temat zastępczy
#1
znalazłam sobie temat zastępczy. nie mogę płakać za moimi dziećmi więc płaczę za kotem, wolno mi też płakać na filmie i czytając książkę, wszędzie i o byle co byle nie za dziećmi które straciłam. czuję się chora. wczoraj urodziła 16 letnia dziewczyna, nie chciała tego dziecka i nie zamierza go wychowywać, zrzuca wszystko na swoją mamę, całą ciążę piła i szlajała gdzie popadnie ajednak urodziła zdrową piękną córeczkę więc znowu mam powód żeby płakać ale gdy chciałam opłakać swoje dzieciątka, oczy schną a serce zamienia się w kamień, nie potrafię sie z tym uporać. dałam na msże 15 października, pogadałam z Proboszczem, tak ogólnie że chcę dla wszystkich nie tylko dla nas, teraz mam mu zanieść to co wydrukowałam z tych stron o poronieniu ale On namawia mnie do spowiedzi i wewnętrznych rekolekcji, nie wiem czy jestem gotowa, nie wiem co sie stanie jak zacznę rozdrapywać rany? boję się, że dlużej juz nie wytrzymam i boje się zacząc ogólnie mowiąc jestem w dołku, przepraszam że tak się tu wywnętrzam ale tylko tu u Was nie boje się o tym mówic i cokolwiek przechodzi mi przez gardło ( czytaj: palce )
Odpowiedz
#2
Renka
przeczytałam i zadumałam się nad Twoimi słowami, bo płacząc (nawet nad kotem, filmem, losem innych) i pisząc o tym w połączeniu z utraconym macierzyństwem - chyba tak na prawdę płaczesz za dzieckiem. Mi w mojej głowie utkwiły rozmowy z foremkami, jedna poroniła i przez 3 miesiące od razu rzuciła się w wir, pracy, nauki, wakacji, intensywnie usiłując wyrzucić ze swojej głowy fakt iż stało się coś strasznego, po czym pękła, przepłakała rzetelnie trochę czasu, dziś już wewnętrznie wyciszona po śmierci pierwszego dziecka oczekuje na drugie. Inna szczęśliwa (już dzisiaj) mama, przez kilka ładnych lat nie mówiła, starała się nie myśleć, grała idealną żonę, córkę - ale zaczęła intensywnie chorować na dolegliwości, które uspokoiły się, gdy weszła na forum i przepracowała swoją żałobę, wbrew otoczeniu....

piszesz: \"oczy schną serce zmienia się w kamień\" - to też reakcja - inna, ale reakcja. Myślę sobie, że każda z nas wie najlepiej czego potrzebuje, czego się boi. Podobno, uzewnętrznienie emocji, werbalizacja lęków, wypowiedzenie na głos, spraw, które nas bolą, pomaga - uporządkować i myśli i sprawy z przeszłości.

Renka, ja gdy mam wewnętrzny dylemat biorę kartkę papieru i pisze - potem czytam szczerą siebie i staram się pomóc sobie, mi pomogło pisanie i mówienie o tym czego doświadczyłam, jeżeli w realnym świecie nie potrafisz, to może tutaj spróbujesz być szczera sama ze sobą i napiszesz, cierpię z powodu śmierci mojego dziecka. Życzę Ci, by czas był Twoim sprzymierzeńcem i byś znalazła drogę do zaakceptowania przeszłości.
Odpowiedz
#3
Ja dopóki nie spotkałam się z dziewczynami z grupy gdańskiej, dopóki nie rozpisywałam sie na forum, wszystko dusiłam, wszyscy dookoła kazali zdusić...
Nie było to dobre dla mnie, ani na dłuższą metę dla mojego otoczenia, bo w pierwsze niewydarzone urodziny mojego dziecka wszystko pękło... przeszłam żałobę o ile można totak nazwać, wyciszyłam się, teraz jestem wreszcie po dwócgh latach gotowa na przyjęcie drugiiego dzieciątko, bez tego bagażu, bez obarczania go, że jest za coś, za kogoś...
Odpowiedz
#4
Reniu, rozumiem, naprawdę rozumiem...po śmierci Martusi nadal nie bardzo umiem płakać i jeśli już mi się zdarzy, to na początku są to albo łzy złości na kogoś, na jakąś sytuację, czy smutku, bo gdzieś na filmie jakieś dziecko...ale tak naprawdę po chwili płyną łzy żalu i tęsknoty za moimi Dziećmi...

pozdrawim, dużo pokoju w sercu życzę
Odpowiedz
#5
Dziękuję serdecznie za serce i zrozumienie, wewnętrzny chaos jeszcze nie pozwala mi dojść do porozumienia z samą sobą, kiedyś go przegnam na cztery wiatry i jakoś to będzie ( chyba) boję się tego pękania duszy, wewnętrznego rozdarcia, na razie musze być silna dla dzieci tych na ziemi, jak wroci mąż to sobie pozwolę na ból i żal znajdę kąt i wypłaczę cały ból, na razie nie mogę, nie umiem...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości