O żałobie – dla lekarzy

O pierwszych fazach żałoby… dla lekarzy

Kultura dzisiejszego świata wymazuje temat śmierci ze świadomości ludzi. Nie chcemy o niej mówić, myśleć, czytać, nie chcemy na nią patrzeć, ucieka się od ludzi, którzy przeżywają żałobę, nie chcemy mieć z Siostrą Śmiercią – jak ją nazywał św. Franciszek z Asyżu – do czynienia… A życie stroi sobie z nas żarty, bo przecież nikt nie jest nieśmiertelny.

Obcowanie ze śmiercią jest wpisane w niektóre zawody – zawód lekarza, szczególnie ginekologa-położnika należy do tych wyróżnionych czy wyznaczonych. Jak bardzo byśmy się nie starali, to nie oddzielimy śmierci od problemu poronienia. Pacjentka doświadczając poronienia przeżywa niejako podwójną śmierć – zarówno dziecka, które nosi w sobie jak i siebie samej jako matki. I z jedną i z drugą musi sobie dać radę. Ten procees “dochodzenia do siebie” nazywany jest żałobą.

Żałoba – czyli pożegnanie i opłakanie zmarłego, dojście do takiego etapu w życiu, gdy pamięć o zmarłym nie sprawia bólu. W opisie żałoby psychologicznej możemy wyróżnić pewne etapy, fazy. Warto je poznać, aby wiedzieć, czego można oczekiwać po pacjentce, która właśnie dowiaduje się o stracie dziecka, o rozpoczynającym się czy nadchodzącym poronieniu. Tylko że teoria to jedno, a życie drugie – czasami trudno nam połączyć fakty, wypowiadane słowa, gwałtowne reakcje pacjentki z pierwszą fazą żałoby, a z nią najczęściej lekarz ma do czynienia.

Powiedziałem… i co dalej?

Bardzo ważny dla rodziców oczekujących na dziecko jest moment, w którym lekarz przekazuje informacje o tym, że ciąża już się nie rozwija. Że czas nadziei się skończył. Ważne są nie tylko słowa, ale ton, przekaz niewerbalny, gesty, postawa ciała, szacunek dla straty, współczucie, pewne onieśmielenie wobec cudzego cierpienia. I nie ma tu gotowych recept na to, co mówić, niektórzy lekarze mają ten dar – od Boga, czy losu – że mówią te słowa, które powinny w takim momencie paść. Dla lekarza z przekazaniem hiobowych wieści niejako “wszystko się kończy”, dla pacjentki, ta trudna rzeczywistość dopiero “cała się zaczyna”.

FAZA I – Wstrząs

Reakcje pacjentek mogą być różne. Niektórych emocje widać, jak na dłoni, inne przeżywają bardziej w sobie, ukrywając te najtrudniejsze uczucia. O nikim nie można zakładać, że “nie przeżywa”, “nie obruszyło jej to”. Tym bardziej, że tuż po otrzymaniu informacji o śmierci wchodzi się w fazę zaprzeczania. Może mi się to tylko śni… zaraz się obudzę… Pytania, które można usłyszeć w gabinecie świadczą o niedowierzaniu: czy pan/i się nie pomylił/a? czy jest pan/i pewien/na? jakie są szanse na to, że sprzęt źle zadziałał? W pierwszej chwili mogą one irytować, ale nie ma w nich podważania kompetencji lekarza – warto zdawać sobie z tego sprawę. Na logikę, skoro wymaga się potwierdzenia przez dwóch lekarzy faktu poronienia, w celu uniknięcia pomyłki, to… jeśli przyjmuje się, że może pomylić się jeden lekarz, to może pomylić się i dwóch (tym samym prawdopodobieństwo pomyłki przez 99 lekarzy również nie jest niezerowe). Tego typu myśli mogą pojawić się u osoby, która doświadcza śmierci kogoś bliskiego. Czy naprawdę nic nie można zrobić? Czy nie może mi pan/i przepisać leków, które uratują tę ciążę? Dla lekarza – którego problem dotyczy tylko pośrednio – postawa ta może wydawać się głupotą, przejawem niekompetencji, braku wiedzy (przecież na monitorze wszystko widać…), ale nie jest to sprawa tego, co się wie, ale tego, co czuje. Myśli, przekazywana przez lekarza wiedza a uczucia nie idą w tym momencie ze sobą w parze. Mówimy wtedy o tzw. dysocjacji myśli i uczuć. Emocji nie oddzielimy od poronienia. Pacjentka może np. wyrazić chęć zgłoszenia się do innego lekarza, szukać kogoś z większą wiedzą, “sławy” medycznej – nie należy brać tego, jako podważania naszych umiejętności. Ona na razie nie dopuszcza informacji o śmierci, cenzuruje wszystkie argumenty “za”.

Z listów:

Na karcie szpitalnej było napisane: zastosowane leczenie. I moja pierwsza myśl: o jakim leczeniu oni do cholery piszą, przecież nie wyleczyli mojego dziecka.

Lekarz na obchodzie się spytał, jak się udał zabieg? “Mój” zabieg nie miał jak się udać, nawet jeśli wg standardów medycznych przebiegał książkowo. Dla mnie “udałby” się, gdyby żyło moje dziecko.

Wiele osób z personelu medycznego bagatelizuje problem poronień. Przyczyn takiej postawy można doszukiwać się w rutynie zawodowej (jest pani dziś moją trzecią pacjentką z tym problemem, nie pani pierwsza, nie ostatnia…), skali komplikacji, którą niesie poronienie (zapewniam panią w ginekologii są gorsze rzeczy) a także analiza reakcji pacjentek (tak jak pani przeżywa poronieine jedna kobieta na tysiąc). Te pierwsze godziny, czasami dni od informacji o stracie mogą się różnić – i to znacznie – od tego, jakie są nasze wyobrażenia czy społeczne wzorce dotyczące żałoby. Jedna z charakterystycznych rzeczy to niemożność wyrażenia uczuć. Osoba otrzymująca informację o śmierci czuje się jakby to, co się dzieje jej nie dotyczyło, działo się w innym świecie, poza nią. Stąd pojawia się odrętwienie, nie ma płaczu, nie ma gwałtownych reakcji. Tak, jakby nie chodziło o śmierć dziecka, tylko o drobny zabieg medyczny. Tego typu postawę może wzmacniać jeszcze obcość personelu medycznego oraz chęć “trzymania się jakoś” przy osobach, z którymi nie wiążą nas emocjonalne więzi. Podobnie, jeśli lekarz przekazujący smutną informację był oschły czy wręcz chamski. Czasami możemy również mówić o lekceważeniu informacji o śmierci. Część kobiet przyznaje, że dopiero po powrocie do domu ze szpitala, czasami po kilku dniach zaczyna docierać do nich to, co się stało i wtedy “puszczają” emocje. Są przypadki, gdy w takim odrętwieniu żyje się całe tygodnie lub miesiące.

Personel medyczny ma do czynienia zazwyczaj z tą pierwszą fazą żałoby, nazywaną wstrząsem. Stan taki może trwać kilka, kilkanaście godzin, ale może również się przedłużyć do wielu dni czy tygodni. Warto wiedzieć, czym ona może się przejawiać, nie tylko z teoretycznego punktu widzenia, ale w przetłumaczeniu na konkretne reakcje czy wręcz zdania, które wtedy padają.

FAZA II – Szok i zaprzeczanie

Kolejna faza pojawia się razem z pierwszą i może trwać od kilku godzin do kilku dni, nazywana jest szokiem i zaprzeczaniem. Charakterystyczne uczucia, które się wtedy pojawiają to odrętwienie, smutek, lęk, poczucie nierealności, zaprzeczanie, wybuchy płaczu.

Mówi się, że najtrudniej stanąć nad grobem własnego dziecka. Pacjentka z poronieniem powinna być traktowana jak matka, która traci dziecko – bo jest nią faktycznie. I choć ciąża trwała zaledwie kilka tygodni, czasami kilkanaście, nie zmienia to faktu, że przeżywa się wtedy tragedię, ból, utratę nadziei. Smutek i płacz nie są przejawem histerii, czy przesadzonymi reakcjami. Są normalne. Warto pod ręką mieć zapas chusteczek… Dobre, życzliwie wypowiedziane słowo jest tu nie do przecenienia. Czasami wystarczy zwykłe “przykro mi, rozumiem, że przeżywa pani tragedię…” W takiej chwili także ból fizyczny jest bardziej odczuwalny. Wiele kobiet żali się na bolesne badania w trakcie poronienia. Boli nie tylko dusza, ale boli też ciało… Delikatność przy badaniach jest tym, co pacjentki zapamiętają z wdzięcznością. Zresztą – zapamiętają każdą osobę z personelu medycznego. Warto tak pomagać, aby każdy z nich został zapamiętany dobrze. I tylko tak.

Może się zdarzyć też , że słowa, które wypowiada lekarz nie będą docierać do pacjentki. Dla niej to, co się dzieje może w pewnym sensie nie dochodzić, to jest takie wręcz głupie oczekiwanie na to, że się śni, że zaraz będzie można cofnąć czas, wejść jeszcze raz na badanie – tym razem szczęśliwe badanie. Ciąża jest wydarzeniem, które przenosi nas w przyszłość: widzi się siebie w ciążowych ubraniach z dużych brzuchem, poród, dziecko, które położna kładzie na ciele matki, pierwsze karmienie, słyszy się pierwsze “mama”, podziwia się pierwszy krok dziecka, puchnie się z dumy widząc pierwszoklasistę kroczącego z tornistrem do szkoły… I to jedno badanie – czy jedna diagnoza – ma miejsce nie tylko w teraźniejszości, ale ma też ogromny wpływ na przyszłość, której już nie będzie. To odzieranie przyszłości z tego, co miało być, zajmuje czas, poukładanie na nowo przyszłości – bez tego dziecka – zajmuje myśli i serce. I z tym wszystkim, co miało być, w jednej chwili trzeba się pożegnać. Ze wszystkimi nadziejami, marzeniami, planami. Stąd nierealność i zaprzeczanie. To się nie może zdarzyć, nie nam… nie teraz… proszę cię dziecko, zostań z nami… on/a musiał się pomylić… to nie może być prawda… to nie ma sensu… to się nie dzieje naprawdę… zaraz mi dadzą jakieś leki… jeszcze będzie dobrze… jeszcze wszystko można zmienić… itd. itp. Czasami się zdarza, że jedno nieopatrzne słowo może rozbudzić irracjonalną nadzieję.

Z listów:

Musiałam podpisać kartkę, że się zgadzam na zastosowanie leku, miał on wywołać skurcze macicy. Na kartce były wymienione skutki uboczne. Zaczynynały się od “uszkodzenie płodu, śmierć płodu”, a kończyły na “śmierć matki”. Pomijam, że lekarz dał mi ją bez słowa wyjaśnienia… ale te pierwsze zwroty dotyczące dziecka – żywego dziecka – spowodowały, że pierwsze, co pomyślałam, “może ono jednak żyje?”. Kilka tygodni później lekarz prowadzący moją ciąże tłumaczył, że mają jeden formularz dla kobiet przeżywających poronienie, jak i dla tych, którym trzeba wywołać poród. Czy w dobie drukarek, kser itp. tak trudno przygotować dwa formularze? Lenistwo? Niewiedza?

FAZA III – Protest

Pojawia się tutaj przekonanie, że coś można było zrobić, aby nie dopuścić do poronienia. Gdybym nie pokłóciła się z mężem, gdybym wcześniej przyjechała do szpitala, gdybym nie uniosła tego stolika, gdybym mniej nosiła starsze dziecko na rękach, gdybym… Już w późniejszym czasie, po wyjściu ze szpitala otoczenie będzie szukać podobnych “naturalnych” wyjaśnień. Ważne, żeby zapewnić pacjentkę, że nie zrobiła nic, aby przyczynić się do poronienia, że nie jest to jej winą. Dla lekarza może to być oczywiste, może wydawać się, że nie ma potrzeby, aby o tym mówić, ale prawie wszystkie kobiety po poronieniu obwiniają się za to, co się stało. Poczucie winy jest wręcz nieodłącznym uczuciem po poronieniu.

W tej fazie również może również pojawić się nadzieja, że jednak zdarzy się cud i to, co nieuchronne nie będzie miało miejsca.

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku mogą pojawić się te trudne, “nieładne” uczucia: bunt, złość, gniew… Można wściekać się na siebie, na lekarzy, na los czy Boga… Tłumione uczucia potrzebują swojego ujścia i mogą “wyleźć” w najmniej spodziewanym momencie, po np. niewinnym pytaniu lekarza.

Z listów:

Lekarz w czasie obchodu ze wzrokiem błądzącym z sufitu na podłogę, spytał, czy wiem, jaka jest sytuacja. Pierwszy raz w życiu miałam ochotę kląć niby szewc. Cholera, wiem! Brak czynności echa serca płodu. Tyle mi lekarze powiedzieli! Tylko nie wiem, bo nie powiedzieli, dlaczego drugi raz w ciągu tego półrocza przechodzę przez to samo? tylko nie wiem, czy kiedyś jeszcze będę mieć dzieci? tylko nie wiem, co mnie czeka w szpitalu, a po “poprzednim razie” mogę spodziewać się najgorszego? tylko nie wiem, jak mam dalej życ… tylko nie wiem, dlaczego my? dlaczego to dziecko? nie wiem, czy to kara? czy lekcja? Moje “wiem” jest b. malutkie w stosunku do tego, czego “nie wiem”. Popatrzyłam na lekarza i cicho odpowiedziałam, że wiem, jaka jest sytuacja. W środku cała “chodziłam”…

Dalsza żałoba

Nie wiadomo, jak długo będzie trwać żałoba po dziecku w konkretnym przypadku. Psychologowie mówią o okresie co najmniej półrocznym, niektórzy wymieniają 12 miesięcy, są tacy, którzy podkreślają, że w przypadku żałoby po dziecku trwa ona dłużej i można ją liczyć w latach, spotyka się osoby, u których w łagodnej postaci trwa przez całe życie. Żałoba – czyli czas, gdy bez bólu możemy przeżywać stratę. Czas “układania” sobie na nowo przyszłości – bez dziecka oraz bez siebie jako matki, czas skrajnych niekiedy emocji. Warto by personel medyczny zdawał sobie sprawę, z tego, jak bardzo może wesprzeć w tych trudnych, pierwszych chwilach. Na pewno pomoże w tym wiedza dotycząca reakcji pacjentki, matki tracącej ukochane dziecko.

Okazanie kobiecie po poronieniu życzliwości, współczucia, możliwie jasne przekazanie diagnozy oraz dalszych rokowań, a także wytłumaczenie, iż nie jest ona winna temu, co się stało są dla pacjentki ogromnie pomocne i w znacznym stopniu mogą jej pomóc w uporaniu się z żałobą po dziecku.

Reasumując

FAZA: Wstrząs – krótki, ale intensywny okres ograniczony do tych wydarzeń, które następują bezpośrednio po przekazaniu wiadomości o śmierci (odrętwienie, niemożność wyrażenia uczuć – niemożność płaczu, dysocjacja myśli i uczuć niedowierzanie, cenzurowanie wiadomości o śmierci, lekceważenie jej). Faza ta może trwać krótko (kilka, kilkanaście godzin), ale może też się przedłużyć do wielu dni czy tygodni.

II FAZA: Szok i zaprzeczenie – pojawia się równocześnie z fazą wstrząsu i zwykle trwa kilka godzin do kilku dni od momentu usłyszenia informacji o śmierci. Ekspresja tej fazy wyraża się odrętwieniem, smutkiem, lękiem, poczuciem nierealności, zaprzeczeniem, przytłumionym afektem przeplatanym wybuchami płaczu. Zaprzeczanie to mechanizm obronny, który w tej fazie umożliwia zachowanie zdolności podejmowania decyzji, mimo silnego wpływu stresu.

III FAZA: Protest – dominacja dwóch kierunków myśli: przekonanie, że można było coś zrobić dla zachowania życia bliskiej osoby; oraz świadomość tego, że śmierć jest nieodwołalna. Uaktywniają one skrajne postawy emocjonalne: nadzieję i desperację, co ujawnia się w całej różnorodności zachowań i emocji. Ekspresja nadziei to próby przekreślenia straty i oczekiwanie na „powrót” osoby bliskiej. Typowe zwroty pojawiające się w tym okresie, takie jak: „gdyby tylko..”, „to nie może być prawda”, prowadzą do szukania alternatywnego rozwiązania w miejsce realności. Bardzo powoli i stopniowo osoby osierocone zaczynają myśleć, że ich oczekiwania są daremne i nadzieja ustępuje. Trzy pierwsze fazy pojawiają się w najbliższym czasie po śmierci i pogrzebie osoby bliskiej, a więc w czasie 3-4 tygodni. Dynamika tych faz przypomina przebieg reakcji w sytuacji kryzysowej.

Monika (wuchowa)