czas
#1
Przy pierwszym poronieniu, gdy wrocilismy z diagnoza ze szpitala, z izby przyjec, ukleklismy razem do modlitwy dziekujac Bogu za to male zycie, ktore tak szybko sie skonczylo. Bylo nam bardzo smutno. Jeszcze cala rzeczywistosc \"zycia po\" nie docierala do nas.

Przy drugim slowo \"dziekuje\" wypowiedzialam po 6 tygodniach. Wczesniej nie przechodzilo mi przez gardlo.

Do jakiejs \"normalnosci\" dochodzilam duzo dluzej. Poronienia zostawily taki slad, ze juz nic nie jest takie samo, jak przedtem. Potrafie juz dziekowac za dzieci, za to, ze byly choc tylko te kilka tygodni tutaj z nami, bez zalu ogarniajacego serce... ale te pierwsze tygodnie jesli idzie o modlitwe wygladaly b. roznie.

Co zrobic, gdy nie chcemy, nie potrafimy sie modlic po poronieniu? I to nie chodzi o zal do Pana Boga... \"na zlosc\" Jemu... po prostu \"samo sie\" rozlazi...
zmuszac sie? czekac az ochota sama przyjdzie? jak bylo/jest u Was? Ile czasu zajelo Wam podziekowanie Bogu za dar dziecka - trudny dar, ale jednak...

monika
Odpowiedz
#2
Moniko, Kochanie...
Bardzo sobie cenie to wszystko co piszesz w tym dziale...

Dzieki temu co napisalas teraz, zrozumialam, ze ja nie pomyslalam nawet o tym by podziekowac Bogu za dziecko...
Moge sie usprawiedliwic, ze okolicznosci tragniczne itd... ale nie chce...
niby taka wierzaca jestem, a taka glupia jednak...

Dziekuje Ci za to co napisalas... nie wiem czy jestem gotowa na to by dziekowac, ale to bedzie nurtowalo moje serce...

Sciskam Cie cieplo... Do zobaczenia o ile sie uda w sobote

Eska
Odpowiedz
#3
Moniko mi jest bardzo trudno po poronieniu zbliżyć sie do Boga. Wcześniej moja wiara była mocna.......kościół, msze, pielgrzymki były dla mnie czymś waznym. Chce bardzo aby znowu tak było........ale jest inaczej.
Nie potrafię się przełamać. Tłumacze sobie,ze nie mogę mieć żalu do Boga, ale w głebi serca jest inaczej. Teraz boje się najbardziej tego,ze długo trwać bedzie mój powrót do tego kim byłam kiedyś. Tyle ostatni nie miłych rzeczy spotkało mnie na tym świecie,ze jestem już innym człowiekiem. dziekuję tylko,ze mam bliskich
Odpowiedz
#4
Kochane Mamusie, Panu Bogu możemy i powinniśmy powierzać to, co aktualnie jest w naszym sercu. Do niczego nie powinniśmy się zmuszać. Słowa Jezusa na krzyżu: \"Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?\" płynęły prosto z serca i my mamy do takich słów prawo. Żałoba to normalny i potrzebny etap. To jest niesamowite, że przed Panem Bogiem nie musimy sie zgrywać ani udawać jak przed sekretarzem partii. Jemu możemy nawet powiedzieć, ze nie potrfimy się modlić lub, że nie mamy na to ochoty i nawet to może być naszą piękną modlitwą.
Tak przy okazji, to jesteście bardzo kochane! Naprawdę dobrzy z Was ludzie, tacy prawdziwi i szczerzy, bez cienia udawania czy niepotrzebnej dewocji. Wspieram modlitwą i z serca pozdrawiam o.M.
Odpowiedz
#5
Tak się złożyło, że w szpitalu w kilka godzin po zabiegu szpitalny kapelan przyszedł na oddział i rozdawał komunię św. To przypadkowe przyjęcie Jezusa w tych najcięższych chwilach jakoś mnie pokrzepiło, moje myśli pobiegły pod krzyż. W sercu był ból i żal, ale jednocześnie świtała mi taka myśl, że Bóg cierpiał na krzyżu nieporównywalnie bardziej i że na pewno ulgę może mi przynieść ofiarowanie Jemu mojego cierpienia.
Nie muszę nikomu z Was tłumaczyć, jak ciężko było mi w pierwszych dniach po stracie. Codziennie rano razem z mężem, trzymając się za ręce, modliliśmy się o to, by Bóg dał nam siłę na przeżycie kolejnego dnia, wieczorem - o spokojny sen. Modliłam się też tekstem \"Modlitwy matki...\" z działu teologia; nie szukałam jakichś specjalnych słów, po prostu prosiłam Boga, by przyjął wszystko to co jest w moim sercu, smutek, ból, tęsknotę i by przemieniał to w dobro...

Podziękowanie za dar życia naszego dziecka przyszło dużo, dużo później... Ale wiem, że na pewno powinniśmy dziękować, gdyż przez to, że nasze dzieci zaistniały na tym świecie, mogły się narodzić do życia wiecznego; dołączymy do nich kiedyś, i może łatwiej nam będzie umierać ze świadomością, że ktoś tam na nas czeka...

Z pozdrowieniami i modlitwą
Krystyna
Odpowiedz
#6
Chrześcijaństwo bez wiary w zmartwychwstanie nie miałoby sensu.To zmartwychwstanie przywraca sens, utracony przez doświadczenie śmierci. Pamiętajmy o tym zwłaszcza w tym wielkanocnym czasie
Z pamięcią modlitewną o.Marcin
Odpowiedz
#7
Moniko,

Nadal mało czasu mogę poświęcić na obecność na forum, więc dopiero teraz dotarłam do Twojego posta...

Nie pamiętam, kiedy... Pamiętam tylko, że kiedy byłam jeszcze w ciąży z Adasiem, pamiętając o Krusznce, często \"ofiarowałam\" Bogu dziecko, które jeszcze się nie urodziło, i prosiłam o opiekę nad nim niezależnie od tego, co się stanie. To w ciąży z Anią zaczęłam dodatkowo dziękować za każdy dzień, kiedy z nami jeszcze była... Szkoda, że było ich tak mało... :\'(
Odpowiedz
#8
ja poroniłam dwa razy pierwsza ciąża w 9tc druga w 21 tc przy pierwszym poronieniu oddaliłam się od Boga miałam żal drugia strata bardzo zblizyła mnie do Boga zawsze byłam osobą wierzącą ale teraz wierze całym sercem tak naprawdę, tak jak nigdy Bóg dał mi wiarę w lepsze jutro i nadzieję na lepsze życie
Odpowiedz
#9
Gdy miało się urodzić nasze pierwsze dziecko, właściwie czekaliśmy na pierwsze skurcze, a termin porodu się oddalał, jakoś tak wiele spraw się pokomplikowało, spadło nam na głowę więcej problemów. I wtedy pamiętam jak wykrzyczałam Panu Bogu: czy Ty tam na górze zasnąłeś? Aga urodziła się z małymi problemami, ale zdrowa, jest cudownym dzieckiem. Gdy doszłam do siebie po porodzie to pomyślałam, że może to była taka próba, egzamin z zaufania, jakiego ja nie zdałam. Dziś nie myślę, że to był egzamin, ale wtedy tak mi się wydawało. Pomyślałam więc- następnym razem będę bardziej ufać…następny raz przyszedł w grudniu zeszłego roku. Przez 8 tygodni ciąży powtarzałam za Papieżem nie lękaj się, nie lękaj się Pan Bóg się Wami opiekuje…nie lękaj się.
gdy leżałam na sali po zabiegu pomyślałam Bóg mi daje – Bóg odbiera- taka chciałam być dzielna. Nie chciałam narzekać, chciałam „pokazać”, że ufam…ale nie potrafiłam, więc przestałam z Panem Bogiem rozmawiać. Przyszły Święta- koszmar dla każdych rodziców, którym umarło dziecko- poszłam do spowiedzi, chodziłam do Komunii, chciałam być dzielna, ale nie umiałam być szczera. Aż pewnego dnia pomyślałam, że to bez sensu- Pan Bóg mnie zna, widzi moje serce, wie, że mam do Niego ogromny żal. I postanowiłam, że Mu powiem o tym wszystkim. I płakałam w głos, mówiłam, że sama sobie nie poradzę, że jestem zła…nie przyniosło to ulgi od razu, ale poczułam się lepiej- poczułam się sobą. Poczułam, że On mnie nie osądza. Aż przyszedł dzień, gdy dotknęłam dna, zobaczyłam ciemność, jakiej nic nie potrafiło rozjaśnić- poszłam do kościoła i powiedziałam, że już nie potrafię, nie umiem żyć i poprosiłam Pana Boga, aby albo pomógł mi, dodał sił, abym mogła żyć dla mojego męża, córeczki, dla siebie, albo niech mnie zabierze do Pawełka…chyba „wybrał” to pierwsze, bo od jakiegoś czasu jest lepiej…
Trudno się modlić, trudno dziękować, gdy serce rozpada się na kawałki, ale ja wiem, że bez Pana Boga nie miałabym sił, aby zaczynać każdy dzień…
To forum pomogło mi zrozumieć, że Pan Bóg płacze razem ze mną, że też jest Mu przykro, że Pawełka nie ma tu na ziemi
Odpowiedz
#10
Wiele nam o Bogu naopowiadano, ale prawdziwie opowiedział o Nim swoim życiem tylko Jezus. Uczmy się od Niego prawdziwego obrazu Boga.
\"I nazwą Go imieniem Emmanuel, to znaczy Bóg z nami\" - Bóg po naszej stronie
Z modlitwą
o. Marcin
Odpowiedz
#11
Kiedyś, kiedyś w trakcie modlitwy podziękowałam Bogu za wszystko, co mnie jeszcze w życiu spotka, bo nadejdą dni, gdy nie będę miała na to siły. Nie wiem, skąd mi to wtedy przyszło, ale dobrze, że przyszło. Już były i na pewno jeszcze będą. Nie tylko, że nie mam siły dziękować, ale w ogóle się modlić.
Odpowiedz
#12
Zaiso kochana, milczenie i brak tradycyjnej modlitwy mogą być przepiękną modlitwą. Bóg to rozumie, bo tylko On zna nasze serce. Wspieram i ogariam sercem.
\"Módl się jak potrafisz, nie próbuj się modlić tak jak nie potrafisz\"
Odpowiedz
#13
Cytat:Podziękowanie za dar życia naszego dziecka przyszło dużo, dużo później... Ale wiem, że na pewno powinniśmy dziękować, gdyż przez to, że nasze dzieci zaistniały na tym świecie, mogły się narodzić do życia wiecznego; dołączymy do nich kiedyś, i może łatwiej nam będzie umierać ze świadomością, że ktoś tam na nas czeka...

ach, tyle sie modle a nawet nie podziekowalam za szczescie noszenia pod sercem moich dzieci, dziekuje bardzo bardzo dziekuje ze otworzylyscie mi oczy na prawde, pokaze mezowi te posty On chyba tez modli sie tylko o to zebysmy przestali cierpiec
Odpowiedz
#14
Ja jestem w stanie i byłam dziękować Bogu za dziecko od razu... nie potrafię podziekować, że trwało tak krótko...
Odpowiedz
#15
Inko pragnienie nieśmiertelności i niezgoda na rozłąkę są wpisane w naszą naturę. Śmierć jest wbrew naturze, dlatego trudno za nią dziękować. Dziękujmy za to, że Dzieci zaistniały, za cud stworzenia. Nigdy bowiem już nie przestaną istnieć. Są w sercu Boga, a Jego miłość jest silniejsza niż śmierć.
Z serca
o.Marcin
Odpowiedz
#16
kiedy byłam w ciąży z moim maleństwem pewnej nocy jakieś kilka dni przed tym jak dowiedzialam się że maleństwu przestalo bić serduszko obudzila mnie straszna myśl że kiedy moje dziecko umrze to ja nie będę wiedziała kiedy. ogarnęło mnie silne przeczucie wtedy niczym nieuzasadnione bo przez cały okres kiedy bylam w ciązy czołam się dobrze coś kazało mi je jak najszybciej ochrzcić to oczywiśćie nie był chrzest z wody działo się to w 18 tyg ciąży ale wypowiedzialam słowa które zazwyczaj wypowiada się przy chrzcie i nadałam memu dziecku imię.kiedy po kilku dniach poszlam na rutynową kontrol do lekarza dowiedziałam się że moje maleństwo zmarło. Confusedhock:
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości