie jeśli czują presję otocznia, aby zapomnieć o zmarłym dziecku.

Wszystkie te nowe, trudne uczucia są sposobem przystosowywania się do nowej sytuacji i ostatecznego pogodzenia ze światem. Czasem są one tak intensywne, że uniemożliwiają codzienne funkcjonowanie, a człowiek zaczyna zastanawiać się czy nie zwariował. Jeśli spotka osoby o podobnych przeżyciach, odczuwa ulgę i nie czuje się taki osamotniony.

W tej fazie pojawia się także potrzeba zmiany siebie i otaczającego świata, która jest naturalnym etapem stanu psychicznego po każdym doświadczeniu traumatycznym. Dotyczy ona kilku aspektów: zmiana koncepcji siebie i swojej aktywności w świecie (wpływu na własne życie i życie innych ludzi, kontroli nad otoczeniem, zmiana wyobrażenia o świecie i ludziach (zanika wiara w ład, sprawiedliwość, bezinteresowność, dobroć itp.); zmiana sposobu postrzegania własnej nietykalności (pojawia się ogólne poczucie lęku, brak zaufania, doszukiwanie się zagrożeń, wyczekiwanie „ataku” ze strony otoczenia). Świat staje „do góry nogami”, więc człowiek stara się przystosować do nowej sytuacji. Robi to w jedyny dostępny dla siebie sposób: jeśli świata nie można zmienić, on zmienia się sam. Nierzadko ludzie, których spotkało tego typu przeżycie, twierdzą, że są to dwa różne życia: PRZED zdarzeniem i PO nim.

Żałobę przezywa się falami, natężenie uczuć i przeżyć zmienia się. To tak jest, przychodzą te lepsze dni, gdy wydaje się, że jest dobrze, ze oddycha sie, jak dawniej, gdy cieszą drobne sprawy, jak dawniej… nawet nie tylko wydaje sie, po prostu jest dobrze, juz sie nie płacze… wdziera sie wtedy w serce malutka nadzieja, ze tak juz będzie zawsze… Ale ból wraca, nawet może bardziej dotkliwy niż poprzednio. (wuchowa)

3. Ostatni etap reorganizacji cechuje wytworzenie nowej mapy relacji ze światem. W wielu wpadkach nie jest możliwe odzyskanie w pełni satysfakcjonujących układów z rzeczywistością, choć relacje innymi mogą być całkiem poprawne. Etap ten może zacząć się wiele miesięcy po śmierci. To czas, gdy wszystko na nawo zaczyna składać się w jedną całość. Wtedy dopiero dociera do nas nie tylko, że osoba bliska nie wróci, ale także że taka jest kolej rzeczy, że śmierć jest częścią życia, nie można od niej uciec. Gdy do tego dojdziemy, możemy wtedy zacząć żyć na nowo, umocnieni, bogatsi o wiele doświadczeń i życiową mądrość. Ból, żal, rozpacz, gniew powoli się wypaliły – spełniły swoje zadanie i odchodzą. Człowiek cierpiący powraca do stanu równowagi. Znów zaczyna cieszyć się życiem i dostrzegać jego piękno. Jest to także etap wybaczenia zmarłemu, że nas opuścił, wybaczenia sobie i innym (bliskim, lekarzom etc). Nie znaczy to jednak, że zapomina się o bolesnych wydarzeniach. One nadal tkwią w jego pamięci, ale teraz już nie ranią. Na tym etapie osierocona matka znalazła już „swój” sens w tej trudnej sytuacji, pogodziła się ze sobą, uporządkowała na nowo swój świat, swoje życie. Teraz może zacząć tworzyć kolejne jego rozdziały.

Każdy z wymienionych etapów powinien zostać przeżyty w jego własnym, odpowiednim do danej osoby, czasie. Nie należy go wyciszać lub sztucznie skracać. Brak zgody na niektóre emocje i tłumienie ich skutkuje często powrotami stanu żałoby, nawet po wielu latach, natomiast przeżycie ich i pozwolenie, aby „wypaliły się”, pozwala pogodzić się z sobą i ze światem. W przypadku poronienia jest to ważne zwłaszcza z punktu widzenia dzieci, które dopiero pojawią się w rodzinie. Żałoba po stracie dziecka może trwać kilka lub kilkanaście miesięcy, a nawet lat. Bywa, że nie kończy się nigdy, przybiera tylko znacznie spokojniejszą, łagodniejszą formę – zostaje smutek i pamięć. Podobno w żadnym języku nie ma słowa, które nazywałoby stan rodziców po śmierci dziecka. Gdy umierają rodzice, zostają sieroty, po śmierci współmałżonka – wdowy i wdowcy, a w przypadku śmierci dziecka brakuje określenia, bo to jest stan przeciwny naturze, taka rzecz nie powinna się wydarzyć. Śmierć dziecka to jest zablokowanie przyszłości. Ze śmiercią rodziców odchodzi część przeszłości, ze śmiercią współmałżonka jakby zmienia się nasza teraźniejszość. A przy śmierci dziecka nie wiemy, czego oczekiwać. Poza tym dla rodziców dzieci umierają na nowo każdego dnia, coraz starsze. Przyzwyczajenie się do ich obecności w naszych myślach i akceptacja tego, że nigdy nie zobaczymy jak rosną, wymaga wielkiego wysiłku.

„odkryłam, że śmierć nie jest końcem czyjejś obecności. Że to jest tak jak z przyjaciółmi: nie ważne w jakiej części świata przebywają i jak często się widujemy. Sam fakt, że istnieją sprawia, że świat nabiera wartości. I tak samo jest z moimi dziećmi – to, że są, jest dla mnie ważniejsze niż to, jak daleko… I wiem, że ich pojawienie się i odejście było dla mnie czymś ważnym. Gdybym miała wybrać, to naturalnie wolałabym trzymać je w ramionach. Ale wolę, że jest tak jak jest, niż miałyby się w ogóle nie pojawić. Wiem już, że miłość jest silniejsza niż śmierć.”

Strategie radzenia sobie z żałobą

Każdy z nas próbuje jakoś przetrwać czas żałoby. Psychologowie wyróżniają rózne rodzaje strategii postępowania:

  • Zadaniowe
    • szukanie informacji o poronieniu/ ciąży, możliwych przyczynach, tego jak zabezpieczyć się przed powtórzeniem takiej sytuacji,
    • badania medyczne, szukanie przyczyn straty, rozmowy z lekarzami
    • szukanie pomocy medycznej
  • Emocjonalne
    • rozmowy z najbliższymi, z innymi rodzicami po stracie
    • wyparcie, unikanie tematu poronienia
    • szukanie winy w sobie, analiza własnego życia
  • Reparacyjne
    • kolejne dziecko
    • skupianie się na związku z partnerem, starszych dzieciach
  • Szukanie profesjonalnej pomocy psychologicznej
  • Ucieczka – w pracę, używki, życie towarzyskie etc.

Nie wszystkie pomagają w przeżyciu żałoby. Szczególnie szkodliwe są strategie reparacyjne. Rodzic, który nie uporał się ze śmiercią swoich poprzednich dzieci, często nie jest w stanie cieszyć się nowymi. Bywa, że są one traktowane, jako pocieszenie po wcześniejszej stracie. Dziecko zastępcze prawdopodobnie jest szczególnie chcianym dzieckiem, ale nie dlatego, że jest wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju człowiekiem, ale by zastąpić zmarłe dziecko. Dźwiga ciężkie brzemię oczekiwań, których może nie być w stanie spełnić. Kiedy zawodzi swoich rodziców, ci najczęściej reagują frustracją. Ponadto rodzice, którzy nie przeżyli świadomie żałoby, odczuwają często nadmierny lęk o życie dzieci, stają się nadopiekuńczy, a ich więzi z dziećmi wyjątkowo trudne. Stwierdzono także, że dzieci reparacyjne mają większą skłonność do zachowań ryzykownych w dorosłym życiu, bo podświadomie czują, że niejako przeżyli już jedną śmierć.

Dla osób wierzących pomocą w przeżywaniu żałoby staje się wiara w życie wieczne. Wierzą, że śmierć nie jest końcem czyjejś obecności i że kiedyś spotkają się ze swoim dzieckiem „po tamtej stronie tęczy”.

