Starania o dziecko w czasie epidemii koronawirusa?
#26
Nic nie wskazuje, bo nie ma jeszcze takich badań. Wciąż się krąży po omacku. Spec od ginekologii i położnictwa sugeruje jednak przełożenie starań. Kliniki leczenia niepłodności nie działają tak, jak do tej pory.
Każdy podejmuje decyzję sam i sam będzie za nią odpowiadał. Myślę, że JA nie byłabym sklonna starać się ŚWIADOMIE o dziecko w sytuacji, wojny, głodu, zarazy. Nawet, jeśli "nie w takich okolicznościach rodziły się dzieci".
Odpowiedz
#27
Rozumiem, tyle że nie podzielam.
Ja akurat nie miałam na to wpływu, że epidemia mi przypadła na czas ciąży, ale wśród wielu licznych lęków ten związany z samym wirusem mam gdzieś na szarym końcu. Bardziej się boję toksoplazmozy i listeriozy, niż koronawirusa.
A w kwestii epidemii bardziej niż sam wirus martwi mnie to, że mój wybrany szpital wstrzymał na początku miesiąca przyjęcia na ginekologię i porodówkę, że pewnie nie będę mogła w ogóle zaplanować, gdzie urodzę, poznać szpitala, wybrać położnej, że nie będę miała szkoły rodzenia... a przede wszystkim - że Polska nie respektuje zaleceń WHO w sprawie opieki okołoporodowej w czasie epidemii. To są rzeczy, które mnie stresują i wkurzają, ale nie zrezygnowałabym z ich powodu ze starań.
Odpowiedz
#28
To może i ja się dołączę...
Mój prowadzący twerdzi- dmuchać na zimne bo o tym wirusie nie za wiele wiemy. A badania na temat zagrożenia ciężarnych są sprzeczne z powodu jeszcze małej ilości danych.
Mój powiatowy szpital kilkakrotnie wstrzymywał już przyjęcia z powodu zagrożenia koronawirusem, co prawda na kilkanaście godzin z powodu sterylizacji, ale w ostatnim czasie zdaża się to coraz częściej, inny najbliższy szpital jest przekształcony z zakaźny więc w ogóle odpada. Ze względu na obecną sytuację trafiłam do odległego ode mnie szpitala o wyższym stopniu, w który w ciągu doby oddział sie zapełnił więc ja jestem szczęśliwa że mam łóżko.
Ciąża jest stanem nieprzewidywalnym, mimo mojego optymizmu już drugi raz się o tym o przekonuje i teraz będąc w pełnym szpitalu liczę na jak najdłuższy pobyt dla dobra swoje bąbla, a co za tym idzie blokując miejsce dla innych potrzebujących. Nie jest teraz lekko a jak będzie za miesiac tego jeszcze nie wiemy...
Ale tak jak PiBi powiedziała każdy odpowiada za swoje decyzje..
Odpowiedz
#29
(Fri, 24 Kwietnia 2020, 10:17:36)animatua napisał(a): Tak, optymista nawet na cmentarzu widzi same plusy.

Pierwsze dziecko pragnie się posiadać dla siebie, dla spełnienia instynktu, potrzeby przelania miłości, często za wszelka cenę.

Świeżo po poronieniu do człowieka po prostu nie docierają racjonalne argumenty. I to nie jest zarzut. Tak po prostu jest.
We wrzesniu, październiku powinny zacząć sie rodzic dzieci poczęte w trakcie pandemii, przyjmijmy, ze nawet w wakacje cos juz powinno zacząć sie klarować- to rozsądny termin, nie tak odległy.

A pesymista widzi same tragedie jeżeli tak to opisujemy.

Nie pragnę dziecka za wszelką cenę i nie opieram się na emocjach związanych z poronieniem tak jak Ty to widzisz.
Już to przerabiałam realne spojrzenie na sytuację, odkładanie na później z jakiegoś powodu.
Po prostu życie mi pokazało, że czekanie jest bez sensu.

Chcesz realizmu? Realia są takie, że nie wiesz i nikt nie wie co się stanie za pół roku, za rok.
I nie chodzi tu tylko o wirusa. Wirusy zawsze jakieś będą.

A co jeżeli Twój partner zachoruje albo Ty zachorujesz? Co jeżeli okaże się, że już za późno?
U mnie w rodzinie tak się zdarzyło, że chłopak zachorował i nie wiedzieli, czy wszystko będzie dobrze, czy po wszystkim będą mogli mieć dzieci.
Na szczęście dobrze się skończyło.
Takie sytuacje są rzadkie i nikt się tym nie przejmuje dopóki jego lub kogoś z rodziny to nie spotka.

Ja osobiście też straciłam już wiele lat życia.
Nie wiem, czy za rok, za dwa, za pół roku, za parę miesięcy nie pojawi się inna ważna przeszkoda.

Uważam, że życie jest zbyt krótkie, żeby je marnować na czekanie.
Ryzyko zawsze jakieś jest.
Ja też mam stały dostęp do mojego ginekologa.

Ale rozumiem też strach innych dziewczyn i go nie neguję. Każdy odpowiada za siebie i wie co będzie dla niego najlepsze.

Powodzenia wszystkim cokolwiek byście nie zdecydowały Wink
Odpowiedz
#30
W takim razie ten wątek jest bez sensu.
Skoro chodziło tylko o uzyskanie potwierdzenia, ze starać sie można i trzeba, a wirusów i tak wokół multum no i inne wypadki tez po ludziach chodzą.
Tak było zawsze.
Z tej perspektywy nie znajdujemy sie teraz w żadnej wyjątkowej sytuacji, jest tak jak zwykle.
Trafia do mnie argumentacja typu „musze zaryzykować, bo ucieka mi czas, wierzę, ze nie zachoruję, a szpitale bedą działać, nawet niepomyślne dane kliniczne mnie nie powstrzymają przed decyzją, bo zastosuję izolację i ufam, ze mnie to nie będzie dotyczyć”...cokolwiek, co uznaje, ze wirus jest i jest bardziej niebezpieczny niż przeziębienie tak z powodów klinicznych jak i wpływu na resztę sfer zycia. Argumentacja w stylu „po nas choćby potop” nigdy do mnie nie trafiała. Nie da sie w tej chwili obalić argumentu braku danych klinicznych dotyczących wpływu wirusa na prawidłowość rozwoju płodu i potencjalnych następstw w przyszłości.
Przypominam, ze wątek został założony w dziale merytorycznym.

I proszę, bys nie pisala do mnie „Ty zachorujesz” itp...odbieram to wtedy personalnie, dzieci mieć nie mogę i mnie to bardzo mocno rani.
Lepiej bylobyby „któraś z Was zachoruje” itp...
Odpowiedz
#31
Dla mnie w ogóle ta dyskusja jest trudna i przykra. Dzieci nie mam i możliwe, że nigdy nie będę miała. 
Celowo nie proszę o dostęp do rozmów o ciąży i staraniach, bo mnie to rani i boli, podobnie jak ciążowe brzuchy innych kobiet, bo dla mnie nie jest to osiągalne, w bardzo długiej przyszłości, a może nigdy.
Odpowiedz
#32
A ktoś wziął pod uwagę (w tej dyskusji) wolę dziecka? Czy chciałoby żyć w wojnie, głodzie, zarazie, bezrobociu, suszy, migracji, itp., itd?
Odpowiedz
#33
A czy ktokolwiek starając się o dziecko bierze pod uwagę jego wolę? To, czy chciałoby w ogóle żyć, w dowolnych okolicznościach?
A czy starając się o dziecko w idealnym momencie mamy jakąkolwiek pewność, że za rok albo dwa nie wybuchnie wojna, nie przyjdzie susza itp. W sumie biorąc pod uwagę choćby postępujące zmiany klimatyczne - powinniśmy się wszyscy przestać rozmnażać. Bo na pewno czekają nas susze, kryzysy, ograniczenia...
Trochę irracjonalna się ta rozmowa staje, jeśli zaczynamy pytać niepoczęte dzieci o ich wolę...
Odpowiedz
#34
Popieram że ta rozmowa staje się irracjonalna.

To ja rozpoczęłam ten wątek, ponieważ chciałam się dowiedzieć czy inne kobiety stoją przed podobnym dylematem jak ja, co mówią Wam lekarze, jak sobie z tym radzicie itd.
Uzyskałam odpowiedzi na pytania jakie miałam, otrzymalam wsparcie i Wasze zdanie na ten temat - za co bardzo dziękuję Smile

Każdej z Was która będzie się starać życzę zdrowia i powodzenia.
Tym, które te decyzję odloza na później życzę wytrwałości i oczywiście zdrowia, niech ten wirus się skończy jak najszybciej!
Tym, które tracą nadzieję, że już nie ma szans na macierzyństwo dla nich, życzę aby Was świat pozytywnie zaskoczyl. Nasze losy są niezbadane, nigdy nie mówmy nigdy Smile pamiętajcie że nadzieja umiera ostatnia Smile

Dziękuję że jesteścieSmile
Odpowiedz
#35
Co za banały, "nigdy nie mów nigdy", "nadzieja umiera ostatnia". Alergię mam na to. Mnóstwo z nas przed takimi "wspaniałymi" pocieszeniami ucieka tu, bo pełno tego w realnym świecie. Jak ktoś, jak Animatua pisze, że nie może mieć dzieci, to raczej wie co mówi i wie, że nadziei już nie ma. Więc litości.
Odpowiedz
#36
Rozmowa nie jest irracjonalna. Nie mam wpływu na to, co w przyszłości, ale na teraźniejszość i owszem. A dziś jest niepewne. I bardzo niedobre. Może jednak warto poczekać kilka mcy na stabilniejszą sytuację.
A kto chce ryzykować- niech ryzykuje ;-)
Odpowiedz
#37
Obiecuje nic więcej takiego nie napisać. Przepraszam
Odpowiedz
#38
Dziękuję, Drostka. 
To ważne w tym miejscu. Bo naprawdę są osoby, dla których nie ma już nadziei i takie słowa rwą serce i duszę na strzępy.
Odpowiedz
#39
(Mon, 27 Kwietnia 2020, 11:45:24)animatua napisał(a): W takim razie ten wątek jest bez sensu.
Skoro chodziło tylko o uzyskanie potwierdzenia, ze starać sie można i trzeba, a wirusów i tak wokół multum no i inne wypadki tez po ludziach chodzą.
Tak było zawsze.
Z tej perspektywy nie znajdujemy sie teraz w żadnej wyjątkowej sytuacji, jest tak jak zwykle.
Trafia do mnie argumentacja typu „musze zaryzykować, bo ucieka mi czas, wierzę, ze nie zachoruję, a szpitale bedą działać, nawet niepomyślne dane kliniczne mnie nie powstrzymają przed decyzją, bo zastosuję izolację i ufam, ze mnie to nie będzie dotyczyć”...cokolwiek, co uznaje, ze wirus jest i jest bardziej niebezpieczny niż przeziębienie tak z powodów klinicznych jak i wpływu na resztę sfer zycia. Argumentacja w stylu „po nas choćby potop” nigdy do mnie nie trafiała. Nie da sie w tej chwili obalić argumentu braku danych klinicznych dotyczących wpływu wirusa na prawidłowość rozwoju płodu i potencjalnych następstw w przyszłości.
Przypominam, ze wątek został założony w dziale merytorycznym.

I proszę, bys nie pisala do mnie „Ty zachorujesz” itp...odbieram to wtedy personalnie, dzieci mieć nie mogę i mnie to bardzo mocno rani.
Lepiej bylobyby „któraś z Was zachoruje” itp...

Sprawa koronawirusa nie jest sytuacją normalną ale wyjątkową. Nie twierdziłam inaczej.
Starałam się pokazać dlaczego ja widzę to w taki a nie inny sposób. I dlaczego nie chce czekać.

Naprawdę tak ciężko zrozumieć sytuację kiedy ktoś taki jak ja, który stracił ileś lat życia, troje dzieci i jeszcze w otoczeniu u siebie spotkałam się z różnymi tragediami powodującymi utratę możliwości macierzyństwa nie chce już czekać.

Rozumiem, że moje argumenty nie przemawiają. Trudno.
Kwestia koronawirusa jest sprawą poważna, ale na tą sytuację nie mam obecnie żadnego realnego wpływu. Mogę jedynie zachowywać wszelkie środki ostrożności.

Zdanie "Ty zachorujesz" jest wyrwane z kontekstu.
W tym momencie mówi jakbym kogoś o coś oskarżała.
A tak nie jest.
Użyłam zdania "A co jeżeli .... Ty zachorujesz" to zdanie bardziej przemawia dla mnie jako przykład.
Rozumiem, że także jest ono nie zrozumiałe. W takim razie przepraszam, nie będę więcej używać przykładów.

Rozumiem sytuację kiedy ktoś się boi teraz. Rozumiem sytuację kiedy chce zaczekać. Zdaje sobie sprawę, że każdy ma inne doświadczenia. 

Ale mam też wrażenie, że zrozumienie mojej sytuacji dla niektórych jest bardzo trudne, a wręcz nieakceptowalne.
Odpowiedz
#40
Selecjo, Animatua napisała wyżej, że "dzieci mieć nie może", więc zadawanie pytania, co będzie, jeśli zachoruje i nie będzie mogła mieć dzieci, może być dla niej bolesne w odbiorze, nawet jeżeli przykład miał być ogólny. Rozumiem, że w momencie zadawania pytania mogłaś tego nie wiedzieć, ale teraz, mając już wiedzę, że przykład był niezamierzenie bolesny, nie brnęłabym w niego dalej.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości