Słowa, które ranią - Jak na nie odpowiadać?
Mnie też zapadło w pamięć kilka wypowiedzi albo zachowań bardzo bliskich osób... Na przykład takie:
  • "Widocznie było chore..." I co z tego?? Za każdym razem tłumaczę, że to nie ma nic do rzeczy. Chore dziecko kocha się tak samo jak zdrowe, czyli najbardziej jak tylko się da. Gdyby mój Synek urodził się chory, to taki by był i już. Wywróciłby moje życie do góry nogami i kochałabym Go najmocniej na świecie, dbałabym o Niego i robiła wszystko, żeby było Mu z nami na ziemi jak najlepiej. Wiadomo, każdy by chciał mieć zdrowe dziecko, ale jak się ma chore, to chyba nikomu nie przychodzi na myśl, żeby je oddać czy zamienić na inne, prawda?
  • Po tym, jak powiedziałam bliskiej, starszej osobie z rodziny (która doskonale wiedziała, co się stało, chociaż chyba nie znała/nie pamiętała imienia), że idziemy na cmentarz do Adasia, reakcja była taka: "A kto to jest Adaś?". Odpowiedziałam, że mój Synek i zapadła dłuuuga cisza...
  • Rozmawiałam przez komunikator z dobrym kolegą, który wiedział o ciąży. Zapytał, jak się mam i czy wszystko dobrze z dzidziusiem. Odpowiedziałam, że nie i że poroniłam kilka dni wcześniej... Jego reakcja: "[przekleństwo na "k"], nie było pytania." I natychmiast zmienił temat i wkrótce rozmowa się urwała. Moje nastawienie do kolegi diametralnie się zmieniło...
  • Na spotkaniu z dwiema bliskimi osobami, obie mają po dwójce dzieci na ziemi (a ja - jedno na ziemi i jedno w niebie) jedna z nich "wypaliła" w rozmowie: "bo wiecie, jak to jest z dwójką w domu...", druga się zaśmiała i przytaknęła... Po chwili obie się zreflektowały i zaczęły jakoś tłumaczyć, ale mój względny spokój w tym momencie został zburzony na resztę wieczoru... A po powrocie do domu wyłam z rozpaczy na podłodze w łazience...
  • Jedną z bliskich osób (która zaszła w ciążę parę miesięcy przede mną) poinformowałam mailem. Odpowiedziała coś w stylu "nawet nie wiem, co napisać, ale jak będziesz czegoś potrzebowała, to daj znać". I przez wiele tygodni w ogóle się do mnie nie odzywała (poza wysłaniem zdawkowych życzeń na święta). A jak już się odezwała w kolejnym mailu, to zapytała, jak się miewa moja Córeczka. Ani słowa zainteresowania tym, jak ja sobie radzę. Trochę na siłę odpisałam, że u niej dobrze, ale gorzej ze mną... Nie doczekałam się odpowiedzi.
  • Wszystkie te "nie myśl już o tym", "nie zadręczaj się", "już czas zamknąć ten rozdział" pojawiają się często i nadal nie mam pojęcia, jak na to reagować. Próbuję coś tłumaczyć, ale chyba mało skutecznie, bo powtarzają się takie wypowiedzi u tych samych osób.
  • I ostatnie z tej listy, najgorsze... bo w wykonaniu mojego Taty... Podczas jakiejś swobodnej rozmowy na luźny temat: "Jak kiedyś będziecie mieć synka, to..." (nie wiem, co dalej, bo zamarłam i przestałam słuchać). Nic nie odpowiedziałam, ale od tamtego dnia te słowa brzmią mi ciągle w uszach... Przecież my już mamy Synka...  
Odpowiedz
Moja przyjacolka, entuzjastka 'Ustawien rodzinnych wg. B.Herlingera' i prowadzacej tych ustawien Ewy C.Bany powiedziala do mnie w dniu kiedy na usg nie bylo juz widac bijacych serduszek blizniakow:
"Jak nie pojdziesz do tej kobiety i nie zrobisz sobie ustawienia, to nie bedziesz miala dzieci, przykro mi bardzo ale taka jest prawda"
Nic jej nie powiedzialam, sparalizowalo mnie to. Moja przyjaciolka zaszla w ciaze 1.5 miesiaca po tym ustawieniu i gleboko wierzy ze to jej pomoglo. W tamtym czasie byla ok. 2,5 miesiaca dluzej w ciazy ode mnie. Poczulam jakby rzucila na mnie klatwe. Jak dotad bylam sceptycznie nastawiona do tych "ustawien", nie daje wiary czarom itp., tak w tamtym momencie poczulam jak te slowa maja nade mna moc. Poczulam sie winna za smierc wszystkich moich dzieci, ze to pewnie przez moje "nieuswiadomione blokady". Ze zabijam moje dzieci. Ze nie bede miala dzieci...

Znajomy, bardzo religijny czlowiek, wkleil mi na facebook'u na linii czasu jakas modlitwe o nienarodzonych dzieciach. Nie wiem dokladnie co to bylo, usunelam to od razu. Nie pisalam na facebook'u o ciazy a tym bardziej o nienarodzonych dzieciach. Poczulam sie obnazona i tylko mialam nadzieje ze nikt nie zdazyl tego przeczytac. Ten znajomy wiedzial ze jestem w ciazy i ze poprzednie ciaze stracilam. Nie sadze by mogl wtedy wiedziec ze serduszka moich dzieci wlasnie przestaly bic. Czulam sie z tym strasznie, chociaz wierze, ze znajomy mial dobre intencje. Nie wchodze na facebook od tamtego czasu. Boje sie.

Inna przyjaciolka, spotkana przypadkiem na ulicy. Nie wiedzialam, ze ona wie. Zapytala jak sie czuje? Powiedzialam, ze w porzadku. Ona, ze to najwazniejsze. Powiedziala, ze jej przykro i nie odzywala sie bo nie wiedziala co powiedziec. Ale rozkrecila sie i powiedziala ze lepiej ze tak sie stalo bo pewnie bylo (byly!) chore, a poza tym to tak sie czesto zdarza po ivf (byla to ciaza dzieki terapii/zabiegowi in vitro, po poprzednich ciazach nie moge juz zajsc w ciaze naturalna droga).
Odpowiedz
Kami76 tak bardzo mi przykro...
Wyrzuć z pamięci słowa Twojej "przyjaciółki" bo to stek bzdur. To nie jest Twoja wina i nie pozwól nikomu sobie tego wmówić !!!! Jesteś silną kobietą, która czegoś pragnie i do tego dąży i żadna "magia" nie ma na to wpływu !!!
Trzymaj się mocno i nie trać nadziei, jestem z Tobą myślami i gorąco wierzę, że będzie dobrze, życzę Ci tego z całego serca.
Moc uścisków.

P.S. ja też nienawidzę facebooka....
Odpowiedz
Teskniaca dziekuje Ci za slowa wsparcia. Staram sie uwalniac z wplywu jaki wywarly na mnie slowa przyjaciolki. Nie rozmawiamy od tamtej pory, poki co czuje jakis dystans do niej. Zreszta mamy teraz zupelnie inne klimaty, ona jest szczesliwa i oczekuje dziecka, a ja w zalobie oplakuje moje nienarodzone.
Lepiej mi samej teraz, unikam kontaktow z ludzmi. Wierze w dobre intencje ludzi, ale czasami lepiej aby nic nie mowili, bo ich "dobre rady" czasem bardziej bola niz wspieraja. Wystarczy mi jak ktos powie ze mysli o mnie i "przytula".
Odpowiedz
Kami, przykro usłyszeć takie głupie słowa - nie wiem jak w XXI wieku w centrum Europy ludzie mogą głosić takie teorie. Przytulam....

P.S. Znajomy psychoterapeuta na pytanie o ustawienia Hellingera odparł: "Nie do mnie pytanie - to czary-mary i nie ma nic wspólnego z nauką".
Odpowiedz
"Młoda jesteś, jeszcze będziesz miała dzieci"-i co z tego, że będę miała? A może następnym razem też się nie uda?! Przysięgam, jeśli ktoś mi jeszcze raz tak powie, to odpowiem po prostu "Pewnie, nie ma się czym przejmować, przecież co za różnica jedno w tą czy w tą"

Czasem wpada do mnie kuzynka (w ciąży, około 18 tydzień, ja poroniłam w 20 tygodniu, 4 miesiące temu. Robię dobra minę...) Masuje się po brzuchu, mówi jakie już imię wybrała, i nagle słyszę " No to teraz czekam na Ciebie, rób to będziemy miały z jednego roku". Udaję, że nie słyszę. Mam ochotę nią potrząsnąć. Podczas godzinnej rozmowy słyszę to kilkakrotnie. 

Ostatnio zostałam zaproszona przez znajome z pracy na dyskotekę (wszyscy wiedzą co u mnie). Wykręcam się delikatnie, ale nalegają. Mówię w końcu, że mam żałobę. "A kto Ci umarł?" 

Ja wiem, że niektórzy nie potrafią się zachować, nie wiedzą jak nas pocieszać, ale już wolałabym, żeby się nie odzywali.
Odpowiedz
Reaguj na nich z miłością. Miłością rodzica który uczy swoje jeszcze mało mądre dziecko o życiu którego nie zna. Ty znasz. Jesteś silna bo tyle przeszłaś. Może tak? "jest mi trudno gdy tak mówisz" "rodzenie dzieci to nie są zawody przez to czego doświadczyłam to wiem" "wiem że starasz się mi pomóc ale to co mówisz przynosi odwrotny efekt". Itp. Mi takie nauki wobec innych dają siłę. Nie czuję się lepsza od innych ale jeśli mi na kimś zależy to staram się aby właściwie rozumieli moją sytuację. Najtrudniej powiedzieć. Ale jak się uda to potem łatwiej przychodzi :-) pozdrawiam
Odpowiedz
Casem sie zastanawiam co mnie bardziej ranilo.. idiotyczne pocieszanie (tak sie czasem dzieje,  widocznie tak mialo byc itp-wiecie doskonale) czy kompletna cisza. Moja tesciowa (skadinad naprawde dobry czlowiek) po tym jak wyszlam ze szpitalanie powiedziala nawet pol slowa na ten temat. Wystarczyloby przykro mi, uscisk, zrozumienie. A przejscie nad tym do porzadku dziennego w ciagu doslownie sekundy strasznie zabolalo. Nie wiem czy ja nasza strata dotknela, pewnie tak. A milczala bo zwykle bardzo malo komentuje nasze decyzje I wybory. Pewnie nie chciala dodatkowo ranic przez "rozgrzebywanie". Ale zranila. To chyba bardziej siedzi w moim sercu niz idiotyczne sllwa pocieszenia od innych.
Odpowiedz
Sprowokuj ją. Przy spotkaniu powiedz: "Jest nam tak trudno." Może coś odpowie? ona też ma żałobę, żałobę babci, my nie wiemy jak to jest. Możesz to powiedzieć. "Jest mi trudno, Tobie pewnie też? Masz żałobę jako babcia, przykro mi." Spróbuj tak Agi jeśli uważasz, że to dobry pomysł. Tak może być Ci mniej przykro, gdy to wypowiesz, przerwiesz milczenie. Mi to pomaga, dlatego tak radzę. Jak to dobra osoba, to tylko się zbliżycie do siebie.
Odpowiedz
Ne, chyba juz nie chce. Ona jest ciezko chora, teraz jest zaostrzenie, maz siwieje z nerwow.. na tyle na ile ja znam to jest typ ktory unika trudnych tematow I nie potrafi rozmawiac. Jz pare razy "puszczalam strzale" w rozmowie nawiazujac do pobytu w szpitalu ale przeszlo bez echa. 
A ze wzgledu na jej chorobe I jej stan probuje o tym nie myslec. Czasem to wraca po prlstu.. ale nie wiemy jak dlugo jeszcze bedzie z nami wiec nie bede jej "meczyc".
Odpowiedz
ja ostatnio 2 dni po zabiegu usłyszałam: ,,o Magda i co urodziłaś już...ale brzuszek to malutki miałaś i co tam macie córa czy syn'' myślalam że wybuchnę łzami bo jak mam powiedzieć że mojej kruszynki już nie ma i tłumaczyć co się stało i że się nie odstanie Sad(((
Odpowiedz
I co zrobiłaś?
Odpowiedz
Kilka dni temu usłyszałam słowa wypowiedziane nie w złej wierze ,,o coś zmalał Pani brzuszek pewnie za mało Pani je .Proszę dbać o siebie " wyć mi się chciało-nic nie powiedziałam.Za to w domu cały czas płakałam .Co mam powiedzieć ? Wiem,że to przeradza się w obsesję ,ale człowiek nie wie jak się tez ma zachować ,aby nie urazić bo to nie było wścibstwo .A u mnie szybko widać brzuch w ciąży /zbyt częste / -mimo,że ukrywałam często .Nieraz idąc wyrzucić np.śmieci a jest się samym zapominam o tym i stąd takie sytuacje .Dlatego też unikam ludzi /.
Odpowiedz
Ja kiedyś bardzo przeżywałam takie słowa, pytania. Najbardziej zawsze bolały mnie takie, które odnosiły się do tego, że niekoniecznie wspominam i chodzę np. na cmentarz. Miałam różnego rodzaju "fale" związane z tymi pytaniami i stwierdzeniami. Kiedyś nie mówiłam nic, po prostu nie odpowiadałam i uważałam że tak jest OK. Później starałam się odpowiadać o wszystkim, opisywałam całą sytuację. Teraz podchodzę do każdego inaczej, są to dla mnie bolesne tematy ale też zrozumiałam że nie każdy może o nich wiedzieć.
Odpowiedz
Najgorsze słowa wypowiedziała moja rozdzona siostra ''nie martw się moja koleżankę to spotkało 4 razy. Ale niedawno urodziła zdrowa córeczkę. Zawsze u niej to było około 18 tygodnia. chyba serduszko przestawało bić...,,Moje dziecko zmarło w 2 trymestrze. Nie znam jeszcze powodu było to 2 tygodnie temu i lekarze nie chcą nic mówić dopuki nie będą mieć wszystkich badań. Okoliczności były okropne bo nie dość ze dostałam naglych porodowych boli a takze krwotokuszok i najgorszy moment gdy mój synek wypadł ze mnie na przescieradlo. . Lozysko sie nie chcialo odkleic , krew sie lała jak z kranu i musieli mnie intubowac, zrobic operacje, przetaczac krew i malo co sama na tamten swiat nie zeszlam. Straciłam 1.5 l krwi a sama mam chyba 4. Byla karetka, blok opetacyjny, szybka intubacja, szok i ogromna rozpacz. Nigdy wczesniej nie bylam pacjentem.Dzieciątko bylo zdrowe dzień przed tym zdarzeniem miałam usg i wszystko było w miare ok.
Jeśli miałabym to przechodzić jescze parę razy... Najgorsze to to że moja siostra jest lekarzem, pediatrą. Sama ma 2 zdrowych dziec. Nie chciała źle ale jej słowa mnie dobiły.
Odpowiedz
(Sun, 29 Października 2006, 20:53:56)Beata napisał(a): Witaj Agik, miło, że napisałaś. Tak, muszę się zebrać i poprosić Malomi o możliwość pisania na formum dla rodziców, którzy podjęli taką decyzję. Przed chwilą pytałam mojego męża, czy patrząc teraz z perspektywy czasu, wziąłby pod uwagę kontynuację naszej ciąży. Powiedział, że zdecydowanie nie, bo Tamara nie tylko nie miała czaszki, ale nie miała także mózgu. A ja byłam nie tylko w złym stanie psychicznym, ale i fizycznym. Miałam duże nadciśnienie, jak przy pierwszej ciąży i perspektywę drugiej cesarki.
Zresztą z depresji, nerwicy i bezsenności nie mogę wyjść do dzisiaj.
On twierdzi, że nie byłam i nie jestem w ogóle tak silna psychicznie, aby stawić czoło takiej sytuacji. Twierdzi, że przestałabym chodzić do pracy i codziennie rano zastanawiała się, czy Tamara żyje, czy już nie.
Uważa, że wówczas było ważniejsze moje zdrowie i życie, bo naszej pięcioletniej córeczce bardzo udzielił się mój depresyjny nastrój.

Bardzo chciałabym porozmawiać zarówno z tymi, którzy podjęli taką samą decyzję, jak i z tymi, którzy czekali do końca. Potrzebuję odpowiedzi na wiele pytań, które mnie dręczą, chciałabym zrozumieć powody obydwu decyzji. Nie wiem, czy zaznam kiedykolwiek spokoju...
Odpowiedz
U mnie były teksty typu:
-"Ehh początki są zawsze trudne .."
-"Będzie dobrze zobaczysz następnym razem się uda" (najczęściej od osób ,które urodziły bez problemu )
-"Lepiej tak niż miałabyś urodzić chore "
-"Lepiej ,że poroniłaś niż miałabyś podejmować decyzję o usunięciu w przypadku chorego śmiertelnie płodu"
- "Pierwsze poronienie to nic ,urodzisz jeszcze drużynę piłkarską"(to usłyszałam w szpitalu od pielęgniarki gdy czekałam na zabieg )
I chyba ostatnie,które mnie najbardziej denerwuje :
-"Musicie się wziąć ostro do roboty i działać by mieć następne ..."
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości