Mężczyźni i poronienie
#51
Cytat:[autor cytatu=eska]
dal do zrozumienia, ze dziecko ktore sie nie urodzilo - nie istnialo ...
(...)
boje sie, ze ten sen powraca do mnie dlatego, ze staralam sie tyle czasu to zagluszyc... ze milczalam i nosilam to w sobie...
czuje sie przegrana na starcie...

ESKA

Często tak jest, że gdy tłumimy emocje - nawet nieświadomie spychając je na dno podświadomości - jakiś gest, słowo, jakis zapach pwoduje, że nie \"przepracowana\" tragedia wraca do nas bardzo często z - jak sama napisałaś - 5 krotną siłą.
tak też stało się z Tobą, ale dobrze, że teraz wyrzucasz z siebie ten gniew, ból i żal, masz do niego prawo.

Zapewniam Cie, dziecko, które było w Tobie

ISTNIAŁO BYŁO JEST I BĘDZIE NA ZAWSZE TWOIM DZIECKIEM, PIERWSZYM DZIECKIEM, JESTEŚ MAMĄ NIENARODZONEGO MALEŃSTWA.

I nie pozwól by ktokolwiek próbował wmówić Ci, że nic się nie stało. To co przeżyłaś, a co teraz wraca do Ciebie to bardzo trudne i bardzo, bardzo silne emocje. Twój sen w moim odczuciu - a ekspertem nie jestem - jest wyrazem Twoich podświadomych lęków, boisz się, że możesz znowu stracić dziecko.

Nie histeryzujesz, wydarzyła się najgorsza tragedia, jaka może spotkać kobietę, umarło dziecko, które nosiłaś w sobie, nie ważne jak długo trwała ciąża, dziecko kochamy od poczatku jego istnienia i dla nas kobiet jest dzieckiem bez względu na terminologię medyczną. Gdy ktoś umiera wyprawia mu się pogrzeb, ludzie ślą kondolencje, a w sytuacji, gdy umiera dziecko w łonie matki, nie tylko Twój partner, ale i otoczenia usiłuje negować nasze prawo do żałoby. Jeżeli tylko Twoj partner wiedział o dziecku, to po jego zanegowaniu istnienia dziecka, zapewne zostałaś sama ze swoim cierpieniem. To forum to miejsce \"mam\" nienarodzonych dzieci, przepełnione ich rozpaczą, łzami i cierpieniem, gdy poczytasz sobie posty zobaczysz, że Twoje emocje, lęki są naturalną reakcją po śmierci dziecka.

A co do przyszłości, chciałabym Ci napisać, że będzie cudownie, że spotkasz mężczyznę swoich marzeń, że będziecie mieli dzieci i cudowną rodzinkę, ale sama wiesz, że przyszłość niesie nam wszystkim szereg niespodzianek.

Każda z nas ma w sobie lęk, że gdy zajdzie w ciąże znowu ją straci, każda z nas usiłuje swoimi sposbami przekonać siebie, że przyszłość jest lepsza od przeszłości i każda z nas chce wierzyć, że poronienie już się nie powtórzy. I tu na forum czerpiemy wsparcie od kobiet, które przeżywają to co Ty czy ja.

ESKA, korzystałam po poronieniu z pomocy psychologa - mi pomógł, przemyśl, czy nie warto skorzystać z pomocy psychologa, byś nie wpadła w depresje, a może jest ktoś w Twoim otoczeniu, kto potrafiłby słuchać i chciał Ci pomóc, przyjaciel, który bez udzielania mądrych rad po prostu wysłucha.
Życzę Ci, bardzo bardzo dużo sił. gdybyś chciała podaj mi swój adres emailowy - napisze.
Odpowiedz
#52
Agus.
Jest ktos kto bardzo mnie wspiera i ja wspieram ja :-) Tyle, ze mieszka daleko i nie mialysmy sie jeszcze okazji spotkac Sad
Piszemy do siebie i dzwonimy.

\"I nie pozwól by ktokolwiek próbował wmówić Ci, że nic się nie stało.\"

Teraz nie pozwalam juz na to nikomu, mimo, ze bardzo malo osob wie o tym. Jemu napewno nie pozwole. Czuje sie strasznie glownie przez to, ze pozwolilam mu, by zamknal mi usta.
Jak to sie stalo, to pierwsza osoba ktora cos podejrzewala to moja siostra. Kiedys bylam osoba ktora uwielbiala dzieci i chcialam miec ich 6 Big Grin albo wiecej. Nagle przestalam chciec, malo tego nie chcialam sie zajmowac dziecmi, gdzie wczesniej wiecznie komus bawilam jakies bajtle (jak mowi moj tata na maluchy).
Teraz to sie zmienilo, ale lek pozostal ...
Brak oparcia w drugiej osobie jest okrutny i ta swiadomosc, ze mialo sie dziecko z idiota ktorego zycie kreci sie tylko przy piwie i graniu w gry komputerowe. Czuje sie winna, ze nie przewidzialam tego, ze taki bedzie.
Nie moglam zrozumiec, dlaczego nie umialam mu do konca zaufac... po czasie dochodze do wniosku, ze to wlasnie przez to...
Wiem, ze czlowiek naprawde moze sobie wmowic, ze czegos nie bylo. Wszystko sobie mozna wmowic.
Tylko dlaczego konsekwencje ponosze sama ? Przeciez to nie kobieta TYLKO daje zycie!!! a tak sie czuje, jakby dziecko bralo sie z picia kawy...
Wiem, ze jest wiecej takich kobiet jak ja i chcialam je osmielic by o tym pisaly ... zeby zobaczyly, ze nie sa same, bo wiem jak ciezko jest przez to przechodzic w osamotnieniu i ukrywajac wszystko.

Moj mail speranza82@o2.pl
Odpowiedz
#53
Jest w naszym społeczeństwie takie dziwne przekonanie, że problem poronienia to taki \"problem kobiecy\". Dziwny to fakt, mając na uwadze jak wielu naszych parterów przeżywa ból straty w równym stopniu co my...

Często \"łapię\" mojego Mikołaja, jak przegląda tą stronę, jak czyta Wasze historie na forum i jak je głęboko przeżywa i mówię mu : zarejestruj się, napisz coś
\"ale co ... ?\" - pyta - cokolwiek, chociażby to, że jesteś tu i teraz, rozumiesz, współczujesz, współcierpisz...

Jakby się bali własnych odczuć - ato jest przecież nam potrzebne prawda ?

KOCHANI MĘŻCZYŹNI - NIE BÓJCIE SIĘ FORUM - DAJCIE NAM WSPARCIE NIE TYLKO W CZTERECH ŚCIANACH !!!
Odpowiedz
#54
No właśnie \'co napisać\'? Też od jakiegoś czasu wchodzę na to forum, po tym jak pokazała mi to moja ukochana i już kilka razy myślałem, żeby coś napisać...ale... no właśnie... nie bardzo wiedziałem jak się do tego zabrać. Bałem się, że może coś nietaktownego napiszę, że kogoś urażę, albo, że źle się zachowam...
Prawdą jest, że facetom ciężko się czasem w tym odnaleźć, ale przecież miłość do naszych pań zobowiązuje, ba wręcz nakazuje nam - uczestniczyć w tym bólu, razem napewno łatwiej.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#55
Big Grin Dziękujemy Kubo Big Grin

To obecność przyprawia nam skrzydła !!! Razem jesteśmy silniejsi !!!
Odpowiedz
#56
Witam , z moją kochaną żoną niedawno straciliśmy nasze malenstwo (19.01) ciężko jest z tym się pogodzić zwłaszcza gdy niezna się odpowiedzi na pytania dlaczego . boli jak diabli,ja odbieram bycia i przeżywania tej straty razem z żoną jako obowiązku, gdyby nie moja kochana byłoby mi znacznie tródniej , razem musimy to przetrwać i nabrać sił do walki aby spróbować jeszcze raz , moja teściowa wspiera i pociesza nas jak może , niestety ona mieszka bardzo daleko, moja żona pochodzi ze śląska, ja z wielkopolski , gdzie teraz mieszkamy, na moją matkę niestety nie mogę liczyć , zawiodłem się na niej bardzo, mieszkamy sami, mamy tylko siebie, wiem że przetrwać ten ból pomaga nam to głebokie uczucie jakie jest między nami, bardzo się kochamy, muszę dodać że to już po raz drugi straciliśmy nasze maleństwo, każda kobieta wie jakie wtedy potrafią przychodzić do głowy myśli , zwłaszcza ta która bardzo pragneła tego dziecka, ale wiem jedno gdy przy boku jest osoba którą się bardzo kocha to takie przeżycia jest łatwiej przeżyć, bo o czymś takim nieda się zapomnieć nigdy, dla mnie stracić dziecko , nawet nienarodzone to jakby stracić cząstke siebie.Na szczęscie mam przy boku CUDOWNĄ KOBIETĘ kturą bardzo kocham i ona mnie kocha i wiem że razem pokonamy tródności i doczekamy się naszego maleństwa.
p.s.
gdyby kturaś z pań zechciała do nas napisać to będzie nam bardzo miło
dzedaj@wp.pl
Odpowiedz
#57
Kochani Panowie!
Też jestem mamą Aniołka. Moja Alinka odeszła w maju 2005 r. (39t.c.). Wiem jedno, że gdyby nie mój mąż, jego miłość, cierpliwość, zrozumienie - nie byłoby mnie juz wśród żywych.
Nie wsytdźcie się okazywać rozpaczy. Wspieraujcie się nawzajem. Tylko miłość i do ukochanego-ukochanej i do Aniołka-Aniołków pozwoli przetrzymać te złe chwile. Trzyba mieć nadzieję, że jeszcze spotka nas coś dobrego. Przecież tam na górze mamy swoich małych stróżów. Oni na pewno nie pozwolą na to by ich rodzice stracili nadzieję.....
pozdrawiam wszystkich.
Ola
Odpowiedz
#58
Witam Smile Postanowiłem się zarejestrować oficjalnie, a nie pisać z \'podziemia\' Wink

P.S. Dziękuję za to co robicie Smile
Odpowiedz
#59
cóż za cywilna odwaga - podziwiam, muszę ten wpis pokazać mężowi, który udaje, że nie czyta, a wiem, że czyta. Jestem pełna podziwu, mam nadzieję, że my kobiety po poronieniu zrozumiemy też Wasz męski punkt widzenia.
Odpowiedz
#60
Jakub ... dziekuje za to ...
Za duchowe ojcostwo...
Za obecnosc i za milosc ...
Odpowiedz
#61
Czasem mi smutno, że mój mąż nie mówi o tym co się zdażyło, że nie chcę o tym rozmawiać. Nie wiem z czego to wynika, kiedyś miałam o to żal, teraz już nie, ale nadal smutno, że nie mówi ze mną o naszym Aniołku...
Pozdrowienia dla wszystkich aniołkowych tatusiów...
Inka
Odpowiedz
#62
Inka - faktem jest to, że mężczyźni zupełnie inaczej to postrzegają. Pewnie wynika to z tego, że nie noszą dzieciątka pod sercem, nie czują jak się porusza, nie rodzą go... Trzeba wiele miłości, empatii (lub jak to - bardzo zresztą trafnie nazwała Moja Kochana - miłości bliźniego) aby właściwe przeżywać ten dramat...
Poza tym, i chyba to jest główna przyczyna, poraża facetów strach. Róźnie się on objawia - bądź poprzez bagatelizowanie problemu lub zupełne, gniewne unikanie go.
Tak mi się wydaje... z tego co znam facetów.
Niebywałem znaczenie ma też łaska Boża... która wszystko może przecież odmienić.

PZDR.
Odpowiedz
#63
witamSmilemoj marus...hmm plakal na poczatku razem zemna,ale nie wiem czy bardziej plakal z tego powodu ze ja tak placze czy naprawde plakal ze stracil malenstwo,bo wydaje mi sie ze mezczyzna jednak nie czuje w pierwszych miesiacach tego co kobieta,ze on tak naprawde zaczyna przyswajac ta mysl o dziecku jak widzi brzuch u kobiety czuje ruchy???wiem napewno jedno tak samo bardzo pragnal tej ciazy jak ja...i teraz pewnie mu sie serce kraja jak widzi ze sie smuce....dlatego dla niego probuje byc pogodna....on bedzie to gorzej znosil jak zobaczy ze znow placze,nie rozmawiam z nim o tym,bo go tylko martwie....
pozdrawiam wszystkich dzielnych tatusiow i przytulajcie czesciej swoje kobitki,bo one naprawde cierpia o wiele bardziej niz pokazuja na codzienSmile
Odpowiedz
#64
Dziewczyny jestem załamana.We wrześniu straciliśmy nasze dziecko. Jesteśmy po badaniach genetycznych i innych wszystko jest ok, mój ginekolog powiedział żebyśmy odczekali pół roku. Już w marcu mozemy starac sie o dziecko.Ja czuje sie na siłach i szczerze bardzo tego pragnę.Mąż jednak jest odmiennego zdania, nie chcę w żaden sposób go naciskać bo przecież to jest bez sensu.Szanuje jego uczucia jednak nie wiem czy będę w stanie czekać tak długo, bo zwariuje.Poradzcie!!!!
Odpowiedz
#65
poczekaj z tym tematem jakis czas, aż ochłoną emocje. Za kilka miesięcy może zmieni zdanie, wszystko zależeć będzie od waszych wspólnych relacji, jeśli bedą oki, to napewno znajdziecie rozwiązanie tej sytuacji, czego Wam serdecznie życze!
Odpowiedz
#66
znam kobiety, które nie pytają mężów o zdanie...

co prawda ja do niech nie należę ....

Asiu, mój mąż, po poronieniu na pytanie, czy spróbujemy jeszcze raz - najpierw powiedział NIE, teraz daje mi wolną rękę. Wydaje mi się, że mężczyźni, bardziej boją się o nas, o to jak przeżyłyśmy stratę naszych dzieci, boją się, że nam może się coś stać.

Nas znają kochają, pragną być z nami do końca życia. Ciąża, pobyt w szpitalu - bardzo silne nasze emocje po stracie dziecka - to dla nich też szok i lęk o nas i nasze życie. Nie rozumieją instynktu macierzyńskiego, gdy mają wolną wolę i mogą zadecydować, wolą nie ryzykować, w sprawach dla siebie nie przewidywalnych - jak ciąża.

Jeżeli mąż towarzyszył Ci od poczatku dramatu do końca, jeżeli widział łzy, Twój i fizyczny ból, jeżeli czekał pod salą zabiegową - to te przeżycia zostały w nim.

Jako żona - jestem zdania, że decyzje o dziecku dwoje ludzi powinno podjąć wspólnie. U mnie zawsze działa spokojna rzeczowa rozmowa, jesteś kobietą wyposażoną przez naturę w instynkt macierzyński i bez względu na to co przyniesie los, jak każda z nas pragniesz dziecka, gdy mąż zrozumie, że swoją decyzją Cię unieszczęśliwia, ogranicza i przyprawia o depresję i że nie jest to kaprys chwili, ale świadoma decyzja ... jeżeli Cię kocha - powinien zmienić zdanie. Czego Ci bardzo Asiu życze.

jak nie ... zrób tak jak dyktuje Ci serce ....
Odpowiedz
#67
mój mąż także początkowo nie chciał słyszeć o kolejnej ciąży - oboje dojrzewaliśmy do ponownej decyzji o dziecku aż dwa lata, ale teraz doszliśmy do wniosku, że to było dla nas dobre, trzeba dać sobie czas...
życzę dużoi siły i wyrozumiałości obustronnej... napewno będzie dobrze.
pozdrawiam
Odpowiedz
#68
Ja również się przyłączę to Waszych postów. Ja poroniłam w lutym tego roku. Mąż na początku był naprawdę takim rękawem do popłakania.Teraz jest coraz gorzej. ja zaczyna coraz bardziaj płakać bo za 17 dni mialibyśmy nasz 1 poród i to tak mnie przytłacza.
Kłócimy się coraz częściej, mąż twierdzi że powinna już przestać było minęło, ale jak?
Jestem sama w swoim bólu.
Odpowiedz
#69
Wiecie co, we wrzesniu mija 6mies kiedy straciliśmy dziecko i mieliśmy od wrześnie starać się ponownie. Mąż mnie wspierał na początku, zapewniał, że sprbujemy itd. a teraz on powiedział mi że na razie nie chce dzieci, bo tak. Od 2,5 tygodnia nie mówię o dziecku nie płaczę nie zamieram, tylko żyjhę. Miałąm jedno załamanie,któe zwalczyłam i cieszę się bardzo. Ale mąz... nie docenia moich starań nie chwali za każdy dzień nie mó, że jest ze mnie dumny, a ja tak tego potrzebuję. Chciałabym, żeby mnie przytulił i powiedział, że jest dobrze, że kiedyś będziemy mieli dzidzię i że jest ze mnie dumny... Nie robi tego. Nie rozmawia ze mną na ten temat. Nie ma go... NIE MA. Oddaliliśmy się bardzo, i wiem że każde pytanie kiedy będziemy się starać, to kolejny gwóźź przeciw, to kolejna cegiełka w jego murze, któy stawia między nami. Nie wiem co robić. Czuję się fatalnie, bo ja bym chciałą usłyszeć, że on chce dziecko, chce mieć pełną rodzinę. Jak byłam w ciąży to tak się cieszył, głąskał brzusio, mówił do niego Smile cudnie, było jak w bajce. A teraz... lepiej nie mówić. Ostatnio jak sprowokowałam do szczerej rozmowy, to stanęło na tym że się chyba rozchodzimy, ale potem już się porozumieliśmy o jest na prawde dobrze, poza tym jednym aspektem. Nie wierzę, że nie chce dzidzi, nie wierzę... . A ja się męczę, miotam. Pogodziłąm się z faktem odejścia dziecka, ale nie mogę żyć bez nadzieji. Tą nadzieja było rodzeństwo Aniołka, a teraz boję się i trochę się zatracam w tym wszystkim. Nie wiem jak sobie radzić... Muszę się chyba czymś zająć, bo mąż sam musi być pewien, musi mi powiedzieć że cjhce dziecka. Jak myślicie, co zrobić by się ułożyło, by sprawić by on znowu pragnął malucha. Na razie powoedział mi że do maja nie będzie dziecka, ale poprosiłam go by to przemyślał - ale skytek będzie żaden... jak zawsze, ale ja ciągle się głupia łudzę. Co robić , jak z nim porozmawiać, by on znowu chciał czytać bajki brzuszkowiSmile
Odpowiedz
#70
Monako
z wielką uwagą przeczytałam Twój post ... z kilku powodów, po pierwsze poronienie jest niezwykle stresogenne nie tylko dla nas, dla naszych związków i mężów, też - często w związek wkrada się kryzys, z którego trudno jest wyjść.
Ja dzisiaj widzę, że często tak bardzo byłam skoncentrowana na swoim bólu, że nie dostrzegałam, życia, które toczyło się obok mnie - oczywiście miałam do tego prawo, ale mój mąż, przeżył ten okres po poronieniu z wiecznie płaczącą żoną - równie mocno jak Twój Monako.
Nie dziwi mnie to, że mówi iż nie chce dzieci, mój też tak mówił, wielu mężów, tak mówi, choć w głębi duszy, pragną dzieci, ale się boją, boją się o nasze zdrowie, boją się, że znowu poronimy - boją się, że kolejne poronienie - zniszczy związek.
Monako, może to co napiszę wyda Ci się \"dziwne\", ale najważniesze jest czego Ty chcesz, czego Ty pragniesz, dziecko zawsze dla kobiety będzie \"ważniejsze\" - dopóki się nie urodzi niż dla mężczyzny. Nie zachęcam do \"łamania regół w związku\", ale jeżeli na prawdę czujesz się emocjonalnie, psychicznie i fizycznie gotowa do macierzyństwa, zrób tak jak dyktuje Ci serce. Każdy z nas w małżeństwie ma prawo do realizacji marzeń, dla mężczyzny często jest to praca zawodowa, dla kobiety macierzyństwo. Wypracowanie kompromisu - szczera rozmowa o potrzebach, marzeniach - pewne ustępstwa, np. czekanie z ciążą nie do maja, ale do stycznia..... Sama wiesz najlepiej jak można \"przeprowadzić negocjacje\" z mężem.
Życzę Ci by wszystko ułożyło się po Twojej myśli. Pozdrawiam
Odpowiedz
#71
Monako,
a ja doradziłabym Ci szczerą rozmowę z Mężem. On może mieć powody, dla których nie chce się na razie starać. Mężczyźni też przeżywają straszliwie stratę, przeżywają żałobę, mimo że zwykle o tym nie mówią. Może On po prostu nie jest gotowy na kolejne starania?
U nas w listopadzie minie rok od straty, na razie czekamy ze staraniami z różnych życiowych względów, ale powiem Ci szczerze, że pół roku po stracie raczej nie byliśmy gotowi psychicznie na kolejną próbę, ani mąż, ani ja. Zbudowanie w sobie nadziei, że kolejna ciąża potoczy się szczęśliwie, zabiera sporo czasu i naprawdę dużą rolę odgrywa psychika, a jak długi czas musi upłynąć to sprawa bardzo indywidualna. Niektóre pary decydują się spróbować już po pierwszej @ od poronienia, inni czekają pół roku, rok, są tacy, którzy czekają jeszcze dłużej, nawet gdy nie ma przeciwwskazań zdrowotnych.
Ponadto trzeba dobrze psychicznie okrzepnąć, by w razie kolejnego niepowodzenia (a przecież nikt nam nie może zagwarantować na 100%, że go nie przeżyjemy Sad ) mieć siłę podnieść się i iść dalej.


Nie zgodzę się też z tym, co napisała Aga:
\"najważniesze jest czego Ty chcesz, czego Ty pragniesz, dziecko zawsze dla kobiety będzie \"ważniejsze\" - dopóki się nie urodzi niż dla mężczyzny. \"
Jestem na 100% pewna, że nasze dziecko było dla mojego męża tak samo ważne jak dla mnie, mimo, że było pod moim sercem zaledwie 14 tyg. Wiem, jak mąż je kochał, jak mówił do brzuszka itp. i jak przeżył stratę, choć mówił (i mówi) o tym bardzo mało.
W małżeństwie potrzeba kompromisu i nie można dążyć za wszelką cenę do forsowania swojej wizji, swoich pragnień. Trzeba stać po jednej stronie, bo inaczej można nie tylko nie osiągnąć swojego celu, ale kompletnie popsuć relacje w związku.

Monako, życzę Ci, żeby Wam się wszystko poukładało, przede wszystkim relacje między Wami, a także Wasze plany co do kolejnych starań. Pół roku to naprawdę nie jest długo. Macie przed sobą wiele lat i na pewno uda Wam się zostać rodzicami prędzej czy później.
Odpowiedz
#72
misiacz
każda z nas ma swoje własne przekonania - wynikające z przeżyć. To co piszę, wynika z tego co widzę w około siebie, co sama przeżyłam. Pisząc słowa, które \"kwestionujesz\" odniosłam je do siebie i moich znajomych czy bliskich znanych mi mężów, absolutnie nie chcąc narzucać komukolwiek - mojego spojrzenia na męski punkt widzenia. Poza tym – jak doczytałaś mnie do końca to na pewno zauważyłaś, że jestem zwolennikiem kompromisu. Mój mąż, też \"nosił\" mnie na rękach przez 10 tygodni, mówił do brzucha jak do dziecka, co niestety nie przełożyło się na jego późniejsze zachowanie po poronieniu. Do dzisiaj pisząc na forum, pisze, że mi (a nie nam) umarło dziecko. Droga Misiacz wyraziłam jedynie własny pogląd i dodam, że znam dwie pary które dzisiaj dzieci nie mają, a które w sytuacji gdy można było o dziecko zawalczyć, zrezygnowały pod naciskiem mężczyzny, dzisiaj te kobiety są nieszczęśliwe, bo nie zrealizowały własnego marzenia. Dlatego też, osobiście uważam, że jeżeli kobieta po poronieniu jest gotowa do macierzyństwa, pragnie tego najbardziej na świecie, zakończyła etap żałoby, a kolejna ciążą jest spełnieniem jej marzeń - to uważam, że warto o tym rozmawiać i do tego dążyć, zwłaszcza, że zajść w ciążę po poronieniu też nie jest łatwo. Paradoksalnie tak samo jak Ty myślę o staraniach. Po 15 miesiącach od poronienia, ja nie jestem gotowa.... ale każda z nas jest inna i każda potrzebuje i oczekuje od życia czego innego.
Reasumując - połączyło nas poronienie, różni nas nasze codzienne życie, przeszłość, czy życiowe priorytety. Każda z nas na pewno gdzieś w głębi własnego serca wie czego naprawdę pragnie i co jest najlepsze dla jej związku. I takiej harmonii, miłości, kompromisu życzę każdej z nas, a jeżeli poczułaś się urażona moimi słowami, to bardzo Cię przepraszam.
Odpowiedz
#73
Mój mąż jest raczej niezdecydowany... Nie chce się zabezpieczać i mam wrażenie, że nie chce teraz mieć dziecka... Tylko z tą różnicą że wiem że on się bardzo boi że znowu się tak stanie, bo srtatę Malutkiego odczułjako swoją porażkę.
Odpowiedz
#74
Cytat:[autor cytatu=aga]
jeżeli poczułaś się urażona moimi słowami, to bardzo Cię przepraszam.
Aga,
absolutnie nie poczułam się urażona, wiem, że różne osoby różnie reagują, nie ma dwojga takich samych ludzi, nie ma dwóch jednakowych związków. Chciałam tylko podkreślić, że niektórzy mężczyźni głęboko przeżywają śmierć dziecka, choć oczywiśnie niektórzy.
A odkładanie staran na ogół nie jest \"na zawsze\", tylko na jakiś określony czas, a jak długi, to już sprawa baaardzo indywidualna.
Wszystkiego dobrego Big Grin
Odpowiedz
#75
moj Maz zupelnie inaczej niz Wasz, bardzo chcial podjac starania po stracie i to jak najszybciej. To ja bylam ta strona niezdecydowana. Byl moment gdy postawil mi tak pytanie, ze poczulam sie jak pod murem, ale u mnie czasem tak trzeba, bo ja mam problemyz podjeciem decyzji. Potem, gdy dlugo nic nie wychodzilo, ja szalalam z nerwow, a On podchodzil do tego prowokacyjnie obojetnie. Najgorzej jednak bylo gdy nagle pojawily sie dwie kreseczki, poniewaz od tej chwili do zaczal ignorowac obecnosc dziecka, zaprzeczajac jego obecnosci i tlumaczac, ze nie ma sie co cieszyc w pierwszym trymestrze. Dopiero ostatnie usg (10 tydzien), obudzily w nim skrywane emocje, ale to chyba dzieki temu ze dzidzius do niego pomachal. Eh Ci mezczyzni.... Kazdy inny, ale kazdy tak samo kochany, trzeba jedynie im czasem pomoc nas zrozumiec Wink
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 15 gości