Szukam sensu życia
#1
Na wstępie witam wszystkich użytkowników.
Postanowiłam poszukać wsparcia w innych osobach które tak jak ja straciły dziecko/dzieci ponieważ nie wiem już jak sobie z tym poradzić i nie mam z kim porozmawiać.

W lipcu 2020 dowiedziałam się, że jestem w ciąży, była to ciąża upragniona która symbolizowałaby kolejny etap w moim życiu. Ginekolog jeszcze nic nie widział ale stwierdził, że to wczesna ciąża więc na spokojnie mogę przyjść na wizytę za 2 tygodnie. Pisząc te słowa płaczę ale te niecałe dwa tygodnie były najpiękniejsze, wszystkie objawy ciąży były czymś niesamowitym. Dzień przed kolejną wizyt, coś mi mówiło, że coś jest nie tak. Nagle poczułam się tak jakbym nie była w ciąży. W dzień wizyty bardzo bolały mnie plecy, jeszcze stałam w kolejce do ginekologa i bardzo bolało. Ginekolog powiedział, że niestety ale nie jestem już w ciąży i prawdopodobnie była to ciąża biochemiczna. Mimo wszystko ból serca był nie do wytrzymania a to wszystko w rocznice ślubu.
Po miesiącu poszłam do innego ginekologa, który stwierdził, że to było poronienie i macica się nie oczyściła. Zostałam skierowania na zabieg usunięcia resztek po poronieniu (histeroskopia). Kolejny niesamowity stres. Resztki (okropna nazwa) zostały usunięte jednak były na tyle małe, że nie zostały wysłane do badań.
Po 1 miesiącu od zabiegu a 4 od poronienia, gdy moja żałoba już malała poszłam na wizytę kontrolną i Pani ginekolog zachęciła aby jeszcze podczas tej owulacji starać się o dziecko bo dużo jej pacjentek po takim zabiegu miało dzidziusia. Udało się, udało się, nie wierzyłam w to jakie mam szczęście, mimo, że jestem pesymistką powiedziałam do męża, "Wszystko będzie dobrze, ja to czuję.".... Nie było.
Na wizycie u lekarza okazało się, że to ciąża pozamaciczna, 23 grudnia trafiłam do szpitala, ba dopiero trzeci szpital mnie przyjął bo nikt nie potrafił zlokalizować gdzie ta ciąża jest ale każdy powtarzał, że mogę umrzeć. W szpitalu tylko płakałam i leżałam, wigilię spędziłam z dala od rodziny, przez covid nikt nie mógł mnie odwiedzić. Byłam zupełnie sama, przestraszona, zrozpaczona, że straciłam moją kolejną fasolkę, bałam się, że umrę. 25 grudnia dyżur miał wspaniały lekarz który namówił mnie na laparoskopię bo powiedział, że trzeba tej ciąży poszukać. Została zlokalizowana w prawym jajowodzie. Wiecie co mi lekarze odpowiadają jak się pytam co było przyczyną moich strat "Tak bywa."
Po miesiącu od zabiegu wróciłam do mojej ginekolog na kontrole, powiedziała mi że jeżeli nastepna ciąża będzie z tego prawego jajnika to prawdopodobnie dojdzie do kolejnej pozamacicznej i będą musieli mi usunąć prawy jajowód wraz z jajnikiem i żebym przyszła jak będę gotowa na takie poświecenie.
Świat mi się zawalił. Nie wiem jak mam być gotowa w razie czego na przeżywanie tego wszystkiego od nowa, przecież na to nie da się przygotować.
Na domiar wszystkiego pracuję z ludźmi, przez 6 lat nie miałam pracownic w ciąży, teraz miałam aż 3, moja koleżanka jest w ciąży a druga urodziła miesiąc temu a ja nie mam odwagi się z nimi spotkać. Boje się, że wpadnę w histerię.
Chodzę do terapeuty ale jak wcześniej to mi pomagało tak po grudniowych wydarzeniach nic mi nie pomaga a mamy już koniec maja. Nie umiem się cieszyć życiem a bardzo się staram. Codziennie wałkuje sytuacje ze szpitala, codziennie zadaje bezsensowne pytanie "dlaczego?".
Jeżeli któraś/któryś z Was to czyta to dziękuję bo codziennie wieczorem wyobrażam sobie sytuację w której komuś opowiadam o tym co przeżyłam i może odnajdę w tym ulgę.
Dobrej nocy, Natalia.
Odpowiedz
#2
Natalio, bardzo mi przykro z powodu straty Twoich dzieci, i jeszcze w tak krótkim czasie. Mogę napisać, że doskonale Cię rozumiem, bo moja histria jest podobna do Twojej. Pierwsze dziecko straciłam w wyniku samoistnego poronienia, a druga ciąża była pozamaciczna i również trudna do zlokalizowania, więc pierwszy szpital też nie był mi w stanie pomóc. Dobrze że trafiłaś do miejsca, gdzie ktoś potrafił podjąć decyzję, bo życie w tym zawieszeniu jest trudne do wytrzymania. U mnie obyło się bez laparoskopii, dostałam Metotreksat na wchłonięcie się ciąży. Ostatecznie okazało się, że ciąża tak jak u Ciebie ulokowała się po prawej stronie. 

Lekarz, który powiedział Ci, że następna ciąża może również być pozamaciczna, ma poniekąd rację, ale nie do końca, bo są pewne rozwiązania, które pomogą ogarnąć ten problem. Przede wszystkim należałoby sprawdzić drożność jajowodów. Ja trafiłam do świetnego lekarza naprotechnologa dr Piotra Gratkowskiego z Gorzowa Wlkp., który pomógł wielu kobietom z podobnymi problemami. W internecie można znaleźć namiar na niego, przyjmuje prywatnie, ale potem leczenie odbywa się w szpitalu na nfz. Kiedy byłam u niego, powiedział, że mam nie panikować i że napierw trzeba to sprawdzić. Jeśli okaże się w Twoim przypadku, że jednak ten jajowód jest niedrożny, to wspomniany lekarz zajmuje się rekonstrukcją jajowodów, więc szansa nadal jest. Poza tym nasz organizm to nie jest totalna loteria, bo przed owulacją, jeśli udasz się do ginekologa, to powie Ci, z którego jajnika będzie owulacja. Teoretycznie owulacje są naprzemiennie, ale natura lubi zaskakiwać, więc jeśli nie chciałabyś sprawdzać tej drożności, no to jest to jakiś sposób, by starać się o dzieciątko, gdy owulacja jest z lewej strony. U mnie było tak, że gdy miałam owulację z prawej strony, to bolał mnie ten jajnik, co wcześniej w ogóle mi się nie zdarzało. Przydałoby się jednak wiedzieć, czy z lewej strony jest wszystko dobrze. Może jeszcze tutaj dziewczyny podpowiedzą inne rozwiązania, ale gdybyś miała jeszcze jakieś pytania - pisz. 

Nie wiem, jaką masz osobowość, ale być może ta możliwość podjęcia kroków, zadziałania, choć trochę Ci pomoże, zajmie myśli. Czasem się nie przejmuj, w niespełna pół roku straciłaś dwójkę dzieci, więc masz prawo być jeszcze w totalnej rozsypie. Daj sobie tyle czasu na pozbieranie się, ile potrzebujesz.
Odpowiedz
#3
Natalio, współczuję.
Zgadzam się z poprzedniczka odnośnie sprawdzenia najpierw drożności jajowodów.
Myślę, że to byłoby teraz najlepsze wyjście.

Nieważne w którym tygodniu zakończy się ciąża, ból jest ten sam. Wiem to po sobie.
Też miałam ciążę tzw biochemiczną.
Straciłam już 5 ciąż, z czego jedna była biochemiczna, 3 straciłam w 7 tygodniu, a jedna w 14 tygodniu.
Ból był za każdym razem ten sam.

Z tego co wiem po sobie i osobach z podobnymi przeżyciami to każda z nas przeżywa to inaczej i w innym czasie. Dlatego musisz dać sobie czas, tyle ile Ty go potrzebujesz.

Ja do tej pory mimo, że na codzień jest ok to nadal czasami zmagam się z dołkami, potrzebą rozmowy, czy wypłakania się. Co jakiś czas to wszystko do mnie wraca.

Może też warto wszystko co chciałabyś opowiedzieć spisać sobie na kartce papieru jakbyś miała napisać do kogoś list. Nie wiem jak innym ale mi to pomogło wyrzucić wszystko z siebie i poczułam wtedy tak, że nie mam już nic więcej do powiedzenia.
Ale nie komputer, nie klawiatura, tylko długopis i kartka papieru, tylko to dało mi takie rezultaty.

Ściskam Cię cieplutko.
Odpowiedz
#4
LittleKate dziękuję Ci za te słowa, podniosłaś mnie na duchu :* Wspominałam mojej ginekolog o drożności jajowodów jednak ona stwierdziła, że to nic nie da bo jej zdaniem ja mam przerwę w "rzęskach" które przesuwają jajeczko do macicy (to są jej słowa) i, że drożność jajowodów tego nie wykryje. Ogólnie planuje poszukać dobrego specjalisty który będzie trochę bardziej ludzki i jak trzeba będzie to mnie uspokoi zamiast milczeć jak obecna Pani ginekolog. Dodatkowo nie mogę zapomnieć jej słów zanim pojechałam do szpitala, powiedziała tak "Co roku mam pacjentkę z ciążą pozamaciczną na święta, mam nadzieje, że to nie bedzie Pani", opowiedziała to w taki sposób jakby to była jakaś anegdotka, historyjka która miała złagodzić sytuację. Ja wtedy wiedziałam, że to padnie na mnie.
Dziękuję Ci również za polecenie lekarza, mieszkam na śląsku blisko Katowic ale zawsze warto wiedzieć gdzie są dobrzy specjaliści.
PS. Mam tak samo jak Ty, od ciąży pozamacicznej czuję owulację i jest ona bolesna.
PS2. Słyszałam, że sprawdzanie drożności jajowodów jest bardzo bolesnym zabiegiem, obawiam się tego, możesz coś więcej opowiedzieć?
Odpowiedz
#5
Droga Selecjo, miałam okazję przeczytać kilka Twoich wypowiedzi i muszę na wstępie wspomnieć, że Twoja walka o dzieciątko i pokłady nadziei jakie w sobie posiadasz są godne podziwu. Sama z chęcią ukradłabym Ci troszkę tej nadziei. U mnie ona ledwo się tli. Robię wszystko jak z automatu jakby działam bo tak trzeba, chodzę do lekarzy (na razie dentysta, alergolog małymi kroczkami bo mam stracha przed innymi lekarzami, że znów mnie zamkną w szpitalu) i chodzę do lekarzy tylko z takim poczuciem obowiązku ale nie pokładam w tym wielkiej nadziei, że będzie ze mną lepiej. Na wizyty u terapeuty też już patrze pod takim kątem.
Dziękuję za podpowiedź z tym listem :* od siebie dodam, że lekką ulgę odczułam gdy zapaliłam znicz na grobie mojego dziadka ale przeznaczony dla moich maleństw i poprosiłam go, żeby opiekował się moimi dziećmi.
Buziaki
Odpowiedz
#6
Natalio, my tego Gorzowa nie mieliśmy blisko, jechaliśmy do niego 400 km, ale wiedzieliśmy, że warto. Wiem, że kobiety, którym ginekolodzy proponowali usuwanie jajowodów i nie dawali nadziei, on spokojnie ogarniał. Nie wiem, jak będzie w Twoim przypadku, ale podczas wizyty lekarz przeprowadza wywiad i bada, więc ma pojęcie, z jakim przypadkiem ma do czynienia. Drożność jajowodów można sprawdzić na dwa sposoby - poprzez podanie kontrastu, jest to nieco mniej wiarygodny obraz i ten zabieg podobno jest bolesny. Drugi to laparoskopia, daje dokładny ogląd sytuacji i na żywca tego nie robią. Laparoskopię już miałaś, więc wiesz, z czym będziesz miała do czynienia. W moim przypadku lekarz zalecił laparoskopię, żeby wiedzieć na pewno, na czym stoimy. Ostatecznie jej nie miałam, bo przez covid wstrzymano zabiegi planowe. Natomiast lekarz przyjmuje normalnie. 
Niestety ginekolodzy często są niezbyt empatyczni. Ja na miejscu na szczęście mam taką, która z każdą pacjentką jakoś przeżywa te straty i nie ma miejsca na żarciki czy tym podobne poprawianie atmosfery. Na miejscu przydałby ci się kompetentny i życzliwy lekarz, mam nadzieję, że uda Ci się takiego znaleźć.
Odpowiedz
#7
Natalio, bardzo mi przykro, ze Ciebie także spotkala tragedia. Wiem jak trudno sie pozbierać, kiedy nawet przyszlosc jest niepewna i nie wiadomo z czym sie jeszcze przyjdzie zmierzyć. Ja prawie stracilam macice, a przez chorobe z ktora sie bede mierzyc do konca zycia nie wiadomo czy mam szanse na dzieci, na normalne zycie.  
Kazdy dzien to walka, czesto niewidoczna dla otoczenia. Wiem jak trudne jest zmierzenie sie z tym co dzieje sie wokol - ciąże kolezanek, a takze to, ze swiat dalej zyje swoim tempem a nasz swiat sie zawalil, zatrzymal. Ale wiem jedno - jest o co walczyc i poki jest nadzieja, to w niej widze sens. Co nie oznacza, ze zawsze trzeba miec na to sile. Tutaj mozesz napisac o wszystkim, pamietaj o tym. Bardzo mocno Cie przytulam.
Odpowiedz
#8
(Thu, 20 Maja 2021, 18:21:53)LittleKate napisał(a): Natalio, my tego Gorzowa nie mieliśmy blisko, jechaliśmy do niego 400 km, ale wiedzieliśmy, że warto. Wiem, że kobiety, którym ginekolodzy proponowali usuwanie jajowodów i nie dawali nadziei, on spokojnie ogarniał. Nie wiem, jak będzie w Twoim przypadku, ale podczas wizyty lekarz przeprowadza wywiad i bada, więc ma pojęcie, z jakim przypadkiem ma do czynienia. Drożność jajowodów można sprawdzić na dwa sposoby - poprzez podanie kontrastu, jest to nieco mniej wiarygodny obraz i ten zabieg podobno jest bolesny. Drugi to laparoskopia, daje dokładny ogląd sytuacji i na żywca tego nie robią. Laparoskopię już miałaś, więc wiesz, z czym będziesz miała do czynienia. W moim przypadku lekarz zalecił laparoskopię, żeby wiedzieć na pewno, na czym stoimy. Ostatecznie jej nie miałam, bo przez covid wstrzymano zabiegi planowe. Natomiast lekarz przyjmuje normalnie. 
Niestety ginekolodzy często są niezbyt empatyczni. Ja na miejscu na szczęście mam taką, która z każdą pacjentką jakoś przeżywa te straty i nie ma miejsca na żarciki czy tym podobne poprawianie atmosfery. Na miejscu przydałby ci się kompetentny i życzliwy lekarz, mam nadzieję, że uda Ci się takiego znaleźć.

Kolejny raz muszę Ci podziękować bo to dla mnie wartościowe informację. Dobrze wiedzieć, że jest alternatywa do kontrastu i jestem na tym forum drugi dzień a stwierdzam, że to była dobra decyzja. Jak będziesz po zabiegu to daj znać bo chętnie się dowiem jak Twoje odczucia oraz rokowania.
Odpowiedz
#9
(Thu, 20 Maja 2021, 19:10:19)Jukka napisał(a): Natalio, bardzo mi przykro, ze Ciebie także spotkala tragedia. Wiem jak trudno sie pozbierać, kiedy nawet przyszlosc jest niepewna i nie wiadomo z czym sie jeszcze przyjdzie zmierzyć. Ja prawie stracilam macice, a przez chorobe z ktora sie bede mierzyc do konca zycia nie wiadomo czy mam szanse na dzieci, na normalne zycie.  
Kazdy dzien to walka, czesto niewidoczna dla otoczenia. Wiem jak trudne jest zmierzenie sie z tym co dzieje sie wokol - ciąże kolezanek, a takze to, ze swiat dalej zyje swoim tempem a nasz swiat sie zawalil, zatrzymal. Ale wiem jedno - jest o co walczyc i poki jest nadzieja, to w niej widze sens. Co nie oznacza, ze zawsze trzeba miec na to sile. Tutaj mozesz napisac o wszystkim, pamietaj o tym. Bardzo mocno Cie przytulam.

Kochana Jukko dziękuję, że zechciałaś poświęcić swój czas i napisać mi kilka słów, ja bardzo tego potrzebuję jednocześnie jest mi przykro czytając Twoją historię. Chociaż widzę, że trafiłam tu na kobiety niesamowicie silne i posiadające w sobie dużo nadziei której Wam zazdroszczę bo obecnie wszystko widzę w szarych barwach.
Tulę :*
Odpowiedz
#10
Natko bardzo mi przykro, że przeszłaś dwie straty w tak krótkim czasie. Przykro mi, że dodatkowo zmagasz się z lękiem przed kolejną ciążą ze względu na możliwe komplikacje.
Ja pół roku temu straciłam dwoje dzieci- bliźniaki. Pierwszego w 7 tyg, drugiego w 15 tyg. Po pierwszym szoku i całkowitym załamaniu skupiłam się na robieniu badań, rozpaczliwym szukaniu przyczyny- czemu tak się stało? Znalazłam kilka odchyleń od normy w badaniach i początkowo dało mi to spokój, ale potem niepewność wróciła. Dodatkowo także zaczęłam się martwić czy kiedykolwiek będę mogła jeszcze mieć dzieci bo wyniki były niepokojące. Podejrzewam, że stres i niepokój będzie mi towarzyszyć całą kolejną ciążę. Taki jest nasz los, mam Aniołków...
Czy myślałaś żeby w jakiś sposób uczcić pamięć po Twoich dzieciach? Psycholodzy mówią, że łatwiej jest pogodzić się ze stratą, przeżyć żałobę kiedy jest pogrzeb, grób. Ja nie pochowałam moich dzieci, ale chodzimy z mężem na opuszczone groby małych dzieci, stawiamy tam znicze. W wielu miastach są Groby Dzieci Utraconych gdzie można pójść. Jeśli nie chcesz tego może jakaś symboliczna pamiątka? Ja noszę naszyjnik który przypomina mi o moich dzieciach. Utrata dziecka jest bolesna niezależnie na którym etapie ciąży i masz prawo być smutna, zła. Masz prawo przeżywać śmierć swoich dzieci, nawet jeśli świat tego nie rozumie.
Jak nie masz ochoty spotykać się z koleżankami w ciąży/ z małymi dziećmi to tego nie rób. Nic na siłę. Daj sobie czas.

Co do funkcjonalności jajowodu po ciąży pozamacicznej słyszałam różne opinie. Jedni lekarze proponują oszczędzanie jajowodów inni mówią że lepiej mieć jeden sprawny jajowód i że to wcale nie przekreśla szansy na ciążę z drugiego jajnika. Tak jak mówi Twoja ginekolog przyczyną ciąży ektopowej nie zawsze są widoczne zwężenia czy zrosty, w środku jajowodu jest taki jakby labirynt z fałdów a nabłonek jest pokryty migawkami , które przesuwają plemniki i komórkę jajową czy zygotę i problem może być w ich ruchach, ale nie wiemy czy tak jest u Ciebie. Przede wszystkim warto żebyś miała lekarza któremu zaufasz, który Cię dobrze poprowadzi.

Pamiętaj, że na tym forum nie jesteś sama. Wszystkie mamy swoje historie, nosimy na plecach ciężkie krzyże. Możesz pisać o swoich emocjach niezależnie jakie by nie były.

Przytulam Cię mocno, (*) dla Twoich Aniołków.
Odpowiedz
#11
(Fri, 21 Maja 2021, 13:18:03)niezidentyfkowana napisał(a): [...]Przytulam Cię mocno, (*) dla Twoich Aniołków.

Witam Cię niezidentyfikowana, przykro czytać Twoją historię i przykro, że obie musimy się zmagać z takimi przeżyciami.
Początkowo pierwszą świeczkę zapaliłam na grobie mojego dziadka z prośbą aby opiekował się moimi dziećmi, następnie dowiedziałam się, że u mnie w mieście jest pomnik dzieci utraconych, poszliśmy tam z mężem bo liczyłam na to, że będzie to jakaś ulga, że będę miała miejsce do którego będę mogła przychodzić ale dostaliśmy małego szoku. Pomnik w moim mieście to 3 na 3 cegły, przykryte taką czarną szklaną płytką, całość była zasypana liśćmi i ogólnie był to smutny widok. Poczułam się zraniona tym widokiem, nawet na cmentarzu my mamy które utraciły wczesne ciąże jesteśmy inaczej traktowane. Już tak nie myślę ale w tamtym momencie tak się czułam i przepełniła mnie złość. Moja psycholog powiedziała, że można tą złośc wykorzystać w pożyteczny sposób i np zgłosić potrzebę takiego pomnika jako projekt obywatelski ale na razie czuję, że to ponad moje siły bo po wizycie nad tym grobem długo dochodziłam do siebie. Obecnie powrócę do palenia zniczy na grobie mojego dziadka. Ostatnio kupiłam pięknego aniołka którego postawię z okazji dnia matki.

Czy możesz mi zdradzić jak Ty sobie radzisz spotykając koleżanki z dziećmi lub w ciąży? (jeżeli masz takie sytuacje) Boję się, że stracę znajomych jeżeli nie będę się z nimi spotykać bo wszyscy mamy wspólne grono znajomych i ostatnio nawet nie poszłam na imprezę urodzinową innego kolegi bo wiedziałam, że ta koleżanka która jest w ciąży tam będzie. Część z tych znajomych nie ma pojęcia o mojej sytuacji więc wiadomo, że każdy by zagadywał tą koleżankę o ciążowe sprawy a ja musiałabym tego słuchać. Podczas takich sytuacji potrafię się zachować lub milczeć ale później. Cierpię po takich spotkaniach.

Jeżeli mogę jeszcze się wygadać to gdy spotykam kogoś znajomego który pyta "Co słychać?" Nie wiem czy kłamać i mówić wszystko ok czy mówić prawdę. To są sekundy gdy zawsze się zastanawiam jak odpowiedzieć na to pytanie ale moim zdaniem ten znajomy/znajoma chyba czują, że nie jestem szczera. Ale jak tak nad kawą czy piwem w miejscu publicznym opowiadać o takich sprawach? Szczerze mówiąc chciałabym, żeby o tym wiedzieli ale nie wiem jak o tym mówić.
Odpowiedz
#12
Natalio, pytanie co prawda nie bylo skierowane do mnie, ale ten problem tez mnie dotyczy, wiec sie podziele, moze jakos to pomoze. Moja najblizsza przyjaciolka zaszla w ciaze, kiedy ja stracilam, zaszla szybko i bezproblemowo. Za kilka miesiecy kolejna, tym razem bliska kolezanka zaszla w ciaze. Niedawno dowiedzialam sie o trzeciej osobie. Probowalam sie do pewnych rzeczy zmuszac - do pytania jak sie czuja, jak sie maja, oczywiscie na odleglosc i za kazdym razem to odchorowywalam. Balam sie, ze Je strace, ze nie dam im tego, co dostawalam od nich bedac w ciazy. Z przyjaciolka spotkalam sie raz, po 6 miesiacach od straty, ale wzielam na spotkanie siostre. Mimo wszystko, to  takze odchorowalam. Ostatnio mialysmy sie spotkac same, ale odwolalam w ostatniej chwili, to Jej koncowka ciazy i nie dalam rady tego udzwignac, samego nawet widoku. Powiedzialam Jej wprost dlaczego i w pelni to zrozumiala, wrecz napisala, ze zdziwiloby Ja, gdybym nie miala trudnych momentow, skojarzen i ze zaczeka ile bedzie trzeba. 
Mysle, ze po pierwsze do niczego sie nie mozna zmuszac - pozornie zadbamy o to, zeby nie wypasc z rytmu, nie stracic znajomosci, ale jakim kosztem? Po drugie Ci prawdziwi przyjaciele zrozumieja i zaczekaja ile trzeba. Ja stracilam a raczej pozegnalam sie ze znajomoscia z kilkoma osobami, bo oblicze mojej tragedii pokazalo mi tez ich prawdziwe twarze. U Ciebie jest tez ta kwestia, ze niektorzy nie wiedza - moze jesli nie chcesz albo nie umiesz o tym powiedziec, to daj im znac, ze jestes teraz w jednym z najtrudniejszych momentow w zyciu i bedziesz teraz mniej aktywna, ja tak w niektorych przypadkach mowilam.
 Świat sie nie zmienil, ale my sie zmienilysmy i mozemy albo probowac sie do niego dostosowac,  albo zawalczyc o to, zeby poukladac go na nowo, na wlasnych zasadach. 

