dwa łyki semantyki

Dwa łyki semantyki

Wielokrotnie przekonałyśmy się, że słowa mogą ranić. Może wynika to z niewiedzy wypowiadającego, zrozumienia tego, co niesie treść a także braku wspólnych doświadczeń. Inaczej rozmawiam z kimś, kto przeszedł poronienie, inaczej z osobą, dla której to jest tylko teoria. Czasami trzeba tłumaczyć najprostsze sprawy, poczynając od znaczenia słów, które przewijają się w rozmowie. W sferze języka bowiem istnieje bardzo duże zamieszanie. Mam nadzieję, że poniższy tekst pozwoli uporządkować naszą wiedzę i rozumienie różnych, pojawiających się pojęć. Zwroty, które się pojawiają w rozmowach dotyczących poronienia, z definicji mogą mieć charakter neutralny, jednak w sytuacji straty dochodzą do głosu emocje, stan psychiczny osoby, która przeżywa tragedię śmierci dziecka, cały bagaż wcześniejszych doświadczeń czy powiązań znaczeniowych z danym słowem. I to – w rozmowach np. lekarz – pacjentka, lekarz – rodzice – należy wziąć pod uwagę.

Poronienie vs aborcja

Poronienie – jest to zakończenie ciąży przed końcem 22 tygodnia jej trwania, wtedy rozwijający się płód nie jest w stanie przeżyć poza organizmem matki, bez względu na jakiekolwiek podejmowane czynności medyczne. Obumarcie płodu może też nastąpić wcześniej, wewnątrz macicy kobiety. Cały proces przebiega naturalnie, nie ma ingerencji z zewnątrz. To wewnątrz organizmu matki lub dziecka doszło do jakiegoś procesu chorobowego (istnienia bądź powstania wad), który doprowadził do przedwczesnego zakończenia ciąży. Jest to proces naturalny.

Aborcja – tutaj następuje ingerencja od zewnątrz, aby zniszczyć i usunąć dziecko poczęte (które w tym momencie żyje) wraz z pozostałymi tkankami jaja płodowego.

Poronienie samoistne (poronienie) a poronienie sztuczne (aborcja). Poronienie jest z natury procesem samoistnym, toteż nie wymaga dopowiedzenia, dotyczącego charakteru tego procesu. To tak jak nie używamy sformułowania “cofać się do tyłu” (no bo zawsze cofanie się przebiega w tym jednym kierunku).
Wtargnięcie z zewnątrz do jamy macicy i usunięcie rozwijającego się w łonie matki dziecka nazywamy aborcją. W przyrodzie występuje tylko jedno poronienie.
Używanie tego samego sformułowania – poronienie – z użyciem rozróżniającego je określenia, lub nie, gdy dla wszystkich jasny jest kontekst wypowiedzi, niestety to za mało i prowadzi do mylenia poronienia z aborcją.

Z listu: Kiedy powiedziałam koledze, że poroniłam, to powiedział, że wiem, co czuję, bo jego dziewczyna miała kiedyś aborcję. Postawienie znaku równości pomiędzy tymi wydarzeniami zabolało. Przecież nic nie zrobiłam, aby przyczynić się do śmierci mojego dziecka.

Dla niektórych środowisk “rozmycie” powyższych pojęć może być dokonywane celowo. Ponieważ poronienie jest procesem naturalnym (w niczym złym nie uczestniczę), to “podciąga” się pod nie, poprzez nazewnictwo, aborcję, szukając dla niej niejakiego usprawiedliwienia. Przecież to jest to samo. To nie jest to samo. W tej sytuacji znaczenie słowa aborcja przechyla się ku poronieniu i przekazywany jest następujący komunikat: aborcja jest poronieniem.

Aborcja spontaniczna (poronienie) a aborcja sztuczna (aborcja) Pierwsze z tych określeń jest kalką z języka angielskiego abortion spontaneous i nie istnieje w języku polskim. Niestety można je spotkać – o dziwo – na różnych stronach środowisk pro-life’owych a także w tłumaczeniach amerykańskich poradników dla kobiet w ciąży. Podobnie jak poprzednio dochodzi do rozmycia pojęć, ale przechylenie znaczenia poronienia dokonuje się w kierunku aborcji. Może to prowadzić do dezinformacji i/lub odbierania komunikatu poronienie jest aborcją. Ponieważ aborcja kojarzona jest ze złem, to prostą drogą do tego samego worka wrzuca się i poronienie.
Uwaga: w języku angielskim słowem określającym poronienie bez aborcyjnych skojarzeń jest słowo miscarriage.

Język łaciński
W łacinie nie ma rozróżnienia na poronienie i aborcję. Na oba te zjawiska mamy jedno słowo: abortus. Jest to język, którym posługują się często lekarze dlatego na rozpoznaniu czy na karcie z wypisem ze szpitala można spotkać ten łaciński zwrot.

Z listu: Przy wypisie dostałam kartę leczenia szpitalnego. Gdy zobaczyłam “abortus”, łzy stanęły mi w oczach. Wiem, że przeszłam poronienie, ale wtedy poczułam się, jakbym dostała w twarz i jakby z tej kartki wszyscy ci ludzie w białych kitlach mówili mi: miałaś aborcję. Czy nie można pisać po polsku?

Używanie przez lekarzy określenia aborcja na poronienie, na dodatek przy pacjentce, można tłumaczyć żargonem używanym w środowisku, skrótem myślowym, ale nic nie usprawiedliwia takiego zachowania.
Z listu:Lekarz powiedział – no to teraz zrobimy pani aborcję.
Uwaga: podobnie w określeniu lekarskim na poronienie zatrzymane, tym razem używa się terminu z języka angielskiego missed abortion.

Łyżeczkowanie, czyszczenie, abrazja vs zabieg, skrobanka

Przy poronieniu kobiety trafiają, jeśli są ku temu względy lekarskie, na tzw. zabieg oczyszczenia macicy (wyłyżeczkowania ścian jamy macicy). Zazwyczaj wykonywany jest on w znieczuleniu ogólnym. Tutaj również potrzeba dużego wyczucia językowego w trakcie rozmowy z pacjentką.

Zabieg – często w rozmowach o aborcji, aby nie użyć tego słowa, zastępuje się je słowem “zabieg”. Ona miała zabieg. Na zabieg czekałam trzy tygodnie. (Patrz różne strony nt. aborcji i wypowiedzi kobiet “po”.)
Z listu: Lekarz powiedział, że to poronienie zatrzymane, w szpitalu nie było miejsca. “Trzeba czekać aż wszystko samo się zacznie, jeśli nie, to proszę przyjść w czwartek…” chwilę się zawahał… “wtedy zrobimy pani zabieg”. Wiedziałam, że uczestniczę w czymś zupełnie innym, ale dla mnie wtedy słowo “zabieg” było jednoznaczne z “aborcją”. Taka była moja pierwsza reakcja. Teraz, po wielu miesiącach, na dodatek kolejnym poronieniu, ten swoisty żargon już mnie tak nie razi, jak na początku.

Łyżeczkowanie – dla wielu kobiet widok narzędzi (łyżek), których używa się przy wykonywanym zabiegu łyżeczkowania jest trudny. Podobne reakcje – dla niektórych – mogą kojarzyć się z samym używanym słownictwem. Podobnie, jak wyżej, aborcję zastępuję się słowem łyżeczkowanie. Czasami w opisie metod wykonywania aborcji również pojawia się to słowo. Nagromadzenie głosek ł, ż, cz – też różnie brzmi i trochę “chrzęści” w uszach.
Z forum.gazeta.pl/poronienie: Leżąc już na fotelu usłyszałam rozmowę między lekarzami „dwa ruchy łyżką i będzie po sprawie”.

Czyszczenie – usunięcie martwych tkanek, pozostałości. Czyści się coś, co jest brudne. Dla niektórych kobiet, choć docierają do nich racjonalne argumenty dotyczące medycznych procedur i na nie się godzą, w sferze psychiki czy emocji może dojść do swoistego sprzeciwu: czy ja jestem brudna, czy moje dziecko jest brudem? Dla osoby postronnej może wydawać się to dziwne, bo sama nazwa oddaje istotę rzeczy i czasami trzeba pomóc naturze, aby nie doszło do zakażenia, czy innych przykrych konsekwencji. Jednakże podświadomie kobieta w trakcie poronienia może odbierać to słowo jako uprzedmiotowienie lub pomniejszenie zmarłego dziecka noszonego jeszcze w ciele. Tutaj również potrzeba wyrozumiałości dla trudnego i bolesnego stanu psychicznego pacjentki, w którym się znajduje.

Abrazja – jest to najbardziej medyczna nazwa wykonywanego zabiegu, jednocześnie najrzadziej stosowane słowo, ale i też najbardziej neutralne. Nie niesie ze sobą żadnych pozamedycznych negatywnych skojarzeń.

Skrobanka – jedna z nazw aborcji, w niektórych środowiskach uważana za wulgaryzm.
Z listów: W trakcie konsylium lekarskiego, pani doktor, co więcej profesor, spytała: No to kto skrobie?
Teraz zrobimy pani skrobankę.

Uwaga: w języku medycznym używa się nazwy “wyskrobiny” na materiał, który został pobrany w czasie łyżeczkowania macicy, dla kobiety roniącej, matki, która traci dziecko, usłyszenie tego słowa, z medycznego punktu widzenia poprawnego, może również spowodować ból.

Poronienie nawracające vs Poronienie nawykowe

Robimy coś z nawyku, mechanicznie… Jeśli myślimy o złych nawykach, to również wiemy o tym, jak trudno się ich pozbyć. Coś weszło nam w krew.

Przy używaniu sformułowania poronienie nawykowe może istnieć podświadomie większy strach przed kolejną utratą, niż gdy mówimy poronienie nawracające. Z nawykiem trudno się walczy, często mimo dobrych chęci i wielkich starań dalej robimy coś, na co nie chcemy się zgodzić. Kobieta, która przeżyła już wielokrotne poronienia, gdy wciąż się jej powtarza, że podpada pod grupę zwiększonego ryzyka, bo ma za sobą poronienia nawykowe, może w ogóle utracić wiarę w to, że kiedykolwiek uda jej się urodzić dziecko. Jak mieć nadzieję na sukces, skoro na starcie, poprzez słownictwo, daje się pacjentce mniejsze szanse. Przy innych schorzeniach (np. zwichnięcie rzepki) używa się podziału na nawykowe – takie, które zdarzają się za każdym razem – oraz na nawracające – powtarzające się epizodycznie. Być może w rozmowach z pacjentkami nie doceniamy całej sfery tzw. psycholingwistyki, a co za tym idzie wpływu użytych słów na stan psychiczny, nastawienie rodziców do kolejnej próby macierzyństwa i ojcostwa.

Dziecko vs embrion, zarodek, płód, zapłodnione jajo płodowe

Dziecko – słowo to niesie wiele znaczeń, z jednej strony wskazuje na osobę, której wiek określony jest w pewnych przedziałach (od okresu poniemowlęcego do osiągnięcia wieku młodzieńczego), podobnie jak dla noworodka, niemowlęcia, nastolatka, młodzieży, z drugiej wskazuje na istniejącą więź pomiędzy tą osobą a jego rodzicami. W tym drugim znaczeniu nieistotny jest wiek dziecka. Dla rodziców, “bycie rodzicem”, choć ze zmieniającymi się obowiązkami, jest zadaniem na całe życie. Czy mamy lat 5, 15, 30, 50, 70 – jeśli nasi rodzice wtedy żyją, będą o nas myśleć “moje dziecko”. Podobnie wypowiadając się o dziecku przed narodzeniem – nie podkreśla się wtedy jego dojrzałości, kolejnego etapu rozwoju, ale właśnie więź, jaka jest między nim a jego matką i ojcem. Słowo to uwypukla również, co dla wielu osób może być istotne, człowieczeństwo, bycie osobą poczętej istoty.

Inne używane “dziecięce” słowa: maluszek, dzidziuś, dzidzia, mały człowieczek, maleństwo. (Zobacz też na słownictwo dot. dziecka kobiet po poronieniu z wątku Forumowe Aniołki – pożegnania z forum.gazeta.pl/poronienie)

Zygota – pierwsze stadium zarodka, komórka powstała w wyniku połączenia się gamety żeńskiej z gametą męską (zapłodnienie), dająca początek nowemu organizmowi. Twór ten zawiera całkowitą informację genetyczną nowo powstałego człowieka. “Mały, ale cały.” Dla wielu osób życie zaczyna się od poczęcia – już w tym stadium mówią więc o dziecku.

Morula – wczesna postać zarodka w kształcie owocu morwy, zbudowanej z kilkunastu/kilkudziesięciu komórek zwanych blastomerami.

Blastocysta – kolejne po okresie moruli stadium rozwojowe zarodka; mieści w sobie jamę zawierającą płyn, otoczoną komórkami (blastomerami). Wtedy pęcherzyk, zbudowany z komórek pozazarodkowych – trofoblastów – i węzła zarodkowego – embriolastu. Komórki leżące na zewnątrz układają się w jednolitą warstwę (trofoblast), zaś komórki usytuowane na wewnętrznej jego powierzchni tworzą węzeł zarodkowy (embrioblast). Z węzła zarodkowego rozwija się organizm dziecka oraz błony płodowy. Między trofoblastem i embrioblastem tworzy się stale zwiększająca się jamka, stąd ta faza rozwojowa zarodka została nazwana blastocystą.

Embrion (po polsku zarodek) – jest to dziecko w początkowym etapie swego rozwoju, w okresie poprzedzającym wykształcenie się narządów ostatecznych organizmu. Wyodrębnia się dwie fazy rozwojowe: zarodek przedimplantacyjny (przed zagnieżdżeniem się w błonie śluzowej macicy) oraz zarodek w stadium późniejszym, czerpiący pożywienie z krwi matki. Zarodek w okresie przedimplantacyjnym syntezuje wiele różnych białek. Ponadto zdolny jest do wytwarzania hormonu – gonadotropiny kosmówkowej.

Płód w anatomii to zarodek ssaków od momentu, kiedy można rozpoznać cechy morfologiczne dla danego gatunku. U ludzi zarodek stadium płodu osiąga w 8 tygodniu ciąży.

Część lekarzy “chowa” się za medycznymi sformułowaniami, niejako bojąc się użyć słowa dziecko. I warto tu zwrócić uwagę na kilka spraw. Nie ma gotowych recept na rozmowę z pacjentką – dla jednej będzie ważne, czy usłyszy od lekarza słowo dziecko, inna absolutnie nie będzie sobie tego życzyć. Niektórzy lekarze znają na tyle pacjentkę, że wiedzą, co i jak mówić, inni zaś posiadają swoistą intuicję i potrafią “wstrzelić” się z odpowiednim słowem nawet do nieznajomej pacjentki. Można po prostu spytać się wprost, jakiego słownictwa używać, lub bez pytania uważnie obserwować reakcję pacjentki. Można też wsłuchać się w pacjentkę i przejąć jej język.

Nie tylko ważne jest to, co się mówi, ale przede wszystkim jak. Jeśli słowa zarodek, embrion, płód zostaną poprzedzone słowem tylko (to jest tylko zarodek, to jest tylko embrion, to jest tylko płód), to pomniejszenie wtedy straty dziecka, które się de facto dokonuje, może przynieść ból rodzicom przeżywającym śmierć kogoś, na kogo czekali. Jeśli w głosie lekarza można wyczuć szacunek, współczucie, to wtedy użycie tylko medycznych sformułowań nie będzie przeszkadzało rodzicom, będą rozumieć, że takie a nie inne słownictwo wpisane jest po prostu w zawód lekarza. Jeśli medycznych określeń używa się z lekceważeniem, to rodzice to wyczują.

W szkoleniach odbywających się na Zachodzie propaguje się zasadę, żeby nie wypowiadać słowa dziecko. Ale: całkiem możliwe, iż jednym z powodów takich właśnie zachowań jest fakt, że kultury zachodu ciągle jeszcze nie zajęły oficjalnego stanowiska w kwestii statusu ludzkiego zarodka. W niektórych innych kulturach tradycyjnie personifikuje się płód jeszcze przed urodzeniem. Inaczej niż u nas, tam relacje z płodem rodzą się niejako automatycznie, z chwilą uświadomienia sobie stanu ciąży. Stąd też dla mieszkanki Wschodniej Boliwii rytualny obrządek towarzyszący utracie płodu na skutek poronienia niczym w istocie nie różni się od rytuału wyrażającego żal po śmierci kogoś dorosłego. (patrz: Diagnostyka prenatalna, pod. red. L. Abramsky, J. Chapple, str. 232). Kolejnym wytłumaczeniem takich zaleceń może być również dostępność aborcji na Zachodzie jak i społeczne przyzwolenie na nią. W Polsce najnowsze badania wykazują, że spada akceptacja dla aborcji, szczególnie wśród młodszego pokolenia. Lekarz, który sam ma “poukładany” stosunek wobec śmierci, nie będzie się bał mówić o dziecku. Podobnie ma się rzecz z rodzicami.

Z drugiej strony, w programach terapeutycznych, powstałych również na Zachodzie a dotyczących tzw. zespołu utraty ciąży, jednym z elementów jest ponowne “uczłowieczenie” utraconego dziecka. Jest to niezbędne, aby móc przeżyć żałobę, pożegnać się z dzieckiem, pogodzić ze stratą, móc zgodzić się na przyjęcie kolejnego życia. Może więc niepotrzebnie niektórzy przechodzą przez okres “odczłowieczania” choćby poprzez używane słownictwo?

Z listów: Do szpitala trafiłam ze skierowaniem, od 24 godzin wiedziałam, co się dzieje. W szpitalu na izbie przyjęć lekarz wykonywał badanie usg. W pewnym momencie, widząc mój wzrok skierowany na monitor, spytał, czy chcę spojrzeć na dziecko? Powiedział to bardzo ciepło, ze współczuciem. Chciałam… Byłam wdzięczna, że użył słowo “dziecko”. To było moje pożegnanie. Dwa dni później lekarka, która wykonywała kolejne badanie usg, na moje stwierdzenie, że wszystko w porządku, tylko dziecku serce nie biło, obruszyła się i podniesionym głosem powiedziała: no wie pani, na tym etapie ciąży to jeszcze nie dziecko. To był koniec 11tc. Gdyby nie mąż, który był wtedy przy mnie, to bym za te słowa zrobiła krzywdę lekarce. Szłam szpitalnym korytarzem i wyłam.

I na koniec jeszcze jedna uwaga. Są lekarze, położne, którzy używają bezosobowych sformułowań określających dziecko, takich jak: to, toto, to coś (np. to już się poroniło, tego pani nikt nie pochowa, wyrzuć to coś do kosza, jak można płakać po stracie czegoś takiego?). Jest to niedopuszczalne zachowanie, dla którego nic nie znajduje usprawiedliwienia.

Ciąża obumarła na b. wczesnym etapie vs puste jajo płodowe, ciąża biochemiczna

Niektóre ciąże kończą się na bardzo wczesnym etapie. Takim, który nie pozwala “zobaczyć”, czy “zarejestrować” zarodka za pomocą jakiegokolwiek urządzenia, obecnie stosowanej techniki. Najszybciej możliwość “potwierdzenia” ciąży daje badanie hormonu HCG, na nim bazują tzw. “testy ciążowe”, domowe, na które nanosi się trochę moczu. Dużo dokładniejsze są wyniki osiągane za pomocą testów z krwi.

Puste jajo płodowe – patologia ciąży określana tym terminem polega na niewytworzeniu się struktur płodowych w rozwijającej się ciąży. Istnieją natomiast tkanki, z których rozwijają się błony płodowe oraz takie, które mogłyby rozwinąć się w łożysko. Taka ciąża trwa zwykle tylko kilka, kilkanaście tygodni, gdyż brak w niej najistotniejszego składnika.

Ciąża biochemiczna – stwierdzeniem tym posługujemy się w przypadku, kiedy próba ciążowa wypada dodatnio i bardzo wcześnie dochodzi do poronienia, co uniemożliwia rozpoznanie istnienia ciąży badaniem ginekologicznym lub badaniem USG.

Dla tych rodziców, dla których życie zaczyna się od poczęcia, usłyszenie w takim przypadku, że nie było żadnego dziecka, o jakim dziecku my w ogóle mówimy? może przynieść kolejne cierpienie. Dla nich życie się zaczęło i bardzo szybko się skończyło. Będą też takie pacjentki, dla których brak widocznego zarodka będzie swoistym pocieszeniem (nie mam kogo opłakiwać, płaczę, bo straciłam marzenia, ale nie kogoś bliskiego). Z drugiej strony bez poczęcia i kilku pierwszych faz życia zarodkowego, “samo z siebie” nie doszłoby do takiej sytuacji. Bezpiecznie jest tu używać sformułowania ciąża obumarła na b. wczesnym etapie.

Z forum.gazeta.pl/poronienie: Chwilami podnosi mnie to na duchu – to PUSTE jajo – znaczy, że nie było zarodka, nie było dziecka, które straciliśmy – a może było jeszcze takie malutkie, że po prostu nie było go widać?… Nigdy się tego nie dowiem. 🙁