nie mam siły na cudze noworodki
#1
ok 2 września urodziłabym małego Mikołaja, ale nie urodzę. Sad Straciłam moją nadzieję 1 lutego, 10tc.
Tydzień temu kuzynowi urodził się syn, ma na imię Witek. Nie potfafiłam wysłać od razu gratulacji, na rewelacje dot. nowego członka rodziny odpowiadałam zimnym: fajnie, cieszę się. Starałam się nie czuć nic, żeby było łatwiej znieść to dławienie w gardle. Wczoraj spotkałam kuzyna na mieście, standardowe gratuluję, rozmowa przez zaciśnięte zęby i błądzący wzrok, rozmowa o porodzie, samopoczuciu młodej mamy i synka. Zaprosił mnie z mężem do siebie, chce pokazać nam swoje szczęście. Chciałam mu powiedzieć, że nie jestem gotowa na cudze noworodki, że to ponad moje siły, że sprawia mi ból myśl, że Mikołaja nie ma a Witek jest. To miały być wrześniowe chłopaki, jest jeden. Ogromny żal, że nie jestem szczęśliwą mamą. Boję się oglądać, dotykać , boję się, że pęknie mi serce, że nie powstrzymam łez, że moje łzy żalu zakłócą ich wielką radość. W ciągu ostatnich 3 miesięcy urodziło się nam w rodzinie trzech zdrowych, żywych chłopców, bratowa moja jest w 19 tc. mnie została mała mogiła
Odpowiedz
#2
wiem co czujesz, niespełna miesiąc temu, czyli miesiąc po moim poronieniu urodził się syn siostrze mojego męża - najbliższa rodzina, bo ja nie mam rodzeństwa. Byłam w szpitalu, żeby zobaczyć malucha, bo chciałam w ten sposób sprawić radość szwagierce, ale niestety mi to sprawiło ból, a ona z pewnością nie czuła jak mi jest ciężko.
Jeszcze jak byłam w ciąży to jeździłam ze szwagierką po sklepach, pytałam co potrzebuje, obiecałam, że kupię, łóżeczko, materac, pościel, przewijak i jakieś drobnostki. Potem niestety ja starciłam moje dziecko, ale ponieważ obiecałam, że kupię to mimo, że było mi ciężko to jednak pojechałam zamówiłam, odebrałam. Ale nikt nie wie jak się czułam w tych momentach, jak wchodząc do sklepu przełykałam łzy, uśmiechałam się, żeby nie wyjśc na ponuraka.
Do tej pory nie odwiedziłam ich, mam wytłumaczenie, byłam przeziębiona, potem urlop, teraz nawał pracy. Wiem, że oni się cieszą, więc nie chcę psuć im nastroju moim zachowaniem rozgoryczenia, smutku. \"Syty głodnego nie zrozumie\"
Odpowiedz
#3
Witaj Mamo Mikołaja,
"spotkałyśmy się" w lutym na wątku "Agaty" - której udało się pochować, też Mikołaja który zmarł w 10 tygodniu - jak i Twój Mikołajek i mój Piotruś.

- nie pocieszę Cię wcale jeżeli powiem, że syn mojej kuzynki ma już 7 miesięcy, a ja nie potrafię go zobaczyć, mimo nacisków rodziny, nie potrafię, dla mnie jest to za trudne, dla mnie to dziecko jest żywym dowodem straty mojego Piotrusia, boję się jak Ty, że gdy go zobaczę, pęknie mi serce, że zamiast słów gratuluję, wybuchnę nie kontrolowanym płaczem. Więc wybrałam opcję - uniku - napisałam kuzynce, że nie umiem się z nimi spotkać, ze względu na poronienie, bo - nie potrafię.
Nie wiem, czy pamiętasz na naszym forum post założony przez Agatkę "Dzieci innych jak sobie radzicie" - może tam znajdziesz choć odrobinę pomocnych informacji: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=399.

Nie wiem co zrobić, by nie czuć żalu do losu, nie wiem czy czas lub drugie macierzyństwo - zniwelują tę rozpacz. Pozdrawiam Cię z całych sił i życzę, by otoczenie emanowała większą empatią.
Odpowiedz
#4
onka, aga ! Dziękuję Wam, że natychmiast po wysłaniu mojego wątku odezwałyście się ze zrozumieniem i wsparciem. Czasami myślę, że jak nie odwiedzę tych dzieciaków, to rodzina pomyśli, że jestem wredna, egoistka, ze skupiam sie na własnych uczuciach. Więc czsami jak kogos z rodziny tych maluchów spotykam mówie co powinnam powiedzieć i co wypada, czego oczekują, ale w gardle mam gorycz, która krztusi, w oczach łzy, których pilnuję , by nie spłynęły po policzku w nieodpowiednim momencie. Czekam, aż będę sama w domu, sama na cmentarzu, sama na spacerze, wtedy daję ujść mojemu bólowi. Niekiedy zapuchnięte oczy zdradzają mnie przed bliskimi, niektórzy pytają, czy coś się stało, w odpowiedzi kłamię, bo oni wcale nie chcą usłyszeć prawdy. Nie chcą wracać do poronienia, wolą, żeby przyczyną zapuchniętych oczu była np. kłótnia w pracy, zimny wiatr w czsie spaceru, skurcz nogi, byle nie mówić o utraconym dziecku. Gdybym mogła mówić o mojej tęsnocie, o mojej miłosci i bólu moim bliskim nie musiałabym pisać niczego na forum. Niestety, w tym trudnym czasie, nie ludzie obok, ale kobiety na forum są mi oparciem. Dziękuje z całego serca. Big Grin
Odpowiedz
#5
Kochane dziewczyny! Wiem co czujecie, ja też tak reagowałam i nadal reaguję, mimo, że spodziewam się mojego drugiego dziecka, widok niemowląt sprawia ból, czasami myślę czy w grudniu patrząc na Adasia nie będę płakać za pierwszym dzieckiem...
Ja rok po poronieniu odwiedzilam w szpitalu moją i męża przyjaciółkę i jej nowonarodzoną córeczkę... Myślałam, że dam radę i jakoś wytrzymałam, ale po wyjściu ze szpitala wypłakałam się w ramionach męża, nie dałam rady, to jednak było za wcześnie, nie odwiedzałam ich potem długo...
Teraz niedawno do męża dzwonił jego kolega ze studiów, chwalił się synem... Nie wiem czemu, ale ta wiadomość też wywołała moje łzy, a myślałam, że czas zabliźnił rany, to już ponad dwa lata...
Proszę nie dręczcie się odwiedzinami i widokiem niemowląt, nikt nie ma prawa od Was tego wymagać, nawet jeśli będzie komuś przykro, moim zdaniem nie warto poświęcać swego spokoju...
Najcieplej was przytulam...
Odpowiedz
#6
Cytat:[autor cytatu=agaiadam]
niektórzy pytają, czy coś się stało, w odpowiedzi kłamię, bo oni wcale nie chcą usłyszeć prawdy.

całe życie chodzimy na kompromisy, jako kobiety i często młodsze pokolenie - uważamy iż powinnyśmy zachowywać się w określony sposób, często po poronieniu wbrew sobie. Ja w pewnym momencie zadałam sobie pytanie: w porządku, powinnam odwiedzić dziecko kuzynki, ale czy ona odwiedziła mnie po poronieniu, czy wykazała się empatią jak tego oczekuje ode mnie teraz.
Ile mam poświęcić siebie by zadowolić innych i czy aby na pewno docenią moje na prawdę poświęcenie. Śmierć dziecka jest tak traumatycznym wydarzeniem, że na prawdę zasługujemy i na szacunek - my jak i nasze dzieci i zasługujemy na zrozumienie, wsparcie, empatię, na czas byśmy w miłości rodzinnej wychodziły z etapu żałoby, byśmy miały przyzwolenie na żałobę.

po poronieniu - każda z nas wypracowuje sobie swój sposób rozmowy z bliskimi, każda z nas ma takie osoby, którym \"kłamie\" i takie, z którymi można pogadać, dobrze, ze tutaj możemy być prawdziwe. I Droga Mamo Mikołaja, bądź tutaj sobą, pisz, jak bardzo trudno jest żyć, pisz o swojej tęsknocie i nie zrozumieniu najbliższych. Pamiętaj, że każda Twoja reakcja, jest normalna w obliczu cierpienia z którym przyszło nam wszystkim żyć.
Odpowiedz
#7
Zgadza się, często myślimy, że jeśli czegoś nie zrobimy to ludzie powiedzą, że jesteśmy egoistkami, jesteśmy złośliwe, nieprzyjazne. Ale nikt się nie zastanowi jaki to jest dla nas ból.
A może właśnie powinnyśmy być bardziej egoistyczne, powinnyśmy myśleć tylko o sobie, i byc dobre dla siebie, a nie dla innych.
Odpowiedz
#8
próbuję przełamać ten lęk przed obcowaniem z dziećmi, bo dzieci są i będą wokół nas. Na szczęście noworodki przeważnie są w domach, których nie odwiedzam. Tych starszych dzieci nie da się uniknąć zupełnie, próbuję oswoić się z ich obecnością. Czasami dotknę czyjeś główki, rączki, wezmę na kolana, uśmiechnę się, ale ile to mnie trudu kosztuje wie tylko dobry Bóg i Wy drogie kobiety. Kończę teraz pracę i idę do domu, wrócę na te strony w poniedziałek rano. Życzę pogody ducha na weekend, Wam i sobie Smile
Odpowiedz
#9
Mam wrazenie ze czytam o sobie, mimo iz minely 3 m-ce od poronienia sprawdzam suwaczki zeby zobaczyc, gdzie juz bym byla...
Najgorsze jest to ze wszystkim znajomym urodzily sie dzieciaczki (razem 9 maluszkow) tylko u nas sie nie udalo.....ja poronilam pod koniec 4 m-ca.
Nikogo nie odwiedzilam i chyba jeszcze dlugo tego nie zrobie.... po prostu nie moge...
Odpowiedz
#10
Drogi Gościu
Bardzo mi przykro, że umarło Twoje dziecko, każda z nas doświadczyła, tej najgorszej z kolei losu. Przyjmij wyrazy współczucia, wiem, jak musi być ciężko, jak każdy dzień przypomina o utraconym macierzyństwie, jak wiele pytań w głowie, dlaczego to nas spotkało, jak wiele żalu do losu - jak widok kobiet w ciązy przypomina o stracie....
Proszę pisz, pisz o swoich uczuciach, emocjach i bólu, wierzę, że znajdziesz na naszym forum wsparcie i zrozumienie. Gorąco pozdrawiam
Odpowiedz
#11
agaiadam

nie katuj sie cudzym dzieckiem, jesli mozesz, popros meza, aby to on kupil kartke z gratulacjami, jakis prezent od Was i on to zaniosl. Jesli jestes blisko mamy dziecka, to albo przez telefon wytlumacz, ze jest Ci trudno, ze sie cieszysz, gratulujesz... albo napisz list - jest kobieta, to powinna zrozumiec.
Tu sie licza Twoje uczucia, Twoje emocje...
I niewazne, co pomysla inni.

W takich sytuacjach staram sie powiedziec - choc nie zawsze mi sie udaje - ze jest mi trudno, bo \'widze\' to dziecko a powinnam \'widziec\' moje...

Monika
Odpowiedz
#12
\"Ja w pewnym momencie zadałam sobie pytanie: w porządku, powinnam odwiedzić dziecko kuzynki, ale czy ona odwiedziła mnie po poronieniu, czy wykazała się empatią jak tego oczekuje ode mnie teraz.
Ile mam poświęcić siebie by zadowolić innych i czy aby na pewno docenią moje na prawdę poświęcenie. \".


Aga bardzo Ci dziękuję za te słowa.Dokładnie ubrałaś w słowa to co mi się kolebało po głowie .Miałam jutro w końcu odwiedzić kolezankę i jej córeczkę,Nie potrafię .Twoje słowa zacytowałam mężowi,niech sobie sam idzie
Odpowiedz
#13
Reniu, dziecko kuzynki jest jedynym na które mam uczulenie, wynika to też z pewnych zaszłości, ale... gdy się urodziło, rodzina w bardzo kategoryczny sposób oczekiwała, że zachowam się jak należy, czyli złożę życzenia, przywiozę prezent. Zastanwiałam się co zrobić, bo każda myśl o tym spotkaniu wywoływała płacz, mój mąż kategorycznie stanął po mojej stronie, uznając iż zbyt wiele emocji kosztuje mnie sama rozmowa o wizycie, a samej wizyty bał się sobie wyobrazić. Dostałam nieoczekiwanie emaila od kuzynki, byłam zrozpaczona i jak w potrzasku, co napisać, co powiedzieć, by nie urazić i by mnie zrozumiano. Monika (wuchowa) za co jestem jej ogromnie wdzięczna, doradziła mi, bym napisała prawdę, że kocham ją i że cieszę się jej szczęściem, ale proszę ją o czas bo umarło moje dziecko i nie jestem gotowa na spotkanie, że może za miesiąc, a może za rok - będę potrafiła zobaczyć się z nimi. List był dłuższy, ale w tym tonie.

Nie namawiam nikogo na zachowanie takie, czy inne, każda z nas zna najlepiej i siebie i czuje, jak integracja czy rodzinna, czy ze znajomymi wpływa na psychikę, emocje. Uważam osobiście, że gdy kobieta po poronieniu nie czuje się na siłach i przysparza sobie cierpienia, mąż powinnien chronić ją, przed niepotrzebnym stresem, przyjdzie czas, gdy te emocje się wycisza, gdy same zechcemy się spotkać.

Ja odizolowałam się prawie na rok od rodziny, teraz wracam, ale dlatego, że już jestem na pewne kontakty gotowa. I nie żałuję, że byłam egoistką, Wychodzę z żałożenia, że jeżeli moi bliscy na prawdę mnie kochają uszanują moje potrzeby. Jak i ja przez całe moje życie dawałam im dowody mojej do nich miłości.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości