Ciężka sprawa
#1
Hejka,
rok temu dowiedzialam sie, ze jestem w ciąży, nie dopuszczalam nigdy takiej sytuacji nawet w myslach bo przeciez studia, przeciez musze sie wybawic bo przeciez nie mam stalego chlopaka a ojciec dziecka zakochał sie w innej wiec myślałam, ze nie mogę liczyć na jego pomoc. Zawsze bylam zdania, ze nie chce kogos zmuszac dzieckiem do bycia ze sobą tak tez zrobilam.zostawilam to wszystko dla siebie, W pierwszym szoku zaczelam przegladac informacje na temat aborcji, grzebalam grzebalam... i znalazlam parę możliwości. Powiedzialam o tym przyjaciółce, ktora ma dziecko i oddala by zycie za swoja coreczke.. Wyslala mi wtedy przepiekny list dziecka nienarodzonego i zaczelam zupełnie inaczej patrzec na to wszystko nwm tak w jednej chwili poczułam sie mamą. Zaczęłam myslec o przyszłości, zaczelysmy z koleżanka obiegac galerie by zakupic jakies ciuszki i inne rzeczy ktore swoja drogą leżą do dzis bo nie mam serca sie ich pozbyc. Jednak we wrześniu nagle moje szczęście sie od tak zakończyło, duzo krwi, noc, szpital pozniej lyzeczkowanie i oczekiwanie od wszystkich ze nie będę tego w ogóle przeżywała. Rodzina nic nie wiedziala wiec musialam zachowywac pozory gdy spotykalam sie z koleżankami sluchalam ze dobrze sie stalo bo rodzina niepelna by byla i to dziecko nie byloby szczesliwe, czy przez cale zycie chcialabym patrzec na twarz tego faceta w tym dziecku i inne takie... znosilam bez komentarza ale znosilam. Poszlam do psychologa bo wiedzialam ze nikt mnie nie zrozumie i tego co dzieje sie w moim sercu. Jeden psycholog drugi.. i nic. Ciagle szukalam jakiejs winy w sobie i nadal to robie... w koncu posluchalam rady by powiedziec ojcu dziecka prawde.. nie bylo okazji wiec jakos sie do tego nie palilam a gdy sam sie odezwal i mialam okazje do rozmowy powiedzialam wszystko co mi sie przydarzyło. Na początku byl kochany, powiedzial ze to nie moja wina i takie tam noo normalnie wszystko co chcialaby uslyszec kobieta w takiej sytuacji od faceta, przyjaciela czy kogokolwiek. Jednak minal tydzien drugi a on wymyslil sobie, że nie bylo to jego dziecko. Bardzo zabolaly mnie jego słowa, bo nosząc w sobie tyle bólu i niespelnienia jak mam to przyjąć? Jak mam mu udowodnić, ze byl ojcem skoro malenstwa nie ma. Ja nie wiem jak mam to sobie od nowa poukładać w glowie by zaczac zyc na nowo, zaakceptować ten brak wsparcia i wyrzeczenie sie tego wszystkiego. Mam nadzieję ze jakos wesprzecie mnie, bo juz nie wiem gdzie mam szukac zrozumienia.'
Odpowiedz
#2
Współczuję serdecznie.
A co do ojca dziecka - olej go. Widocznie nie dorósł do poważnych roli w życiu.
Odpowiedz
#3
Ojcem dziecka nie ma co się przejmować. Nie pozwól by kiedykolwiek jeszcze stanął na twojej drodze.
Nie szukaj w sobie winy, bo przecież nic nie zrobiłaś. Rozumiem cię doskonale, bo byłam w podobnej sytuacji, studia, nowa praca, a tu nagle ciąża i też myśli za które siebie nienawidziłam.
Wspominasz o przyjaciółce, czy ona cię w tym wszystkim wspiera? Mowilas jej o tym co czujesz ? Może warto otworzyć się przed kimś z rodziny.
Odpowiedz
#4
(Mon, 13 Lipca 2020, 09:31:56)ness napisał(a): Ojcem dziecka nie ma co się przejmować. Nie pozwól by kiedykolwiek jeszcze stanął na twojej drodze.
Nie szukaj w sobie winy, bo przecież nic nie zrobiłaś. Rozumiem cię doskonale, bo byłam w podobnej sytuacji, studia, nowa praca, a tu nagle ciąża i też myśli za które siebie nienawidziłam.
Wspominasz o przyjaciółce, czy ona cię w tym wszystkim wspiera? Mowilas jej o tym co czujesz ? Może warto otworzyć się przed kimś z rodziny.

Tak przyjaciółka jest caly czas przy mnie i byla przez ten cały czas momentami mam wrażenie, że ma juz dość tego tematu w kółko... inne mówią, ze dobrze, ze tak sie stalo bo widze jak ojciec dziecka postąpił i bylabym sama i to niedobrze dla dziecka itd. Nie wiem jak można tak powiedzieć. Wydaje mi sie, ze wszystko jest przeciw mnie, i każdy tylko doladowuje mi do bagażu, ktory i tak ledwo niose Sad
Odpowiedz
#5
Siulka, bardzo mi przykro, że straciłaś dziecko.
Myślę o reakcji Twoich znajomych... Takie słowa potrafią zapaść bardzo głęboko w serce i bardzo zranić. Ludzie nie wiedzą, co powiedzieć w takiej sytuacji. Widzą Twój smutek i chcą Cię "naprawić", szukają więc czegokolwiek, co wg nich mogłoby Cię pocieszyć, przedstawiają "dobre strony" tego, co się stało. Tzn. dobre wg nich. Mamy na forum oddzielny wątek poświęcony nietrafionym pocieszeniom.
Dodam tylko, że odkąd znalazłam się też po tej drugiej stronie (czyli po stronie osoby "pocieszającej") zrozumiałam, jak trudno towarzyszyć w bólu.
I jeszcze jedno - tutaj nie ma limitów czasowych na "wałkowanie w kółko jednego tematu". Możesz do niego wracać tak długo, jak będziesz potrzebować.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości