strata...
#1
Cześć.
Jestem już mamą 2,5 letniej dziewczynki. Rok temu zaczęliśmy starania o kolejne maleństwo. 12 marca na usg u ginekologa pokazał się pęcherzyk ciążowy. Prawie 6 tydzień. Wszystko było ok. Z poprzednia ciąża nie miałam problemów. 22 marca pojawiło się u mnie nagłe i silne krwawienie. Po 15 minutach byłam na sorze. Na oddziale lekarz pokazał bicie serduszka. Miałam leżeć. Dostałam tabletki i kroplówke. Wszystko miało być ok. Jednak krwawienie nie ustępowało  a robilo sie coraz silniejsze. Doszedl bol brzucha....krwawienie ze skrzepami wielkości małej pięści. Koło 1 na usg lekarz już nic nie zobaczył. Od razu miałam zrobiony zabieg łyżeczkowania.

Było mi strasznie ciężko. Bałam się że partner będzie mnie winił. Na szczęście w nim mam największe wsparcie. W nim i mojej mamie. Minęły 2 tygodnie A ja myślałam że będzie coraz lepiej A zamiast tego od paru dni nie mam ochoty wstawać z łóżka. Na szczęście córka motywuje do zachowania normalności.
Z partnerem kupiliśmy znicz żeby chociaż symbolicznie pożegnać nasze dziecko, ale nie potrafimy się zebrać na cmentarz...Kupiłam pudełko żeby zachować testy ciążowe i to jedyne zdjęcie jakie mam...bo nie chce po prostu zapomnieć.  Nie potrafię nawet zajrzeć do szuflady, w której to wszystko trzymam.
Bliska znajoma zaszła w ciążę i akurat tak się złożyło, że miałyśmy termin prawie tak samo....nie potrafię z nią rozmawiać. Unikam kontaktu.  Dzisiaj dodała zdjęcie z usg...rozsypałam się całkiem. Nie potrafię patrzeć na to że jest szczęśliwa że urodzi zdrowe dziecko kiedy mojego już nie ma...I nie będzie...

Zastanawiałam się czy dam radę starać się o kolejne maleństwo. Wiem że póki co za wcześnie Ale boję się że strach mnie paraliżuje,  że będę się za bardzo bała że stracę kolejne dziecko że coś pójdzie nie tak A ja już w ogóle nie dam sobie rady.

Dziękuję za wysłuchanie i chętnie przydatne jakieś rady jak sobie z tym wszystkim poradzić.

Pozdrawiam Ola....
Odpowiedz
#2
Olu, przyjmij przede wszystkim ogromne wyrazy współczucia. Strata dziecka to ogromny ból..

Taki ból niestety przeszywa nas, kobiety na wylot.. musisz dac sobie trochę czasu. To normalne że unikasz kontaktu z innymi kobietami w ciąży, ja też unikalam.. Z czasem trochę przeszło ale dalej mi ciężko patrzeć na kogoś w ciąży lub z dziećmi.

Dobrze że masz oparcie u partnera i że masz już dziecko, ono da a ci siłę.

Pudełko z pamiątkami zrobisz na pewno.. Ja też takie mam, ale nie było łatwo je zrobić, ale cieszę się że je mam.
Pamięć o tym dziecko zostanie w Twoim sercu na zawsze..

Co do starań to przyjdzie czas że będziesz gotowa. A jeśli będziesz czuła cały czas obawy to polecam wtedy z kimś porozmawiać, może z psychologiem? Zawsze możesz napisać na forum, na pewno postaramy się wesprzećSmile
Ja zawsze jestem zdania że Jeśli chcesz mieć dziecko to próbować trzeba, mimo strachu jaki w Tobie będzie .. Wiem że teraz to brzmi strasznie, świeżo po tym co przeszlas, ale wierzę że przyjdzie czas że będziesz miała siły żeby spróbować ?
Pamiętaj że teraz masz Anioła, który na pewno da Ci siły!
Dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#3
Olu, współczuję. Trudny czas przed Tobą, dwa tygodnie to naprawdę niewiele, zwłaszcza w żałobie po stracie. Daj sobie czas na jej przeżycie, na ból, na płacz, na smutek. Kiedyś będzie lżej i może wtedy przyjdą siły, by starać się znów o dziecko.
Przytulam Cię serdecznie.
Odpowiedz
#4
Olu także Ci współczuję.
Wiem co przeżywasz, mnie to już spotkało 3 razy.
Za każdym razem czujesz taki sam ból.
Fajnie, że masz już dziecko, napewno to Ci pomoże.
Jednak jak napisali już inni musisz sobie dać czas na przeżycie tej straty. Nikt Ci nie powie ile to zajmie. Dla jednej dłużej dla innej krócej.

Nie dziwię się, że nie jesteś w stanie rozmawiać z tą koleżanką. Też mam koleżankę, która kiedy niedawno straciłam dziecko była i jeszcze jest w ciąży.
I mimo, że to moja 3 strata, to i tak czasami nie potrafię z nią rozmawiać.
To normalne uczucie.

Z czasem powinno Ci być trochę lżej. Wprawdzie ból pewnie nigdy nie przeminie, ale u mnie zmienił się w coś trochę innego.
Wsparcie męża naprawdę pomaga, więc fajnie, że go masz.

A jak sobie radzić hmm.. każda z nas jest inna, a więc i inaczej sobie będzie z tym radzić. Coś co jest dobre dla mnie, nie znaczy, że będzie dobre dla Ciebie.
Ja od początku uciekałam w pracę, teraz także w remont domku. Skupiałam się po prostu na czymś innym i to mi pomagało. Teraz trzyma mnie też nadzieja, że kolejnym razem wszystko się uda, bo znam już jakaś przyczynę i wiem co robić.
Ale mam też koleżankę, która po stracie pierwszego dziecka nie była w stanie wrócić do pracy. Jej pomagał odpowiedni lekarz, rozmowa z psychologiem, także na początku leki, aby się z tym uporać.

Co Tobie pomoze to Ty będziesz wiedzieć najlepiej.

Jakbyś chciała się wygadać to pisz tutaj. Jak wspomniała Drostka chętnie Cię wysłuchamy.
Fajnie czasami pogadać z kimś kto przeżył to samo.
Myślę, że każda z nas czasami tego potrzebuje.

Trzymaj się ciepło.
Odpowiedz
#5
Dziękuję wam bardzo. Czuję, że potrzebuje pogadać z kimś kto właśnie przeszedł to samo. Wiedzieć, że to jak się czuje, jak wszystko przeżywam jest normalne. Są dni że jest lepiej A są dni gdzie nie daje rady...takie że właśnie tylko córka trzyma mnie w kupie i dzięki niej staram się żeby to wszystko wyglądało normalnie.
Ciągle się zastanawiam dlaczego akurat mnie to spotkało...co zrobiłam źle.

Czasem zastanawiam się czy to normalne że strata w 7 tygodniu tak bardzo boli...bratowa i mama mówią że mam się cieszyć że to się stało teraz A nie później...A ja czuje że bolałoby mnie to tak samo. Dla mnie to już było moje dziecko....moje wystarane, wyczekane. Zastanawiałam się jak będzie wyglądać nasze życie we czwórkę....jak fajnie że córka będzie miała się z kim bawić...że będę miała takie wielkie szczęście i cudowną rodzinę. A tu w jednej chwili wszystko się zawaliło.

Boję się, że to jak się czuje wpłynie na moja córkę...boje się że nie ma teraz że mnie 100% bo jednak myślami często jestem z moim aniołkiem.

Dodatkowo czas pandemii i siedzenia w domu nie sprzyja zajęciem się, skupienia na czymś innym.
Odpowiedz
#6
(Thu, 09 Kwietnia 2020, 15:42:07)selecja napisał(a): (...) masz już dziecko, napewno to Ci pomoże.

Tak prosto to to nie działa. Zwykle w którymś momencie rzeczywiście pomaga odczuwać sens tego, co mimo straty wciąż mamy, ale zdarza się niekiedy i tak, że żyjące dziecko wzbudza emocje nie tylko mało pomocne, ale wręcz negatywne (sic!). To bywa uczuciowy dramat nie poddający się łatwo racjonalizowaniu.

Ta sprawa bywa poważnym tabu, a radzić sobie jest wtedy tym trudniej, że jest wypierana jako nieakceptowalna.
Zatem ostrożnie z myśleniem, że to "na pewno" pomoże z automatu.
Odpowiedz
#7
(Thu, 09 Kwietnia 2020, 20:48:10)Ola02 napisał(a): Dziękuję wam bardzo. Czuję, że potrzebuje pogadać z kimś kto właśnie przeszedł to samo. Wiedzieć, że to jak się czuje, jak wszystko przeżywam jest normalne. Są dni że jest lepiej A są dni gdzie nie daje rady...takie że właśnie tylko córka trzyma mnie w kupie i dzięki niej staram się żeby to wszystko wyglądało normalnie.
Ciągle się zastanawiam dlaczego akurat mnie to spotkało...co zrobiłam źle.

Czasem zastanawiam się czy to normalne że strata w 7 tygodniu tak bardzo boli...bratowa i mama mówią że mam się cieszyć że to się stało teraz A nie później...A ja czuje że bolałoby mnie to tak samo. Dla mnie to już było moje dziecko....moje wystarane, wyczekane. Zastanawiałam się jak będzie wyglądać nasze życie we czwórkę....jak fajnie że córka będzie miała się z kim bawić...że będę miała takie wielkie szczęście i cudowną rodzinę. A tu w jednej chwili wszystko się zawaliło.

Boję się, że to jak się czuje wpłynie na moja córkę...boje się że nie ma teraz że mnie 100% bo jednak myślami często jestem z moim aniołkiem.

Dodatkowo czas pandemii i siedzenia w domu nie sprzyja zajęciem się, skupienia na czymś innym.

Olu, nic nie zrobiłaś źle! Ja wiem, że pierwsza nasza myśl to gdzie my jako matki zawinilysmy.. ale to nie jest Twoja wina że tak się stało ? 
Ty zrobiłaś dla swojego dziecka wszystko co mogłaś.

Ja straciłam dwójkę dzieci. Moja Natalka umarła po 4 dniach życia, a drugie dziecko straciłam w 7mym tygodniu.. po śmierci Natalki myślałam, że właśnie innym jest łatwiej jak tracą ciążę na początku, że się jeszcze nie przyzwyczaja, nie czują ruchów dziecka itd. I wiwesz co Ci powiem.. guzik prawda.. po drugiej stracie myślałam, że umrę.. myślałam, że dosłownie nic że mnie już nie będzie, tak strasznie bolało mnie wszystko  środku..  więc moim zdaniem, nie ważny jest który tydzień ciazy.. 5,7 czy 30.. To było Twoje dziecko które pokochałas od pierwszego testu i ból zawsze będzie. Nie ma czy mniejszy, czy większy..  musisz niestety przejść teraz najgorszy czas.. A faktycznie. Czas epidemii, siedzenia w domu nie sprzyjaSad 

Ja nie mam dzieci, więc faktycznie nie wypowiem się jak o jest jak się ma w tej sytuacji dziecko  domu.. ale wydaje mi się że Twoja córeczka, nawet jeśli teraz nie ma Cię na 100% przez jakiś czas na pewno  tego nie odczujejakos bardzo.. 
Teraz pomysl trochę o sobie. O tym, żebyś to Ty doszła do siebie i psychicznie i fizycznie, ale daj sobie na to czas. Jak chce Ci się płakać- to płacz! Jak chce Ci się o tym rozmawiać o o tym mów, jak chcesz milczeć to milcz..
Odpowiedz
#8
Olu, czuję podobnie jak Drostka.
Wprawdzie pierwsze dziecko straciłam w 16 tygodniu.
Ale nie czułam jeszcze ruchów dziecka jak Drostka.
Jednak za każdym razem to był tak samo wielki ból.

Myślę, że twoja mama i bratowa chcą pewnie dobrze, ale jeżeli tego nie przeżyły to naprawdę nie wiedzą co czujesz.
To jest normalne, że tak bardzo boli. Żałoba po Twoim dziecku jest także normalna, nieważne w którym tygodniu to się stało.

Ludzie nam bliscy, którzy tego nie doświadczyli starają się nas pocieszyć, nam pomóc. Sposoby ich pewnie są różne. Też tego doswiadczylam. Po prostu nie wiedzą jak się zachować.
Dla nich pewnie to też często jest sytuacja niecodzienna, tak myślę, tak było u mnie.

Dobrze, że tutaj piszesz.
Myślę jak Drostka, że teraz potrzebujesz czasu dla siebie.
Potrzebujesz przeżyć żałobę.

Mam koleżankę, która przeżyła już 2 poronienie i 
też ma córkę.
Stara się być dla niej silna.
Widzę jak córka dodaje jej sił. 
Zawsze mi o niej opowiada. Skupia się na niej, więc nie myśli o tym co się stało tak często.
Czasami zazdroszczę jej tego.

Pisz jak Cię najdzie ochota
Odpowiedz
#9
Dziewczyny dziękuję Wam bardzo za słowa wsparcia...za to że wiem że tutaj zawsze znajdzie się ktoś kto choć trochę pomoże. Może to głupie Ale rozmowa nawet wirtualna z osobami, które przezywają to samo co ja daje jakiś taki promyk nadziei na to, że jeszcze będzie lepiej.

Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić że stratą, że może jeszcze nam się uda. Są dni gdzie ta nadzieja jest większa...są dni gdzie jest mniejsza A są dni gdzie w sumie nie ma jej wcale.

Boli ciągle ta pustka...Ja się czuje taka pusta, niepotrzebna i beznadziejna. Z jednej strony wiem że to co się stało nie j3st moją winą A z drugiej ciągle się zastanawiam czy jest coś co mogłam zrobić lepiej...

Zastanawiam się czy nie szukać pomocy u psychologa, Ale nie mam zielonego pojęcia jak to wygląda w obecnej sytuacji i w ogóle jak to wygląda. Jak przebiega taka wizyta.

Jeszcze raz wam dziękuję bardzo za to wsparcie i za miłe słowa
Odpowiedz
#10
Olu, ja po drugiej stracie skorzystałam z pomocy psychologa.
Wiem, że teraz moja Pani psycholog prowadzi konsultacje przez telefon, lub przez whats up. Ona zajmuje się głównie kobietami po stracie. Ja też nie wiedziałam jak ta wizyta będzie wyglądać.. ale to samo poszłoSmile nie wiem jak przez telefon, bo jeszcze nie miałam wizyty zdalnie, ale myślę że warto spróbować chociaż skorzystać z jednej konsultacji Smile

Kontakt do niej znajdziesz tutaj:
[Usunięto dane marketingowe]
Odpowiedz
#11
Nie znajdzie.
Tak jak w innym temacie już Ci wspomniałam - namiary można podawać wyłącznie w dziale i tematach do tego wyznaczonych. Tylko tam możesz w miarę swobodnie ponownie zamieścić tego linka. Traktuj ten zakaz poważnie, nawet jeśli wydaje Ci się nadgorliwy.
Od dawna tępię ostro wszelkie próby obejścia tej zasady i również dlatego niemal nie ma tu spamu i marketingu szeptanego, traktujących niejedno forum w necie jak swoje pole biznesowe, choć zapędy regularnie się pojawiają.

Temat ogólny z namiarami na psychiatrów i psychologów:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=235
Odpowiedz
#12
(Fri, 10 Kwietnia 2020, 19:41:44)Ola02 napisał(a): Dziewczyny dziękuję Wam bardzo za słowa wsparcia...za to że wiem że tutaj zawsze znajdzie się ktoś kto choć trochę pomoże. Może to głupie Ale rozmowa nawet wirtualna z osobami, które przezywają to samo co ja daje jakiś taki promyk nadziei na to, że jeszcze  będzie lepiej.

Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić że stratą, że może jeszcze nam się uda. Są dni gdzie ta nadzieja jest większa...są dni gdzie jest mniejsza A są dni gdzie w sumie nie ma jej wcale.

Boli ciągle ta pustka...Ja się czuje taka pusta, niepotrzebna i beznadziejna. Z jednej strony wiem że to co się stało nie j3st moją winą A z drugiej ciągle się zastanawiam czy jest coś co mogłam zrobić lepiej...

Zastanawiam się czy nie szukać pomocy u psychologa, Ale nie mam zielonego pojęcia jak to wygląda w obecnej sytuacji i w ogóle jak to wygląda. Jak przebiega taka wizyta.

Jeszcze raz wam dziękuję bardzo za to wsparcie i za miłe słowa

Doskonale wiem co czujesz.
Ja ostatnio też mam gorsze dni. Chociaż są one trochę spowodowane otrzymanymi wynikami badań.
Ale tak jest. A czasami dni są lepsze, jest większa nadzieja i motywacja do działania.
Znam to aż za dobrze. Ale myślę, że sama osobiście potrzebuję także tych gorszych dni, dni żeby się wypłakać ze wszystkiego, dni żeby pożalić się, lub ponarzekać.

Nie obwiniaj się, że masz takie dni.
Odnośnie psychologa to nigdy nie korzystałam, więc nie wiem jak to się odbywa.
Raczej kiedy chcę z kimś pogadać to dzwonię do mojej matki, która zawsze mnie wysłucha i nie będzie mnie pocieszać, albo do koleżanki, która przeżyła to samo już 2 razy.
Chociaż w tej sytuacji to częściej ona coś mówi, a ja lubię ją słuchać, samo słuchanie mi wtedy pomaga.

Wydaje mi się, że tak jak pisze Drostka teraz pewnie będą możliwe wizyty online u psychologa.
Więc jeżeli będziesz chciała skorzystać to zawsze możesz coś znaleźć w internecie.

Pustka... tak to dobre określenie straty, tak mi się wydaje.
A może warto czasami pomyśleć o tym co w życiu już masz, a nie o tym co straciłaś, może to w jakiś sposób Ci pomoże.

I taka ciekawostka:
Ja np. mam czasami tak, że lubię myśleć, że przecież mam wspaniałego męża, a nie wszyscy to mają, wtedy oglądam jakieś filmy romantyczne o samotnych kobietach, które tego nie mają i które dopiero poznają swoją miłość - czasami mi to pomaga.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości