moja macica jest grobem
#1
Jak poradzic sobie z bolem i zalem? gdzie szukac ukojenia? kto mi powie co z moimi dziecmi? nie poszly do piekla bo za co?? to juz ja chyba predzej tam znajde miejsce. Modle sie i blagam Pana Boga o wybaczenie za te wszystkie watpliwosci i czasami na pare minut zaznaje spokoju. jest taki Kosciol w mojej okolicy gdzie drzwi sa otwatre przez 24 godz na dobe i praktycznie zawsze ktos tam odmawia rozaniec, mozna sie dolaczyc, tylko to mnie jeszcze trzyma przy zyciu. Dwa tygodnie temu poronilam po raz kolejny, siodmy. Ciaza niespodziewana a jednak jakze wspaniala. tyle nadziei i znowu fiasko. wiem ze za jakis czas zrozumiem dlaczego Bog prowadzi mnie ta droga ale teraz nie daje juz rady.
mam wspaniale zycie, kochanego meza i trojke dzieci ( jedno urodzilam, dwoje adoptowalismy), spelniam sie zawodowo. a jednak w moim sercu jest pustka i wielka rana. z jakies nie znanego mi powodu Pan Bog obdarzyl mnie silnym instynktem macierzynskim i niestety niemoznoscia donoszenia ciazy. i chociaz zdecydowalismy z mezem ze juz wiecej nie bedziemy probowac i ja sie zgodzilam, to w sercu czuje zal i gorycz. tak jakby we mnie byly dwie osoby ta rozsadna i ta druga, placzliwa istota do ktorej nie docieraja zadne rozsadne argumenty. nikt nie widzi tej drugiej, nie maja pojecia ze istnieje. ja, zawsze usmiechnieta , taaaaaaaa.
przepraszam za takie wywody, tak bardzo sie ciesze ze znalazlam forum z Ksiedzem. Byc moze zechce Ksiadz mi pomoc znalesc odpowiedzi na pytania i watpliwosci, najbardziej martwi mnie to ze nie wiem co bedzie z moimi dziecmi? nie byly ochrzczone ani nie mialy nadanych imion, ktos mi kiedys powiedzial ze jest dla nich jakies specjalne miejsce? z gory dziekuje i pozdrawiam.
Odpowiedz
#2
Renko, przykro mi, ze przez tragedie poronienia przechodzilas tyle razy. Nie wiem, czy szukalas przyczyn, czy jest to jedna z nieodgadnionych zagadek Twojego ciala. Piszesz, ze jestes osoba wierząca, wiec jesli masz sily i czas zajrzyj do dzialu teologia tej strony. Szczegolnie polecam Tobie tematy odnosnie chrztu pragnienia - zajrzyj tu:

https://www.poronienie.pl/teologia_od_ksiedza.html

https://www.poronienie.pl/teologia_modli...pragnienia

Bog obdarzajac Ciebie silnym instynktem macierzyńskim pozwolaja się Tobie realizowac jako mama. I moze te doswiadczenia poronien, mimo, ze takie bolesne i wielokrotne maja byc jakims drogowskazem dla Ciebie i Twojej rodziny?
Nieodgadnione sa tajemnice Boga, ale zawsze trzeba miec nadzieję...
Odpowiedz
#3
Nie wiem czy do końca jestem odpowiednią osobą, by wypowiadać się na ten temat, ale bardzo mnie poruszył twoj post...
Nie byłam osobą wierzącą, nie miałam nic przeciwko Kościołowi, nie wytykałam palcem ludzi wierzących, jak to niektórzy czynią, nie miałam i nie mam nic przeciwko klerowi; swojego i całego świata istnienie tłumaczyłam sobie zawsze prawami chemii, biologii i fizyki...
Wiele się we mnie zmieniło po stracie dziecka... nie chciałam, aby ono przestało ot tak istnieć, nie chciałam, żeby stało się nieistniejącym już niebytem... Wyobrażałam je sobie gdzieś wysoko, gdzieś gdzie mu dobrze, przy boku Boga, starego, dobrego Taty, który utula je codziennie i pokazuje mu mnie z góry... Ta wiara nie pozwala wciąz mi płakać, tylko czasem dobijają się łzy do moich oczu... Ale gdy tylko wyobrażam sobie moje dzieciątko w objęciach Boga - jest mi lepiej i troszkę mniej boli...
Moje dziecko, też nie ma imienia, ani grobu, ani chrztu, ale ma stałe miejsce w moim sercu i wierzę, że to dla Boga nie jest ważne, jest jak my wszyscy jego dzieckiem... i jest przez Niego kochane i akceptowane...
Musimy w to wierzyć, inaczej cała wiara nie ma sensu dla mnie...
Odpowiedz
#4
Renko kochana, jest takie specjalne miejsce i nazywa się serce Boga Ojca. Każde dziecko poczęte w chrześcijańskiej rodzinie jest juz katechumenem, to znaczy osobą przygotowywaną do chrztu. To pierwszy etap chrześcijańskiego życia. Pragnienie chrztu, jest chrztem pragnienia. Jestem przekonany, że Twoje Słoneczka są w niebie, w samym środku serca Boga Ojca. Tajemnicą jest to wielokrotne Twoje bolesne doświadczenie i rozłąka z Dzieciątkami. Bóg jednak cierpi razem z Tobą, bo jest miłośnikiem życia i smierci nie uczynił. Juz niedługo, spotkacie się wszyscy i nikt ani nic was już nie rozdzieli.
Pamiętaj Renko, masz 10 Dzieci!!!
Z serca, ogarniając modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#5
Serdecznie dziekuje za wsparcie. spedzilam kilka godzin czytajac Wasze posty. nauczylam sie wiele, i pewnie wiele razy jeszcze tu zajrze. Madasiu, serdecznie dziekuje za podpowiiedz, tak wlasnie dzis z mezem zrobimy, klekniemy razem i odmowimy modlitwe ( nabozenstwo ) za nasze dzieciatka. Inko, ilez to ja razy szukalam wyjasnien u Boga, ludzi, w naturze. Nikt, pomimo wielu lat staran i badan nie umie nam dac odpowiedzi dlaczego?? Ale jedno wiem napewno, dzieki temu ze poronilam mam zamiast jednej coreczki trojke wspanialych dzieci. Kazdego dnia jestem z nich bardzo dumna. dlatego wierze ze gdzies kiedys dowiem sie skad taka droga dla mnie.
Ojcze Marcinie, cieple slowa i zrozumienie mojego zalu i rozgoryczenia to wiecej niz dostalam przez te wszystkie lata. Najczesciej ludzie ( nic nie wiedzacy o naszych tragediach ) widzac mnie smutna twierdzili ze nie docenam tego co mam ( dzieci, meza, pracy, domu, etc.) Bardzo bardzo jestem wdzieczna za wszystko co mam w zyciu ale tesknie tez za moimi nienarodzonymi dziecmi. Nigdy nikomu nie mowilismy o naszych stratach, raz powiedzialam mamie ale chyba zrobilam blad, bo chociaz jest moja najserdecznejsza przyjaciolka to kazala mi isc w zyciu dalej i nie ogladac sie za siebie. Tak nie umiem. W innym temacie ktoras dziewczyna stwierdzila ze jest wdzieczna Bogu nawet za te krotkie chwile z dzieciatkiem. Nigdy przedtem o tym nie pomyslalam!!! A przeciez z kazda dziecinka rozmawialam kazdej opowiadalam jaka ma wspaniala rodzine i jak jej oczekuemy. Pan Bog dal mi szanse! tylko ja jej odpowiednio nie wykorzystalam!
Ojcze Marcinie, nigdy nie powiedzialam moim dzieciom ze maja az siedmioro rodzenstwa, najstarsza corka ma 16 lat, mlodsze 14 i 12. czasem dziwia sie ze zapalam swieczki na bezimiennych grobach i pytaja dlaczego to robie a ja nie mam w sobie sily zeby opowiedziec im o rodzenstwie. Najbardziej na swiecie boje sie uczucia zalu i zaklopotania u ludzi. widzialam to u mojej mamy i nie chce wiecej razy tego doswiadczyc. tylko kobiety ktore stracily dzieci, czasem ich mezowie, no i osoby duchowne ( ale tez nie wszystkie ) potrafia rozmawiac na ten temat. Mama zabrania mi rozdrapywania ran, maz posyla na terapie ( chyba skorzystam ).
Serdecznie dziekuje za wsparcie i modle sie za nasze Aniolki, niech wszystkie ciesza sie obecnoscia Boga i ich Rodzicow o sile wytrwania i za Ojca Marcina za to ze podjal sie tak ciezkiego zadania,
Renata
Odpowiedz
#6
Jesteśmy z Tobą Renatko sercem i modlitwą. Twoje Dzieci żyją, bo dla \"nieśmiertelności Bóg uczynił człowieka\".

\"W Jezusie Chrystusie zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania i choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności. Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie\".

Z modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#7
Kochana renko,

mnie tez poruszyl Twoj post... Bardzo mocno Ci wspolczuje z powodu smierci Dzieci, ostatnie odeszlo tak niedawno, tylko moge sie domyslac, jak czasami moze byc trudno.

Poruszylas wiele spraw, moze tu na forum odnajdziesz sie, piszac o tym, co Cie boli, przeraza, o tesknocie, o niespelnioenej milosci. Nie daj sobie wmowic, ze nic sie nie stalo, ze to \'tylko\' poronienia. Umarla siodemka Twoich Dzieci i ta smierc jest tak samo realna, jak ta, gdy umiera \'duze\' dziecko.

Zagadnienie losu dzieci zmarlych przed Chrztem znajdziesz jeszcze na stronce: www.poronienie.pl/teologia_los.html.

Piszesz, ze ludzie sie dziwia, ze nie doceniasz tego, co masz. Moge Cie zapewnic, ze ten caly zal, bol, to, co sie przezywa po smierci dziecka nie przekresla tez wdziecznosci za to, co mamy. Teoretycznie mozna zyc po smierci dziecka tak, jakby nic sie nie stalo - czesc kobiet w ten sposob radzi sobie po poronieniu, ale jest to tylko polowiczne rozwiazanie problemu.
CZy pamiec o dzieciach, milosc do nich, takze po smierci jest rozdrapywaniem ran? Nie. To sformulowanie czesto mozna uslyszec od otoczenia. \"Czy przezycie zaloby nie bedzie rozdrapywaniem ran?\", \"CZy takie spotkania kobiet po poronieniu nie bedzie rozdrapywaniem ran?\" - nie, nie bedzie. Podobnie, gdy sie skaleczymy - nalezy rane opatrzyc, oczyscic, moze podac lekarstwo, ktore przyspieszy proces gojenia, nalozyc szew, opatrunek... Mozna tez - i jest to \'jakies\' rozwiazanie - poczekac \'az samo sie zagoi\'. Tylko, ze istnieje niebezpieczenstwo, ze z wierzchu bedzie wygladac \'ladnie\', a to co w srodku bedzie nadal chore. Takie opatrzenie rany moze byc jeszcze bardziej bolesne, niz gdyby jej nie dotykac wcale, ale to jest konieczne.
To tylko analogia. Ale mozna ja przylozyc do naszej sytuacji po tym, jak umieraja dzieci. Potrzebujemy wsparcia, kogos, kto da nam prawo do lez, bolu, kogos, kto bedzie pamietal o naszych dzieciach, kto bedzie po prostu obok i nawet nie potrzeba wtedy slow... takim wsparciem moze byc wyszeptane \'modle sie za ciebie\', \'bylem dzis na cmentarzu i pomyslalem o waszym dziecku\'... niby drobiazg a tyle wzbudza w nas radosci. Bo dzieci, nasze dzieci - staly sie kims b. waznym w naszym zyciu, tak jak jestes dumna z trojki dzieci, ktore masz tutaj, tak samo chcesz byc dumna z tych, ktore sa u Boga.

Ludzie uciekaja od cierpienia, nie wiedza co powiedziec, wiec sie wycofuja, albo bagatelizuja problem. Bo stanac wobec kogos, kto przezywa tragedie, to tak troche wziac ja na siebie. Nie chcemy tego. Wiesz, moja Mama tez mi mowi, ze trzeba isc do przodu, a ja wtedy odpowiadam, ze tak, ze ma racje, ze trzeba, ale smierc dziecka jest na tyle wazna i istotna, ze musze sie zatrzymac i sobie \'poukladac\' wszystko, ze na to potrzeba czasu, ze pamiec o dzieciach nie oznacza tego, ze sie cofam.

Piszesz, ze nie mowiliscie o Waszych stratach... renko, az jeknelam... Gdy poronilam, to nagle sie okazalo, ze poza dwoma osobami, ktore wiedzialam, ze poronily... ze jest ich o wiele wiecej. Nagle sie okazalo, ze kazdy zna kogos, kto poronil, i to w najblizszej rodzinie: mama, siostra, kuzynka, najblizsza przyjaciolka. Tylko, ze o tym sie nie mowi, jeden z nielicznych tematow tabu. Wtedy przeszukujac stron w internecie o poronieniu nie bylo zadnej strony, gdzies tam plataly sie medyczne informacje po roznych serwisach, to wszystko. Jakby tych 40000 poronien rocznie nie bylo.
Moze nie masz z kim porozmawiac? Jesli chcesz, to pisz tu na forum, wiele osob, ktore nie maja z kim porozmawiac, wlasnie tutaj znajduja zyczliwe osoby, ktore staraja sie pomoc... Moze w Twojej okolicy jest ktoras z grup wsparcia (w menu: warto wiedziec), moze znasz kogos kto poronil... Wiem, jak trudno czasami zaczac mowic o tym wszystkim, bo jest wiele spraw, ktore dzieja sie gdzies w glebi serca.

I piszesz o dzieciach, ktore tu sa... One patrzac na Ciebie chodzaca po cmentarzu pewnie sie domyslaja prawdy... W Otoczenie/Bliscy jest dzial dot. dzieci... Ja mowilam od razu, chocby z tego powodu, ze jesli kiedys stana osobiscie wobec takiej tragedii, to beda wiedzialy, co powiedziec... Niedlugo pazdziernik, miesiac pamieci dzieci zmarlych, 15.10 - Dzien Dziecka Zmarlego (Utraconego), moze wtedy bedzie okazja, zeby porozmawiac z nimi. One maja prawo do prawdy. Jan Pawel II w swoim testamencie, na koniec wspomina siostre, zmarla przed jego narodzeniem. Pisze o niej z wielka miloscia. Ktos go tej milosci nauczyl - pewnie matka. Bo \'te\' dzieci, zmarle dzieci, nadal mozna kochac. I mozesz kochac je nie tylko Ty, Twoj Maz, ale tez i trojka dzieci, ktore sa.

I pisz... wiele kobiet przyznaje, ze forum, strona, a przede wszystkim przyjaznie, ktore sie zawiazaly - okazaly sie najwiekszym czesto wsparciem. Kilka osob \'stad\' staly mi sie naprawde bliskie, mysle o nich w kategoriach przyjazni, a nigdy sie nie widzialysmy twarza w twarz. \"Jedynie\" moglysmy sie uslyszsec przez telefon.

Mam nadzieje, ze znajdziesz tu wsparcie i cieplo, ktorego tak bardzo potrzeba.

Z modlitwa.
Monika
Odpowiedz
#8
Serdecznie dziekuje za cieple slowa Moniko Smile
ze wzgledow rodzinno zawodowych czytanie wszystkich postow zajmuje mi niestety duzo czasu, ale powoli poznaje Was wszystkie i Wasze jakze trudne i ciezkie zyciowe historie. Ze swej strony pragne dodac ze mam uszy do sluchania i ramiona do oparcia jesli ktoras/ktorys potrzebuje wsparcia, zawsze chetnie sluze pomoca. przeszlam w zyciu wiele i niejdno widzialam ale zawsze na swojej drodze spotykalam zyczliwe osoby. Tak jak mowisz ja pewnych przyjaciol tez na oczy nie widzialam a jednak bez ich pomocy i wsparcia pewnie dzis bylabym zupelnie gdzie indziej. Sprawdze strone ktora polecasz, byc moze w mojej okolicy jest jakas gru[pa wsparcia Smile) Nie wiem jak mam porozmawiac z dziecmi chociaz wiem ze to byl wielki blad z naszej strony, jakis sposob znajde, cos wymysle, moze znasz kogos kto ma dzieci w wieku lat -nastu i opowiedzial im o swoich stratach?
Z serca dziekuje za wszystko i lacze sie z Toba w modlitwie,
Renka
Odpowiedz
#9
Renko,

ja jedynie mam doswiaczenia rozmow z malymi dziecmi.
Pamietam historie kilku osob - teraz doroslych - z ktorymi ni erozmawiano o smierci rodzenstwa, we wszystkich wypadkach to byl blad, albo dowiadywiali sie przypadkowo wiele lat pozniej i ogrom zalu do rodzicow, albo nikt nie \'przerobil\' z dzieckiem tematu smierci.

Pazdziernik jest miesiacem pamieci dzieci zmarlych, moze wtedy bedzie okazja do rozmowy z dziecmi. Moze zamow Msze za zmarle dzieci i ich rodzicow w parafii - ta wspolna Msza moze stac sie punktem wyjscia do rozmow z Twoimi dziecmi.

Serdecznie pozdrawiam,
Monika
Odpowiedz
#10
Moniko,
właśnie tak dzisiaj zrobiłam,
zamówiłam Mszę Św. 15 października. Ksiądz Proboszcz był bardzo serdeczny i wyrozumiały, powiedział że będzie się dodatkowo modlił za wszystkich osieroconych rodziców. A z moimi dziewczynkami postanowiłam definitywnie \" załatwić \" sprawę. Lepsza najgorsza prawda niż całe to owijanie w bawełne. Zresztą moje nastolatki nie są ani ślepe ani głupie, widzą że coś się dzieje, nie wiedzą tylko co. Musze tylko poczekac na męża bo chcę żeby i On miał w tej rozmowie swój udział.
Serdecznie za wszystko dziękuję,
Z modlitwą,
Renka
Odpowiedz
#11
CZESC DOWIEDZ SIE BO SLYSZALAM ZE MOZNA OCHRZCIC DZIECI PO CZASIE . SA TAKIE ZBIOROWE CHRZTY DZIECI NIENARODZONYCH ALE NIE WIEM GDZIE . ALE SA POZDDRAWIAM AGA MAMA MATEUSZKA UR 5.10.2006 21TC
Odpowiedz
#12
Chrzest, jak i inne sakramenty dotyczą wyłącznie osób żyjących...
Jeżeli rodzice pragnęli chrztu dla dziecka przed jego narodzeniem, to był to tzw. chrzest pragnienia. Dziecko zostało ochrzczone w wierze rodziców.
o.Marcin
Odpowiedz
#13
to znaczy ze chrzest mateuszka jest niewazny ... nie rozumiem ale malo teraz rozumiem wiec ...
Odpowiedz
#14
Aga ja jestem tylko swieckim teologiem, ale wiem ze wiele w prawie sie zmienia i Kosciol wychodzi z pomoca, bardzo malymi krokami ale zawsze.
Wazne jeste tez czy dzieck urodzilo sie zywe [i zmarlo tuz po urodzniu lub w trakcie porodu] czy tez umarlo w łonie swojej matki na jakis czas przez narodzinami.
Odpowiedz
#15
wiem na jasnej gorze w czestochowie powiedziano nam ze dobrze ze byl ochrzczony a zmarl ponad tydzien przed narodzinami czy to jego czy moja wina !!!!!! DZIEKI BO WPADLAM W DOLA !!!! A PAPIEZ PODOBNO MA ZMIENIAC JAKIES TAM USTAWY O DZIECIACH . NASZ URODZIL SIE JUZ NIEZYWY ! JEST JAKAS ROZNICA ...
Odpowiedz
#16
BOZE JA ZWARIUJE ...
Odpowiedz
#17
Agusia! spokojnie... Prosze Cie... Czesto bardzo boli mnie serce ze tolologia jest taka twarda, wiesz wielu mlodych ludzi chce pozmieniac i naprawic te twarde prawa w teologii ktore rania... Bog jest miloscia! Jesli wiec jest Miloscia - to czego mamy sie bac... Jak Milosc najlepsza jaka moze byc moglaby nie chciec utulic malnkich dzieci...

Zapewne znasz historie s.Faustyny... jej kult byl zakazany... Kosciol jak odrzucil i gdyby nie odwaga JPII - prawdziwa odwaga - to kto wie... a tak caly swiat ma cudowna Swieta! I postac ktora daje nadzieje ...

Aga sercem Cie obejmuje ... Zapewiam Cie ze Twoje dziecko jest w niebie i jest zbawione...
Bog szczegolnie wyroznia smierc dzieci - bo to dzieci wlasnie byly pierszymi meczennikami - gdy urodzil sie Jezus byla rzez ...
Prosze Cie Kochana na ile umiesz to zaufaj temu... na ile umiesz...
Odpowiedz
#18
ago...

sakramenty sa dla zywych - tyle mozna powiedziec, jesli idzie o teorie...

Praktyka szpitalna jest taka, ze polozne czesto chrzcza dzieci urodzone przedwczesnie, ktore zmarly przed narodzeniem, np. w trakcie porodu.
Dlaczego to robia - trzeba by je o to spytac?

Kiedys czytalam taka wykladnie, ze jesli nie wiadomo, kiedy dziecko zmarlo i jest to kwestia minut czy godzin, to analogicznie jak przy sakramencie chorych, ktorego udziela sie ludziom umierajacym, czesto rowniez w praktyce zmarlym (znajomy ksiadz tlumaczyl mi, ze ich uczyli, ze do dwoch godzin od stwierdzenia zgonu \'jeszcze mozna\' udzielac ostatniego namaszczenia) - to mozna chrzcic.

To, co sie liczy przy sakramencie Chrztu - to pragnienie jego przyjecia, katechumenat (osoba przygotowujaca sie do Chrztu) osobiscie prosi o Chrzest. Jesli dotyczy to malego dziecka, to prosbe te wypowiadaja rodzice. Jesli dziecko zmarlo przed przyjeciem Chrztu, to mozna rzec, ze sama prosba, pragnienie rodzicow wystarcza, jest \'chrztem pragnienia\' - ono by otrzymalo Chrzest, gdyby nie tak a nie inaczej potoczylo sie jego zycie.

Postepowanie poloznych mozna roznie tlumaczyc. Dla wielu rodzicow - moze czesto nie do konca swiadomych jak to wszystko \'dziala\' - Chrzest z wody (czyli taki, jaki jest udzielany w kosciele) jest wazny.
Niestety, za malo sie o tym wszystkim mowi.

Rozumiem Twoj bol w tym wszystkim...

Co do losu dzieci zmarlych bez Chrztu zebrala sie komisja teologiczna, ktora ma wydac oficjalna opinie na ten temat. Wiecej znajdziesz w dziale \"Teologia\".

Ago, stalo sie cos waznego i istotnego. To jest normalne, ze naszym zmarlym dzieciom chcielibysmy - tak jak i zywym - dac \'wszystko\'. CZasami niewiele mozemy dac, choc miesci sie to rowniez w tym, co okreslamy \'wszystko\': milosc, pamiec, czasami realne miejsce tu na ziemi w postaci grobu... modlitwe...
Pan Bog jest panem czasu i On, z calego serca w to wierze, zbierze nasze ograniczenie czasem, nasza przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc w wieczne TERAZ, gdzie czasu juz nie bedzie...

Duzo sil. Twoje dziecko jest juz u Boga - i to jest najwazniejsze, jest w Nim otoczone miloscia.

Monika
Odpowiedz
#19
BOG WAM ZAPLAC JA OCHCILAM GO SAMA WALKA O TO ZEBY TO ZROBIC .... MUSZE KONCZYC ALE ODEZWE SIE . WIELKIE DZIEKI . AGA .
Odpowiedz
#20
Aga, tak jak napisała Monika, w sytacjach utraty dziecka nie jest najważniejszy sam fakt fizyczny chrztu, ale pragnienie tego sakramentu. Podobnie mówimy o tzw. \"komunii duchowej\", gdy ktoś nie ma możliwości pójść do kościoła na mszę albo o żalu doskonałym za grzechy, wzbudzonym w sercu, gdy w sytacjach tragicznych nie ma możliwości wyspowiadania się przed kapłanem. W katechizmie czytamy: \"Bóg, który związał łaskę z sakramentami, sam sakramentami nie jest związany\". Widzi ludzkie pragnienia i możliwości i hojnie udziela swoich łask, także w sposób dla nas tajemniczy, nadzwyczajny. Dlatego nie musisz się niepokoić, podobnie jak inni rodzice, którzy pragnąc chrztu dla swoich dzieci, nie mogli tego zrealizować praktycznie. Wasze dzieci są u Boga i nic im już nie grozi. Zostały ochrzczone w waszej wierze i waszym pragnieniu.
W sytacjach wątpliwych, gdy nie jest pewne czy człowiek żyje czy już umarł, udziela się sakramentów. Gdy jest jednak pewność śmierci nie można udzielać sakramentów. Nie dlatego jednak, że Bóg ma coś przeciwko człowiekowi, ale dlatego, że samo ciało człowieka nie jest człowiekiem.
Pragnienie chrztu jest już chrztem i nic więcej tu nie możemy dodać. Taki chrzest wystarcza, bo Bóg naprawdę jest dobry i kochany, i nie jest zniewolony żadną procedurą Smile

Mam nadzieję, że uspokoiłem Cię troszeczkę, bo taka też była moja intencja poprzednio.
o.Marcin
Odpowiedz
#21
Wie Ojciec, ja naprawde uswiadamiam sobie coraz bardziej, ze temat smierci dziecka jest jakims tematem tabu. O tym sie nie mowi... Gdzies wszyscy uczymy sie od podstaw mowienia - zarowno rodzice, ich otoczenie, jak i towarzyszacy rodzicom ksieza.

Na lekcjach religii na pewno nie mialam o chrzcie pragnienia w przypadku dziecka zmarlego w trakcie ciazy. O dzieciach zmarlych w trakcie ciazy slychac w srodowiskach koscielnych prawie wylacznie w kontekscie aborcji. Jakby \'innych\' zmarlych dzieci nie bylo. O chrzcie pragnienia wiedzialam tylko w przypadku \'normalnego\' katechumena.

Pamietam spowiedz po poronieniu i zdanie ksiedza: najgorsze czego nie zrobilas, to to, ze nie ochrzcilas dziecka (cyt. doslowny).
W pierwszej chwili - zdroworozsadkowo - pomyslalam, ze to facet i pewnie nie ma zielonego pojecia, jak wyglada poronienie i nie dociera do niego fakt, ze ja fizycznie nie bylam w stanie czegokolwiek zrobic z dzieckiem - tym bardziej zmarlycm w 8. czy 11. tc. I w tej pierwszej chwili - machnelam reka. Nie tlumaczylam, bo nie bylam w stanie. Nie padlo pytanie o to, czy chcielismy dzieci ochrzcic, o to, ktory to byl tydzien...
A pozniej - juz nierozsadkowo - dlugo mnie to zdanie meczylo...

I w jakims sensie rozumiem rozterki Agi. Gdy patrze na to wszystko bez wszechogarniajacych emocji - teraz juz to potrafie zrobic - to az sie dziwie swoim wczesniejszym reakcjom, pytaniom. Ale pamietam tez dobrze tamto \'szalenstwo w glowie\', takze dot. chrztu.

Szukajac roznych materialow na strone, wpadla mi ksiazka z propozycjami homilii pogrzebowych. Te dotyczace pogrzebu dziecka potraktowane, delikatnie mowiac, po macoszemu. I w kazaniu pouczenie rodzicow, ze nie powinno sie zwlekac z chrztem dziecka oraz o otchlani dzieci. Takie ujecie problemu moze przyniesc wiecej szkod niz pozytku. Mysle, ze znaczna czesc ksiezy nie jest swiadoma tego, ze wiekszosc dzieci umierajacych bez chrztu nie zostaje ochrzczona nie z powodu lekcewazania sprawy przez rodzicow, ale dlatego, ze zmarly przed narodzeniem.

Kiedy o tym mowic? na Mszach pogrzebowych? na Mszach, gdy udziela sie Chrztu? na kursach przedmalzenskich? raz w roku 15.10? Nawet jesli zamowi sie Msze za zmarle dzieci, to potrzeba jeszcze kaplana, ktory bedzie chcial o tym cos powiedziec na kazaniu.
Gdy rozmawiam z dziewczynami, to przyznaja, ze na kursach nikt nie mowi o smierci dziecka, co najwyzej o dzieciach chorych, ale nie zmarlych.

Gdy byl Chrzest Julki, to prosilam ksiedza, ktory udzielal sakramentu, aby w modlitwie powszechnej wspomnial dzieci zmarle bez Chrztu, chcialam, aby te dzieci, ktore byly tak krotko z nami, na ktore czekalismy, ktorymi sie cieszylismy, zeby byly obecne z nami tego dnia, nie tylko dla nas, ale i dla wszystkich, ktorzy nam towarzyszyli. Dla wiekszosci doczekalismy sie na drugie dziecko, dla nas czwarte. Ten ksiadz juz sie chyba przyzwyczail do mojego \'dobijania\' sie o pamiec. I choc to dobijanie sie weszlo mi juz w krew, to nadal kosztuje.

Monika
Odpowiedz
#22
teraz juz wiem .... wpadlam w panike . przepraszam ALE NIE MYSLE ROZSADNIE POZDRAWIAM AGA
Odpowiedz
#23
W chwilach gdy ktos mnie pyta o smierc dziecka ktore nie moglo byc ochrzczone - mowie sobie i komus - Skoro Bog daje zycie, a wierzymy w to gleboko, dal zycie temu dziecku. A skoro dal zycie to ma prawo je odebrac - jako dawca zycia - bo On jako Jedyny moze to uczynic. Wiec nawet myslac logicznie - Czy Bog chcialby smierci i utraty czlowieka ?
I tu juz jest wazna nasza wiara, czesto musi byc ona bardziej dojrzala niz wiara ksiedza... Tak wierze, ze moje dziecko jest Darem! Darem od Boga, wiec skoro jest Darem to musi byc w niebie.

Przepraszam ze moze pisze czasem nie do konca skladnie, lub malo profesjonalnie. Wszystko mi jakos ucieka z glowy ostanio. Chcicalam jedynie pordzic, ze warto w sobie przemoc wiare w Milosc.
Czy Matka Jezusa, Ktora zna cierpienie pozwoli na to by dziecku jakiejkolwiek matki na ziemi stala sie krzywda !!!
Jest tez cytat ktory pamietam z dziecinstwa i pomagal mi w trudnych chwilach: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie!” (Iz 49, 15).
Odpowiedz
#24
masz racje piekne slowa tylko ... slow brak wiary jakby za malo ... serce mi skamienialo . nasze malenstwo bylo DAREM . BOG DAL BOG ZABRAL ... NNIE ZAPYTAM DLACZEGO . PYTALAM I NIE ZNALAZLAM ODPOWIEDZI . I PEWNIE NIE ZNAJDE . BEDE DO WAS ZAGLADAC . MOZE KIEDYS PUSZCZA EMOCJE CHOC CZASEM WYDAJE MI SIE ZE TO CO PRZEZYLISMY NIE ZDARZYLO SIE NIGDY .... aga
Odpowiedz
#25
Agus zal i pytanie \"Dlaczego\" jest taki nasz , tak ludzi i naturalny... jak masz nie pytac skoro umiera Twoje dziecko!
Jest w Pismie Św. postac Dawida ktory cierpi z powodu smierci dziecka.
Abraham ktory jest doprowadzony do ostatecznosci.
Matka Jezusa...
Dlaczego?
Inni kradna, - a dzieci maja zdrowe, zabijaja a dziec maja zdrowe, zyja przewrotne czyniac innym bol a dzieci maja zdrowe... Sa tacy ktorzy nie chca dzieci a mimo to Bog im je daje ...
Agus na te pytania nie znamy odpowiedzi. One nas zadreczaja, ale nam nie pomagaja. Nie mam takiej wiary o jakiej pisalam, ale wiem ze taka jest i znam ludzi ktorzy taka wiare maja...
Kiedys zapytam Boga - jesli bedzie mi to dane - dlaczego... moze jak go zobacze to zrozumiem bez tlumaczen i pytan...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości