po stracie
#1
Prosze Ksiedza pewnie kolejny raz stawiam ojca w sytuacji odpowiadania i wspierania osoby po stracie. U mnie historia jest dosyc banalna. Poznalam meza 3 lata temu, po dwoch latach wzielismy slub, zamieszkalismy sobie w starym domku po dziadku, dorobilismy sie dwoch kundelkow, bez ktorych zyc jest ciezko i czekalismy na nasze male bebe. Poczatkowo maz nie byl przekonany i jak kazdy facet potrzebowal dojrzec do tego i tematu i staran. Kiedy podjal decyzje, ze sie moznaby zaczac starac to wyszlo,ze wraz z mlodzieza (nauczycielka jestem) musze leciec samolotem i moj mezulo, ktory sie zrobil wrecz nieprzychylny wszystkiemu co mogloby zaszkodzic dziecku zabronil mi leciec w ciazy. Starania odsunely sie w czasie, pozniej on wyjezdzal wiec kolejne mce uplynely na niczym. Przez ten czas bylam stalym bywalcem kosciola i mszy. Byl to taki przelomowy moment, bo wczesniej Z \"braku czasu\" rzadziej to robilam. a w tym okresie ta wiara mi dodawala sil. KOlezanka mi powtarzal,ze to Bog wybierze moment, w ktorym ja mam byc gotowa do bycia matka, wiec jak nie zachodzilam w ciaze to sie troche dziwilam,ze to jeszcze nie teraz, bo skoro jestem dobrym czlowiekiem, bez uzywek, kochajacym dzieci to wreszcie zasluzylam do Boga na prezent. Wiec domysla sie ksiadz jaka byla nasza radosc kiedy sie okazalo,ze sie wreszcie udalo. niestety bylam oslabiona i w 6tc wyladowalam w domu z wirusem i goraczka. od tego momentu dosyc kiepsko sie czulam, ale wierzylam, ze skoro widzialam srduszko, macica rosnie, wyniki ok to jest dobrze i moje oslabienie jest normalne. I nagle zaczelam krwawic, w nocy po polnocy, dostalam skurczy i bylo mi niedobrze. i choc mam juz 26lat to poczulam sie jak dziecko,ktore nie wie co robic. spzital, lekarz, lezec. jak niewiniatka dzownilismy na ostry dyzur co robic. kazali przyjechac. nie powiedzieli,ze pewnie zostawia mnie na noc. kazali sie przebrac w jakas podarta biala koszule. cala pupe mialam na wierzchu tak byla podarta. powiedzieli, ze musze czekac do rana na usg i kazali sie polozyc. lezalam i myslalam,ze skoro kilka h temu bylam w kosciele to jest wszystko w prozadku. ot zwyczajne krwawienie. po pol h zabrali mnie jednak na usg. i ta okropna cisza, ktora byla wtedy. lekarz nic nie mowil a ja czulam,ze jest zle. i zaczelam go pytac co i jak i wtedy wyrok- nie ma serca. ale tez,ze to jest kiepskie urzadzenie i lekarz to stazysta wiec rano to potwierdza. byla 2 rano. przez 6h nie zmruzylam oka, placzac i sie modlac. nic to nie zmienilo. i dziecka z nami nie. za 3 dni mina 2 mce. czuje,ze jest lepiej i nawet mam zamiar w przyszlymmcu walczyc o druga dzidzie. ale od 23.07. nie bylam w kosciele nie umiem. najpierw sie zloscilam na Boga, za co i dlaczego mi to zrobil. potem czemu innym dziewczynom to robi. np dzisiaj spotkalam dziewczyne po 6 poronieniach. i boje sie,ze jak pojde do swojego kosciola to na spowiedzi czy podczas rozmowy zaden z naszych ksiezy mnie nie zrozumie. i chce isc, bo wierze w Boga, wierze w jego dobro, wiem,ze chcial nauczyc czegos dajac to malenstwo. wiem,ze w nastepnej ciazy to moja dzidiza bedzie najwazniejsza a nie inni, ktorzy uwazaja,ze to tylko ciaza. ale nie umiem sie przelamac by isc do kosciola. sama sobie urzadzam pogaduchy z Bogiem i prosze go o drugie dziecko. Nie po to by zastapilo poprzednie ale o drugie, ktore bedzie normalnym drugim dzieckiem, pomimo braku pierwszego. i boje sie, boje sie,ze teraz bede sie starac i starac o to drugie dziecko i nic z tego nie ebdzie. i tak ten czas bedzie uplywac i nagle bede miala 35 lat i nic...
Odpowiedz
#2
Twój ból i cierpienie z powodu straty Dziecka są również bólem Boga Ojca. Przecie wszystkie dzieci są tak naprawdę jego dziećmi. Bóg daje życie, ale nie odbiera go. Właśnie dlatego pokonał śmierć, aby nam przywrócić dar nieśmiertelności...
To nasze ziemskie życie oprócz licznych radości niesie ze sobą i ból i cierpienie i niesprawiedliwość. Nie tak jednak miało być, nie taki świat Bóg stworzył.
Z Nim możemy przejść tę krzyżową drogę. Wiara jest wtedy zawierzeniem mimo wszystko. Bóg naprawdę jest po naszej stronie i dlatego stał się człowiekiem (Emmanuel - Bóg z nami) i towarzyszy nam w tych trudnych dla nas chwilach. Ma jednak moc doprowadzić wszystko do końca, ale życie ziemskie to tylko pierwszy etap.
Patrząc na zycie wielu chrześcijan i na życie samego Jezusa widzimy, że po ludzku nie zawsze będzie wszystko OK. Modlitwa nie załatwi nam spokojnego życia, ale pozwoli nam przetrwać wszystkie burze. Życie jednak to coś więcej niż tylko wymuiar ziemski. Wierzę, że Twoje maleństwo jest w sercu samego Boga i tam czeka na Ciebie. Macie swojego świętego orędownika w niebie.
Otaczam się moim sercem i modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#3
dziekuje za modlitwe
przyda sie szczegolnie teraz kiedy za kilka dni zaczynamy starania o kolejne dziecko. Wierze,ze Bog bedzie chcial zebym byla matka i obdaruje nas dzieciatkiem. a nasze malenstwo, ktore jest z Bogiem bedzie nas w tym wspierac.
Odpowiedz
#4
bolsz

moje odczucia co do Boga i chodzenia do kościoła teraz po stracie sa podobne co twoje, chodze do kościoła co niedziele ale widząc szczęśliwe rodziny z dziećmi coraz trudniej mi przychodzi chodzenie do kościoła, no i spowiedź, nie umiem sie przełamać aby iść do spowiedzi, ale też wierze że Bóg nade mną czuwa.

trzymam kciuki za wasze starania my też z mężem jesteśmy na tej drodze.
Odpowiedz
#5
Truskawo,

moze w niedziele isc na najwczesniejsza Msze - tam zazwyczaj nie ma az tylu dzieci.

A co do spowiedzi, to przejrzyj te forum, juz byl watek o tym - warto isc do takiego kaplana, ktory choc troche \'siedzi\' w temacie, bo mozna roznie trafic. Z drugiej strony jest ta inna rzeczywistosc zwiazana z sakramentem - laska spowiedzi, wiara w to, ze Duch Swiety prowadzi spowiednika, cala moc i dar, ktore plyna z tego, ze wszystko dzieje sie w \'innym wymiarze\'.

Jest pazdziernik, miesiac poswiecony naszym dzieciom... mozna im zrobic \'prezent\' poprzez Komunie swieta - wtedy jestesmy najblizej nieba.

Usciski,
Monika
Odpowiedz
#6
Dzisiaj były w Ewangelii takie słowa Pana Jezusa: \"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciązeni jesteście, a Ja was pokrzepię\". Moc Boża przychodzi do naszych słabości, a to dokonuje się najpełniej w skramentach. Zachęcam do szukania pociechy i pomocy u Jezusa. Z modlitwą i sercem
o.Marcin
Odpowiedz
#7
Cytat:
Cytat:[autor cytatu=omarcin]
Twój ból i cierpienie z powodu straty Dziecka są również bólem Boga Ojca. Przecie wszystkie dzieci są tak naprawdę jego dziećmi. Bóg daje życie, ale nie odbiera go. Właśnie dlatego pokonał śmierć, aby nam przywrócić dar nieśmiertelności...
To nasze ziemskie życie oprócz licznych radości niesie ze sobą i ból i cierpienie i niesprawiedliwość. Nie tak jednak miało być, nie taki świat Bóg stworzył.
Z Nim możemy przejść tę krzyżową drogę. Wiara jest wtedy zawierzeniem mimo wszystko. Bóg naprawdę jest po naszej stronie i dlatego stał się człowiekiem (Emmanuel - Bóg z nami) i towarzyszy nam w tych trudnych dla nas chwilach. Ma jednak moc doprowadzić wszystko do końca, ale życie ziemskie to tylko pierwszy etap.
Patrząc na zycie wielu chrześcijan i na życie samego Jezusa widzimy, że po ludzku nie zawsze będzie wszystko OK. Modlitwa nie załatwi nam spokojnego życia, ale pozwoli nam przetrwać wszystkie burze. Życie jednak to coś więcej niż tylko wymuiar ziemski. Wierzę, że Twoje maleństwo jest w sercu samego Boga i tam czeka na Ciebie. Macie swojego świętego orędownika w niebie.
Otaczam się moim sercem i modlitwą
o.Marcin
Pisze ksiądz:\"Nie tak jednak miało być, nie taki świat Bóg stworzył.\"
więc pytam jaki świat stworzył Bóg i jak miało być. I spojrzał Bóg na wszystko co stworzył i było to dobre. I Bóg był zadowolony z tego co stworzył i stworzył człowieka i jaki był ten człowiek. Jezeli miał człowiek wtedy zdolność przemiany i zmiany wszystkiego, to Bóg założył chyba w tym wszystkim że pod wpływem działań człowieka śwoiat będzię inny niż wtedy gdy Bóg go stworzył. Bóg stworzył przecież człowieka podobnym sobie, stworzył go na swój obraz i podobieństwo. Bóg sam będąc kreatorem i człowieka stwarzając na swój obraz i podobieństwo dał mu jak rozumiem również moc kreowania. Problemem jest wiedza dotycząca skótków, efektów naszych działań kreacyjnych. \"Nie taki świat stworzył bóg\", czyli że Bóg sam nie miał wiedzy dotyczącej skótków jego działań kreacyjnych a na mocy dogmatu o naszym podobieństwie do Boga można wnioskować, że my też nie mamy wiedzy dotyczącej skótków naszych działań kreacyjnych. Stąd problem jabłka zerwane z drzewa wiedzy, z drzewa dobra i zła. Stąd nasza i Boga tragedia istnienia. więc pytam jeszcze raz jak miało być i jaki świat Bóg stworzył?
Bóg stworzył padół łez, bólu i rozpaczy, cierpienia?
Bóg zapłakał i zaczęło się wielkie cierpienie kiedy zobaczył pierwsze skótki tego co stworzył a później cały łańcuch przyczynowo skutkowy a później my wszyscy którzy zobaczyliśmy skótki naszych działań przyłączyliśmy się do Boga i cierpimy razem z nim a konca naszego i jego cierpienia nie widać. jęk i płacz będzie trwać do końca świata, dopóki nie umrze ostatni człowiek chodzący po tej ziemi. W ten sposób zostanie naprawiony błąd stworzenia poprzez wyniszczenie tego co zawiera w sobie założenie błędu. Dlatego wszystko zmierza ku śmierci. A jednak pomimo tego błędu nie możemy się pogodzić ze śmiercią innych którzy są efektem naszej kreacji i to założenie błędu wcale do nas nie przemawia. wiemy o tym błędzie tak samo jak Bóg wie teraz o błędzie tkwącym w jego dziele. dlatego trwamy, bo tak jak my nie możemy pogodzić się ze śmiercią naszych dzieci tak samo Bóg nie może zgładzić nas i tym samym wyeliminować swój błąd i cały łańcóchkolejnych błędów. Dlatego mówi się że On jest razem z nami w cierpieniu bo sam cierpi tak samo i tym samym cierpieniem jak my. To nas łączy. To są nasze drogi krzyżowe. Ale to nie znaczyże jest w nas na to milcząca zgoda i przyzwolenie.
To za mało,nie wystarczy powiedzieć \"przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteściecie, a ja was pokrzepię\". cóż z tego że my przyjdziemy do niego i opóścimy ten padół cierpienia i łez, zostaną tu jeszcze miliony innych cierpiących. to za mało, to apel do egoistycznej potrzeby człowieka, żeby to jego właśnie przestało boleć a co z resztą ludzkości do której ten apel nie dociera?
Nic nie rozumiem. \"Ja was pokrzepię\" zawiera zgodę na to co jest, akceptację natomiast \"nie taki świat stworzył Bóg jest jawną negacją tego co jest\".
Przepraszam!!!
Odpowiedz
#8
Kochana Oszu, jak było na początku mozemy przeczytać w Księdze Rodzaju (rozdziały 1 i 2). Boży obraz w człowieku to jego godność i odrębność od świata zwierząt. Człowiek jest rozumny i wolny, może rozrózniać dobro od zła oraz może wybierać. Zgoda Boga na wolnośc człowieka wiąże się z dopuszczeniem możliwości zaistnienia złych wyborów. Na tym polega prawdziwa miłość, która jest możliwa tylko z poszanowniem wolności. Rodzice kochając, szanują wolność dzieci (zwłaszcza dorosłych), co czasem niestety kończy się odrzuceniem jakiegoś dobra i ściągnieciem na siebie złych skutków. Kochający rodzice, zawsze jednak będą gotowi pomóc swojemu dziecku i nigdy nie zostawią go samego.

Podbieństwo do Boga to dar w zalążku, czyli możliwość bycia jak Bóg (łaska przebóstwiająca) - nieśmiertelność i życie w Bożym Królestwie. To miało się dopełnić po zakończeniu ziemskiego etapu ludzkiego życia (Maryja bez grzechu pierworodnego z ciałem i duszą jest wzięta do nieba, bez konieczności doświadczenia śmierci).

Bóg nas nie zaprogramował jak pralkę czy nie nakręcił jak sie nakręca zabawki. Nie jesteśmy też marionetkami w Jego ręku. Dał nam możliwość wyboru.
Wraz z odłączeniem się człowieka od Boga i próbą realizacji życia na własnych zasadach człowiek zrujnował nie tylko świat, ale także ludzką egzystencję. Bóg jest jednak wierny przymierzu i obietnicy. Sam staje się człowiekiem i przychodzi na naszą stronę by zaapelować do naszej wolności oraz dać nam moc i wskazać drogę do właściwego celu. Udowadnia jak bardzo nas kocha i jak bardzo Mu na nas zależy: \"Nie ma większej miłosci jak oddać życie za przyjaciół\". On to zycie oddaje, ale co człowiek z tym zrobi, to znowu sprawa jego decyzji i wyboru. Bóg przychodzi jak lekarz do nas poranionych i pogubionych i prosi o możliwość działania w naszym życiu. To znaczy: \"przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście\". Teraz, dzisiaj, bo On działa i umacnia w sakramentach i na modlitwie. Czeka na każdego z nas. Nie znaczy to, że będzie \"pstryk\" i wszystkie problemy znikną. Nie. Żyjemy na ziemi po katastrofie, w zatrutym środowisku, bo rzeczywiście dramat grzechu pierworodnego jest faktem, którego nie da się wymazać z historii ludzkości. Bóg poważnie traktuje człowieka i jego wybory. Gdyby nas karcił lub uniemożliwiał czynienie zła, to nasza wolnośc byłaby fikcją. Możemy jednak zawsze wrócić do jedności z Nim, przywrócić jego panowanie w naszym życiu, tak, aby Jego zamysł mógł się w nas zrealizować. Możemy podać nam rękę, wesprzeć się na Nim, a On nas poprowadzi do celu.

Trzeba nam wyróznić trzy ważne etapy naszej ludzkiej egzystencji: stan pierwotnej niewinności i harmonii, stan po grzechu, czyli brak harmonii oraz etap ostateczny, gdy po skończeniu świata Bóg odnowi w pełni całe stworzenie, a także ludzi, którzy na to Mu pozwolą. My żyjemy w środkowym etapie. Po buncie w raju, a przed ostatecznym odnowieniem stworzenia. Doświadczamy ran i nieporządku. Cierpimy z powody skutków odłączenia się ludzi od zamysłu i mocy Stwórcy. Jednak w Chrystusie na nowo możemy zostać włączeni w ten zamysł. On się poświęcil dla nas i w sobie przebóstwił ludzką naturę i wziął ją do nieba. Przetarł nam szlak, wskazał drogę i udziela potrzebnej pomocy. Pytanie, co człowiek zrobi? Jest to jednak pytanie do człowieka, a nie do Boga. Cierpienie na krzyżu, to solidarność z nami, którzy cierpimy, płaczemy, czujemy się odrzuceni i niekochani. Bóg jest z nami we wszystkich tragediach, jakie ludzkość ściągnęła na ziemię, nawet w poczuciu opuszczenia przez Boga i w śmierci i w otchłani. Towarzyszy nam, nie zostawia nas samych, zstąpił z nieba. Takiego mamy Boga!!!

Wiara nie jest opium dla ludu, które ma nas znieczulić lub uśpić, ale jest zawierzeniem, że Bóg wierny, pomimo niewierności człowieka (to jest PRZYMIERZE!!!) nie przestaje nas kochać, szukać i czekać na nasz powrót. Choc człowiek przestał wierzyć w Boga, to On nadal wierzy w człowieka!!!

Pozdrawiam z serca i ogarniam modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości