poronienie czy poród?

Nie da się jednoznacznie rozgraniczyć poronienia od porodu. Dla kobiety każdorazowo jest to ogromna tragedia utraty oczekiwanego dziecka. W szpitalnej praktyce przywykło się uważać iż do 22 tc nastąpiło poronienie, zaś po 22 tc jest to poród. Inne szpitale kierują się podziałem wagowym, wg którego dopiero powyżej 600 gram uważa się, iż nastąpił poród. Tymczasem znanych jest kilka przypadków dzieci urodzonych poniżej tej wagi, gdzie dzieci mające przy narodzinach zaledwie 450 gram żyją z niewielkimi tylko wadami i dobrze się rozwijają.

Podział na poronienie i poród jest niezbędny dla potrzeb statystyki. W wielu krajach niższa śmiertelność okołoporodowa jest spowodowana faktem, iż do 15-16 tc ciąża nie jest w żaden sposób podtrzymywana, zaś dopiero po tym terminie uważa się, że warto walczyć o utrzymanie zagrożonej ciąży i uratowanie dziecka. W Polsce wg zaleceń Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego dziecko (a tym samym ciąża) chronione jest już od poczęcia i powinno być otoczone opieką medyczną. Jednak w przypadku jego przedwczesnej śmierci bywa i tak, iż by poprawić szpitalne statystyki niekiedy czas trwania ciąży jest zaniżony (np. z 25 tc wpisuje się iż dziecko przestało się rozwijać w 22 tc), w skutek czego w karcie szpitala następuje adnotacja, iż nastąpiło poronienie.

Rozgraniczenie to ma dla rodziców także skutki prawne. Dopiero bowiem gdy następuje poród rodzicom przysługuje wydanie aktu urodzin dziecka (jeśli zmarło to z adnotacją o zgonie). Na podstawie tego dokumentu rodzice mogą zarejestrować dziecko w USC, otrzymać ciało dziecka oraz je pochować. Zdarzają się też szpitale, które na prośbę rodziców o wydanie ciała dziecka nie stosują żadnych rozgraniczeń, wychodząc z założenia, że śmierć dziecka jest dla rodziców wystarczająco tragicznym przeżyciem, by je pogłębiać dodatkowymi procedurami i biurokracją.

Jednak ciało kobiety nie stosuje tak prostej granicy. Im późniejsze poronienie tym bardziej swoim przebiegiem i bólem przypomina poród. Trwa kilka, czasem kilkanaście godzin. Dziecko praktycznie już od 12 tc wygląda jak malutki człowiek. Dla rodziców jego śmierć jest tragedią. Jedyny sposób by pomóc im przez to przejść, to zrozumienie i szacunek dla ich uczuć, oraz pozwolenie im – jeśli tego pragną – na pożegnanie i pochowanie dziecka.

Z listów mam po stracie: Urodziłam córeczkę w 18 tc. Prosiłam by pozwolono mi ją przytulić. Była bardzo malutka, a jej ciałko przez ciśnienie podczas porodu bardzo zniekształcone, ale mimo to zawinięto ją w pieluszkę i pozwolono mi ją potrzymać, aż do momentu gdy miałam zasypiać w narkozie. Lekarze potraktowali nas wtedy jak ludzi, a nie jak rozhisteryzowaną wariatkę i poroniony płód. Z szacunkiem dla naszej tragedii i z sercem. Bardzo im jestem za to wdzięczna.

To byłą moja piąta ciąża. W 15 tygodniu ciąży poszłam na rutynowe USG, okazało się ze dziecko juz nie żyje od dwóch tygodni. Urodziłam sama, bez łyżeczkowania. Moim zdaniem skurcze jakie miałam przez 19 godzin były tak samo bolesne jak przy poprzednich „terminowych” porodach. To był chłopczyk, bardzo maleńki, było widać nawet paznokcie na paluszkach, malutkie uszka i oczy. Miał tylko 10 cm, ale to nie znaczy chyba ze mam go nie pamiętać.

Rodziłam moją córeczkę w 20 tc, nie chciano mi podać leków przeciwbólowych, położne mówiły, że „boli to dopiero przy porodzie”, a przecież to był poród, rozwierała się szyjka, skurcze co kilka minut, parcie, wszystko było tak jak przy porodzie być powinno, tylko o dużo za wcześnie to nastąpiło, by moja córeczka mogła przeżyć.