Ile razy jeszcze ...
#1
]Hej :* Kochane, jak zapewne większość z Was mam za sobą to strasznie smutne doświadczenie - serce przestało bić. Za pierwszym razem mocno to przeżyłam, byłam zaskoczona ze takie rzeczy naprawdę się zdążają. Wylałam szklankę łez ale kiedy weszłam do swojej szpitalnej sali z plecaczkiem w ręku wstąpiła we mnie zaskakująca siła. Pamietam, ze w mojej sali leżała pewna dziewczyna, która straszne płakała, była blada jak ściana i cała się trzęsła. Jak się później okazało było to jej 3 poronienie. Nie wiedziałam jak mogę ja wesprzeć, czułam się bezsilna. Kiedy byłam po zabiegu przeleciała mi przez głowę zupełnie ludzka myśl : „oby mnie to nie spotkało”. Szybko zamknęłam ten rozdział. Od tamtej pory minęły 3 lata. Jestem po 4 poronieniach, 4 zabiegach, 4 wizytach w szpitalu . Ciężko wytlumaczyc dlaczego ale będąc w szpiatalach (najdłużej to 5 dni ...)nie uronilam ani łzy. Zazwzwyczaj w moich pokojach były dziewczyny które doświadczały tego pierwszy raz - zawsze starałby się dodać im otuchy żeby pobyt w szpitalu nie byłby dla nich jeszcze bardziej traumatyczny. Oboje z mężem staramy się byc silni i podejśc do spawy zadaniowo bez rozpamietywania tego co było. Czasem kiedy zamykam oczy pojawia sie obraz tych malutkich 2-3 centymetrowy ciałek, wtedy dociera do mnie, ze ból jest schowany gdzieś bardzo głęboko i już nigdy mnie nie opuści. Teraz jestem w 10 tyg, w piątej ciąży. Do tej pory nie myślałam o tym co będzie, swój stan i samopoczucie traktuje jak .... chorobę. Brzmi strasznie, ale jakoś muszę sobie radzić. Oboje z Mężem tak bardzo marzymy o dziecku. Dziś nagle przestały mnie bolec piersi, czuje się lepiej. Nie zamierzam się oszukiwać - wiem co to oznacza. Znowu to samo. Znowu zabieg, znowu ból i znowu tuszowanie emocji. Dlaczego tuszowanie ? Nikt kogo znam tego tak naprawdę nie rozumie, tak ja gdzieś w głębi serca nie rozumiałam tej płaczącej w szpitalu kobiety. Poza oczywiście moja Mamusia, która chyba jako jedyna potrafi dodać mi otuchy. Bardzo kocham swojego męża jest dla mnie całym światem jednak nie mogę oczekiwać by „wiedział jak to jest”. Reakcje z jakimi się spotykam to :”o, a co lekarz powiedział”, albo cytuje:”Ania poroniła 3 razy ale ona to luz, choroba i tyle, zaczęła brać zastrzyki i niedługo rodzi” i oczywiście klasyk: „ No ta Gosia od Marty tez ponoć kilka razy poroniła ale teraz jest wszystko Ok wiec następnym razem i tobie się uda”. Dlatego koniec końców dusze to wszystko w sobie. Oczywiście ze zrobiłam wszystkie badania, oczywiście ze byłam u wielu specjalistów, jedyne co zdiagnozowali to mthfr. Biorę całe garście leków , zastrzyki itd itd. W poniedziałek lekarz .... zawsze do tej pory wstrzymywała łzy do czasu wyjścia z gabinetu. Czy tym razem mi się to uda ? Czuje ze nie ... ze 5 raz mnie totalnie rozsypie, ze tego nie wytrzymam. Dziękuje ze mogłam to z siebie wyrzucić :* buziaki dla Was :***
Odpowiedz
#2
Moniu, bardzo Ci współczuję. Nie umiem pomóc ale chcę żebyś wiedziała, że to "rozsypanie się" to nic złego. Czasami to jedyny sposób by przetrwać. 
Przytulam Cię z całych sił.
Odpowiedz
#3
Hej, rozumiem że nie byłaś jeszcze u lekarza, więc spróbuj myśleć pozytywnie. Wiem, że to trudne, że łatwo się mówi, ale bądź silna. Trzymam kciuki żeby w poniedziałek okazało się że wszystko jest okej.
Odpowiedz
#4
Hej, doskonale Cię rozumiem.
Bardzo współczuję.
Wiedz że nie jesteś sama, to wszystko co mogę powiedzieć.

Ja mam podobną sytuację, ale jeszcze nie brałam żadnych leków i zastrzyków, więc może coś dadzą.

Ewentualnie spróbuj przeanalizować, co możesz jeszcze zrobić.
Nie wiem czy badałas dziecko, ale to też może być pomocne.
Poza zastrzykami słyszałam jeszcze o odpowiednich szczepionkach.

Jeżeli Ci to pomoże to fajnie, a jeżeli nie to trudno.
Wiem co przeżywasz i też staram się obecnie do tego podejść zadaniowo, mimo że bardzo cierpię.
Odpowiedz
#5
Cześć...nie wiem czy potrafię to napisać ale jestem w podobnej sytuacji. Jestem po 2 poronieniach. Obecnie w 3 ciąży. Wczoraj lekarz mi powiedział, że tętno zarodka bardzo spadło i od 3 tyg nie urósł. Też wiem co to oznacza. We wtorek 11 sierpnia mam się zgłosić do szpitala. Nie wiem skąd mam wziąć siłę, żeby spakować torbę i się tam udać wiadomo po co. Nie wiem skąd mam wziąć siłę, żeby przetrwać ten pobyt, zabieg, ból, pustkę, dalsze życie na osiedlu pełnym dzieci, jak wrócić do pracy, jak dalej żyć. Przeraża mnie wizja świąt, dnia matki, dnia dziecka, kolejnych starań, kolejnych nadzieji. Nie rozumiem czemu tak się dzieje, żadne badania nic nie wykazały Sad
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości