do osieroconych mam - zwłaszcza tych tylko czytających
#1
Drogie Czytające Kobietki (Panów też witam), z uwagą obserwują jak od grudnia liczba zarejestrowanych osób się powiększa jest nas nie licząc gości już ponad 150 osób, po forum widać wyraźnie, że część osób pojawia się na stronie po poronieniu i nie ma odwagi, boi się lub po prostu nie chce pisać .... po czym po kilku dniach tygodniach, może po miesiącu wpisuje pierwszy post, a czasem nie pisze wcale.

Tak też było ze mną.
Drogie Moje bardzo, bardzo Was zachęcam piszcie, pamiętam siebie, gdy miesiąc siedziałam czytałam płakałam, z każdą stratą, z każdym postem o cierpieniu, tęsknocie i bólu. Napiszę coś od siebie, pisanie pomaga ... pomaga i nam samym i innym. Bardzo dużo nauczyłam się od tych, które podzieliły się swoimi historiami, one pomogły mi inaczej spojrzeć na moją stratę – wyciszały z każdym dniem ból, tęsknotę .....

Wy Drogie Kobietki, czytając – tylko czytając zamykacie drogę swoim emocjom, dusicie w sobie ból, który mógłby znaleźć ujście, uzewnętrznić się, to pomoże i Wam i innym kobietom, które czytając, przeczytają Wasze i słowa i pomyślą – czuję to samo, mam takie same emocje – takie same lęki i obawy. Piszcie – każda z nas ma prawo do własnego zdanie, do przeżycia żałoby po swojemu, do własnych emocji i nikt nie ma prawa krytykować, oceniać, a poczucie, że są osoby, które współodczuwają nasz ból, sprawia, że żałoba po utracie dziecka, przy wsparciu rozumiejących osób, mniej boli.
Odpowiedz
#2
Kochana Ago

Rozumiem doskonale Twoją \"odezwę\".
Długo nie pisałam nic na forum, stopniowo coś zaczęłam, ale wciąż jeszcze trudno znaleźć słowa, które chciałabym zobaczyć napisane przeze mnie Smile
Czasami piszę odpowiedź i po przeczytaniu po prostu jej nie wysyłam, ponieważ nie przekazuje tego co tak naprawdę chciałam napisać. Nie zawsze umiemy ubrać nasze myśli w słowa. A wydawało by się, że takie wygadane jesteśmy Wink

pozdrawiam serdecznie
Ania
Odpowiedz
#3
Witam!!!Ja zaliczam sie do tych tylko czytających ale kiedys raz sie odezwałam w temacie \"Nadzieja\" ale teraz ta nadzieja gdzies prysła,odeszła ode mnie...od 10 miesięcy jestem z wami i jakoś do teraz nie umiem w pelni normalnie funkcjonować,a na dodatek od kilku dobrych miesiecy staramy sie i nic...ale u mnie jest troszke inaczej mam męza na odległośc i niestety jak przyjezdza to nie trafia w te dni i tak w kółko a na dodatek jestem kobietą która mam dwie macice i to tez nie ułatwia nam zadania :\'( ...nie wiem co wogole o tym myśleć,już wariuję a na dodatek nie mam męża przy sobie...
Przepraszam za chaotyczne zdania,zagladam tu codziennie i cieszęsie ze odwarzyłam sie w koncu kolejny raz napisać..
Pozdrawiam.



Mama aniołka (+14.07,2005)
Odpowiedz
#4
Reniu
Świetnie, że piszesz. Może w ten sposób wyrzucisz choć część smutku jaki dusisz w sobie. Mi pomaga. Mam dni lepsze i gorsze, czasem cos napiszę czasem nie, ale w iem, że w każdej chwili mogę prosić o pomoc, rozmowę dziewczyny, które tu zaglądają. Serdecznie pozdrawiam.
Odpowiedz
#5
Aga... dobrze piszesz... chyba z wiekszoscia z nas bylo tak samo.

Kochane kobietki, kochani mężczyźni... czasem lepiej się wygadać, pogadać z kimś o podobnych doświadczeniach. Mnie pomoglo to bardzo.

Za to Wam dziękuję
Odpowiedz
#6
Reniu

dziękuję Ci szczególnie, że zechciałaś napisać - obie jesteśmy 10 miesięcy od straty i obie z różnych zapewne powodów, ale jeszcze nie dopisałyśmy się do wątku żabki.

pisz ... jak chcesz napisz też do mnie akaga@op.pl .... bo najgorzej to zostać samemu ze swoim smutkiem.

co do wad macicy, mamy 2 ciężarówki o których pisałam w innym wątku - jedna poddała się operacji i już jest w 9 tygodniu – joasik - (poprzednie dziecko straciła w ósmym tygodniu) i wszystko dobrze, druga się nie poddała operacji – nineczka i jest już w 6 tygodniu (poprzednie dziecko straciła na przełomie 4 -5) i też jest wszystko w porządku.

Reniu warto pisać, na prawdę warto ... zachłannie będę czekała na list od Ciebie. Pozdrawiam
Odpowiedz
#7
Witajcie.
Muszę się przyznać, że ja też wchodzę na naszą stronę codziennie, a napisałam tylko raz i to dawno - w listopadzie: rok po poronieniu i będąc w ciąży. Maciuś ma teraz 3 miesiące, ja wciąż was czytam i zacznę pisać więcej, głównie po to, by dodać wam otuchy i nadziei, że na pewno będzie lepiej.
Odpowiedz
#8
Cytat:[autor cytatu=andzik]zacznę pisać więcej, głównie po to, by dodać wam otuchy i nadziei, że na pewno będzie lepiej.

Dokładnie, Andziku! O to też tutaj chodzi! Jeśli masz pozytywne doświadczenia, bardzo się przyda, jeżeli się nimi podzielisz. Na szczęście jest u nas coraz więcej kobiet, które po poronieniu lub kilku stratach nadal walczą o dzieci. Im bardzo jest potrzebna możliwość wygadania się komuś, kto też się bał i wątpił, ale komu się udało. One bardzo potrzebują dowodów na to, że się udaje. A im tych dowodów więcej, tym silniejsze przekonanie, że to nie są wyjątki.

Pisz jak najczęściej!

Serdecznie Cię pozdrawiam!

Żaneta
Odpowiedz
#9
Witajcie moje Drogie Ja również naleze do grona głownie czytajacych................Pisałam kilka razy,ale .........Nie umiem jest mi ciężko wyrażac w ten sposób swoje emocje.........Może będzie lepiej......Wiem jedno-jestem tu codziennie,i chyba tak już zostanie........Samo czytanie postów pomogło mi w rozwiązaniu niektórych problemów....dziękuję
Odpowiedz
#10
Jolek,

Bardzo się cieszę, że czytanie tego, co znajdujesz tu na stronie i forum, pomaga Ci. O to nam chodzi - żeby się wspierać i pomagać sobie nawzajem.

Nikt nikogo nie zmusza do pisania, ale wiele osób znalazło ukojenie, kiedy włączali sie do dyskusji. Ja też do nich należę, chociaż to zaczęło się na innym forum (www.nasz-bocian.pl). Wtedy zazwyczaj zaczynają się bardziej angażować. Początkowo jest trudno, bo żadne słowa nie wydają się właściwe i nic nie wyraża do końca tego, co przeżywamy. Ale warto próbować, bo potem jest coraz łatwiej, a dodatkowo w pewien sposób się \"uruchamiamy\". Niektóre kobiety czasami \"zamierają\" w żalu po stracie dziecka. I wtedy łatwo zapomnieć o tym, że żyjemy i potrafimy czuć coś jeszcze. A poczuć można sporo... Ciepełko, kiedy zaświeci wiosenne słońe... Nadzieję, że jutro uda się spotkać z ludźmi i będzie miło... Miłość do bliskiej osoby... Wdzięczność, kiedy ktoś powie albo zrobi coś miłego... To wszystko w sobie uruchamiamy, kiedy \"rozmawiamy\" z innymi.

Do zobaczenia na forum!

Żaneta
Odpowiedz
#11
Podzielam słowa Żanetki w całej rozciągłości, zakładając ten post, absolutnie nie chodziło mi o przymuszanie nikogo do pisania, dzięki temu, że się ujawniłam, weszłam na forum 28 czerwca dzień po moim poronieniu, 1 post napisałam 22 sierpnia .... jak widać upłynęło sporo czasu, bym miała odwagę napisać.

Forum spowodowało, że poznałam bliżej (przerzucając się na prywatne pisanie) kilka niezwykłych kobiet, z którymi mam kontakt do dziś - daje mi to dużo wsparcia i możliwości powiedzenia czegoś, z czym trudno czasem wystąpić na forum. I internecie spotkałam dziewczynę, która roniła w tym samym szpitalu co ja miesiąc przede mną .... ta wymiana doświadczeń i czasem zwykłe \"pogadanie\", spowodowało, że nie czuję się aż tak \"samotna\" ze swoją tęsknotą.

Dlatego też - widząc korzyści, które sama \"wyciągam\" z forum - a które jest przecież anonimowe - tak bardzo bym chciała by te , które na razie tylko czytają zaczęły pisać, jest to inne doświadczenie, ale nie chodzi przecież o to, żebyśmy sie prześcigały w tym, która napiszę więcej czy ładniej, ale o to, by móc wyrzucić z siebie swoje emocje, by czasem napisać, jest mi źle, czasem, jest mi dobrze, poronienie sprawiło, że jesteśmy wszystkie połączone niewidzialną nicią współodczuwania i co dzień patrząc w niebo proszę Dobrego Boga o siłę, dla tych wszystkich osieroconych mam, które jak ja czują się bezradne w obliczu takiego cierpienia.

Dziś dokładnie dziś - mija 10 miesięcy i jestem tego pewna, gdyby dziewczyny min. Monika (wuchowa) i Żaneta, nie wpadły na pomysł stworzenia tego forum, to aż nie potrfaię sobie wyobrazić siebie bez możliwości porozmawiania o śmierci mojego dziecka ....

Kobietki - czekam na wasze słowa .... bardzo ...
Odpowiedz
#12
Masz rację aguś!!! ja też postaram sie wiecej pisać, bo to faktycznie pomaga...dziękuję wam wszystkim...
Odpowiedz
#13
Aga chciałam Ci napisać, że przeczytałam to co napisałaś rano... Nie mogłam o tym nie myśleć. U Ciebie mija właśnie dziś 10 miesięcy, u mnie 2 tygodnie...Byłam wieczorem w Kościele aby pomodlić się za nasze Aniołki i nie tylko nasze, za wszystkie... Pamiętam jak po zabiegu szukałam kontaktu z kimś, kto mnie zrozumie, kto pocieszy i nie powie żebym nie robiła z tego tragedii...I znalazłam, znalazłam właśnie tu a może \"aż\" tu, bo to chyba tylko Wy potrafiłyście mnie zrozumieć i mi pomóc...Moje otoczenie chyba nie chciało tego zrobić ( może nie potrafiło ). Bardzo chciałabym Wam za wszystko podziękować, za stronkę, za ciepłe powitanie, za pocieszenie, za dobre rady. Nie wiem jak to by było gdyby nie Wy. Nie napiszę, że teraz jest łatwo ale napewno łatwiej...Mam takie marzenie, żeby napisać kiedyś do tematu \"znów jestem w ciąży....\" i opisywać Wam jak zdrowo rozwija się moje maleństwo. Narazie nie pozostaje mi nic innego jak wspierać i szukać wsparcia u Was...Nawiązując do tematu, to również minęło mi kilka dni na czytaniu, zanim sama skleiłam swoje rozdarte uczucia w całość i napisałam do Was... Dziękuję z całego serca. Pozdrawiam Was wszystkie i te cierpiące i te, które z radością oczekujecie swoich pociech. Trzymajcie się cieplutko.
Odpowiedz
#14
Wyciągnę wątek, żeby pojawiał się bliżej aktualnych. Może wśród gości na forum znajdzie się jeszcze ktoś, kogo zachęta Agi przekona.

Sedecznie wszystkich pozdrawiam,

Zaneta
Odpowiedz
#15
Dziewczyny - te czytające zapraszam do pisania, piszcie, jesteście anonimowe, nikt Was tu nie \"rozpozna\" jeżeli tego się obawiacie, a wiem, że każda z Was jak i ja kiedyś potrzebuje werbalizacji uczuć, zwłaszcza, gdy najbliżsi nie pamiętają.
Odpowiedz
#16
Macie rację.. dużo jest tylko czytających i ja do nich należałam. Wpisywałam sie w styczniu i od tej pory zaglądam tu bardzo często.. czytam. Teraz czuje że bede częsciej pisać, opowiadac o swoim bólu a także wspierać inne, osierocone mamy.. Wczoraj- 3 maja minął rok od tego strasznego dnia w którym z krwawieniem pojechałam na pogotowie. Wiedziałam juz co to znaczy.. a tego dnia tak dobrze sie czułam, żadnych bóli, przed południem miałam sie połozyc bo leciutko słabo mi sie zrobiło ale to przeciez normalne w ciąży.. wczesniej chciałam wejśc tylko do toalety.. a tam mój swiat się zatrzymał w miejscu.. nieprzytomnośc, przerazenie, ból.. Dziś miałby 4 miesiące, miała- bo czuje że to była dziewczynka :\'( Kochane dziękuje za to forum! Tu odnalazłam wsparcie którego brak mi w otoczeniu. Przytulam Was wszystkie! Duzo siły. To światełko dla Aniołków (*)

Iza
Odpowiedz
#17
izi

mój świat zatrzymał sie troszke później ....

ale wiem jak trudne to nawet dzisiaj.....

Miło mi, że postanowiłaś napisać. Pisz ... takich osieroconych mam jak my po kilku miesiącach od straty, po roku - jest wiele i musimy pomóc sobie nawzajem w odbudowaniu zburzonego świata.
Odpowiedz
#18
Witam,

Ja od pierwszych problemów w pierwszej ciąży, byłam czytającą. Wtedy jeszcze tej strony i forum nie było. Pamiętam jak bałam się czy podawane leki na podtrzymanie nie zaszkodzą mojemu dziecku. Uspokajając siebie i męża, oglądałam zdjęcia dzieci urodzonych z ciąż z turinalem. Mojej ciąży jednak ten lek ani nie pomógł ani nie zaszkodził...

Na bocianowym forum zalegalizowałam się blisko rok po pierwszej stracie, wkrótce po drugiej... Ale nie przepadałam za pisaniem, generalnie nie lubię/potrafię mówić o uczuciach. Wolałam pełnić rolę informacyjną o badaniach czy poradniach. A wiedzy trochę mam, ...niestety również praktycznej.

Na stałe zostałam tutaj... i piszę...

Kilka dni temu, natknęłam się na zdjęcia dziecka dziewczyny z bociana, której po drugim poronieniu doradzałam wybór poradni genetycznej... Ucieszyłam się, że jej się udało, i... głupio się przyznać poczułam lekkie ukłucie w sercu... a ja...? czy mi się kiedyś uda...? czy o tym napiszę...?

Piszcie... i czytajcie... Nie jesteście same!
Monika
Odpowiedz
#19
Izi,

To ogromna tragedia, że odeszło Twoje dziecko... Współczuję Ci serdecznie... Ale cieszę się, że w tym całym nieszczęściu trafiłaś do nas. Mam nadzieję, że nie tylko pisanie Ci pomoże. Widzę, że wiele kobiet, które się tu wypowiadają, cieszy się tym, że przez taką \"rozmowę\" stają się częścią grupy, która je tak dobrze rozumie, i dla której ich dzieci są ważne. Tyle razy wchodziłam na wątek, gdzie parę kobietek tak często wymienia wiadomości, że można już powiedzieć, że się zaprzyjaźniły wirtualnie Big Grin , i tak często czytam \"Cieszę się, że Was mam\"! Bo jednak robi się człowiekowi raźniej, jak poczuje, jaki tłumek stoi za jego plecami, kiedy idzie zmagać się codziennie z życiem.

Serdecznie Cię pozdrawiam!

Żaneta
Odpowiedz
#20
Moniko-Magicu,

A w Twoim przypadku cieszę się szczególnie, że jesteś tu i swoją nadzieją wspierasz innych. Wiem, ż jest ciężko, ale tym większa Twoja zasługa!

Bardzo serdeczne pozdrowienia - tym razem szczególnie dla Ciebie!

Ż.
Odpowiedz
#21
Emily_r - dziękuję Big Grin ,

Tak sobie często myślę, że w ciągu tych ostatnich smutnych i ciężkich dla mnie lat (już lat...) coś dobrego mi się też wydarzyło... Spotkałam ludzi... Wy - koleżanki z forum i... lekarze, zrobiłyście(liście) i robicie dla mnie dużo. Dzięki za maile, sms-y i zawsze dobre słowo Big Grin .

Pozdrawiam cały \"tłumek stojący za moimi plecami\" :mrgreen:,
Monika
Odpowiedz
#22
Czy warto pisać? Ja tego nie wiem. Ciągle nie wiem. Choć coś mnie znów tu przyganło. I znów piszę, choć pomiędzy ostatnim (a raczej przedostatnim) moim pisaniem a tym minęło sporo czasu. W tym czasie wolałam dochodzić do siebie poza forum. Czy to źle...? [pytanie retoryczne, więc nie oczekuję odpowiedzi]
Pisała do mnie dziewczyna, która przeczytała moją historię na stronie. Prosiła o podanie moich danych, bo w tym samym szpitalu, w którym ja urodziałm Edytkę, miała kłopoty biurokratyczne. Podałam, choć miałam wątpliwości, czy mi to nie zaszkodzi. Nie tyle teraz ile w przyszłości. Ale pomyślałam sobie: jejku, przecież gdybym ja była na jej miejscu, a ona na moim, to w obliczu tragegii taka pomoc (podanie nazwika, które można wykorzystać jako argument) byłaby bezcenna. Podałam. Prosiłam - napisz jak sprawy się toczą, bo się martwię. Cisza. Przykro mi. Ale kogo to obchodzi, że mi przykro?
Nie coś mnie tu przyganało. Nie zaglądałabym tu, gdyby nie tamtem mail.
Wczoraj rysowałam dla kamieniarza wygląd nagrobka dla Edytki. Upiłam się przy tym, bo na trzeźwo nie dałam rady tego rozrysować. Dziś nie poszałm na spotkanie z kamieniarzem. Zabrakło mi sił. Poszedł mąż. Mówił, że kamieniarz podziwił ten rysunek... że taki dokładny, z wymiarami, nie budzący żadnych wątpliwości, że słowa takie po raz pierwszy spotyka. Ale kogo to obchodzi jakie słowa z serca wyrwałam by je wyryć w kamieniu dla mojej córeczki?
Już żałuję, że to piszę, że tu jestem. Nic to. Nie wykasuję. Widać te słowa teraz domagają się werbalizacji...
Odpowiedz
#23
Cytat:[autor cytatu=Wiol_Ka]

Pisała do mnie dziewczyna, która przeczytała moją historię na stronie. Prosiła o podanie moich danych, bo w tym samym szpitalu, w którym ja urodziałm Edytkę, miała kłopoty biurokratyczne. Podałam, choć miałam wątpliwości, czy mi to nie zaszkodzi. Nie tyle teraz ile w przyszłości. Ale pomyślałam sobie: jejku, przecież gdybym ja była na jej miejscu, a ona na moim, to w obliczu tragegii taka pomoc (podanie nazwika, które można wykorzystać jako argument) byłaby bezcenna. Podałam. Prosiłam - napisz jak sprawy się toczą, bo się martwię. Cisza. Przykro mi. Ale kogo to obchodzi, że mi przykro?

Wiol_ka

mnie obchodzi... Prosze, niech Ci nie bedzie przykro. Czesto spojrzenie z innej perspektywy pozwala zobaczyc cos wiecej.

Ta dziewczyna wciaz walczy ze szpitalem, tzn. teraz jest cisza, bo szpital nie odpisal, byl dlugi weekend, na razie dala (dalysmy, bo razem te sprawe ciagniemy) czas szpitalowi, nie wiem, ile, tydzien, dwa, miesiac...
Prawda jest taka, ze kazdy list \"w sprawie\" to jeden wielki bol, bo nie powinno byc zadnego...

Pierwsza odpowiedz przyszla od razu po kilku godzinach, jeszcze w niedziele, lekarz (???) odpisal, ze nie widzi sensu dalszej korespondencji. I odeslal do sadu, niech oni wydadza decyzje. Nie ustosunkowal sie do zadnego z argumetnu, nawet do tego, ze w tym szpitalu pani X. byla w tej samej sytuacji i wszystkie dokumenty otrzymala... Nie napisal nic nt. tego, ze w innych szpitalach, inni rodzice (tu cala lista z przykladami ze strony)... Ona po tej odpowiedzi zrezygnowala z dalszej walki. Czy moze prawie zrezygnowala, bo podjela ja na nowo - list do dyrektora, list do rady spolecznej szpitala, list do ministerstwa, odpowiedz od tych ostatnich z potwierdzeniem, ze to ona ma racje.

Wciaz czekamy na final... na odpowiedz ze szpitala... Ta dziewczyna nie tylko \"miala klopoty biurokratyczne\", nadal ma...
Wciaz jej pisze: wygrasz, to Ci obiecuje, prawo jest po Twojej stronie.
Tylko nie wiem, jak dlugo ta walka potrwa, nie wiem, skad na nia sily brac... Gdyby pisala o tym na forum, odezwaloby sie wiecej osob po takich przejsciach oferujac pomoc.

Chcialabym Ci goraco podziekowac za to, ze podalas swoje namiary. Wielu rodzicow, ktorzy przeszli przez \"meke\" biurokratyczna mowilo, ze moze innym bedzie latwiej, a do mnie dociera z cala moca, ze takich historii musi sie zdarzyc wiele, zeby do lekarzy dotarlo, ze dziecko jest rodzicow, nie ich i ze jesli ktos chce pochowac, zarejestrowac maluszka to ma do tego prawo i nikt nie moze w tym przeszkadzac, tylko udzielic wszelkiej pomocy.

Wiolu - mialas w calej tragedii szczescie w sprawach biurowych - nie wiem, dlaczego tak sie potoczylo, dostalas wszystko od razu, nie musialas sie wyklocac o nic. Dzieki temu tez Twoja historia moze pomoc innym.

Wiol_ka - pisz, to pomaga... w kazdym z nas jest tyle bolu, zalu, ktory trzeba przezyc, przerobic... odrobic jak lekcje, z ktorej nie mozna uciec...
Te gorsze dni przychodza. Gdybym mogla cos dla Ciebie zrobic, to tu jestem...

Monika
Odpowiedz
#24
Nie wiem, nie rozumiem dlaczego nam zostało oszczędzone biurokratyczne zamieszanie. Bez żadnego problemu otzrymaliśmy wszystkie niezbędne dokumenty.
Nie wiem, nie rozumiem dlaczego inni w tym samym szpitalu w analogicznej sytuacji muszą walczyć i cierpieć tak mocno.
Ona walczy. Dobrze, że Ciebie ma Moniko. Dziękuję.
I przepraszam.
W taki dziwny sposób odrabiam swoje lekcje...
Odpowiedz
#25
Wiol_ka
nadal czekam na odpowiedz i chyba dobrze, ze nie otrzymalam jej tym razem natychmiast jak w przypadku pierwszych korespondencji poniewaz wszystkie byly negatywne. Tylko dzieki Monice (wuchowa) zostaly wyslane kolejne pisma. Sama nie podjelabym sie tej walki, za bardzo boli, czuje sie oszukana przez szpital! Nikt nie informuje pacjentek o ich prawach, trzeba o nie walczyc, to smutne. Pierwsze pismo wyslalam 28 marca, dzisiaj mamy 11 maja, zaraz beda 2 m-ce.
Wiol_ka, nie podalam Twoich danych, tylko zalaczylam list z forum z notatka, ze w razie potrzeby podam Twoje imie i nazwisko.
Dziekuje, ze odpisalas na mojego maila!

Moniko BARDZO CI DZIEKUJE!!!!!! wiesz, ze gdyby nie Ty nie walczylabym dalej.

Na pewno dowiecie sie jak otrzymam odpowiedz. Obiecuje, ze przekaze cala korespondencje Monice.

Pozdrawiam i sciskam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości