dostęp do informacji medycznej

Dostęp do pełnej informacji medycznej

podstawa prawna: art.19 pkt. 1 podpunkt 2 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej

Z listów – gdy było dobrze
Z listów – gdy było źle
  • Po 3 godzinach łez, na szpitalnym łóżku. Wchodzi pielęgniarka z kartą, którą wypełnia się przed zabiegiem operacyjnym. Na karcie jest fragment informujący, że poinformowano mnie o rodzaju i ewentualnych skutkach planowanego zabiegu. Nie poinformowano mnie, odmawiam wypełnienia. Pytam: co będzie wykonywane? Pielęgniarka: zabieg. Pytam: jaki zabieg??? (wycięcie migdałków, amputacja nogi czy przeszczep włosów!?) Zdziwiona, że nie znam jej żargonu, informuje mnie i przy okazji cały oddział, że chodzi o wyczyszczenie jamy macicy.
  • Jestem już po zabiegu – przybita, smutna ale mimo wszystko świadoma wszystkiego i dzwonię dzwonkiem po pielęgniarkę, aby zapytać, czy dostanę dziś czy jutro immunoglobulinę. A pielęgniarka na to: dzwonek nie jest po to, żeby zadawać pytania, jak mam pytanie to mam przyjść do dyżurki – powiedziała to tonem tak niemiłym i oschłym, że przez całą noc nie mogłam zasnąć.
  • Po podaniu tabletki lekarka powiedziała, że mogę odczuwać takie bóle jak przy okresie. Nie powiedziała, że mogę dostać skurczy i urodzić swoje dziecko. Gdy nad ranem poroniłam w toalecie, gdy zobaczyłam jak dziecko leży na zimnej terakocie, trzęsłam się tak, że nie mogłam mówić.
  • Koszmar zaczął się po tym jak dostałam rano oksytocynę. Skurcze były okropne. Pielęgniarki nie odpowiadały na wezwanie. Kazały zbierać wszystko, co ze mnie wyleci i im zanosić. Zanosiłam więc, ale za każdym razem na mnie krzyczały, że to przecież nie dziecko i żebym takie rzeczy wylewała do toalety a nie im przynosiła. Skurcze trwają od 7 rano i nikt nie chce mi dać środków przeciwbólowych – bo nie ma…
  • Lekarz wypisujący nie mówi ani słowem o zaleceniach, antybiotykach, dalszych krokach.
  • Przy wypisie ze szpitala, na moje nieśmiałe pytania dotyczące mojej sytuacji (lekarz nie miał zamiaru poinformować mnie co i jak, tak jakbym miała to wiedzieć, Bóg raczy wiedzieć skąd) usłyszałam, że nie mam się czym martwić, bo zostało wszystko dokładnie wyskrobane… Głos uwiązł w gardle, nie zapytałam o nic więcej, nie miałam sił, dla lekarza moje dziecko, które widziałam na monitorze usg było ”wyskrobinami”. Natomiast na karcie informacyjnej szumnie przeczytałam, że zostałam pouczona odnośnie dalszego leczenia. Co za bzdura.