obecność bliskiej osoby

Możliwość uczestnictwa w badaniach bliskiej osoby

Dla kobiety roniącej dziecko to, co się dzieje to nie jest tylko poronienie. Są to wydarzenia, które jeśli nawet wspomnienia o nich po jakimś czasie złagodnieją, nigdy nie zostaną usunięte z pamięci. Personel szpitalny może naprawdę wiele zrobić, aby łatwiej było przejść przez to cierpienie.

Badanie ginekologiczne i usg

Dla personelu szpital jest ich miejscem pracy – wszyscy wiedzą, gdzie co się znajduje, nie ma żadnych niespodzianek. Dla pacjentki – jest to obcy teren. To nie jest „jej” miejsce. Nie czuje się tu u siebie. Każda rzecz, która pomoże choć w części opanować lęk, strach przed tym, co ma się stać – powinna zostać wykonana. To są najczęściej małe, drobne rzeczy, które szpital nic nie kosztują. Jędną z nich jest obecność bliskiej osoby – męża, partnera, przyjaciółki, mamy – wskazanej przez kobietę. Często jest tak, że do szpitala trafia się z powodu tylko plamienia, nic nie wskazuje na nieuniknione nieszczęście. Ten pierwszy moment, gdy lekarz oznajmia, co się dzieje, informuje pacjentkę – jest bardzo trudny. Wsparcie, choćby tylko przez obecność, kogoś bliskiego pomoże łatwiej znieść ten moment. Tej osobie będzie łatwiej przytulić matkę, uścisnąć jej dłoń. Być razem w cierpieniu. Po prostu.

Coraz częściej kobieta w ciąży na wizyty u lekarza wybiera się razem z ojcem dziecka. Razem mogą zadawać swoje pytania, wyjaśniać wątpliwości, słuchać bicia serca dziecka, oglądać je na monitorze w trakcie badania USG. Te wspólne wizyty dla niektórych par są zupełnie naturalne. Badanie ginekologiczne jest przeprowadzane za parawanem, tak że nikt nikomu nie przeszkadza – ani ktoś bliski pacjentce, ani ta osoba lekarzowi. Te wspólne uczestnictwo w spotkaniu z lekarzem wiele pacjentek chciałoby „przenieść” do szpitala. Do takiego spotkania z lekarzem są przyzwyczajone – gdy ktoś obok jest. Po prostu.

Kobieta przeżywająca stratę dziecka może „nie mieć głowy” do zadawania pytań osobie przeprowadzącej badanie. O te wątpliwości może wtedy zapytać druga osoba.

Zabieg wyłyżeczkowania macicy

Jest to jeden z najtrudniejszych momentów w szpitalu. Chyba każdą pacjentkę ogarnia wtedy strach. Kobieta potrzebuje wtedy pełnej informacji o tym, co się będzie działo, krok po kroku. Potrzebuje też kogoś, kto da jej poczucie bezpieczeństwa. Często obcy personel, niestety, nie zrobi tego tak dobrze, jak ktoś bliski.
W czasie rozmów z profesorem Chazanem nt. warunków, w jakich kobiety ronią w szpitalach w Polsce, podkreślał, że nie ma żadnych medycznych przeciwskazań do obecności kogoś bliskiego do momentu zaśnięcia pacjentki.

To jest naprawdę trudna chwila dla pacjentki. Dla lekarza – rutynowy zabieg. Potrzeba tu wielkiego szacunku i wyczucia ze strony personelu medycznego wobec cierpienia kobiety – nie tylko tego fizycznego. Żarty, rozmowy, uśmiechy można zostawić na inny czas. Również bezpośrednie przygotowanie instrumentów – dla lekarzy zwykły, codzienny widok – można wykonać nie na oczach matki, która straciła dziecko. To sprawia dodatkowy ból.

podstawa prawna: art. 19 pkt.3 podpunkt 1 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej

Z listów – gdy było dobrze
  • Mężowi pozwalają wejść ze mną także na badanie ginekologiczne, odbywa się ono za parawanem, tak więc mąż niczego nie widzi.
  • Potem było USG, lekarz był delikatny, mąż mógł być przy badaniu. Pamietam, że lekarz powiedział: Nic już nie zostało, ale trzeba zrobić zabieg, żeby oczyścić resztki.
  • Lekarze, pielegniarki super. Mąż cały czas przy mnie – a było to w malutkiej miejscowości.
  • Sam zabieg wspominam bardzo dobrze, mąż był cały czas ze mną na sali. Pielegniarki i anastazjolog uspokajały mnie i pocieszały, bo trzęsłam się tak, że latało ze mną całe łóżko.
  • Kolejny dzień – dzień zabiegu. Lekarz już wcześniej wyjaśnił mi, na czym dokładnie polega zabieg, jak będzie przebiegać, jak sie będę czuć po zabiegu. Mojemu Mężowi wręczyli kartkę z informacjami, które się nam mogą przydać. Jak się okazało, były to namiary na Stowarzyszenia Pomocy Rodzinom po Stracie Dziecka (miejsca i godziny ich spotkań) oraz informacje o pogrzebie dzieci zmarlych przed 20 tc. (W Teksasie, gdzie od roku mieszkam, dzieci zmarłe przed 20 tc, o ile Rodzina nie zadecyduje inaczej) są chowane we wspólnym grobie raz na kilka miesięcy). Do ostatniej chwili Mąż był ze mną. (USA)
Z listów – gdy było źle
  • Przy wkładaniu mi leku do pochwy, zabolało mnie i jęknęłam, spytała ”co tam?”, mówię że trochę boli, a ona na to, że ”jak by przyszedł jakiś chłop z dużymi rękami, to dopiero bym wiedziała, jak boli, a przy jej badaniu nic nie boli i jeszcze nikt jej tak nie obraził”
  • Mąż wchodzi ze mną do sali na usg – pielęgniarka krzyczy ”mąż na korytarzu”. W trakcie usg pielęgniarka pyka smsa na komórce, co potwierdza głośnym brzęczeniem, pełno ludzi, zero intymności i ginekolog, który sobie chciał niby żartować pani się nie martwi, musimy zrobić dwa razy usg, żeby nie wyskrobać żywego dzieciaka. WYSKROBAĆ! co to za słowo dla kobiety, która traci dziecko.
  • Pamiętam słowa, które dźwięczą mi w uszach do dziś. To było usg dopochwowe, zrobione bardzo niedelikatnie, a ja byłam taka obolała, że bolało mnie to bardzo. Lekarz wywijał tym urządzeniem na wszystkie strony (we mnie) i krzyczy: Tu nie ma żadnej ciąży i do mnie: Czy tu w ogóle była jakaś ciąża?
  • Stresowało mnie to, że przy mnie pielęgniarka wszystko przygotowywała do zabiegu. Widziałam wszystkie narzędzia, tacki… i bałam się jeszcze bardziej, popłakałam się…