Niezmiennie mocno przytulam.
Odpowiedz
#13
(Thu, 20 Maja 2021, 14:26:51)natka2021 napisał(a): Droga Selecjo, miałam okazję przeczytać kilka Twoich wypowiedzi i muszę na wstępie wspomnieć, że Twoja walka o dzieciątko i pokłady nadziei jakie w sobie posiadasz są godne podziwu. Sama z chęcią ukradłabym Ci troszkę tej nadziei. U mnie ona ledwo się tli. Robię wszystko jak z automatu jakby działam bo tak trzeba, chodzę do lekarzy (na razie dentysta, alergolog małymi kroczkami bo mam stracha przed innymi lekarzami, że znów mnie zamkną w szpitalu) i chodzę do lekarzy tylko z takim poczuciem obowiązku ale nie pokładam w tym wielkiej nadziei, że będzie ze mną lepiej. Na wizyty u terapeuty też już patrze pod takim kątem.
Dziękuję za podpowiedź z tym listem :* od siebie dodam, że lekką ulgę odczułam gdy zapaliłam znicz na grobie mojego dziadka ale przeznaczony dla moich maleństw i poprosiłam go, żeby opiekował się moimi dziećmi.
Buziaki

Nie wiedziałam że tak inni to widzą z boku
Chętnie dam Ci tyle nadzieji ile potrzebujesz.
Niestety to nie możliwe.
Znam to uczucie automatu w życiu.

U mnie jednak w pewnym momencie przyszedł czas nad tym co dalej. Mogłabym płakać i użalać się nad sobą, ale nic by mi to nie dało.
Mogłabym pomyśleć o adopcji, ale to także wiele ciężkich przepraw. Mogłabym pomyśleć o tym, żeby dać sobie spokój z chęcią własnej ciąży i dziecka. Ale nie jestem na to jeszcze gotowa. I co mi pozostało, jedynie nadzieja i walka. Lekarze nie mówią mi nie, więc ciągle mam nadzieję.
Twierdzisz że to siła, może ale też słabość, gdyż jeszcze nie potrafię odpuścić, jeszcze nie, wolę wierzyć, wolę próbować. Tylko to mi pozostało. Możliwe, że za kilka lat przyjdzie taki moment, że będę musiała jednak odpuścić, ale jeszcze nie teraz.
Takie z kolei jest moje spojrzenie na moją sytuację.

Odnośnie badania drożności jajowodów to miałam badanie HSG kiedy jest wprowadzany kontrast, chociaż moim celem było sprawdzenie kształtu macicy. Odnośnie uczucia to było to najbardziej bolesne z badań. Nigdy więcej nie zamierzam go robić.

Odnośnie rozmowy w temacie mojej sytuacji, straty dzieci to często o tym rozmawiam, bo potrzebuje się wygadać tylko i aż tyle. Kiedyś było mi ciężko jak Tobie, ale wszystko przyszło mi z czasem.

Myślę że na odpowiedź co słychać można zawsze odpowiedzieć, że niezbyt dobrze, miałam ciężkie przeżycia, ale nie jest to rozmowa na teraz i tutaj. W końcu każdy z nas miewa ciężkie przeżycia.

Ja nadal czasami mam problem z kobietami w ciąży. Nie potrafię z taką osobą się spotkać. Jestem na nie zła, bo mają coś co mi odebrano.
Ale z czasem zrobiło się łatwiej, często już takie koleżanki nie wywołują u mnie takich emocji. Potrafię spokojnie ich słuchać.

Mam nadzieję że przynajmniej częściowo pomogłam Wink
Pisz jak potrzebujesz Wink
Odpowiedz
#14
(Sun, 23 Maja 2021, 01:44:04)Jukka napisał(a): Natalio, pytanie co prawda nie bylo skierowane do mnie, ale ten problem tez mnie dotyczy, wiec sie podziele, moze jakos to pomoze. Moja najblizsza przyjaciolka zaszla w ciaze, kiedy ja stracilam, zaszla szybko i bezproblemowo. Za kilka miesiecy kolejna, tym razem bliska kolezanka zaszla w ciaze. Niedawno dowiedzialam sie o trzeciej osobie. Probowalam sie do pewnych rzeczy zmuszac - do pytania jak sie czuja, jak sie maja, oczywiscie na odleglosc i za kazdym razem to odchorowywalam. Balam sie, ze Je strace, ze nie dam im tego, co dostawalam od nich bedac w ciazy. Z przyjaciolka spotkalam sie raz, po 6 miesiacach od straty, ale wzielam na spotkanie siostre. Mimo wszystko, to  takze odchorowalam. Ostatnio mialysmy sie spotkac same, ale odwolalam w ostatniej chwili, to Jej koncowka ciazy i nie dalam rady tego udzwignac, samego nawet widoku. Powiedzialam Jej wprost dlaczego i w pelni to zrozumiala, wrecz napisala, ze zdziwiloby Ja, gdybym nie miala trudnych momentow, skojarzen i ze zaczeka ile bedzie trzeba. 
Mysle, ze po pierwsze do niczego sie nie mozna zmuszac - pozornie zadbamy o to, zeby nie wypasc z rytmu, nie stracic znajomosci, ale jakim kosztem? Po drugie Ci prawdziwi przyjaciele zrozumieja i zaczekaja ile trzeba. Ja stracilam a raczej pozegnalam sie ze znajomoscia z kilkoma osobami, bo oblicze mojej tragedii pokazalo mi tez ich prawdziwe twarze. U Ciebie jest tez ta kwestia, ze niektorzy nie wiedza - moze jesli nie chcesz albo nie umiesz o tym powiedziec, to daj im znac, ze jestes teraz w jednym z najtrudniejszych momentow w zyciu i bedziesz teraz mniej aktywna, ja tak w niektorych przypadkach mowilam.
 Świat sie nie zmienil, ale my sie zmienilysmy i mozemy albo probowac sie do niego dostosowac,  albo zawalczyc o to, zeby poukladac go na nowo, na wlasnych zasadach. 

Niezmiennie mocno przytulam.

Jukko jak najbardziej możesz się dzielić swoimi doświadczeniami.
Bałam się, że wyjdę na egoistkę nie spotykając się ze znajomymi ale Twoje słowa mnie przekonują, że to właśnie najlepszy czas na to, aby być egoistką i zadbać o swój komfort psychiczny i nie zmuszać się do tych spotkań. Jeżeli mogę się z Tobą podzielić jeszcze jedną historią to w swoim zwodzie przez 6 lat nie miałam pracownic w ciąży (wyliczam wypłaty), w zeszłym roku po pierwszym poronieniu nagle miałam 3, jedna nawet do mnie zadzwoniła, żeby się pochwalić, że „pracuje za dwoje” ja przez zęby jej pogratulowałam a później długo płakałam w łazience i nikt ze współpracowników mnie nie pocieszył ani nie zapytał co się stało.(o wszystkim wiedzieli) Mąż tłumaczy mi to tym, że ludzie nie wiedzą jak się zachować, ale przez to, że ja jestem osobą empatyczną ciężko to mi zrozumieć, że ludzie się tak zachowują. Następnie dostawałam akta urodzeń i musiałam wypełniać ich wnioski o macierzyński z myślą, że ja swojego nie wypełnię. Czułam się tak jakby życie ze mnie kpiło i sprawdzało ile jestem wstanie wytrzymać.

"Świat sie nie zmienil, ale my sie zmienilysmy i mozemy albo probowac sie do niego dostosowac,  albo zawalczyc o to, zeby poukladac go na nowo, na wlasnych zasadach." - piękne i prawdziwe słowa, przeczytałam to zdanie kilkakrotnie.

Również przesyłam uściski.

(Sun, 23 Maja 2021, 02:11:00)selecja napisał(a): Nie wiedziałam że tak inni to widzą z boku
Chętnie dam Ci tyle nadzieji ile potrzebujesz.
Niestety to nie możliwe.
Znam to uczucie automatu w życiu.

U mnie jednak w pewnym momencie przyszedł czas nad tym co dalej. Mogłabym płakać i użalać się nad sobą, ale nic by mi to nie dało.
Mogłabym pomyśleć o adopcji, ale to także wiele ciężkich przepraw. Mogłabym pomyśleć o tym, żeby dać sobie spokój z chęcią własnej ciąży i dziecka. Ale nie jestem na to jeszcze gotowa. I co mi pozostało, jedynie nadzieja i walka. Lekarze nie mówią mi nie, więc ciągle mam nadzieję.
Twierdzisz że to siła, może ale też słabość, gdyż jeszcze nie potrafię odpuścić, jeszcze nie, wolę wierzyć, wolę próbować. Tylko to mi pozostało. Możliwe, że za kilka lat przyjdzie taki moment, że będę musiała jednak odpuścić, ale jeszcze nie teraz.
Takie z kolei jest moje spojrzenie na moją sytuację.

Odnośnie badania drożności jajowodów to miałam badanie HSG kiedy jest wprowadzany kontrast, chociaż moim celem było sprawdzenie kształtu macicy. Odnośnie uczucia to było to najbardziej bolesne z badań. Nigdy więcej nie zamierzam go robić.

Odnośnie rozmowy w temacie mojej sytuacji, straty dzieci to często o tym rozmawiam, bo potrzebuje się wygadać tylko i aż tyle. Kiedyś było mi ciężko jak Tobie, ale wszystko przyszło mi z czasem.

Myślę że na odpowiedź co słychać można zawsze odpowiedzieć, że niezbyt dobrze, miałam ciężkie przeżycia, ale nie jest to rozmowa na teraz i tutaj. W końcu każdy z nas miewa ciężkie przeżycia.

Ja nadal czasami mam problem z kobietami w ciąży. Nie potrafię z taką osobą się spotkać. Jestem na nie zła, bo mają coś co mi odebrano.
Ale z czasem zrobiło się łatwiej, często już takie koleżanki nie wywołują u mnie takich emocji. Potrafię spokojnie ich słuchać.

Mam nadzieję że przynajmniej częściowo pomogłam Wink
Pisz jak potrzebujesz Wink

To, że z czasem będzie coraz lżej daje mi jakąś otuchę. Wiadomo są dni gdzie jestem zła i chciałaby, żeby już, teraz, natychmiast było lepiej, siadam i przeliczam ile to dni minęło i zastanawiam się dlaczego jeszcze nie jest lepiej. Dziś mam jeden z lepszych dni więc potrafię rozsądnie ocenić sytuację, że i tak jest lepiej bo jeszcze do kwietnia płakałam codziennie. Teraz już zdecydowanie mniej.
Ja najczęściej rozmawiam z mężem ale już długo potrzebowałam wygadać się innym Mamą aniołków.
Dziś byłam na cmentarzu postawić ślicznego aniołka na grobie mojego dziadka dla moich aniołków Smile
Buziaki
Odpowiedz
#15
(Sat, 22 Maja 2021, 17:34:08)natka2021 napisał(a): Witam Cię niezidentyfikowana, przykro czytać Twoją historię i przykro, że obie musimy się zmagać z takimi przeżyciami.
Początkowo pierwszą świeczkę zapaliłam na grobie mojego dziadka z prośbą aby opiekował się moimi dziećmi, następnie dowiedziałam się, że u mnie w mieście jest pomnik dzieci utraconych, poszliśmy tam z mężem bo liczyłam na to, że będzie to jakaś ulga, że będę miała miejsce do którego będę mogła przychodzić ale dostaliśmy małego szoku. Pomnik w moim mieście to 3 na 3 cegły, przykryte taką czarną szklaną płytką, całość była zasypana liśćmi i ogólnie był to smutny widok. Poczułam się zraniona tym widokiem, nawet na cmentarzu my mamy które utraciły wczesne ciąże jesteśmy inaczej traktowane. Już tak nie myślę ale w tamtym momencie tak się czułam i przepełniła mnie złość. Moja psycholog powiedziała, że można tą złośc wykorzystać w pożyteczny sposób i np zgłosić potrzebę takiego pomnika jako projekt obywatelski ale na razie czuję, że to ponad moje siły bo po wizycie nad tym grobem długo dochodziłam do siebie. Obecnie powrócę do palenia zniczy na grobie mojego dziadka. Ostatnio kupiłam pięknego aniołka którego postawię z okazji dnia matki.
Groby na które chodzimy też są zaniedbane, proste krzyże wbite w ziemie, niektóre są podpisane "płody ludzkie" bardzo przykry widok dlatego czuję się w obowiązku właśnie na takie groby chodzić, skoro nikt o nie nie dba. Rozumiem jednak Twoje przygnębienie, każdy z nas odbiera to inaczej.

(Sat, 22 Maja 2021, 17:34:08)natka2021 napisał(a): Czy możesz mi zdradzić jak Ty sobie radzisz spotykając koleżanki z dziećmi lub w ciąży? (jeżeli masz takie sytuacje) Boję się, że stracę znajomych jeżeli nie będę się z nimi spotykać bo wszyscy mamy wspólne grono znajomych i ostatnio nawet nie poszłam na imprezę urodzinową innego kolegi bo wiedziałam, że ta koleżanka która jest w ciąży tam będzie. Część z tych znajomych nie ma pojęcia o mojej sytuacji więc wiadomo, że każdy by zagadywał tą koleżankę o ciążowe sprawy a ja musiałabym tego słuchać. Podczas takich sytuacji potrafię się zachować lub milczeć ale później. Cierpię po takich spotkaniach.
Na razie sobie nie radzę, nie chodzę na spotkanie które powodują u mnie stres. Wyjaśniłam moim przyjaciółkom wprost co czuję, powiedziałam im jak płakałam na reklamach "Pampersa", jak bardzo mnie to boli i zrozumiały. Myślę, że jak nie opowiemy dokładnie co czujemy to ludzie po prostu tego nie rozumieją. Ja też bym tego nie rozumiała. Wiesz ja mam to "szczęście" że straciłam na tyle dużą ciążę, że ludziom jest łatwiej zrozumieć, że może mnie to boleć. Bardzo Ci współczuję bo domyślam się, że w Twoim przypadku ludzie podchodzą z mniejszym zrozumieniem.
(Sat, 22 Maja 2021, 17:34:08)natka2021 napisał(a): Jeżeli mogę jeszcze się wygadać to gdy spotykam kogoś znajomego który pyta "Co słychać?" Nie wiem czy kłamać i mówić wszystko ok czy mówić prawdę. To są sekundy gdy zawsze się zastanawiam jak odpowiedzieć na to pytanie ale moim zdaniem ten znajomy/znajoma chyba czują, że nie jestem szczera. Ale jak tak nad kawą czy piwem w miejscu publicznym opowiadać o takich sprawach? Szczerze mówiąc chciałabym, żeby o tym wiedzieli ale nie wiem jak o tym mówić.
No właśnie to jest zawsze problem... Powiedzieć, nie powiedzieć... Z jednej strony każdy mówi, żeby trzymać informację o ciąży w tajemnicy przez pierwszy trymestr, w razie takiej sytuacji - poronienia a potem okazuje się, że kiedy ludzie nie wiedzą co przeżyłyśmy jest jeszcze trudniej. Póki co jak ktoś nie wie o mojej stracie to nie mówię, albo dość ogólnikowo, że mam różne problemy ale nie chcę o nich mówić. Boję się, że się rozkleję i nie będę mogła się pozbierać. Myślę, że czas pomoże i będę mogła o tym kiedyś otwarcie mówić. Mój mąż mi opowiadał jak wiele osób w pracy mu mówiło, że też przeżyli poronienia/martwe porody. Nikt o tym nie mówi, dopiero z czasem. Myślę, że wtedy jest łatwiej.
Ściskam.
Odpowiedz
#16
Zawsze powtarzam, że w takiej chwili warto być egoistą, ja nie żałuję, że nim byłam, nie zmuszałam się do odwiedzania koleżanki, która urodziła dziecko, ona to rozumiała, bo sama poroniła. Ja strasznie przeżywałam stratę, nie chciałam żeby świat o tym zapomniał, ale tak się stało i nadal mnie to boli, jakby tego dziecka nie było. A było...
Półtora roku po stracie mówię otwarcie, że poroniłam, mówię że już byłam raz w ciąży, ale nie wyszło. Tylko ludzie nie chcą o tym rozmawiać, nikt nie potrafił zrozumieć, że płacze każdego wieczoru, a pół roku po stracie nadal jestem w proszku, oczekiwano że będę stała na baczność, bo to przecież początek ciąży. Ale to dziecko było i ja to przechodzę w ten, a nie inny sposób.
Po powrocie do pracy nikt nic nie mówił, nie pamiętam żeby ktokolwiek miesiąc po wszystkim zapytał jak ja się czuję, według większości moich bliskich to już była przeszłość.
Trzymaj się kochana, kiedyś powinny nadejść lepsze czasy, może moje słowa wydają się teraz puste , ale często tak bywa, że jakoś się to życie układa.
Odpowiedz
#17
(Sun, 23 Maja 2021, 16:39:41)natka2021 napisał(a):
(Sun, 23 Maja 2021, 01:44:04)Jukka napisał(a): Natalio, pytanie co prawda nie bylo skierowane do mnie, ale ten problem tez mnie dotyczy, wiec sie podziele, moze jakos to pomoze. Moja najblizsza przyjaciolka zaszla w ciaze, kiedy ja stracilam, zaszla szybko i bezproblemowo. Za kilka miesiecy kolejna, tym razem bliska kolezanka zaszla w ciaze. Niedawno dowiedzialam sie o trzeciej osobie. Probowalam sie do pewnych rzeczy zmuszac - do pytania jak sie czuja, jak sie maja, oczywiscie na odleglosc i za kazdym razem to odchorowywalam. Balam sie, ze Je strace, ze nie dam im tego, co dostawalam od nich bedac w ciazy. Z przyjaciolka spotkalam sie raz, po 6 miesiacach od straty, ale wzielam na spotkanie siostre. Mimo wszystko, to  takze odchorowalam. Ostatnio mialysmy sie spotkac same, ale odwolalam w ostatniej chwili, to Jej koncowka ciazy i nie dalam rady tego udzwignac, samego nawet widoku. Powiedzialam Jej wprost dlaczego i w pelni to zrozumiala, wrecz napisala, ze zdziwiloby Ja, gdybym nie miala trudnych momentow, skojarzen i ze zaczeka ile bedzie trzeba. 
Mysle, ze po pierwsze do niczego sie nie mozna zmuszac - pozornie zadbamy o to, zeby nie wypasc z rytmu, nie stracic znajomosci, ale jakim kosztem? Po drugie Ci prawdziwi przyjaciele zrozumieja i zaczekaja ile trzeba. Ja stracilam a raczej pozegnalam sie ze znajomoscia z kilkoma osobami, bo oblicze mojej tragedii pokazalo mi tez ich prawdziwe twarze. U Ciebie jest tez ta kwestia, ze niektorzy nie wiedza - moze jesli nie chcesz albo nie umiesz o tym powiedziec, to daj im znac, ze jestes teraz w jednym z najtrudniejszych momentow w zyciu i bedziesz teraz mniej aktywna, ja tak w niektorych przypadkach mowilam.
 Świat sie nie zmienil, ale my sie zmienilysmy i mozemy albo probowac sie do niego dostosowac,  albo zawalczyc o to, zeby poukladac go na nowo, na wlasnych zasadach. 

Niezmiennie mocno przytulam.

Jukko jak najbardziej możesz się dzielić swoimi doświadczeniami.
Bałam się, że wyjdę na egoistkę nie spotykając się ze znajomymi ale Twoje słowa mnie przekonują, że to właśnie najlepszy czas na to, aby być egoistką i zadbać o swój komfort psychiczny i nie zmuszać się do tych spotkań. Jeżeli mogę się z Tobą podzielić jeszcze jedną historią to w swoim zwodzie przez 6 lat nie miałam pracownic w ciąży (wyliczam wypłaty), w zeszłym roku po pierwszym poronieniu nagle miałam 3, jedna nawet do mnie zadzwoniła, żeby się pochwalić, że „pracuje za dwoje” ja przez zęby jej pogratulowałam a później długo płakałam w łazience i nikt ze współpracowników mnie nie pocieszył ani nie zapytał co się stało.(o wszystkim wiedzieli) Mąż tłumaczy mi to tym, że ludzie nie wiedzą jak się zachować, ale przez to, że ja jestem osobą empatyczną ciężko to mi zrozumieć, że ludzie się tak zachowują. Następnie dostawałam akta urodzeń i musiałam wypełniać ich wnioski o macierzyński z myślą, że ja swojego nie wypełnię. Czułam się tak jakby życie ze mnie kpiło i sprawdzało ile jestem wstanie wytrzymać.

"Świat sie nie zmienil, ale my sie zmienilysmy i mozemy albo probowac sie do niego dostosowac,  albo zawalczyc o to, zeby poukladac go na nowo, na wlasnych zasadach." - piękne i prawdziwe słowa, przeczytałam to zdanie kilkakrotnie.

Również przesyłam uściski.

Natalio, rozumiem o co Ci chodzi. Dosłownie kilka tygodni temu, po rozmowie z psychologiem a potem Mężem zdałam sobie sprawę, że to jak odbieram teraz niektóre zachowania wokół mnie, czy jak z niektórymi trudno mi się pogodzić jest także wynikiem tego, że jestem osobą empatyczną i wrażliwą i pewne rzeczy są dla mnie do pomyślenia, bo ja bym w takiej sytuacji zachowała się inaczej. Tak przykładowo, kiedyś pracowałam z dziewczyną, której zmarła mama i widząc jej ból ja przez rok pilnowałam się, żeby przy niej nie użyć słowa mama, nie odbierałam od swojej mamy telefonów przy niej. To tylko taki przykład. I teraz trudno mi pojąć, że np. jedna z moim znajomych wiedząc co przeszłam przesyła mi zdj usg swojego dziecka, na które czeka, bez cienia wątpliwości, czy to aby na pewno dobry pomysł. Przerażliwie ciężko jest pogodzić się z tym, że normalnie jak komuś umiera bliska osoba, to społeczeństwo pozwala na żałobę, rozumie, wspiera, ale żałoba po nienarodzonym dziecku jest traktowana jak jakaś anomalia, coś dziwnego. Ja mam czasami wrażenie, że ludzie wręcz myślą no ile można to przeżywać, dlatego z tymi, którzy tego nie rozumieją nie trzymam kontaktu na silę i nie robię sobie juz wiecej krzywdy albo co najmniej się staram.
Odpowiedz
#18
(Sun, 23 Maja 2021, 21:05:12)ness napisał(a): Zawsze powtarzam, że w takiej chwili warto być egoistą, ja nie żałuję, że nim byłam, nie zmuszałam się do odwiedzania koleżanki, która urodziła dziecko, ona to rozumiała, bo sama poroniła. Ja strasznie przeżywałam stratę, nie chciałam żeby świat o tym zapomniał, ale tak się stało i nadal mnie to boli, jakby tego dziecka nie było. A było...
Półtora roku po stracie mówię otwarcie, że poroniłam, mówię że już byłam raz w ciąży, ale nie wyszło. Tylko ludzie nie chcą o tym rozmawiać, nikt nie potrafił zrozumieć, że płacze każdego wieczoru, a pół roku po stracie nadal jestem w proszku, oczekiwano że będę stała na baczność, bo to przecież początek ciąży. Ale to dziecko było i ja to przechodzę w ten, a nie inny sposób.
Po powrocie do pracy nikt nic nie mówił, nie pamiętam żeby ktokolwiek miesiąc po wszystkim zapytał jak ja się czuję, według większości moich bliskich to już była przeszłość.
Trzymaj się kochana, kiedyś powinny nadejść lepsze czasy, może moje słowa wydają się teraz puste , ale często tak bywa, że jakoś się to życie układa.

Kochana dosłownie jakbym czytała swoje przeżycia, nikt mnie już nie pyta jak się czuję prócz mojego męża i terapeutki (ale za to jej płacę więc wiadomo), wczoraj napisałam do bliskiej koleżanki czy mogę się jej wygadać i powiedziała, że z chęcią mnie wysłucha i zawsze mogę do niej napisać. Także odczułam wielką ulgę bo często nie chce ludziom smutać bo każdy ma swoje problemy i to zawsze ludzie mnie mogli się zwierzyć a ja im nie. Staram się postępować według Twoich słów, być częściej egoistką.
Miłego dnia
Odpowiedz
#19
Tutaj zawsze możesz się wygadać, ja żałuję, że nie znalazłam odwagi by się zarejestrować w tym miejscu o wiele wcześniej tylko wszystko w sobie tlumilam.
Jesteśmy dla ciebie !
Odpowiedz
#20
(Tue, 25 Maja 2021, 15:40:49)ness napisał(a): Tutaj zawsze możesz się wygadać, ja żałuję, że nie znalazłam odwagi by się zarejestrować w tym miejscu o wiele wcześniej tylko wszystko w sobie tlumilam.
Jesteśmy dla ciebie !

Dziękuję ness :*

Pierwszy dzień mamy bez dzieci, nerwy mnie dziś zjadają, brzuch boli, czuję się tak jakby coś miało się wydarzyć a przecież nic się nie wydarzy...
Nikt nie złoży życzeń, nie wyciągnie do mnie rączek.
Dla męża to zwykła środa przez co jestem na niego wściekła. Wcześniej mu mówiłam, że to dla mnie ciężki dzień, dziś nie rozmawiamy. Chyba czasami mam prawo od niego wymagać aby się domyślił co się dzieje?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości