poronienie a aborcja

Niektórym się wydaje, że połączenie czy zestawienie poronienie-aborcja jest naturalne i neutralne. Nie jest ani takie, ani takie. Zwłaszcza dla rodziców po stracie. Do tak zwanych zespołów utraty ciąży możemy zaliczyć: poronienie, urodzenie martwego dziecka, aborcję, wczesną śmierć noworodka, ciążę pozamaciczną, oddanie dziecka do adopcji zaraz po porodzie. I myśląc o poronieniu powinno się je łączyć z urodzeniem martwego dziecka czy wczesną śmiercią noworodka, bo tutaj jest więcej wspólnych „spraw”, szczególnie dla osieroconych rodziców.

Skąd w niektórych taka łatwość w łączeniu poronienia z aborcją. I tu i tu jest dziecko, zazwczyaj zmarłe na wczesnym etapie ciąży. Jedno i drugie jest tragedią, choć dla kobiet po aborcji świadomość straty dziecka może odezwać się później niż u rodziców po poronieniu. W jednym i drugim przypadku możemy mówić o żałobie, choć z punktu widzenia psychologicznego, innej dla każdej z wymienionych sytuacji. Do straty dochodzi zazwyczaj na wczesnym etapie ciąży, więc to dziecko jeszcze nie zaistniało w świadomości społeczeństwa. Nie było dziecka (dla świata), nie ma problemu. W przeważającej większości tylko matka, czy rodzice opłakują jego śmierć. Można niejako rzec, że to, co łączy obie sprawy sprowadza się tylko do dziecka. A co dzieli? Przy poronieniu mamy rodziców, którzy chcieli tego dziecka, którzy czekali na jego narodziny, cieszyli się nim… dla których poronienie jest tragedią. Coraz więcej rodzin w Polsce ma problemy z poczęciem, strata dziecka w wyniku poronienia po latach oczekiwań na niego boli jeszcze dotkliwiej. Przy aborcji jest kobieta, są rodzice, którzy zrobili wszystko, żeby tego dziecka nie było. I patrząc na poronienie i aborcję przez pryzmat rodziców, to obie sprawy „lądują” na przeciwnych biegunach.

Czy to łączenie jest neutralne? Nie. Po pierwsze wsłuchajmy się w to, co mówią rodzice po poronieniu. Dla nich zestawienia poronienie/aborcja są bolesne, bo przypominają o tym, co najbardziej dzieli w obu wydarzeniach: myśmy chcieli… oni nie chcieli. Trudno mówić o aborcji bez odwoływania się do jej konsekwencji, oceny moralnej itd. Na dodatek wszystkie hasła antyaborcyjne można sprowadzić do jednego: nie zabijaj. Gdy mówimy o aborcji i poronieniu jednym tchem, zestawiając jedno obok drugiego, to rodzice po poronieniu niejako „słyszą” właśnie to jedno zdanie wypowiedziane do nich: nie zabijaj. A oni nie zabili swojego dziecka. Dla kogoś, kto nie przeżył poronienia może wydawać się to irracjonalne, ale taka jest rzeczywistość. Nie bagatelizujmy i nie negujmy w tym wszystkim uczuć rodziców po stracie dziecka. Zbyt wiele przeszli doświadczając śmierci dziecka, aby dokładać im jeszcze dodatkowego cierpienia.

Zbitka poronienie-aborcja prowadzi też do różnych sytaucji, gdy poronienie jest mylone z aborcją. Na początku to rozróżnienie wydawało mi się oczywiste, ale później zbyt często musiałam tłumaczyć, że nie uczestniczyłam w aborcji i że nie zabiłam dwójki moich dzieci. Nie dla wszystkich ten podział jest jasny. W szpitalach wciąż można usłyszeć: wybiera pani skrobankę, czy antybiotyk?, no to kto skrobie?, Kuba! ją trzeba wyskrobać, to teraz zrobimy pani aborcję. Dla kobiety tracącej dziecko w wyniku poronienia jest to źródłem kolejnego cierpienia. Także od otoczenia, zwłaszcza przy wielokrotnych poronieniach, można usłyszeć zdania: ty to chyba nie chcesz mieć dzieci, skoro zdecydowałaś się na zabieg (przy poronieniu standardowo dokonuje się tzw. „czyszczenia” macicy, popularnie zwane zabiegiem, podobnie jak aborcję), nie żałujesz tamtych decyzji? Również na stronach środowisk pro-life pojawia się coraz częściej aborcja spontaniczna (poronienie) wpisana jako rodzaj aborcji. To zestawienie jest totalną pomyłką i świadczy o nieumiejętności rozróżnienia jednej sytuacji od drugiej.

Jedyna „część wspólna” to osoba dziecka. Wszystkim dzieciom, czy to zmarłym w wyniku poronienia czy aborcji należy się szacunek po śmierci, a tym samym prawo do godnego pochówku. I na tym hasła, zestawienia poronienie-aborcja powinny się kończyć.

Mam ogromną nadzieję, że kiedyś w otaczającej nas rzeczywistości tak będzie. Na razie nie jest.

m.