To jak człowiek radzi sobie z żałoba zależy między innymi od:

  • osobowości człowieka (introwertyk/ekstrawertyk)
  • radzenia sobie z poprzednimi stratami
  • relacji ze zmarłym
  • reakcji otoczenia, społecznych sposobów przeżywania żałoby
  • doświadczanego wsparcia lub jego braku
  • przeżyć szpitalnych

Jeżeli strata jest często pomniejszana czy wręcz ignorowana przez otoczenie, pojawiają się patologiczne formy przeżywania żałoby. Kobiety po poronieniu często zostają pozostawione same sobie. Otoczenie daje im prawo do pewnego rodzaju żałoby, jednak oczekuje od kobiety w miarę szybkiego powrotu do stanu normalnego samopoczucia i funkcjonowania. Ten brak wsparcia często powoduje, że kobieta nie daje sobie szansy na przeżycie smutku, rozpaczy, żalu i innych trudnych uczuć, które pojawiają się w reakcji na stratę. Badania psycholog Izabeli Barton-Smoczyńskiej („O dziecku które odwróciło się na pięcie”, Wydawnictwo NAF, 2007) pokazują, że po poronieniu u ponad 60% u kobiet rozwija się reakcja silnego stresu (ASD), która następnie u ponad 40% rozwija się w stres potraumatyczny (PTSD), który charakteryzuje się pobudzeniem (trudności w zasypianiu, drażliwość, nadmierna czujność, trudności z koncentracją), ucieczką, nawracającymi w sposób niekontrolowany myślami i obrazami. U części kobiet pojawiają się inne zaburzenia takie jak uzależnienia, zaburzenia lękowe i aspołeczne, a nawet wykształca się typ osobowości posttraumatyczna.

Konsekwencją nie przeżytej żałoby może być depresja, chroniczny smutek, zaburzenia psychosomatyczne, brak chęci do życia i zainteresowania światem. Tak więc, ogromny stres związany z poronieniem, cierpienie po stracie dziecka i brak zrozumienia i wsparcia emocjonalnego ze strony otoczenia sprawiają, że ryzyko pojawienia się depresji zwiększa się. Warto namawiać kobiety do korzystania z profesjonalnej pomocy, by nie dopuścić do zatrzymania się żałoby na którymś z etapów, by psychika kobiety nie zafiksowała się na jednej emocji i zmuszała do ciągłego jej przeżywania. Czasami wydaje się, że kobieta, która utraciła dziecko przez poronienie „dobrze” poradziła sobie ze stratą: wróciła do pracy, nie rozpamiętuje tego co się stało, nawet nie czuje cierpienia. Jednak zaczynają pojawiać się dolegliwości psychosomatyczne, kobieta czuje, że to, co do tej pory sprawiało przyjemność nie cieszy jej, nie może spać, trudno jej też wstać do codziennych obowiązków. To sygnał, że pojawia się depresja i należy poszukać pomocy psychologa, psychoterapeuty bądź lekarza-psychiatry.

Żałoba trwa długo, a niektórzy mówią, że ta po zmarłym dziecku nie kończy się nigdy przybierając tylko łagodniejszą formę spokojnej tęsknoty. Na pewno konieczne jest by bez zmarłego dziecka przeżyć cały rok, wszystkie pory roku, święta, rocznice.

Literatura

  1. Artykuły w serwisie poronienie.pl
  2. Barton-Smoczyńska I., O dziecku, które odwróciło się na pięcie, NAF, Warszawa 2006
  3. „Gdy odszedł ktoś bliski. O przeżywaniu żałoby z Łucją Bartoszewską, psychologiem, prezesem zabrzańskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych „Hospicjum”, rozmawia Klaudia Cwołek.”
  4. Benfield DB: Grief response of parents to neonatal death and parent participation in deciding care, 1978

Książki o przeżywaniu żałoby:

  • J. Salij OP „Śmierć, zmartwychwstanie, życie wieczne”,
  • M. Motty „Od poczwarki do motyla. Jak przezwyciężyć ból śmierci i żałoby”,
  • M. Herbert „Żałoba w rodzinie”,
  • A. Wilowski „Weź pokochaj smoka. Rzecz o umieraniu dzieci”,
  • A. Dodziuk „Żal po stracie”,
  • „Dzieci i śmierć” Elizabeth Kübler-Ross,
  • „Dzieci poznają tajemnicę śmierci”, Marielene Leist,
  • Catherine M. Sanders. „Jak przeżyć stratę dziecka. Powrót nadziei.”