Mężczyźni i poronienie
#76
Wiecie, odkąd mój mąz \"mna potrząsnął\" i zażadał ode mnie pogodzenia się ze strata i co ważniejsze powiedział \"Pozwól Aniołkowi odejść\" jest lepiej. Jestem spokojniejsza. A on, wiecie co, On chce dzieci, ale się boi, że jak znowu zdarzy się nieszczęście, że znowu będzie ból. On mnie kocha, a ja jego i czasami mam wrażenie że jesteśmy zakochaną parą, któa się poznała miesiąc temuSmile zaczynamy wracać do siebie, ale oboje bardzo sie stRAMY. jA OKRUTNIE SIĘ staram. I jest mi z tym dobrze, moja psychika ma się lepiej. Płaczę, ale jak tu zagladam, a zaglądam bo jeszczę tego potrzebuję. Czekam na dzień gdy wpiszę się w dział ciąża po stracie - oboje o tym zdecydowaliśmySmile My, we dwojeSmile czyli chcemy mieć dzidzię. A to juz jest krok na przód, Smile
Odpowiedz
#77
Jestem tydzień po zabiegu łyzeczkowania-poronienie zatrzymane, nawet nie wiem kiedy poroniłam...Jadna lekarka po usg powiedziała ze to 5 tydzień a tydzień po tym juz po zabiegu na karcie napisali, ze to był 11 tydzień, jak można sie tak pomylic? Czuje sie zdezorientowana..Moj narzeczony był przy mnie, wspierał mnie, mogłam wypłakać sie na jego ramieniu, niby nadal mogę ale coraz mocniej to staje sie \"niby\"...Minęło tak mało czasu, mnie nadal jest źle, nadal boli a mam wrazenie, ze on już patrzy na to inaczej, stwierdza ze optymistyczniej patrzy w przyszłosc niż ja i wpada w panike kiedy widzi, ze jest mi źle, próbował wysłać mnie do psychologa, ale ja nie chcę, mnie potrzebny jest czas. Zaszłam w ciążę przed ślubem, oszalaliśmy z radości jak dowiedziałam sie, ze jestem w ciąży, chcialiśmy to wszystko przyspieszyć, zeby dziecko urodziło sie w małzeństwie, zależało mi na tym bardzo. Nie zdążylismy nawet zacząc niczego załatwiać, powinniśmy teraz ale ja jakoś straciłam zapał, nie mam siły. Wszystkie rzeczy, które trzeba załatwic sa takie mało ważnedla mnie w tej chwili, widzę ze on tego nie rozumie, boję sie że źle mnie zrozumie gdy powiem że nie mam ochoty teraz myśleć o ślubie. Gdy na niego patrzę to mam wrazenie, ze dla niego to wszystko jest już przeszłością, idzie sobie dalej i zajmuje się innymi rzeczami, ja nie potrafię i boli mnie to, że on tak szybko wrócił do codziennosci, jakby to co się stało nie miało wielkiego znaczenia.Przecież to dopiero tydzień od zabiegu, tydzień od wyjścia ze szpitala, 10 dni dokładnie od najgorszego dnia w moim życiu, jak moge tak normalnie myśleć o wszystkim i spokojnie iść sobie dalej? Czy musze być optymistka już dzisiaj? Sam mi mówił o przeżywaniu żałoby, ale dla mnie żałoba nie trwa kilka dni, ja nie potrafię tak łatwo wrócić i iść spokojnie dalej. Tak dawno nie byłam w kościele, tłumaczę sobie to tym, ze nie ma sensu, przecież żyjemy już ze sobą 2 lata, przecież żyjemy w grzechu, chcemy się pobrać ale ciągle jeszcze tego nie zrobiliśmy, ciagle było coś wazniejszego...Moje tłumaczenie sobie jest ucieczką, ucieczką przed prawdziwą odpowiedzią, tak skuteczną ucieczką ze nie mogę tej prawdziwej znaleźć, pogubiłam się i nie potrafię być dzisiaj optymistką, Boze, powiedz że nie muszę, proszę....
Odpowiedz
#78
Czamaris

nie musisz być optymistką, przecież nawet nie potrafisz, bo trudno być optymistą tydzień po śmierci Dziecka. Przykro mi, że Wasze Maleństwo odeszło, przykro mi, że spotkało Cię tyle cierpienia. Masz prawo do żałoby, do tego, aby trwała ona tak długo, jak sama będziesz czuła. Moje pierwsze Dziecko zmarło ponad rok temu- moja żałoba nadal trwa...jest już mniej intensywna, ale trwa. Każdy z nas jest inny, każdy potrzebuje czasu- jedni więcej drudzy mniej, ale tydzień to stanowczo za mało.
Wiem, jak trudno znaleźć siły na codzienne życie, jak trudno patrzeć na świat, który trwa nadal, choć nasze życie runęło w gruzach. Trzeba się na nowo uczyć życia, życia z Dzieckiem po drugiej stronie, a nie jest to łatwa nauka. Pamiętaj jednak, że nie jesteś sama, zaglądaj tu, pisz- to pomaga...powoli, ale pomaga. Tu każdy Cię zrozumie, nikt nie będzie oceniał, tu wszyscy wiedzą, że śmierć Dziecka boli, boli, jak nic w życiu...

Czamaris, porozmawiaj z narzeczonym. Szczerość to najlepszy sposób, mężczyźni przeżywają wszystko inaczej, ale to nie znaczy, że jest im łatwiej. On pewnie martwi się o Ciebie. Powiedz mu o tym, jak Ci nadal ciężko, że potrzebujesz czasu...dużo czasu.

A rozmowa z Panem Bogiem zawsze ma sens, bez względu na wszystko...

przytulam Cię najcieplej...przykro mi
Odpowiedz
#79
Czamaris, rozmawiajcie o tym razem. Podziel się z nim Twoim bólem i zaproś go do Twojego sposobu przeżywania. Wrażliwości i empatii wszyscy musimy się dopiero nauczyć. On przeżywa tak jak potrafi.
Potrzebujesz zwłaszcza teraz wsparcia i łaski Boga. On Cię kocha i chce Ci pomóc. Otwórz się na Jego łaskę. W komunni z Nim możemy doświadczać Jego mocy i miłości. Jego drogi są dobre i prowadzą do celu.
Z modlitwą i sercem
o.Marcin
Odpowiedz
#80
czamaris tak jak pisala monika . mezczyzni przezywaja inaczej ale nie jest im latwiej... moj maz mnie wspieral ... do czasu . tez mi sie wydawalo ze wrocil szybko do codziennosci ... tak pieknie mowil ze trzeba zyc dalej ... ze nic juz nie zrobimy... nic sie nie da zrobic... ja zamknelam sie w sobie... i stalo sie ... wybuchl w najmniej oczekiwanym momencie... niezle go zaskoczylam kiedy powiedzialam ze jeszcze przezywam zalobe... ze nie potrafie jeszcze zyc ,, normalnie,, . ze to nie jest moj brak zainteresowania wlasnym mezem tylko zaloba i tesknota za dzieckiem... rozmawiajcie.... bardzo latwo wpasc w pulapke ,,niedomowien,, . a to potem bardzo boli.... oj bardzo.
Odpowiedz
#81
Kochana,
masz prawo do żałoby i nikt nie powinien Ci narzucać jak ją masz przeżywać.
Z naszymi partnerami to różnie bywa... Osobiście brakuje mi rozmów z mężem o dzieciach... i boję się poruszać zbyt często ten temat... bo wiem, że on to inaczej przeżywa. Staram się to zrozumieć. Trudne to wszystko... Bardzo pomogła mi lektura postów od samych osieroconych ojców na forum www.dlaczego.org.pl:
http://www.dlaczego.org.pl/forum/index.p...e_dlaojcow
Dowiedziałam się jak rozmawiać o naszych dzieciach z mężem i jak to ubrać w słowa, żeby on zrozumiał co ja mam na myśli.
Bo tak to już jest, że ludzie uczą się mówić bardzo wcześnie, ale z komunikacją jest trochę trudniej... Wink Ale zawsze warto rozmawiać. Mężczyźni są inni od kobiet i to jest fascynujące... a czasem trudne Smile
Pozdrawiam ciepło
Odpowiedz
#82
Czamaris jestem z Tobą-wiem co czujesz i przeżywasz bo ja też w zeszłym tyg straciłam dziecko-już trzecie z kolei i za bardzo nie mogę sobie z tym poradzić.
Za każdym razem zadaje sobie pytanie DLACZEGO? i nie potrafie na nie odpowiedziec-zresztą nikt mi jeszcze na nie nie odpowiedział.
Trzymaj się,pozdrawiam.
Odpowiedz
#83
Czamaris, nie wiem dlaczego tak jest ale nasi partnerzy patrzą na utratę dziecka inaczej, dla nich to jak nieudana próba po której koniecznie należy skupić się na następnym działaniu co nie znaczy wcale że nie cierpią po stracie dziecka, wręcz przeciwnie cierpią okrutnie tyle że dusza to w sobie, pozwól swojemu narzeczonemu na przeżycie straty w sposób dla niego najlepszy ale też nie pozwól zamanipulowac sobą że już dość tych łez, humorków i co tam jeszcze. Każda z nas żałobę przeżywa inaczej, jedne ciepią głośno inne w milczeniu, ktoś płacze na zewnątrz a ktoś inny umie tylko w sercu .............. pisz tutaj, rozmawiaj z innymi dziewczynami tu każda rozumie co czujesz.... pozdrawiam serdecznie, renka
Odpowiedz
#84
\"Tak dawno nie byłam w kościele, tłumaczę sobie to tym, ze nie ma sensu, przecież żyjemy już ze sobą 2 lata, przecież żyjemy w grzechu, chcemy się pobrać ale ciągle jeszcze tego nie zrobiliśmy, ciagle było coś wazniejszego...Moje tłumaczenie sobie jest ucieczką, ucieczką przed prawdziwą odpowiedzią, tak skuteczną ucieczką ze nie mogę tej prawdziwej znaleźć, pogubiłam się i nie potrafię być dzisiaj optymistką, Boze, powiedz że nie muszę, proszę....\"

Czamaris, mysle ze przy okazji tragedii ktora cie spotkala wyszedl rowniez twoj bol z powodu kilku niepokladanych zyciowych spraw. zycie bez slubu ktore powoduje oddalenie od Kosciola,moze nawet poczucie winy z tego powodu, odsuwanie planow malzenskich... Wiem jak boli strata dziecka bo sama je stracilam tak jak ty we wczesnej ciazy. i ogromnie ci wspolczuje. ale zycie bez slubu jest rowniez sytuacja ktora powoduje wiele zranien. przede wszystkim oddala od Boga, ktory jest sama miloscia. On caly czas cie kocha i jest blisko ciebie ale ma tez dla ciebie plan, w ktorym poczujesz sie szczesliwa. jest nim sakrament malzenstwa. trudna jest to droga: zapoznanie sie, czystosc przedmalzenska, narzeczenstwo... ale kto na nia wejdzie nie bedzie pozbawiony Jego pomocy i wszelkich blogoslawinstwa jakie czekaja go w sakramencie malzenstwa. rowniez poczecie dziecka w malzenstwie jest naznaczone ogromnym spokojem, poczuciem bezpieczenstwa i radoscia.
nie oceniam twojego zycia i calym sercem jestem z toba w calym ogromie twojego cierpienia. mysle jednak ze teraz masz dobry czas na przemyslenie swojego zycia, swojej sytuacji, związku. warto abys wracajac do rownowagi po stracie, starala sie poukladac rowniez pozostale nieuporzadkowane sprawy. mozesz byc spokojna i szczesliwa. Bog obdarzy cie swoją laską i pomoca jesli zechcesz. a my wszystkie wspieramy cie z calych sil i zyczymy wszelkiego dobra, pokoju i sil

Madness
Odpowiedz
#85
POMOCY Tydzień temu poroniłam w 10 tygodniu, to była moja druga ciąża którą straciłam. Widziałam mojego Groszka, to tak boli. Mam wspaniałą córeczkę Amelkę, ma 3 latka. Dzień przed TĄ wizytą u lekarza, mąż oświadczył mi że już mnie nie kocha. Nie mogę tego zrozumieć on chciał tego dziecka. Strasznie wszytko mnie boli. Świat w którym żyłam już nie istnieje. Nie mogę sobie z tym poradzić, próbowałam skończyć ze sobą ale raz mnie złapał a drugim razem uciekłam ale nie miała sił dojechać na autostradę i to zrobić. Myślałam, że jestem silna psychicznie. Snuje się po domu i nie mogę przestać płakać. Kiedy widzę kobiety w ciąży, wózki to chce mi się wyć z bólu, nie mogę nawet patrzeć na szczęśliwe pary. On nie rozumie mojego zachowania, raz płaczę, później śmiech, płacz, przepraszam i znowu. Był przymnie w szpitalu ale nie czułam jego obecności(brak czułości wsparcia), bez zastanowienia zdecydował o losie naszego dziecka(spopielenie). Nie mam nikogo, próbowałam rozmawiać z teściową ale wszystkiego jej nie powiedziałam, mimo że jest po mojej stronie. Boję się co będzie jak wrócę do pracy. On twierdzi że jest już zmęczony moim zachowaniem a ja go tak bardzo potrzebuję. Najbardziej boli mnie to że on mnie rani a ja dalej do niego TO czuję, czasem jest na siebie zła. \"Mam się podnieść\" To jego słowa. Teraz to piszę i płaczę a on siedzi i patrzy. Pomocy co mam robić!
Odpowiedz
#86
jolman, tak mi przykro z powodu śmierci Twojego Groszka i że doświadczasz jednocześnie kryzysu w małżeństwie.
W momencie śmierci dziecka człowiek nie daje rady normalnie funkcjonować nawet w sprzyjających warunkach, a co dopiero w takich nawerstwiających się problemach. Bardzo Ci współczuję.

Ja chyba przede wszystkim poszukałabym pomocy fachowca, w Poradni Zdrowia Psychicznego (jeśli jest taka w Twoim mieście) można skorzystać z bezpłatnych spotkań z psychologiem (ja korzystałam), spróbuje też wejść na forum www.kryzys.org i stronę: www.sychar.alleluja.pl poświęconych kryzysowi w małżeństwie, może tam znajdziesz osoby w podobnej sytuacji małżeńskiej, na forum można też zadać pytanie psychologowi.

Pamiętaj, że nie możesz zabić najlepszego przyjaciela jakiego masz, czyli siebie, musisz o siebie zadbać teraz szczególnie, bo jesteś bardzo potrzebna sobie i Amelce.

Będę pamiętać w modlitwie
Odpowiedz
#87
Kochana Jolman!
Bardzo mi przykro, że straciłaś swoje dzieci i że właśnie teraz Twój mąż się pogubuł w swoich uczuciach. Bo ja to tak odbieram. Moje małżeństwo po stracie (tylko nie tak od razu) też przeszło dość poważny kryzys. Mężczyźnie zupełnie inaczej przeżywają takie sprawy i wydaje im się czasem, że nas nie mogą zrozumieć. Wtedy często myślą, że już nie mamy ze sobą wiele wspólnego. Stoją obok i nie doświadczają tego co my, nie bardzo wiedzą co zrobić, żeby było lepiej.
Na pewno dobrze radzi Ci Małgosia, żeby pójśc z tym do specjalisty. Po pierwsze on pomoże Ci uspokoić emocje, a po drugie może podpowie co masz dalej robić, co oboje z mężem macie robić. Macie oboje przecież Amelkę.
Ja mam nadzieję, że ten zły czas minie i wszystko sie jeszcze ułoży.
Jeżeli chciałabyś porozmawiać bardziej prywatnie to napisz na moją pocztę koliber113@wp.pl
Trzymam za Ciebie kciuki!
Odpowiedz
#88
Jolman,
wiem ze ci cięzko i ze chcialabys moc teraz wszystko z siebie wyrzucic, wyplakac, i zeby twoj maz byl przy tobie i cierpliwie to wszystko zniosl, pocieszyl i pomogl. ale moze warto wlasnie teraz zebrac sie w sobie i zdobyc na powazna spokojna rozmowe z mezem. przestac na chwile plakac mimo rozdzierajacego bolu i spokojnie z nim porozmawiac o tym co sie z wami dzieje.
zgadzam sie z tym co pisza dziewczyny: mezczyzni inaczej przezywaja strate dziecka. nie angazuja sie tak emocjonalnie jak my, nie placza, nie rozpamuietuja. ich sposob na stres to szybko sie pozbierac. musisz to zrozumiec. musisz teraz wiele zrozumiec z postawy meza i okazac wiele cierpliwosci jesli zalezy ci na ratowaniu waszego zwiazku. musisz mu pomoc zrozumiec siebie i to co przezywasz bo ty tez masz prawo do przezywania swojej tragedii tak jak ci serce dyktuje. ale tez rownie mocno sama musisz starac sie wczuc w jego emocje i w to co dzieje sie teraz w nim.
piszesz ze maz odsunal sie od ciebie. nie zawsze jednak jest tak ze to tylko my jestesmy skrzywdzone przez naszych mezow a oni nie doznaja zadnych przykrosci z naszej strony; czesto dzieje sie tak ze nie majac tego swiadomosci zaniedbujemy ich skupiajac uwage na sobie, dzieciach, domu itp. a wydaje nam sie ze wszystko jest ok bo maz sie nie skarzy ani nie probuje szukac okazji by porozmawiac kiedy ma problem. a w nich kumuluje sie to wszystko po czym wybucha nagle i oczekiwanie i wtedy slyszymy ze chca sie rozstac. jestesmy w szoku skad taka mysl a problem ktorego nie zauwazylysmy zaczal sie duzo wczesniej.
jolman, niewiem jak jest u ciebie, przedstawilam ci tylko taki najbardziej standardowy schemat. mysle ze poszukanie pomocy u specjalisty jest dobrym rozwiazaniem ale najpierw zacznij od rozmowy z mezem. moze on ciebie potrzebuje rownie mocno jak ty jego a nie otrzymujac dostatecznego zainteresowania z twojej strony reaguje w taki a nie inny sposob.
jedno wiem napewno: zawsze warto walczyc o malzenstwo. znam pary ktore wyszly zwyciesko z ogromnie trudnych sytuacji. te ciezkie doswiadczenia wzmocnily ich zwiazek i zwrocily uwage na wiele waznych spraw dotyczacych ich wspolnego zycia. wierze ze i w waszym przypadku tak bedzie. jest wiele spraw ktore was lączą, nie tylko amelka. ale jest ona jednym z waznych motywow dla ktorego warto walczyc o wasze malzenstwo.

trzymaj sie
bede sie za ciebie modlic. zycze ci duzo sily, madrosci i opanowania.
Odpowiedz
#89
Jolman,
bardzo mi przykro że straciłaś swoje Dzieci...

To wszystko co przeżywasz... co czujesz... jest zupełnie normalnie po tak wielkiej stracie. Emocje rodzą się w nas mimo woli i gdzieś muszą znaleźć ujście... Od nas tylko zależy co z tymi emocjami zrobimy i jak je wyrzucimy na zewątrz... Poradzić sobie z tym ogromem emcji jest bardzo trudno... Każda z nas o tym wie... W Twoim mężu napewno także rodzą się emocje, z którymi radzi sobie jak potrafi... Jeśli jest cięzko to, tak jak piszą dziewczyny, najlepiej poradzić sę specjalisty...

Życzę dużo sił i wsparcia z góry...

Pozdrawiam cieplutko
Odpowiedz
#90
Dziękuję wam za wsparcie, nie sądziłam że tyle osób mi odpowie. Jestem po rozmowie z przyjaciółką, która na jutro umówiła mnie z psychologiem. Mam nadzieje, że zrobię choćby mały krok do przodu. Wszyscy piszecie że on jest taki biedny, że on inaczej to przeżywa, a ja mamy być twarda i silna. \"Ja mam sama dać sobie radę\". Ja jestem tylko człowiekiem, który czuje ból. Po prostu nie mogę zrozumieć jego zachowania i tego co robi. Jeszcze w styczniu \"szczęśliwa rodzinka\" była na ferie nad morzem, było fajnie. Jeżeli coś chciał to zawsze wszystko dostawał, ale to już koniec, nie będę prosić żeby mnie przytulił, był i nie zostawiał mnie samej. To on musi coś zmienić. wiem że będzie to dla mnie bardzo trudne ale nie dam się poniżać,
Odpowiedz
#91
Jolman, dobrze, że idziesz do fachowca, to naprawdę pomaga spojrzeć spokojnie na siebie i swoje życie.
Dziewczyny chyba nie doczytały, że Wasz kryzys to nie do końca ma związek ze śmiercią Groszka.
Trzymam kciuki by wszystko się jakoś powolutku poukładało
Odpowiedz
#92
Droga Jolman!
W takim razie trzymam kciuki, żeby Twój mąż zmądrzał, bo widzę, że to głębszy problem. Oczywiście nie możesz nigdy, czy jest szczęście czy tragedia zapominać o sobie. Dzisiaj na irlandzkiej stronie o poronieniu przeczytałam jako jedno z pierwszych haseł, że po utracie dziecka musimy siebie i swoje uczucia stawiać na pierwszym miejscu. To bardzo mądre i ważne stwierdzenie.
Pisząc o tym, że mężczyźni inaczej to przeżywają nawet przez myśl mi nie przyszło, że to on jest biedny, ale że Ty jesteś biedna tak jak część z nas, że on nie jest w stanie tego zaakceptować, bo niektórzy mężowie mimo innego przebiegu ich żałoby (albo braku żałoby) jednak stają na wysokości zadania i wspierają swoje żony.
Mam nadzieję, że wszystko sie ułoży tak, że znowu będziesz szczęśliwa. Z całego serca Ci tego życzę!
Odpowiedz
#93
Mija 27 dni odkąd odszedł mój Aniołek ...dziś przekonałam się ,że nawet mąż mnie nie rozumie...myślałam że też przezywa po swojemu , i pewnie tak jest , ale on mimo to żyje dniem jutrzejszym..praca,firma, dom...dzieci ...Pokłócililiśmy się ...zadał mi bolesne słowa..że przecież nie położy się i nie będzie rozpaczał..bo życie idzie do przodu .Zawiódł mnie ojciec mojej kruszynki ..jak to bardzo boli:-(..Myślę że gdyby to były starania o pierwsze maleństwo,to reagowałby inaczej,albo i nie ...o Boże zawiódł mnie mój własny mąż .... To apogeum bólu:-(
Odpowiedz
#94
Kochana Kropelko. Twój mąz napewno nie chciał Cie zranić. Musicie dużo rozmawiać . Mężczyżni inaczej wszystko odbierają. My nie chcemy zapomnieć o naszych dzieciach ,kochamy je mimo ze Ich nie ma przy nas. Mężczyżni nie chcą wracać do złych wspomnien.Bo niechcą znowu cierpieć.Wydaje sie im też ze w ten sposób uchronią nas od cierpienia. Mój mąż na początku wogóle nie chciał o tym wszystkim rozmawiać. I złościł sie na mnie jak prubowałam poruszyć ten temat. A ja myślałam ze mi serce pęknie. Czułam sie tak jak by mu wogóle nie zalezało na naszym dziecku. Dopiero gdy oglądną przypadkowo program na post kriptum o poronieniach i o tym co my czujemy, jak usłyszał ze trzeba nam dać czas i pozwolić sie wygadać. Przytulił mnie i cichutko powiedział ``przepraszam ja Ci sie nie dałem wygadać`` . Niestety ten program był jakieś pół roku od naszej tragedii.
Skarbie musisz mu wytłumaczyć ze musi Ci pozwolić wygadać ,wypłakać. Ale też nie oczekuj od niego ze on sie otworzy. I ze bedzie przezywał waszą strate tak jak Ty. Kochanie u Was jeszcze jest wszystko świerze. Musicie dać sobie czas. I karzde z was musi na swój sposób przezyć swoją żalobe. Nie złość sie na niego. On Cię kocha.
przytulam cie do serduszka i zycze wiele sił.
ania***
Twój mąż sie czuje bezradny widząc Ciebie płaczącą, smutną ... I myslę ze to z tąd taka a nie inna reakcja.
Odpowiedz
#95
Kropelko Kochana ja również mogę się podpisać pod słowami Kopciuszka.

Mój mąż, choć jest bardzo wspaniałym i wrażliwym człowiekiem a oprócz tego że moim mężem to również przyjacielem, to tak samo po \"męsku\" przeżywał stratę naszych dzieci. Nie chciał rozmawiać na ten trudny temat, więc zostawałam z tym sama. Później po kilku miesiącach, kiedy zapytałam dlaczego nie chce o tym rozmawiać to powiedział, że to dla niego jest bardzo trudne.

Kiedy kobieta jego życia opowiada o swoim cierpieniu i płacze, a on ją widzi załamaną i nie może nic zrobić żeby cofnąć czas, nie może nic zrobić aby dzieci żyły, nie może nic zrobić, aby tą cierpiącą, kochaną kobietę uszczęśliwić... czuje się słaby, czuje się bezradny... on silny mężczyzna, który miał się opiekować rodziną i ją chronić... nie podołał zadaniu...
On sam w swojej głowie to sobie w ten sposób poukładał: Stało się i już się nie odstanie i już nic nie może zrobić, więc trzeba żyć dalej... Nic nowego nie wymyśli przez rozpamiętywanie - co najwyżej dojdzie do wniosku że się nie nadaje na męża i ojca...

Każda z nas musi znaleźć sposób na poradzenie sobie z tym co siedzi w nas w środku. Ja zaczęłam pisać na papierze to co czuję. A jak potrzebowałam, pocieszenia to szłam do męża i mówiłam tylko, żeby mnie przytulił i żeby powiedział że będzie wszystko dobrze (myślę że mężczyzna sam się nie domyśli co jest kobiecie potrzebne).

Wiedziałam że jeśli zacznę rozmowę o dzieciach to będzie chciał ją szybko skończyć, a to mnie zaboli, więc czasem pokazywałam mężowi kartki z pamiętnika, bo zależało mi żeby wiedział o niektórych moich uczuciach, ale wtedy jasno komunikowałam że nie musi nic robić i nic mówić, że wystarczy że mnie przytuli i powie że będzie wszystko dobrze. I tak właśnie robił. Ja poczułam że akceptuje mnie, mój ból, moje cierpienie,a on wiedział co ma zrobić i nie czuł się bezsilny bo widział, że to przytulenie i to co mówi mi pomaga.

Kropelko każda z nas musi znaleźć własny sposób na przeżycie straty. Każda z nas ma innego mężczyznę przy boku i niestety nie ma jednej recepty... Przytulam Cię najmocniej i życzę wiele sił...
Odpowiedz
#96
czasami wystarczy patrzenie sobie w oczy, bez słów, ten kontakt wzrokowy mówi za siebie wszystko, mówi więcej niż słowa, czasami oczy zaczynają się same szklić od łez
Odpowiedz
#97
Cytat:Goniu
jeżeli chodzi o mężą - a wierz mi wiem co piszę, bo jestem choleryk z temperamentu i przy połączeniu skrajnych emocji huśtawki nastroju byłam trudnym partnerem w związku. Mój mąż przede wszystkim martwił się bardzo - ale inaczej. Dla wielu z nich nie umarło dziecko i nie ma co z nimi na ten temat dyskutować - dla niego najważniejsza jesteś TY, a co za tym idzie w jego odczuciu, jak nie będziecie rozmawiać o poronieniu, jak będziecie uczestniczyć w życiu towarzyszkim, jak wyeliminuje sytuacje które w jego mniemaniu powodują łzy - będzie to równoznaczne z Twoją \"amnezją\".
Gorąco polecam rozmowę, to trudne, ja po poronieniu myślałam o rozwodzie - tak miałam dość, tej jego (w moim odczuciu) obojętności i kretyńskiej pomocy - ale to wynikało z tego, że na ten sam problem patrzyliśmy z punktu widzenia osieronej mamy i zagubionego mężą kochającego kobietę wobec cierpienia której czuł się bezradny.

ROZMOWA
zaproś męża do rozmowy, gdy będziecie mieli czas, powiedz mu (ale go nie oskarżaj) że bardzo go kochasz i bardzo cierpisz, może będziesz cierpiała do końca życia, że potrzebujesz czasu, bo Twój świat rozpadł się na kawałki, może miesiąc, a może rok, a może wiele lat.
Że dzisiaj potrzebujesz nie rad, ale przytulenia, zapewnienia o miłości i szacunku do Twoich emocji, że jestes normalna, bo umarło Wasze Dziecko i gdy umiera ktoś bliski to trzeba tę stratę opłakać, że gdy pozwoli Ci na przeżycie tej żałoby po swojemu, to z każdym dniem, będzie lepiej, że na forum, które Ci pomaga jest 180 osób, które jak Ty cierpią z powodu śmierci swoich dzieci i ich mężowie, też jak on muszą nauczyć się żyć w związku od nowa. Że potrzebujesz teraz przede wszystkim wsparcia, słów, że pamięta o Waszym dziecku, by mówił o nim jak o realnej osobie.

Tak napisała kiedyś Aga, nic mądrzejszego nie wymyślę więc wklejam jej wypowiedz
Odpowiedz
#98
kropelko, dziewczyny powiedzialy juz chyba wszystko. chcialabym jedynie dodac od siebie pare slow. wyb=obraz sobie ze twoj maz reaguje i zachowuje sie dokladnie jak ty. placze, wspomina, rozpamietuje, teskni. czy myslisz ze byloby dzieki temu lepiej? ze czulabys sie dobrze bo wiedzialabys ze przezywa strate tak samo jak ty? mysle ze nie bo podswiadomie kazda z nas potrzebuje silnego meskiego ramienia, jego stanowczosci, chlodnego spojrzenia na sprawe, oparcia kiedy jestesmy tak slabe ze nie dajemy sobie rady nawet z samymi soba. tak jak powiedzial twoj maz- nie bedzie przeciez lezal i rozpaczal. jestem pewna ze nie mial nic zlego na mysli. to wszystko co pisalas o nim na innym twoim watku swiadczy o tym ze jest wspanialym wrazliwym czlowiekiem ktory cie rozumie i jest blisko ciebie. ale jemu tez zdarzaja sie chwile slabosci. kiedy tobie jest ciezko, kiedy placzesz, wiele spraw jest na jego glowie- przynajmniej on tak mysli i stara sie napewno stanac na wysokosci zadania, aby wasza rodzina mimo doznanej tragedii dobrze i normalnie funkcjonowala. sama zreszta piszesz o tym ,ze zyje praca, obowiazkami itp. napewno wiele obowiazkow musial przejac za ciebie bo przezywajac zalobe napewno nie jestes w stanie wykonywac swoich funkcji tak sprawnie jak przed strata.
nie kryj swojego bolu, powiedz mezowi co sprawia ci przykrosc, powiedz mu czego oczekujesz, jak moze ci pomoc. i staraj sie nie odsuwac od niego. mimo tej maski obojetnosci i sily napewno w srodku jest zlamany tak samo jak ty.on tez potrzebuje twojego wsparcia, tak jak ty potrzebujesz jego.
dacie sobie rade, z tego co piszesz wynika ze miedzy wami jest silna i bardzo bliska wiec. mysle ze wiele z nas moze ci tego pozazdroscic. sciskam cie i jestem z wami
Odpowiedz
#99
Faceci są po prostu inni i musimy im to wybaczyć Smile
Mój mąż po tym jak zabrał mnie ze szpitala do domu mówił,że nie myślał o dziecku, bo wiedział, że już go nie ma, tylko o mnie. Że bał się, że mnie też straci. Stał na korytarzu i słuchał, jak bije moje sreducho-podłączone na czas zabiegu do jakiegoś urządzonka. Była noc, cisza na oddziale, a on biedny pod salą zabiegową stał i czekał. Początkowo byłam średnio zadowolona z jego wypowiedzi. Teraz wiem jak bardzo mnie kocha. Ale póżniej różne były między nami sprzeczki o poronienie. Zdarzało mu się nakrzyczeć na mnie, że on ma już dosyć słuchania o tym, co było. Zarzucał mi brak optymizmu, nie rozumiał zazdrości o wszystkie dzieci świata (akurat wszyscy znajomi doczekali się pociech w ubiegłym roku-tylko nie my). Czasami milczałam nawet, kiedy coś mi leżało na sercu-po prostu żeby go nie wkurzać. Ale kiedy w tajemnicy przed nim kupiłam Swiatełko na Wszystkich Świętych, tylko on z całej rodziny wiedział dla kogo było. Poszedł ze mną na opuszczony grobek jakiegoś dziecka i tam zapaliliśmy je dla naszego i dla tego dziecka, które tam było pochowane. A najlepsze jest to,że nie patrzyłam mu w oczy, bo bałam się, że będzie myślał, że przesadzam, że niepotrzebnie palę światełko i dlatego nie zauważyłam, że płakał...
Twój mąż też na pewno boleśnie przeżywa stratę Waszego dziecka, tylko na inny sposób. Nie wierz, kiedy mówi że go to nie boli i że już odżałował swoje. Do nich to też wraca tylko z innym nasileniem i trochę inaczej.
Odpowiedz
Dzięki za wasze dobre słowa .Dziś już jest nieco inaczej ...rozmawialiśmy ze sobą .Ja też muszę zrozumieć ,że przeżywa to na swój własny sposób .Już nie powie mi niczego co mnie zaboli bardziej,wyjaśniłam czego oczekuję i sama też muszę dołożyć starań by i on czuł się jakoś w tej sytuacji .
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości