badania w intymnej atmosferze

Badania przeprowadzane w intymnej atmosferze

Kobieta, która roni ma prawo do intymnej atmosfery w czasie wszystkich badań i zabiegów – powinny się one odbywać w miejscach odosobnionych. Ilość osób przy badaniu powinna zostać ograniczona do niezbędnego minimum. Pacjentka ma również prawo do nie wyrażenia zgody na uczestnictwo w badaniach osób postronnych np. słuchaczek szkół położnych, studentów medycyny.

Z listów – gdy było dobrze
  • W czasie badania usg był tylko lekarz wykonujący to badanie, podobnie przy usg. Fotel ginekologiczny był tak ustawiony, że nie czułam się niekomfortowo (tyłem do drzwi, osłonięty parawanem). Przy łyżeczkowaniu ilość osób ograniczona do minimum: lekarka, położna i anestezjolog.
Z listów – gdy było źle
  • Leżę na kozetce modląc się, żeby jednak ciąża jeszcze była, chyba z 10 osób naokoło, a lekarze opowiadają sobie i pokazują, jakie stringi teraz noszą dziewczyny, myślałam, że się spalę.
  • Badania bolesne, wykonywane przy grupie innych lekarzy i studentów.
  • To właściwie był poród, bo dostałam oksytocynę, miałam skurcze i rodziłam 300 gramowe maleństwo. Sceneria: ja na fotelu z nogami wiadomo jak. Fotel przodem do wejścia. W pewnym momencie nawet weszła sprzątaczka z wiadrem.
  • Jeszcze lekarz, który mi robił usg – ja jeszcze nie wiedziałam oczywiście, że poroniłam – do grupki studentów nade mną: Widzicie tu jakieś serce? bo ja nie? tu nic nie bije… ciekawe czy w ogóle biło?…. no widzi ktoś czy nie, do cholery, po co tu jesteście?… I w taki oto sposób dowiedziałam się, że mojemu maluszkowi już nie bije serduszko. Chciałam umrzeć i już niczego nie słyszeć.
  • Ordynator szpitala, do którego się zgłosiłam powiedział: nie znam pani nie leczy się u mnie pani prywatnie, wiec nie mam czasu. Akurat był dzień operacyjny, ranek, wszyscy inni lekarze zajęci, tylko ordynator wolny, ohydny starszy grubawy pan. Po 3 godzinnym błaganiu, żeby mnie zbadał, powiedział: siostro, proszę wziernik, ten jeden z większych, bo pani jest ciasna, a ja nie mam czasu na długie badanie, wsadził wziernik, pochylił się i nie badając mnie powiedział: no krwawi pani i co z tego, to dopiero 7 tydzień, na moje oko i tak nic z tego nie będzie, niech pani idzie do domu. A na odchodnym: niech pani w następnej ciąży wybierze se lepszego lekarza i się uśmiechnął.
  • Zostałam przyjęta do szpitala z podejrzeniem ”obumarcia płodu”. Na drugi dzień lekarz robił mi USG, za ścianą rodziła jakaś kobieta. Odwrócił ode mnie monitor, pytam: co się dzieje? On na to – niedobrze, i zostawił mnie na fotelu z sondą między nogami. Zadzwonił po drugą lekarkę, zanim przyszła wykonał jeszcze jakiś telefon. Wpada młoda pani doktor i siada przy aparacie (bez słowa do mnie) i mówi wesoło – tak biegłam, myślałam, ze to coś poważnego…
  • Dalej nastąpiła wymiana medycznych terminów oraz zwrotów po łacinie. Potem do mnie – dzisiaj zrobimy pani zabieg. To wszystko. Za ścianą krzyczało nowonarodzone dziecko.