pomoc psychologa

Pomoc psychologa

Z pozycji procedur medycznych poronienie jest tylko poronieniem, czymś, co się zdarza, stratą jednej z wielu ciąż, bez późniejszych konsekwencji, jakże często się słyszy od lekarzy jeszcze będzie pani miała dzieci, jest pani młoda, słowa, które pomniejszają to, co się stało.

Niektóre kobiety miały to szczęście, że o końcu ciąży dowiadywały się od „swojego” lekarza, że miał akurat dyżur w szpitalu, gdy roniły dziecko. Jeśli dodatkowo relacje między lekarzem a pacjentką układały się dobrze, lekarz wiedział, co i jak mówić, miał on jakąś wiedzę psychologiczną dotyczącą sytuacji kobiety roniącej dziecko, to może… tylko może… pomoc psychologa w tym momencie była zbędna. Niestety, większość pacjentek w czasie pobytu w szpitalu była w zupełnie innej sytuacji.

Są kobiety, których emocje widać, jak na dłoni, są takie, które ból straty przeżywają wewnątrz siebie, nikogo tam nie dopuszczając. Patrząc z boku, może się wydawać, że „kobieta jakoś sobie radzi”. Nie ma miernika, który by pokazał wielkość cierpienia człowieka. I to „jakoś sobie radzi” może być całkowicie złudne. Śmierć kogoś bliskiego należy do wydarzeń traumatycznych. Pomoc w tym momencie kogoś, kto wie, jak tej pomocy udzielać, może ułatwić pobyt w szpitalu.

Jeśli w szpitalu zatrudniony jest psycholog, to zaproponuj roniącej pacjentce spotkanie z nim – zawsze – nie tylko w sytuacji, gdy widzisz, że „pacjentka sobie nie radzi”. Jeśli nie ma psychologa, to zrób wszystko, żeby miejsce dla takiej osoby się znalazło.

Z listów – gdy było dobrze
Z listów – gdy było źle
  • Żadnego psychicznego wsparcia ze strony personelu.
  • Już na wizycie kontrolnej lekarz powiedział, że psycholog owszem pracuje w szpitalu, ale przysyłają go do pacjentki dopiero wtedy, gdy widać, że ona sobie nie radzi z poronieniem.
  • W szpitalu, w którym roniłam, pracuje psycholog, ale nikt nie zaproponował mi z nim rozmowy, nigdzie, np. w gablocie na korytarzu, nie wisiała informacja, że mogę z takiej pomocy skorzystać.