za późno
#1
Postanowiłam zarejestrować się na forum, bo właśnie teraz potrzebuję podzielić się moją historią. Do szpitala trafiłam w sierpniu 2019 r. To było w 7 tygodniu ciąży. Byłam umówiona na pierwszą wizytę do lekarza na piątek, niestety z bólem i krwawieniem trafiłam do szpitala w poniedziałek. W piątek wykonano zabieg. O ciąży wiedział tylko mój mąż i koleżanka z pracy. Moi rodzice, siostra, teściowa, dowiedzieli się dopiero wtedy, jak trafiłam do szpitala. Nie wiem czy istotny jest opis tego, co usłyszałam w szpitalu, bo wtedy nie było mi tak źle, jak teraz. 7 tydzień trudno, popłakałam się tylko raz tak porządnie i tyle. Odczekałam w domu, wróciłam do pracy. Przyszedł marzec i mój spokój, moje poukładanie posypało się. Dowiedziałam się, że moja kuzynka jest w ciąży. Za dwa dni, że koleżanka. W Święta 12 kwietnia, że siostra szwagra spodziewa się bliźniąt, że dziewczyna z którą leżałam w szpitalu na oddziale ginekologii urodziła syna. Potem jeszcze zdjęcia kilku osób, które chwalą się z narodzin dzieci na fb. Pomyślałam "W zasadzie w kwietniu moje dziecko też by się urodziło"  i od tego momentu jest mi ciężko. Jak opowiadają o dzieciach, o ciąży, nawet w serialu telewizyjnym. W zasadzie tylko najbliższa rodzina wie, że byłam w ciąży. Taka była moja decyzja. Myślałam, że tak będzie lepiej. Błąd... po gdyby wszyscy wiedzieli może by nie rozmawiali o dzieciach i ciąży z taką lekkością w moim towarzystwie. Druga sprawa to za długo odkładana decyzja o ponownym planowaniu. Najpierw nie, bo trzeba zrobić badania. Potem zaczęły mi się psuć zęby i leczenie trwa do teraz. Do tego jeszcze epidemia, więc też jest ryzyko. No i czekam jeszcze na umowę w pracy i tak ciągle coś i coś i coś. Gdybym się nie zastanawiała, nie analizowała kiedy będzie można. Teraz nie można i jest mi źle. I przykro, bo ta dziewczyna po badaniach wie, że będzie syn, druga zastanawia się czy kupić wózek w sklepie czy może zamówić przez Internet, trzecia zamówiła wyprawkę w moim wymarzonym kolorze. Po prostu sądzę, że wtedy w sierpniu może zbyt szybko się z tym pogodziłam. Może wtedy dostatecznie tego nie przeżyłam, a teraz jest naprawdę ciężko. Każdy myśli, że już mnie to nie dotyka. A właśnie teraz jest najgorszy czas.

Sama nie wiem, ciągle myślę, że jest za późno na wracanie do tego. Za długo czekaliśmy z mężem, żeby się przygotować, zrobić badania, wyleczyć zęby, poczekać na umowę. Właśnie teraz uważam, że źle zrobiłam czekając. I źle zrobiłam ukrywając to przed dalszą rodziną, znajomymi, bo nie wiedzą, że każde ich słowo, ich radość boli. Tak boli, właśnie teraz po 8 miesiącach.
Odpowiedz
#2
To, że ktoś wie o naszej stracie nie oznacza niestety z automatu, że będzie rozumiał i zachowa wyczucie. "Dlaczego nie tańczysz?", słyszałam tydzień po poronieniu na spotkaniu, które potańcówką w sensie ścisłym nie było. "Dlaczego tak zbladłaś?", kiedy ktoś bliski opowiadał o ciąży osoby, której termin przypadałby niemal w mój niedoszły termin. Rozpływanie się na temat innego małego dziecka w mojej obecności. Te osoby wiedziały o poronieniu, ale nie o tym, przez co przechodzę.

Ale rzeczywiście, nie ma szansy na zrozumienie, jeśli ktoś nie wie ani o zdarzeniu, ani o naszych uczuciach, a może przede wszystkim o uczuciach. Nie wydaje mi się, żeby było za późno, żeby niektórym powiedzieć, jeśli chcesz i czujesz się na siłach.

Wszystkich obrazów szczęśliwego macierzyństwa wokół siebie nie wyłączysz, ale część z FB pewnie da się ustawić, żeby nie dręczyły. Zresztą na takich obrazkach nie widać wszystkiego, przeszłych poronień, depresji, kryzysu w małżeństwie. Jeszcze kilka lat temu nie dało się tak zajrzeć w cudze życie bez spotkania, rozmowy, teraz dostajemy najlepsze wycinki, a to nie pozostaje na nas bez wpływu.

Odkładanie na tamten moment było zasadne, kto by przewidział, że nastąpi taki obrót spraw. Według mnie to nie znaczy, że nie ma co planować. Takie miałaś dane na tamten czas i taką podjęłaś decyzję. Teraz wszyscy się mierzymy z tym, że nasze mniejsze i większe plany pokrzyżowała pandemia.

Współczuję straty Dziecka i tego trudnego czasu, który przyszedł.
Odpowiedz
#3
Bardzo Ci współczuję.
Boli i będzie boleć.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości