Słowa, które ranią - Jak na nie odpowiadać?
Eh Marysieńsko nigdy nie wiemy jak ludzie się będa zachowywać w nasej sytuacji. A może ona w ten sposób zareagowała bo nie chciała byś żle sie poczuła widząc ją w tym stanie. Sama nie wiem. Mnie pytanie kto jest w ciazy drażni bo tak naprawdę nie obchodzi mnie kto jest. To ja chcę być. I o to chodzi.
Odpowiedz
Moze masz rację, ale ja już jestem przewrażliwiona... wydaje mi sie ze wszycy patrzą na mnie i myśla \"biedna dziewczyna\".... wtedy rodzi sie we mnie okropna złość...
Odpowiedz
Marysieńko niegdy nie dowiemy sie kto tak naprawdę co sobie o nas mysli. Ja po stracie wogóle nie chciałam wychodzic z domu. A jak juz wyszłam to miałam wrażenie że wszyscy sie na mnie patrzą i szeptają za moimi plecami. a tak naprawdę to mało kto wiedział. Ale niestety w takich sytuacjach rozum płata nam figle. Dużo siły dla Ciebie
Odpowiedz
Ja mam tak od poczatku, unikam ludzi... wczoraj musiałam wrócić do pracy, ale nawet nie najgorzej to zniosłam... wczoraj mój M stwierdził, że praca dobrze mi zrobi bo zaczynałam się zamykać w domu, nie chciałam nigdzie sama iść... nawet rodzinę przestalismy odwiedzać, bo nie mam na to siły...
Odpowiedz
Dziewczyny jak ja Was rozumiem. ja pomimo, iż mam dziecko identycznie sie czuje momentami, jakbym była trędowata jakaś. Gdy ktos przy mnie przytula małe dziecko to wydaje mi się ze specjalnie to robi by pokazac że im się udało a mi nie. W rozmowach o ciążach myślę ze ludzie wiedzą ze my sie staramy ale niestety nie wychodzi i specjalnie mówią przy mnie o porodach czy brzuszkach. nie wiem czy ja już mam obsesję czy rzeczywiscie tak jest. Nikomu zbytnio nie mówie o staraniach czy poronieniu a i tak czuję ze wszyscy wiedzą.
Odpowiedz
Ja tez już przestałam mówić o moich problemach, jedyna osobą jest mój mąż... on wie wszystko.... teraz juz nawet mamie ani teściowej nie mówię gdzie sie leczę ani kiedy mam wizyty... nie chcę juz pytań typu \"co powiedział lekarz?\" jak cię będą leczyć? zaczynają mnie irytować... teraz po powrocie do pracy jeszcze bardziej uważam na to co mówie, bo ludzie którzy nie przeszli przez takie cierpienie nie mają bladego pojęcia o mnie i moim życiu...
Odpowiedz
po swojej stracie nagminnie słyszałam od znajomych: \" przykro nam ... nie przejmujcie się nasi znajomi stracili też dziecko/ stracili dwójkę / trójkę.... \" początkowo nic nie odpowiadałam aż kiedyś wybuchłam i przyjacielowi w twarz wykrzyczałam że co mnie to obchodzi że ktoś też stracił dziecko .... czy mam się z tym lepiej poczuć?\" Jak komuś umierają rodzice to nie mówi się że nam też kiedyś ktoś umarł bo to nie ma żadnego znaczenia dla osób w żałobie. .... po rozmowie z przyjacielem przyznał mi rację i przeprosił że jego słowa były bez sensu - że mu otworzyłam oczy że w obliczu straty takie słowa są bezsensowne.

oczywiście nagminnie z mężem słyszymy: \" jesteście młodzi, jeszcze będziecie mieć dziecko, tak musiało być ..... \" a wystarczy słowo PRZYKRO NAM. natomiast wiem że te słowa wypowiadane przez najbliższych są z zamiarem pocieszenia - osoby, których nie dotknęła tragedia starty dziecka po prostu nie wiedzą jak się w takiej sytuacji zachować. Dlatego najlepiej na spokojnie wytłumaczyć że owszem jesteśmy młodzi i owszem może jeszcze będziemy mieć dzieci oraz możliwe że tak się właśnie musiało stać ALE w tej chwili ubolewamy stratę TEGO dziecka i żadne słowa nie są w stanie ukoić naszego bólu
Odpowiedz
Manka masz rację pocieszenia typu : jeszcze będziesz miec dziecko nie sa dla nas w takim momencie pocieszeniem. Wiem, pewnie inni ludzie maja gorzej, być może przeżywają większe tragedie ale dla nas właśnie moment straty jest tą ogromna tragedią. Nie wolno porównywać kto ma lepiej a kto gorzej. Ja mam ziemskie dziecko i bolalo mnie gdy ktoś mi mówił : ale ty masz dziecko. Więc czy ja w tym momencie nie mam prawa do bólu?
Mnie do dzisiaj bola słowa typu : a wiesz kto jest w ciazy? Jakoś tak na mnie działaja te słowa że eh..

Duzo siły dla Ciebie Menka
[*] dla waszego aniołka
Odpowiedz
Musze to napisać chociaż kompletnie pojęcia nie mam jak zacząć, z góry przepraszam za chaotyczne opisanie ostatniego czasu.. To czy sobie radzę z brakiem moich dzieci, jest oczywiste.. że sobie nie radze, ale płacze kiedy jestem sama, rozpoczęte starania dobijają mnie bardzo, może nie tyle starania ile kolejne porażki. Miałam okres że zaglądałam do wózków na ulicy, nie wiem dlaczego, czy dlatego żeby bardziej bolało? czy może aby chociaż przez chwile wyobrazić sobie że to ja mogłabym tak teraz spacerować ze swoimi dziećmi. Teraz to znów się zmieniło, znów jest żal, gdy widzę maleńkie dzieci najchętniej wystrzeliłabym się w powietrze, bym nie musiała ich oglądać, do tego doszedł brak zrozumienia ze strony teściów, ludzi z którymi kontakt miałam wspaniały, dostałam od nich wiele wsparcia nie tylko psychicznego ale i finansowego w przygotowaniach do in vitro.. Teraz wszystko uległo zmianie.. 25 października odwiedzili nas na imieniny mojego M. było miło do czasu kiedy teściowa zaczeła nalegać bym przyjechała do niej następnego dnia na jej urodzinowy obiad, na którym ma być jej drugi syn wraz ze znienawidzoną żoną i swoją roczną córką, od której to moi teście są na tyle skutecznie odseparowani, że gdy już ją widzą, to nie liczy się nikt inny tylko Zuzia,Zuzia, Zuzia i jej pierwsze kroczki, wyrastające ząbki i to jakie to nie robi słodkie minki, Powiem szczerze że rozrywa mi to serce ;( zaczełam teściowej tłumaczyć, płakać że nie jestem gotowa na przebywanie w towarzystwie tak małego dziecka, wylałam z siebie cały smutek jak prawdziwej przyjaciółce, na co ona powiedziała do mnie że powinnam wreszcie się przemóc, że nie mogę ciągle bać się dzieci, porównala ten lęk do \" strachu przed pająkami, jeśli chcesz się go pozbyć to powinno się zaczną brać pająki na ręce. Jest to dla mnie nie do pojęcia... zaczeła tez mówić o tym że moj teściu ma już tego dosyć że odwiedzamy ich tylko jak nie ma brata z żoną i dzieckiem, że nie wie jak mu to tłumaczyć, a wychodząć od nas i będąc już w butach powiedziała do teścia że w niedziele na obiedzie będzie tylko mój Marcin, na co teść naskoczył na mnie że to już powinno się skończyć i ma nadzieję że jak najszybciej mi to przejdzie.. myślałam ze do mojej teściowej dotarło to co czuje, ale następnego dnia na obiedzie na którym na szczęście mnie nie było, Brat mojego męża zapytał sie dlaczego mnie nie ma, Na co moja teściowa Odpowiedziała na forum \" Bo jest Zuzia\" jak się o tym dowiedziałam myślałam że szlak mnie trafi, że tak jawie wszyscy muszą wiedziec o moich uczuciach, przecież mogła wymyślić cokolwiek innego.. a w kilka dni później brat mojego męża usunął mnie ze znajomych na facebooku. Teraz zaczynaja sie naciski, co ze świętami, na które już wiem że nie pójdę, usłyszałam też że ona 2 wigilli robić nie będzie, chodzi o wigilie dla nas i dla drugiego syna, oraz że my odciągamy ją od wnuczki, co jest dla mnie wielkim zdziwieniem, bo nigdy nie zakazałam jej by się z nią widywała, ciągle jej powtarzam ,że nie chce być jak jest zuzia.. kompletnie nie wiem jak to ugryźć.. od 25 października nie ma dnia bez łez, nie potrafię dać sobie na luz, ciągle myśle jak bardzo jej słowa mnie bolą i jak bardzo się na niej zawiodłam... odczuwam presje bym powróciła do życia, a przez to czuję że staję sie taką synową której nikt nie chciałby mieć, wielka sympatia do teściów zmienia sie w .. sama nie wiem co ale jest do okropne uczucie przez które czuję jeszcze większy ból w sercu... co mam zrobić ..? ;(
Odpowiedz
Chudziulka tak mi przykro Sad doskonale wiem co czujesz... Wcale nie minęło dużo czasu... Musisz myśleć o sobie w tym momencie, nie da się do tego zmusić..
Odpowiedz
Chudziulka, myślę sobie, że najbardziej w tej sytuacji powinien pomóc/wykazać się Twój mąż. To jest jego mama/rodzina, ale to jemu/Wam umarły dzieci i w związku z tym powinien wziąć na siebie ciężar wyjaśnień. Teściowa zgodnie z prawdą powiedziała \"bo jest Zuzia\". Inna sprawa, jak to zrobiła. pewnie z ironią i przekąsem. Ale Twój mąż powinien wtedy powiedzieć, co się czuje, gdy umiera dziecko i że to jest naturalny etap żałoby. Powinien Cię wspierać i chronić przed przykrymi komentarzami, nawet, jeśli sam nie rozumie, co czujesz.
Współczuję Ci serdecznie. Brat m to głupi bęcwał i tyle.
Odpowiedz
To prawda, że mąż powinien zareagować... Nie wyobrażam sobie, że sama musisz się użerać z jego rodziną.
Odpowiedz
Jedziemy dzisiaj w odwiedziny do znajomych odwiedzić ich 3 miesięczną córeczkę. Jest mi bardzo ciężko. Mama tej dziewczynki będąc w ciąży zaczęła mnie unikać, podczas spotkań w gronie znajomych nie spojrzała nawet w moją stronę. Jakbym przynosiła pecha? Zarażała jakąś chorobą? Nie wiem jak dam radę.
Odpowiedz
No dobra... ale to dlaczego w takim razie do nich idziecie? Do kogoś kto nie chciał Cię znać i unikał? Ona miała w nosie Twoje uczucia i udawała, że Cię nie ma a teraz Ty cierpiąc jedziesz do nich, żeby im nie zrobić przykrości? Wbrew sobie?
Odpowiedz
Mąż stwierdził, że tak wypada. Jego najlepszy przyjaciel został Ojcem. Chce się powiedzmy \"pochwalić\". I masz rację robię to zdecydowanie wbrew sobie.
Odpowiedz
Chodziulko bardzo mi przykro z powodu tego co musisz przechodzic. Nie potrafie sobie nawet wyobrazic co musisz czuc gdy ktos zmusza cie do czegos na co nie jestes gotowa. Zgadzam sie w 100% z Pibi. W tym wszystkim jest jeszcze Twój m i on chyba powinien wyznaczyc jakąs granice. Przeciez minęło dopiero pół roku. Czy dla ludzi to naprawde wiele. Przykro mi z powodu teściowej. Bo niby pojetne kobieta, wysłuchała Cie i pozwoliła wygadac ( co zadko sie zdarza) ale to co zrobiła z wiadomoscia otrzymana od Ciebie? Porażające. Idzie to zrobic chyba delikatniej. Porozmiawiaj ze swoim m. Duzo siły dla Ciebie i oby kolejny dzien przynosił wiecej szczescia niz bólu.
[*] dla Twoich aniołków

Albar wierze ze jest Ci bardzo cieżko. Pół roku to naprawde niewiele. Robisz duzy krok do przodu decydujac sie na wizyte u znajomych. I mam nadzieje ze zniesiesz ja równie silnie. Nie chce za duzo pisac o sobie bo to nie o to chodzi. Chodzi teraz o Twój ból. Ale wiesz co ci powiem? Mówisz ze znajoma unikała Cię, unikała spojrzec. A moze ona w ten sposób chciała zmniejszyc Twój ból. Wiedziała ze cierpisz i sama schodziła ci z oczy. Nie bała sie ze ja czyms zarazisz ale chciala zmniejszyc twój ból. Ja w towarzystwie kuzynki m która urodziła miesiac po mojej stracie zachowywalam sie tak ze udawalam ze jej wogole nie ma, nie zapytalam sie jak sie czuje. Wiem jak mogla to odebrac. ale człowiek nigdy nie wie jak zrobi dobrze. Duzo siły dla Ciebie
[*] dla Twojego aniołka
Odpowiedz
Jest jeszcze taka możliwość, że - co jej nie usprawiedliwia - zwyczajnie nie wiedziała jak się zachować i co powiedzieć. Zwłaszcza, że sama była w ciąży.
Wiele z nas tu mówi, że kiedyś, zanim straciły dzieci, nie wiedziały co powiedzieć rodzicom po stracie. I że zachowywały się wtedy głupio...
Część z forumek mówi też, że kiedy są w kolejnej ciąży nie wiedzą, czy się spotkać ze znajomymi po stracie. Bo co tamta kobieta poczuje? Jak się zachować? Co powiedzieć? Jak nie \"razić w oczy\" swoim brzuchem?
To trudne. Dla obu stron.

Niemniej - współczuję Ci albar, bo to trudna decyzja. Także i ze względu na spotkanie z dzieckiem, nie tylko jego rodzicami.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]

Wiele z nas tu mówi, że kiedyś, zanim straciły dzieci, nie wiedziały co powiedzieć rodzicom po stracie. I że zachowywały się wtedy głupio...

Ja i po stracie często nie wiem co powiedzieć. Wszystko wydaje się takie banalne...
Odpowiedz
No więc może nie oceniajmy tak jednoznacznie i nie skreślajmy osoby a zachowania. Bo \"Nie chciała Cię znać\" i \"miała w nosie Twoje uczucia\" to dość ostre oceny.
Odpowiedz
To prawda ze ja po stracie wiedzac o swoim wystajacym brzuchu tez czuje sie zle wiedzac ze ktos stracil dziecko. Jest u mnie dziewczyna w pracy po dwoch stratach, staraja sie o dziecko od dawna. Unikam jej jak moge. Z drugiej strony mam zal bo ona starcila swoje dzieci przede mna i tez mnie unikala gdy ja stracilam Zojke - pewnie tez nie wiedziala co powiedziec. Wszystko to takie poplatane jest, takie bolesne gdy nie ma porozumienia...
Odpowiedz
Mam nadzieję, że faktycznie zachowanie znajomej wynika z tego, że nie wie jak się zachować. Bardzo chce w to wierzyć.
Masaiimara - Jednak na tyle ile ją znam wiem, że jest zapatrzona w siebie. I nie oceniam tylko przez pryzmat mojej sytuacji, a wiesz mi jestem daleka od osądzania kogokolwiek jednoznacznie.
Odpowiedz
albar, mówiłam o słowach Kredki. Ty masz prawo oceniać swoją relację z koleżanką. My,ją-człowieka, na podstawie Twojej relacji, aż tak ostro - może nie warto.
Odpowiedz
Madzia2102 - u mnie w pracy są dwie ciężarne dziewczyny i wiem od innych, że obydwie zastanawiały się jak mi to powiedzieć bo co \"ja na to\".
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
No więc może nie oceniajmy tak jednoznacznie i nie skreślajmy osoby a zachowania. Bo \"Nie chciała Cię znać\" i \"miała w nosie Twoje uczucia\" to dość ostre oceny.

Masz rację, nie pomyślałam, że mogła mieć inne powody. Uznałam, że skoro albar miała odczucia to to jest najważniejsze. Czasem pobudki nie do końca mają znaczenie jeśli kogoś ranimy. I mimo wszystko uważam, że albar nie powinna się zmuszać do tej wizyty jeśli nie czuje się gotowa. Zachowanie znajomej może być tylko dodatkowym powodem, dla którego powinna myśleć przede wszystkim o sobie i swoich uczuciach tylko. Oni mają dziecko i raczej nie zrani ich tak bardzo, że znajoma nie przyszła obejrzeć malucha.
Odpowiedz
Raczej. Ale to tylko interpretacje nasze albo drugiej strony - albar. Bo \"mieli w nosie nasze odczucia\" i \"nie chcą nas teraz znać\" dla samych zainteresowanych może też pasować jak ulał.
Ale zgadzam się, zmuszać się nie warto tylko dla zasady. Choć można na przykład pomyśleć o jasnym zasygnalizowaniu, dlaczego nie przychodzimy. I że być może później, kiedy będziemy bardziej gotowi.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości