Starania o dziecko w czasie epidemii koronawirusa?
#1
Cześć dziewczyny! Piszę na forum, bo może nie tylko ja, bije się z takimi myślami, czy w obecnej sytuacji (epidemia kronawirusa) to dobry czas na starania się o dziecko? Sad
Straciłam już dwójkę dzieci.. ostatnie poronienie było 4mce temu.
Chcemy mieć z mężem dzieci, bardzo chcemy.. postanowiliśmy starać się ponownie od kwietnia. Sad z każdym miesiącem jesteśmy starsi.. A nikt nie są nam gwarancji że następnym razem się uda, więc nie chcieliśmy zwlekać z ta decyzja. Wykonałam wszystkie badania, wszystko jest ok, mamy zielone światło od lekarza..
I przyszła ta straszna epidemia.. Sad czytam różne wywiady z ginekologami, seksuologami i opinie są podzielone.. jedni zalecają poczekać aż epidemia minie (Tylko nie wiadomo ile to potrwa).. inni zalecają żyć normalnie i próbowaćSad A ja sama nie wiem.. serce mam w kawałkach i nie umiem się pozbierać tym czasie.
Wiem, że najważniejsze jest zdrowie, nasze i naszego przyszłego dziecka i ten czas na pewno nie jest idealny na starania.. ale myśl o tym że mogę nigdy nie być mama przez odkładanie tej decyzji na później - dobija mnie. 

Czy któraś Was podjęła próbę starania się o dziecko w czasie epidemii? ?
Podzielcie się swoimi przemyśleniami jeśli jesteście w takiej sytuacji.. może w tym trudnym czasie powinnyśmy sie wspierac razem, bo tylko my najlepiej sie zrozumiemy..
Odpowiedz
#2
Cześć Drostka.
Jestem w podobnej sytuacji do Twojej.
Także straciłam wymarzone dzieci.
Już trójkę. Ostatnie niedawno, bo 11 marca tego roku.
My z mężem też bardzo chcemy mieć dzieci.

Nie wiem jaka jest wasza sytuacja i jakie badania już robiliście. Ale rok temu oboje z mężem myśleliśmy, że zrobiliśmy już wszystkie możliwe badania.
Tak twierdzili lekarze. Tak twierdził lekarz z kliniki leczenia niepłodności. I wielu innych.
Dostaliśmy podobnie jak wy zielone światło.
Wszystkie badania wychodziły w porządku.
Dlatego postaraliśmy się i początkiem tego roku udało nam się.
Niestety ponownie straciliśmy dziecko.
Teraz poszliśmy jeszcze do innego lekarza.
Okazało się, że jednak nie zrobiliśmy wszystkich badań genetycznych, bo lekarz zlecił nam inne badania jeszcze w trakcie ciąży. Niestety wszystkie wyniki były już po poronieniu.
A raczej po stracie dziecka, bo po prostu serce dziecka przestało bić.

Okazało się że ja mam problem z genem MTHFR, co oznacza, że nie mogę brać kwasu foliowego w zwykłej formie. Nie tyle, że mi nie pomaga, to jeszcze mi szkodzi.
Lekarz także stwierdził że powinnam przy następnej ciąży brać heparynę drobnocząsteczkowa.

Naprawdę nie wiem jaka jest wasza sytuacja i jakie badania już mieliście. Ale bardzo przestrzegam przed zbytnim zawierzeniem lekarzowi, zwłaszcza kiedy nic nie wychodzi z badań a pojawiają się poronienia. Ja mam czasami do siebie żal, że tak zawierzyłam. Mam nadzieję, że to nie wasza sytuacja i szczerze życzę wam wszystkiego najlepszego.

Odnośnie starań a koronawirusa to mój lekarz twierdzi, że nie jest to dobry czas, zwłaszcza, że kobieta ma wtedy obniżona odporność i nie wiadomo jak wirus działa na kobiety we wczesnej ciąży.

Natomiast osobiście znam Twoje odczucia, bo moje są takie same. Nie wiadomo kiedy wirus się skończy. Nie wiadomo, czy będzie lepiej, a lata lecą, czas płynie.
Też bym chciała jak najszybciej postarać się z mężem o dziecko. Tylko ja potrzebuję stałej kontroli lekarskiej, pytanie, czy będę mogła ją mieć.
Nie wiem.
Wiem, że nigdy nie jest dobry czas, bo zawsze coś się dzieje.
Czy spróbujemy z mężem, chciałabym, pierwsze trzy cykle po poronieniu dają największe szanse na zajście ponownie w ciążę, więc bardzo bym chciała spróbować.
Czy spróbujemy, zobaczymy.
Wybór należy do każdej z nas, trzeba się jednak liczyć z konsekwencjami takich działań.
Naprawdę ciężkie to dylematy.
Odpowiedz
#3
Dodam jeszcze, że w tamtym roku mój mąż miał przeczucia odnośnie tego, że coś jest nie tak z kwasem foliowym.
Ja też po tym jak wspomniał.
Ale po zapytaniu lekarza zostaliśmy utwierdzeni, że kwas foliowy nie może szkodzić i że napewno jest wszystko ok.
Powinniśmy wtedy chociaż sprawdzić nasze przeczucia, ale nie zrobiliśmy tego.

Dlatego myślę, że jeżeli para ma jakieś przeczucia, to warto to sprawdzić.

Piszę to tylko, żeby przestrzec przed popełnieniem naszego błędu.

Powodzenia Wink
Odpowiedz
#4
Ja mam zielone światło na starania od maja. Chcieliśmy zacząć z mężem jednak w czerwcu. I stoję przed tym samym dylematem co Ty. W maju miałam zrobić jeszcze cytologię i wymaz i nie wiem czy będzie taka możliwość, a bez wymazu psychicznie nie dam rady podjąć się staran. Mam w domu prawie 3 latka, nigdy nie chciałam dużej różnicy między dziećmi. Drugiego synka straciłam w listopadzie w 28 tyg. I bardzo pragnę dziecka, ale też nie wiem co robic. Bo poczekać można.. Ale ile? Jak nikt nie wie ile to potrwa Sad
Odpowiedz
#5
(Mon, 06 Kwietnia 2020, 08:28:13)selecja napisał(a): Dodam jeszcze, że w tamtym roku mój mąż miał przeczucia odnośnie tego, że coś jest nie tak z kwasem foliowym.
Ja też po tym jak wspomniał.
Ale po zapytaniu lekarza zostaliśmy utwierdzeni, że kwas foliowy nie może szkodzić i że napewno jest wszystko ok.
Powinniśmy wtedy chociaż sprawdzić nasze przeczucia, ale nie zrobiliśmy tego.

Dlatego myślę, że jeżeli para ma jakieś przeczucia, to warto to sprawdzić.

Piszę to tylko, żeby przestrzec przed popełnieniem naszego błędu.

Powodzenia Wink

Dziękuję za Twój wpis. Faktycznie czytałam też o mutacji tego genu i pytałam lekarza czy wykonywać badania genetyczne ale na razie mi odradzil ?. 

Pierwsze dziecko urodziłam w 32tyg ciazy, ale Natalka zmarła ponieważ miała chorobę genetyczną, triploidie. Lekarz twierdzi że gdybym miała problemy z donoszeniem ciazy np. Przez ten kwas, to Natalka z taka choroba na pewno nie urodzilaby się żywym dzieckiem..  Ale mam caly czas w głowie czy faktycznie w to uwierzyć, czy nie wykonać jakiś dodatkowych badań na własną rękęSad 

Niby stwierdziliśmy z mężem po 2gim poronieniu (też serduszko przestało bić, podobnie jak U was w 7tyg) zrobimy wszystko co lekarz każe i spróbujemy jeszcze raz A jeśli znów się nie uda to zmienimy lekarza, aczkolwiek nie wiem już na jakiego bo ten lekarz jest bardzo dobrym profesorem.. 

Tylko no teraz przez ta epidemie to nie mam pojęcia kiedy cokolwiek sie zmieni Sad lekarz powiedział mi że do pół roku po poronieniu najlepiej zajść  ciążę..  czyli u mnie do czerwca. Nie wiem czy podejmiemy taka decyzję, czy to będzie dobra decyzja.. 
Chciałabym wpaść i z zaskoczenia dowiedzieć się że jestem  cciąży  ?

Wam również życzę powodzenia!

(Mon, 06 Kwietnia 2020, 09:44:21)ania0908 napisał(a): Ja mam zielone światło na starania od maja. Chcieliśmy zacząć z mężem jednak w czerwcu. I stoję przed tym samym dylematem co Ty. W maju miałam zrobić jeszcze cytologię i wymaz i nie wiem czy będzie taka możliwość, a bez wymazu psychicznie nie dam rady podjąć się staran. Mam w domu prawie 3 latka, nigdy nie chciałam dużej różnicy między dziećmi. Drugiego synka straciłam w listopadzie w 28 tyg. I bardzo pragnę dziecka, ale też nie wiem co robic. Bo poczekać można.. Ale ile? Jak nikt nie wie ile to potrwa Sad

Witaj ania0908,
A pytałaś może swojego lekarza czy w tej sytuacji epidemii również nie widzi przeciwwskazań żeby starać się od maja? 
My z mężem też myśleliśmy aby starać się w maju lub w czerwcu w zależności od tego co będzie sie działo na świecie..  Ale na razie nic nie wróży żeby ta epidemia do czerwca wygasła.. Sad
Odpowiedz
#6
Drostka nie jestem lekarzem, więc nie powiem czy powinnaś zrobić jeszcze jakieś badania.
Chciałam Ci tylko pokazać, że dobre wyniki nie zawsze oznaczają, że jest ok.
Lekarze też nie zawsze pomyślą.
Ja pierwszą ciążę straciłam jakoś w 14 tygodniu, dowiedziałam się w 16 tyg że dziecko nie żyje.
Po prostu przestało bić serce.
Ale wtedy nie przejmowałam się tym wszystkim aż tak, bo dla mnie zajście w ciążę znaczyło wtedy, że urodzę.
Kwas foliowy zaczęłam brać dopiero od 2 miesiąca ciąży dopóki mi lekarze nie kazali go brac i może to uratowało dziecko, że przeżyło tak długo. Ale wtedy nawet nie wiedziałam, że w ciąży bierze się kwas foliowy.
Moja mama nie brała tego kwasu a do lekarza poszła dopiero w 7 miesiącu, żeby założyć kartę ciąży.

Ale wiesz ja miałam takie symptomy, że jak brałam kwas foliowy to nie mogłam zajść w ciążę. Oboje z mężem to zaobserwowaliśmy. Dlatego zawsze jak się potem staraliśmy to przestawałam go brać.

Mimo, że lekarz kazał mi teraz więcej nie robić badań bo to strata pieniędzy to  i tak chciałabym zrobić jakieś badania dodatkowo, żeby mieć komplet badań po poronieniach, chociażby dla siebie, żeby mieć pewność, że tym razem nic nie zostawiłam.
Dodatkowo chciałabym także zasięgnąć opinii genetyka, z którym obecnie można porozmawiać online za odpowiednią kwotę.
Nie wiąże się to że zmiana lekarza, ale z dużymi kosztami. Ja jednak chcę te koszty ponieść.

W Twojej sytuacji nie wiem co Ci powiedzieć. Razem z Twoim mężem musicie zdecydować, co robić. My mieliśmy przeczucia i obserwacje odnośnie kwasu foliowego, a może wy macie jakieś swoje odczucia odnośnie czegokolwiek innego.

A może teraz u was będzie wszystko w porządku.
Tego wam mocno i szczerze życzę.
I jeszcze jedno to, że teraz zaczniecie starania nie sprawi też, że od razu wam się uda. Czasami może to potrwać, my ostatnio się staraliśmy rok czasu aż nam się udało.
Dlatego chcieliśmy spróbować teraz kiedy mamy największe szanse.

Więc może mimo wirusa warto próbować....
Odpowiedz
#7
(Mon, 06 Kwietnia 2020, 13:08:11)drostka napisał(a):
(Mon, 06 Kwietnia 2020, 08:28:13)selecja napisał(a): Dodam jeszcze, że w tamtym roku mój mąż miał przeczucia odnośnie tego, że coś jest nie tak z kwasem foliowym.
Ja też po tym jak wspomniał.
Ale po zapytaniu lekarza zostaliśmy utwierdzeni, że kwas foliowy nie może szkodzić i że napewno jest wszystko ok.
Powinniśmy wtedy chociaż sprawdzić nasze przeczucia, ale nie zrobiliśmy tego.

Dlatego myślę, że jeżeli para ma jakieś przeczucia, to warto to sprawdzić.

Piszę to tylko, żeby przestrzec przed popełnieniem naszego błędu.

Powodzenia Wink

Dziękuję za Twój wpis. Faktycznie czytałam też o mutacji tego genu i pytałam lekarza czy wykonywać badania genetyczne ale na razie mi odradzil ?. 

Pierwsze dziecko urodziłam w 32tyg ciazy, ale Natalka zmarła ponieważ miała chorobę genetyczną, triploidie. Lekarz twierdzi że gdybym miała problemy z donoszeniem ciazy np. Przez ten kwas, to Natalka z taka choroba na pewno nie urodzilaby się żywym dzieckiem..  Ale mam caly czas w głowie czy faktycznie w to uwierzyć, czy nie wykonać jakiś dodatkowych badań na własną rękęSad 

Niby stwierdziliśmy z mężem po 2gim poronieniu (też serduszko przestało bić, podobnie jak U was w 7tyg) zrobimy wszystko co lekarz każe i spróbujemy jeszcze raz A jeśli znów się nie uda to zmienimy lekarza, aczkolwiek nie wiem już na jakiego bo ten lekarz jest bardzo dobrym profesorem.. 

Tylko no teraz przez ta epidemie to nie mam pojęcia kiedy cokolwiek sie zmieni Sad lekarz powiedział mi że do pół roku po poronieniu najlepiej zajść  ciążę..  czyli u mnie do czerwca. Nie wiem czy podejmiemy taka decyzję, czy to będzie dobra decyzja.. 
Chciałabym wpaść i z zaskoczenia dowiedzieć się że jestem  cciąży  ?

Wam również życzę powodzenia!

(Mon, 06 Kwietnia 2020, 09:44:21)ania0908 napisał(a): Ja mam zielone światło na starania od maja. Chcieliśmy zacząć z mężem jednak w czerwcu. I stoję przed tym samym dylematem co Ty. W maju miałam zrobić jeszcze cytologię i wymaz i nie wiem czy będzie taka możliwość, a bez wymazu psychicznie nie dam rady podjąć się staran. Mam w domu prawie 3 latka, nigdy nie chciałam dużej różnicy między dziećmi. Drugiego synka straciłam w listopadzie w 28 tyg. I bardzo pragnę dziecka, ale też nie wiem co robic. Bo poczekać można.. Ale ile? Jak nikt nie wie ile to potrwa Sad

Witaj ania0908,
A pytałaś może swojego lekarza czy w tej sytuacji epidemii również nie widzi przeciwwskazań żeby starać się od maja? 
My z mężem też myśleliśmy aby starać się w maju lub w czerwcu w zależności od tego co będzie sie działo na świecie..  Ale na razie nic nie wróży żeby ta epidemia do czerwca wygasła.. Sad

 Nie pytałam bo jeszcze wtedy nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. A teraz niestety, ale nie ma jak pójść na wizytę. Wtedy głównie szlam zobaczyć jak moja blizna po cc, bo niestety ta cesarka była moja druga i bałam się jak to będzie z tym czekaniem. Zresztą tak jak pisze Selecja.. Nie wiadomo czy uda się za pierwszym, drugim razem, dlatego może nie warto czekać, tylko działać. Trzeba być dobrej myśli, to pierwszy krok do sukcesu Smile ja chyba zacznę się nastawiać psychicznie, jak to kazała moja pani dr Smile bo myślę, że gorzej niż poprzednia moja sytuacja to już będzie i tego się trzymam! Smile
Odpowiedz
#8
Dziękuję dziewczyny za Wasze odpowiedzi. Dobrze, jest czuć że ktoś jeszcze przeżywa takie same rozterki jak ja.

Selecjo chyba poszukam jakiejś wizyty online i spróbuje w tym czasie jeszcze skonsultować się z jakimś lekarzem. Na pewno to nie zaszkodzi Smile

No właśnie dziewczyny.. czy może nas spotkać coś jeszcze gorszego niż już spotkało?
Może warto pozytywnie się nastawić i faktycznie próbować. Niech się dzieje wola nieba Smile

Życzę Wam powodzenia ?

Oczywiście nie miało być na końcu znaku zapytania Smile
Odpowiedz
#9
„ kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu” (Lec).
Zawsze może się wydarzyć coś gorszego, nasza wyobraźnia częstokroć nie sięga do granic tego, co rzuci nam los.
Jeśli w najbliższym czasie nie „ruszy” gospodarka, załamie sie w koncu także system służby zdrowia. Jeśli nie poprawi sie sytuacja w USA stracimy „żandarma” światowego handlu, zapewniającego bezpieczeństwo i płynność łańcuchów dostaw. Jak to się ma do Waszych hipotetycznych ciąż?
Oby były fizjologiczne, a do rozwiązania mogło dojść bezpiecznie chociażby w domu.
W innym wypadku moze sie zdarzyć, ze zostaniecie bez opieki lekarskiej, szpital albo nie będzie funkcjonował, albo nie będzie miał potrzebnych sprzętów i leków. Tych pierwszych nasz kraj praktycznie nie produkuje, te drugie często wymagają importu substancji z Chin.
Kiedyś było gorzej i kobiety tez rodziły. Tak. Kiedyś demografia była inna i ludzie godzili sie z tym, ze czesc dzieci nie przeżywała, ze kobiety często umierały przy porodzie i w połogu Nie wiem czy dziś jesteśmy gotowi na takie poświęcenia.
Wstrzymałbym sie na waszym miejscu te 2-3 miesiące, żeby sytuacja się wyklarowała.
Obecnie wszystko jest możliwe, za kilka miesięcy możemy sie zabijać o pracę i jedzenie. Jest takie ryzyko.
Odpowiedz
#10
Cześć wszystkim. Jestem w trakcie oplakiwania mojej straty. Uczepiłam się kurczowo myśli że będziemy z narzeczonym próbować od sierpnia września. Teraz czytam że pandemia ma trwać jeszcze rok może dwa. I najlepiej wstrzymać się z powiększaniem rodziny. Nie wiem czy jestem w stanie czekać dwa lata. Ciąża rozbudziła we mnie instynkt macierzyński a właściwie tylko go nasiliła.
To była moja pierwsza ciaza. Planowana. Zawsze mówiłam że chce urodzić pierwsze dziecko przed 30. Bałam się że ze względu na tyłozgięcie macicy i bolesne długie miesiączki zajscie będzie problematyczne. Nie było. Udało się po może dwóch miesiącach. Pierwsze USG było zaskakujące. To blizniaki. Szok i przerażenie jak ogarnąć od razu dwójkę. Ale od razu pokochałam oboje dzieci. To planowane i pasażera na gapę. Szczęście nie trwało długo. W 9 tyg okazało się że blizniaki zaspaly- ich serduszka nie biją. Zabieg miałam 2 marca.
Doszłam do siebie. Ale trzymam się jako tako tylko i wyłącznie z myślą że będę próbować. Z narzeczonym założyliśmy że we wrześniu będziemy znów się starać. Mam mętlik w głowie odnośnie tego koronowirusa. Boją się narażać dziecko na zarażenie. Boję się utrudnionego dostępu do lekarza a od jesieni prognozują kolejny rzut zachorowań. Poza tym jestem w grupie ryzyka bo pracuje w aptece.
Moje blizniaki nie miały wad genetycznych przynajmniej tych najczęściej występujących. Znam płeć jednego dziecka. To był chłopiec. Drążyłam temat dalej i przebadałam siebie. Też mam mutacje genu odpowiedzialnego za przetwarzanie kwasu foliowego. Dodatkowo też genu kodującego aktywator inhibitorya plazminogenu. Utrudnia to zagnieżdżenie się zarodka i sprawia że mogę siać minizakrzepami które ograniczają dopływ tlenu i pożywienia do dzieci.
Dziś mam gorszy dzień.  Jakiś kolejny kryzys. Dobija mnie pandemia, dobijaja mnie moje mutacje, mam.piereszy okres i [...] tęsknię za moimi bliźniakami. Za moimi Twixami.
Odpowiedz
#11
(Thu, 16 Kwietnia 2020, 23:59:36)Ewela1812 napisał(a): Cześć wszystkim. Jestem w trakcie oplakiwania mojej straty. Uczepiłam się kurczowo myśli że będziemy z narzeczonym próbować od sierpnia września. Teraz czytam że pandemia ma trwać jeszcze rok może dwa. I najlepiej wstrzymać się z powiększaniem rodziny. Nie wiem czy jestem w stanie czekać dwa lata. Ciąża rozbudziła we mnie instynkt macierzyński a właściwie tylko go nasiliła.
To była moja pierwsza ciaza. Planowana. Zawsze mówiłam że chce urodzić pierwsze dziecko przed 30. Bałam się że ze względu na tyłozgięcie macicy i bolesne długie miesiączki zajscie będzie problematyczne. Nie było. Udało się po może dwóch miesiącach. Pierwsze USG było zaskakujące. To blizniaki. Szok i przerażenie jak ogarnąć od razu dwójkę. Ale od razu pokochałam oboje dzieci. To planowane i pasażera na gapę. Szczęście nie trwało długo. W 9 tyg okazało się że blizniaki zaspaly- ich serduszka nie biją. Zabieg miałam 2 marca.
Doszłam do siebie. Ale trzymam się jako tako tylko i wyłącznie z myślą że będę próbować. Z narzeczonym założyliśmy że we wrześniu będziemy znów się starać. Mam mętlik w głowie odnośnie tego koronowirusa. Boją się narażać dziecko na zarażenie. Boję się utrudnionego dostępu do lekarza a od jesieni prognozują kolejny rzut zachorowań. Poza tym jestem w grupie ryzyka bo pracuje w aptece.
Moje blizniaki nie miały wad genetycznych przynajmniej tych najczęściej występujących. Znam płeć jednego dziecka. To był chłopiec. Drążyłam temat dalej i przebadałam siebie. Też mam mutacje genu odpowiedzialnego za przetwarzanie kwasu foliowego. Dodatkowo też genu kodującego aktywator inhibitorya plazminogenu. Utrudnia to zagnieżdżenie się zarodka i sprawia że mogę siać minizakrzepami które ograniczają dopływ tlenu i pożywienia do dzieci.
Dziś mam gorszy dzień.  Jakiś kolejny kryzys. Dobija mnie pandemia, dobijaja mnie moje mutacje, mam.piereszy okres i [...] tęsknię za moimi bliźniakami. Za moimi Twixami.

Ewela strasznie mi przykro.. Twoje bliźniaki są w najlepszym miejscu. I mimo że nas tu boli serce i ściska z tęsknoty to one nie cierpią. Na szczęście.. 

Pierwszy okres po stracie jednej i drugiej, był dla mnie katastrofa.. przypominał mi o tym że ciąża już nie wróci, więc wiem co czujesz ...

Ja mam tragiczny mętlik w głowie o przez ta pandemie.. My z mężem myślimy żeby starać się na przełomie maja/czerwca. Myślę że nie tylko my (jeśli się uda) będziemy w ciąży..  Wiem ze ryzyko jest większe, ale z drugiej strony ludzie bardziej dbają o higienę, siedzimy w domach.. wbrew pozorom myślę ze nie ma co patrzeć tylko na koronawirusa i obawiać się zakażenia tylko trzeba dbać o siebie i uważać. Moim zdaniem nie możemy odłożyć życia na rok, dwa.. przynajmniej ja nie mogę bo dla mnie to prawie równoznaczne z tym że nigdy nie będę mama i zawsze będę nieszczęśliwa kobieta.. więc ja chyba zaryzykuję. Mimo strachu.. bo oczywiście strach jest.
Odpowiedz
#12
Tak. Życie musi toczyć się dalej. Rozumiem, ze nie masz wiele czasu w aspekcie biologicznym (mnie pandemia zamknęła drogę do in vitro z kd i teraz najprawdopodobniej mijają cenne miesiące, w których byłaby szansa na sukces). Tak wiec naprawdę Cię rozumiem.
Natomiast wciąż uważam, ze kobiety, które mogą poczekać z taka decyzją, powinny to zrobic.
Brak jest chociażby danych o skutkach przechorowania covid w pierwszym trymestrze ciąży.
Moze tylko nieznacznie wzrasta ryzyko poronienia, a moze dzieci urodzą sie niezdolne do samodzielnej egzystencji?
Gdybym miała dwadzieścia kilka lat, poronienie w wywiadzie, ale brak obciążeń w stylu nowotwór, przedwczesne wygasanie funkcji jajników itp. I jedynym powodem dla szybkiego zajścia w ciaze byłby moj niespełniony instynkt macierzyński, zastanowiłabym sie milion razy na co mogę narazić dziecko. Nikt tego nie wie, nie ma danych, za krótko to wszystko trwa. Ekonomicznie pewnie sie kiedyś odbijemy, szkody jakie potencjalnie wyrządzi wirus w organizmie dziecka magą odebrać mu szansę na normalne życie.
Odpowiedz
#13
Cześć dziewczyny.
Ja także zdecydowałam się razem z mężem, że będziemy próbować.
Osobiście mam takie doświadczenie, że zawsze będzie jakieś ale, nigdy nie będzie dobrego momentu.
Dlatego nie chcemy już czekać, 3 stracone ciąże to wcale nie tak mało.
Poza tym żyć trzeba, nie wiadomo kiedy ta pandemia się skończy, a tak przynajmniej mam nadzieję i nią właśnie żyje.

Ja jestem już po 30, a z czasem będzie coraz gorzej.
Życzę wam powodzenia cokolwiek byście nie zdecydowały Wink
Odpowiedz
#14
Trzymam kciuki selekcja Smile wierzę że wszystko będzie już u Was dobrze, czekam na pozytywne wieści Smile

Ja dziś zrobiłam badania genetyczne- Twoje wpisy przekonały mnie że nic nie stracę A przynajmniej będę mieć pewność że zrobiłam wszystko żeby znaleźć przyczynęSmile także czekam na wyniki i też będziemy się starać.
Na dziecko zawsze jest dobry czas Smile
Odpowiedz
#15
Nie, nie zawsze jest dobry czas na dziecko. Bo poza ogromnym pragnieniem, głodem by spełnić marzenie, instynktem macierzyńskim, jest też odpowiedzialność - nie tylko za życie swoje, ale za powołanie nowego życia.
Dziecko straciłam, żyjących dzieci nie mam. 
Podziwiam Wasz optymizm.
Odpowiedz
#16
(Thu, 23 Kwietnia 2020, 15:39:38)drostka napisał(a): Trzymam kciuki selekcja Smile wierzę że wszystko będzie już u Was dobrze, czekam na pozytywne wieści Smile

Ja dziś zrobiłam badania genetyczne- Twoje wpisy przekonały mnie że nic nie stracę A przynajmniej będę mieć pewność że zrobiłam wszystko żeby znaleźć przyczynęSmile także czekam na wyniki i też będziemy się starać.
Na dziecko zawsze jest dobry czas Smile

Dziękuję. Przyda się.
Ja też w takim razie będę trzymać kciuki za was.

Cieszę się, że pomogłam Wink
Super, że szukasz. 
Napisz jak będziesz mieć wyniki.
Jestem ciekawa, czy coś Ci wyszlo.

(Thu, 23 Kwietnia 2020, 19:00:11)polianka napisał(a): Nie, nie zawsze jest dobry czas na dziecko. Bo poza ogromnym pragnieniem, głodem by spełnić marzenie, instynktem macierzyńskim, jest też odpowiedzialność - nie tylko za życie swoje, ale za powołanie nowego życia.
Dziecko straciłam, żyjących dzieci nie mam. 
Podziwiam Wasz optymizm.

Polianko odpowiedzialność jest zawsze. W życiu, w szkole, w pracy.
Jeżeli zaczynasz uprawiać seks to jest już Twoja odpowiedzialność, że zawsze coś z tego może być.

A odnośnie czasu na dziecko powiem to tak, najpierw nie bo jesteś za młoda, potem nie bo masz wesela, następnie nie, bo chcesz schudnąć, innym razem nie bo jest wycieczka w góry, kolejny raz nie bo wirus. A na końcu zostaniesz sama, zestarzejesz się i już nie będziesz mogła mieć. To jest tak jak ja na to patrzę w tym momencie. Pierwszą ciążę miałam w wieku 27 lat, a juz jestem po 30 i nadal nie mam dzieci. Bo okazało się, że nie wystarczy tylko się postarać.

Optymizm hmm... w pewnym momencie tylko to pozostaje. Nic nie poradzimy na przeszłość, możemy tylko zmieniać przyszłość.
Nadzieja to jest to co nam na końcu pozostaje.
Wiem, że po stracie ciężko mieć nadzieję, ale to może przyjść z czasem. Dla jednych szybciej dla innych później.

Czasami potrzeba nam czasu żeby oswoić się z sytuacją.
Oczywiście nikogo do niczego nie namawiam. Każdy podejmuje własne decyzje.
Uśmiechu Ci życzę Wink
Odpowiedz
#17
Oby wirus nie działał teratogenne na płód. Oby ciąża była fizjologiczna. Oby nie załamało sie finansowanie służby zdrowia. Obyście nigdy nie musiały silic sie na optymizm opiekując się jednocześnie ciężko chorym dzieckiem na zgliszczach zycia, które dotąd wszyscy znaliśmy.

Tak, optymista nawet na cmentarzu widzi same plusy.

Pierwsze dziecko pragnie się posiadać dla siebie, dla spełnienia instynktu, potrzeby przelania miłości, często za wszelka cenę.

Świeżo po poronieniu do człowieka po prostu nie docierają racjonalne argumenty. I to nie jest zarzut. Tak po prostu jest.
We wrzesniu, październiku powinny zacząć sie rodzic dzieci poczęte w trakcie pandemii, przyjmijmy, ze nawet w wakacje cos juz powinno zacząć sie klarować- to rozsądny termin, nie tak odległy.
Odpowiedz
#18
Ja nie widzę niczego racjonalnego w nakręcaniu tej paniki i snuciu czarnych wizji.
We wrześniu będę rodzić dziecko poczęte jeszcze przed pandemią, ale gdyby się wtedy nie poczęło, to starałabym się o nie nadal. Nie w takich czasach rodziły się już dzieci.
Jeśli ktoś się boi wirusa - ok, przyjmuję. Ale nie zgadzam się na robienie ze swojego strachu wykładni "racjonalności".
Nie biorę na siebie odpowiedzialności za cudzy strach - to jest zdanie, którego się trzymam od początku tego medialnego szaleństwa.
Odpowiedz
#19
Nie pijecie alkoholu w czasie ciazy, bo nie chcecie ryzykować FAS.
Nie czyścicie kociej kuwety, bo toxoplazmoza moze powodować uszkodzenie płodu.
Łykacie kwas foliowy, bo chcecie uniknąć wad cewy nerwowej.
Nie biegacie w stanie błogosławionym w maratonach, bo mogłoby sie to skończyć chociażby przedwczesnym porodem.
Do Brazylii w trakcie epidemii Zika pewnie byście na wakacje nie poleciały, bo po co ryzykować małogłowie.
To sa racjonalne argumenty, przyznasz Saguaro?
Zaszłaś w ciążę, gdy ryzyko infekcji było statystycznie niewielkie, ciaza wypada Ci na miesiące letnie, gdy inne infekcje są ograniczone, a sam koronawirus tez najparwdopodobniej szerzy sie wolniej, poród wypadnie Ci na ciepły miesiąc, przed sezonem grypowym. W obecnej sytuacji napiszę, ze jesteś szczęściarą.
Moj strach nie ma nic do tego- mam przedwczesna menopauzę, nie mogę mieć dzieci, więc przedstawiam tylko rożne możliwe scenariusz, które nijak sie mogą miec do moich decyzji. Z przyczyn biologicznych,kolokwialnie, „zwisa mi to i powiewa”-żeby była jasność.

Czekanie na chociażby wstępne dane kliniczne dotyczące wpływu koronawirusa na dziecko chyba nie jest pozbawione racjonalności.
A gdybym była płodna i mogła liczyć na 5 i 10 ciaze to pewnie wpisałabym ryzyko, ze pójdzie cos nie tak w czas, jaki teraz nastał. Dzieci rodziły sie zawsze i wszędzie. Ten wątek dotyczy jednak potencjalnego ryzyka. Nie oszukujmy sie- jest niezerowe i większe niż jeszcze pol roku temu, chociażby z powodów organizacyjnych w służbie zdrowia.
Może Ci sie odkleić łożysko, a tu zonk wszystkie oddziały ginekologiczne w mieście zamknięte, normalnie miałabyś szanse, bo masz 3 minuty drogi do szpitala.
Słowo klucz- NORMALNIE
To Jest specyficzne forum, mamy traumę i świadomość nieszczęśliwych koincydencji i strach ma tu prawo ostro wybrzmiewać.


W kwestii porządkowej. Wątek pojawił sie w dziale merytorycznym i coraz trudniej mi sie doszukać takowych w nim treści.
Poproście Admina o dostęp do działu ”rozmowy, gdzie ten wątek zostanie wkrótce przeniesiony.
Odpowiedz
#20
Nie piję alkoholu, nie czyszczę kuwety itp., ale nadal żyję w świecie, w którym jest całe mnóstwo wirusów, patogenów i innych czynników ryzyka. I nie zawieszę swojego życia tylko dlatego, że na świecie został zidentyfikowany kolejny wirus. Stosunkowo mało zakaźny wbrew pozorom, dodajmy.
Odpowiedz
#21
Mało zakaźny? To żart?
Odpowiedz
#22
Nie, fakty. Zakaźność w stosunku 1:2-3 to nie jest wysoka zakaźność. Przy wysoko zakaźnych wirusach jedna osoba zakaża 7-10, a nie 2-3.
Odpowiedz
#23
Powodzenia, Saguaro.
Odpowiedz
#24
Ja chwilowo postanowiłam zobaczyć jak będzie z zapowiadanym szczytem zachorowań. Podpytam moja ginekolog jakie ma zdania nie ten temat. Planowałam we wrześniu zacząć się starać. Ale być może przesunę to o dwa miesiące żeby zobaczyć jak będzie z drugą fala zachorowań. Daleko jest mi do panikowania z powodu pandemi, ale boję się utrudnionego dostępu do lekarzy i na badania. Żona mojego kuzyna w drugim trymesystrze z powodu pandemi przez ponad półtora miesiąca nie była na kontroli. To mnie trochę przeraziło bo nasze ciąże dzieliło tylko parę tygodni, a ja z bliźniakami musiałabym częściej chodzić na kontrolę.
Rozumiem zarówno te kobiety które się wstrzymały z próbami jak i te które tego nie zrobiły. Sama nie zdecydowałam jeszcze do której grupy należę.
Odpowiedz
#25
Dzięki, Polianko.

Ja ciążę prowadzę prywatnie, wizyty mam co trzy tygodnie od początku i nic się nie zmieniło. Prenatalne i połówkowe na NFZ też miałam zgodnie z planem. Więc nie jest aż tak źle z dostępem do lekarzy.
A moja ginekolog w szczytowym nasileniu restrykcji namawiała mnie na bojkotowanie zakazów i spacerowanie ze wskazań zdrowotnych Wink Jak pytałam, co z zaleceniami, żeby ograniczać do minimum kontrole, nie robić profilaktycznie wymazów itp., to powiedziała, że uważa, że te zalecenia przyniosą więcej szkody, niż pożytku, i ona ciążę będzie prowadzić normalnie. I twierdziła, że nic nie wskazuje na to, żeby ciężarne były w grupie ryzyka, a wirus zagrażał ciąży.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości