czy to jeden z kolejnych etapów co przejdzie z czasem?
#1
witam

poronilam 2 razy w I trymestrze w kwietniu w zeszłym roku i w styczniu - miesiac temu.



Po pierwszym razie, ktory byl dla mnie duzym zaskoczeniem bo nie bylam swiadoma ze zagraza mi jakies niebezpieczenstwo. po przezytym wielkim szoku, traumie strachu przed rozmowami z ludzmi powoli zaczynalam sprowrotem rozmawiac z ludxmi, zasadzie z kazdym tygodniem bylo coraz lepiej ...



jedynie zalamania zdarzały mi sie po kazdej kolejnej wizycie u lekarza gdzie wmawiano mi ze niepotrzebnie histeryzuje, oraz jak cos sie dzialo nie tak np ciągly brak miesiaczek (wszyskie mialam wywolywane hormonami)i jak widzialam szcesliwe kobiety w zaawansowanej ciazy lub z malymi dziecmi, bardzo pomogły mi dziewczyny z forum z z ktorymi rozmawiam czasem przez tel lub gg albo chat... czasem ja moge im pomóc co daje mi duzo satysfakcji... w lipcu jak juz bylam bardzo zmeczona tematem to przez miesiac nie zagladałam do netu ...



druga ciaze przeszlam w spokoju, wprawdzie byly rozne niepoojace objawy wiec lezałam, staralam sie nie przyzwyczjac do ciazy i jednoczesnie robilam wszysko aby jej pomóc... nie denerwowalam sie i nie bałam sie ...



za drugim razem pobyt w szpitalu przeszlam zupełnie spokojnie, bylam przygotowana wiedzialam juz o co pytac czego wymagac w szpitalu i czego dopilnowac nawet rozmawiałam wesolo z kolezankami w szpitalu,



po wyjsciu szybko wrócilam do zywych, zaczelam odwiedzac znajomych rodzine i obecnosc malych dzieci na mnie nie dziala wcale... nie placze na ich widok one jakos do mnie nie podchodza-pewnie cos odczuwaja i podswiadomie sie odsuwaja ode mnie...



niepokoi mnie jednak fakt ze nie radze sobie z codziennymi malymi stresikami... nie ma dnia abym nie plakala w pracy z powodu drobiazgow np braku długopisu pod reka... nie mowiac juz o drobnych domowych sprawach... przeciez mam duze oparcie w najbliszych,wspanialego wyrozumialego meza i dalsza rodzina tez zachowuje sie w porzadku - nie spotkala mnie od nich w zasadzie żadna przykrosc...



... zastanawialam sie nad dluzszym urlopem ... jednak w moim przypadku nie ma to wiekzego sensu bo przeciez bylam na zwolnieniu przez dwa miesiace....



w zasadzei koncze juz badania, znam przyczyne, o ktorej wiekszosc lekarzy mowi ze sie nie leczy tylko mam sie pogodzic ze bede ronila czesciej niz kobiety ktore maja ten wynik badania dobry, ale mam szanse urodzic zdrowe dziecko, mam juz zrobiony plan dzialania wg ktorego postepuje, wiem o pewnych mozliwosciach aby to ryzyko zminimalizowac ...



te placze mnie mecza w pracy, w domu tez jestem nieznosna ... raz sie zdarzylo ze przez godzine nie moglam sie uspokoic a nie zdarzylo sie nic takiego co by to spowodowalo i poprostu zwolniłam sie z pracy... akurat byla mozliwosc zastepstwa ...



co mnie jeszce czeka? jakie niespodzianki?



pozdrawiam



Agata
Odpowiedz
#2
Droga Agato,



Pisze pani o dwóch stratach, które dotknęły panią w dość krótkim odstępie czasu i dwóch sposobach poradzenia sobie z tymi trudnymi sytuacjami. Za pierwszym razem w naturalny sposób przeżywała pani uczucia, które pojawiają się w sytuacji straty; pisze pani o szoku, traumie, trudnościach w kontakcie z małymi dziećmi lub kobietami w ciąży, które przypominały pani własny ból. Jednocześnie pisze pani o braku zrozumienia dla pani obaw, lęku ze strony lekarza, który określał to mianem histerii. A przecież miała pani pełne prawo do przeżywania cierpienia, lęków czy obaw na przyszłość.

Za drugim razem pisze pani o spokoju i zrozumieniu wobec tego co się stało, szybko

„ poradziła sobie pani” i wróciła do świata żywych.

Jednocześnie pisze pani o niezrozumiałych dla pani wybuchach emocjonalnych w codziennym życiu.

Wydaje się, że może być tak, że nie dała pani sobie szansy na pełne przeżycie wszystkich uczuć, które mogły się pojawić po poronieniu. W jakiejś mierze może zaważyła na tym uwaga lekarza o nieadekwatności przeżywania przez panią pierwszej straty i pojawiających się obaw na przyszłość.

Pisze pani o diagnozie ze strony lekarzy, że będzie pani „ roniła częściej niż inne kobiety”. Wyobrażam sobie ile lęku musi budzić taka świadomość, lęku, który być może trudno jest pani odczuwać. Emocje i uczucia, które nie mogą ujawnić się w odniesieniu do sytuacji, która je wywołała ulegają przemieszczeniu i ujawniają się w innych sytuacjach, stąd pani podenerwowanie, wybuchy emocjonalne nieadekwatne do sytuacji, płacz.

Ze swojej strony poradziłabym pani kontakt z psychoterapeutą, który mógłby pomóc pani rozeznać się we własnych uczuciach, zarówno tych związanych ze stratą dziecka, jak i tych związanych z przewidywanymi trudnościami w donoszeniu kolejnych ciąż.

Pozdrawiam serdecznie Katarzyna Foryś
Odpowiedz
#3
dzieki



równiez pozdrawiam



Agata
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości