Moja kolejna strata
#1
W marcu 2020 znowu straciłam kolejną ciążę.
To był 8 tydzień, kiedy dowiedzieliśmy się z mężem, że serce nie bije. Mąż sie rozpłakał jeszcze u ginekologa, ja zaraz jak wyszliśmy.
Starałam się być silna, także dla męża.
Mimo, że spodziewałam się tego, bo pojawiło mi się 2 dni wcześniej raz jakieś kilka kropel krwi, i nie była to pierwsza strata jednak i tak bardzo bolało.

Teraz będziemy z mężem zapalać 3 znicze na cmentarzu.

Najgorsza była ta niewiedza dlaczego.
Żaden lekarz wcześniej nie był w stanie nam tego wyjaśnić. Cały segregator badań nie pomógł.

Aż w końcu przyszły wyniki badań genetycznych jakie zlecił mi jeszcze w trakcie ciąży ostatni ginekolog.
Niestety zbyt późno byliśmy u niego, bo liczyliśmy na innego, który najpierw był na urlopie, a potem stwierdził, że ciąży nie prowadzi.
Jedno badanie wykazało, że istnieje jakaś wada.
Homozygota MTHFR.
Badanie oraz lekarz dali nam nadzieję na lepszą przyszłość.

Jeszcze czekamy na badania genetyczne dziecka.
Nie wiem jeszcze czy była to dziewczynka, chociaż mój mąż twierdzi i twierdzil od początku ciąży, że to dziewczynka i ma na imię Ania.

Pierwszą ciążę straciliśmy w 14 tygodniu, druga i trzecia w 8 tygodniu.
I mimo łez i bólu czuję się dobrze.
Razem z mężem mamy nadzieję na przyszłość.

Nie płakałam już tyle co przy poprzednich stratach, mam wrażenie, że wkrada się już tutaj przyzwyczajenie. 
Jak źle może to zabrzmieć.
A może po prostu to mój charakter.
Przez pierwsze dwa dni po dowiedzeniu się prawdy załatwiałam wszystko, żeby zrobić badania genetyczne dziecka. Wykonałam mnóstwo telefonów.
Przeszłam kolejny zabieg łyżeczkowania i pocieszałam inne dziewczyny w szpitalu.

Czasami tylko czuję potrzebę rozmowy z kimś kto także to przeżył, z kimś kto nie ma dzieci jak ja. 
Mam jedną taką koleżankę poznana w szpitalu, z którą utrzymujemy kontakt. Jest to bardzo pomocne.
Odpowiedz
#2
Współczuję serdecznie....
Odpowiedz
#3
Współczuję serdecznie i choć to nikłe pocieszenie - nie jesteś sama. Niestety takie sytuacje zdarzają się bo natura kolokwialnie mówiąc (...). Nie załamuj się i walcz dalej. Sama jestem w podobnej sytuacji - dwa poronienia - w na tyle wczesnym etapie, że w zasadzie nie wiadomo dlaczego. Najważniejsze to się nie poddawać.
Odpowiedz
#4
Dziękuję.
Nigdy nie myślałam, że przeżyję coś takiego.
U mnie w rodzinie nie było takich problemów.
A więc i moi rodzice pierwszy raz się z tym spotkali.
Ciężko jest kiedy brak jakiejkolwiek wiedzy w tym temacie.

Na codzien jest ok. Ale czasami się po prostu rozklejam.
Wspominam. Brakuje mi naszych dzieci.

Czasami się cieszę ze znajomymi jak kolejna koleżanka jest w ciąży, a czasami mnie to dobija.

Mam nadzieję, że są tu osoby, które mnie po prostu zrozumieją.
Odpowiedz
#5
Selecjo, współczuję bardzo. Dla mnie strata dzieci była chyba najtrudniejszym doświadczeniem w życiu. Na tym forum dostałam bardzo dużo wsparcia, zrozumienia.
Nie musisz być teraz dzielna ani silna. Masz prawo się smucić, płakać, wściekać. Masz prawo do bardzo różnych uczuć.

Yui - zgodnie z regulaminem, nie wolno u nas używać wulgaryzmów. I nie - to nie zawsze jest wina natury.
Odpowiedz
#6
Selecjo, bardzo współczuję.
Odpowiedz
#7
Dziękuję wszystkim.

Yui nie załamuje się. Masz rację, że trzeba walczyć, ale najpierw dobrze by było odkryć co się dzieje.

Najdziwniejsze jest to, że po tej stracie nie czuję złości, do nikogo.
Mam takie przeczucie, że cokolwiek bym nie zrobiła, czy leżała cały czas, czy próbowała ćwiczyć, czy cokolwiek, wynik i tak byłby taki sam.
Porównuje moja trzecia stratę do dwóch poprzednich i wiem, że próbowałam wszystkiego ze swojej strony. Nie czuję się winna.

Jednocześnie czuję bardzo wiele nadziei i chciałabym spróbować ponownie. Czuję to, bo w końcu jakieś badanie coś pokazało, w końcu lekarz dał nam nadzieję.

A jednocześnie wiem, że nasze przeczucia moje i męża były właściwe. Mój mąż miał takie przeczucie ja zresztą też, że coś jest nie tak z kwasem foliowym. Dlatego pytaliśmy się poprzednich ginekologów, czy coś może z tym być.
Ale każdy z nich zapewniał nas, że napewno kwas foliowy nie ma z tym nic wspólnego.
Żaden nawet nie zlecił badania na poziom tego kwasu, czy badanie genetyczne MTHFR, mimo, że ostatni lekarz był z ośrodka leczenia niepłodności i wiedział, że chcemy zrobić wszystkie badania.

Był dzień kiedy sobie to wyrzucałam, że brałam ten kwas foliowy, ale jak mój mąż twierdzi na tamten czas mieliśmy inna wiedzę.

Naprawdę wiedza to duży plus.
Najlepiej też samemu sprawdzić jakie badania powinny być robione po poronieniach nawracających.

Smutne jest to, jak niektórzy lekarze olewają jakiekolwiek przeczucia pacjenta, nawet tego nie sprawdzając.

Chwilami do mnie wraca to poczucie żalu i takiej beznadziei.
Ale tym razem chyba skupiłam się na tej nadziei.
Nie wiem czemu, ale mam też wrażenie jakbym się już trochę przyzwyczaiła, że tak się dzieje.

Nie jest już to dla mnie nowość, nie wiem jak to opisać, ale nie smucę się ostatnio nawet dzwoniąc do koleżanki, która ma dzieci i śmieje się razem z nią.
Potrafię też opowiadać, nawet znajomym o mojej 3 stracie mimo, że wiem, że mnie nie zrozumieją.

Inaczej, chciałabym, aby cały świat dowiedział się o naszej Anii. Dziwne to uczucie, pierwszy raz tak czuję.
Czy to egoizm? Chęć wejścia w ofiarę? Nie wiem.
Wiem tylko, że chciałabym jeszcze skompletować kilka badań o których się ostatnio dowiedziałam i ponownie próbować.

Mam wspaniałego męża, który od samego początku się cieszył ciąża. Skakał z radości, wszystkie zdjęcia od lekarza chciał dla siebie. Pokazywał swojej mamie te zdjęcia, cieszył się bardzo i przeglądał je codziennie. Próbował rozmawiać z brzuszkiem. Stwierdził, że to napewno dziewczynka i nadał jej imię.
Kiedy dowiedział się o stracie był to dla niego wielki wstrząs. Nie był w stanie powstrzymać łez.

Ale kiedy dowiedział się, że jest nadzieja. Kiedy jakieś badanie coś pokazało, to strasznie się nakręcił żeby spróbować ponownie.
Heh, chyba zbyt podobnie myślimy.
Odpowiedz
#8
(Wed, 01 Kwietnia 2020, 16:17:21)asza napisał(a): Selecjo, współczuję bardzo. Dla mnie strata dzieci była chyba najtrudniejszym doświadczeniem w życiu. Na tym forum dostałam bardzo dużo wsparcia, zrozumienia.
Nie musisz być teraz dzielna ani silna. Masz prawo się smucić, płakać, wściekać. Masz prawo do bardzo różnych uczuć.

Yui - zgodnie z regulaminem, nie wolno u nas używać wulgaryzmów. I nie - to nie zawsze jest wina natury.

Dziękuję. 
Wiem, że mam takie prawo i nie muszę być silna.
Chociaż lepiej się czuję jak to słyszę od kogoś kto też to przeżył.

Na samym początku to ja pocieszałam męża, potem on mnie.
Wypłakałam się już chyba wystarczająco. Nie czuję już takiej potrzeby, choć zdarza się czasami gorszy dzień.
Nie czuję wściekłości, ani złości, czuję spokój i smutek kiedy o tym myślę.
Czuję radość związana z nadzieją.

Trudne to przeżycie. Mimo, że trzecia strata to tak samo mocno bolało.

I czuję potrzebę rozmowy o tym, nie tylko z mężem, ale takze z innymi.
Odpowiedz
#9
Selekcjo, każdy radzi sobie ze stratą na swój sposób. Ty jak widzę, trzymasz się nadziei. Wydaje mi się, że to bardzo dobrze. Pomimo bólu, chcesz myśleć pozytywnie, a to może dać Ci "kopa" do działania. Jesteś silna, tak mi się wydaje, bierzesz sprawy w swoje ręce, podchodzisz zadaniowo. Jesteś na dobrej drodze- tak mi się wydaje.

Życzę Ci dużo spokoju, siły i nadziei cały czas. Jeśli jesteś osobą wierzącą to dodatkowo warto zawierzyć swoje pragnienie w modlitwie.
Odpowiedz
#10
Selecjo, bardzo Ci współczuję. Wiem jaki to ogromny bol.. Sad
Zgadzam się z Tobą w każdym zdaniu jakie tu napisałaś.
Pojawia się taki czas że po stracie zaczynamy żyć normalnie, uśmiechać się, pracować itd. Ale to nie znaczy że w sercu wszystko się poukladalo. Często potrzebujemy wracać do rozmowy o naszych dzieciach, wspominać te chwilę gdzie czuliśmy radość, nadzieję.
Rozmawiaj z innymi na ten temat, niech świat, ludzie dowiedzą o Twoim kolejnym aniolku o małej Ani (piękne imię Smile).
Napisałaś że pierwszy raz tak czujesz że chcesz żeby świat o niej usłyszał- jak dla mnie to nie jest egoizm, to normalna miłość matki do swojego dziecka. Byłaś w ciąży i Wasza Ania była z Wami króciutko, ale była! A teraz jest niebie i będzie dawać Ci siły z góry!
Ja też jestem mamą dwóch aniołków. Nie mam innych dzieci.. I czasami mówiąc na jakiś spotkaniach rodzinnych itd. O naszych dzieciach czuje, ze dziwnie sie ludzie na mnie patrzą.. Tak jakbym miała nigdy o tym nie wspominać. A będę wspominać, bo to są moje dzieci i narazie tylko takie mam..

Cieszę się że w końcu znaleźliście też przyczyne, co daje ogromną nadzieję że następnym razem będzie już dobrze i tego życzę Ci z całego serca.
Jeśli tylko potrzebujesz rozmowy, pisz. Wirtualnie, ale możemy dodać sobie otuchy.
Odpowiedz
#11
Cześć.
Załamałam się wczoraj.

Otrzymałam wyniki badań genetycznych dziecka.
Okazało się, że to dziewczynka jak od początku twierdził mój mąż. A więc nasza Ania.

Okazało się, że była całkiem zdrowa. Nie wykryto u niej żadnych wad genetycznych.
A badanie było robione metoda szerszą mikromacierzy.
A więc jak stwierdziła pani, gdybym donosiła mała do końca to byłaby zdrowa.

Jest to dobra wiadomość, ale i tak się załamałam.
Gdyby mój organizm nie zwalczył dziecka nadal by żyło.

Wtedy przypomniały mi się słowa lekarzy jakie często słyszałam, że dobrze że tak szybko, bo pewnie miało wiele wad genetycznych. Że to napewno wady dziecka i następnym razem będzie wszystko dobrze.

A najlepsze było rok temu, kiedy nic u mnie nie wykryto, a więc napewno coś nie tak z dzieckiem, mówili lekarze.
Gdybym wtedy bardziej drążyła, gdybym drążyła z tym kwasem foliowym. Gdybym znalazła i zrobiła inne badania genetyczne dla siebie. Albo już wtedy zrobiła badania genetyczne dziecka. Może Ania nie musiałaby umrzeć.

Mam nadzieję, że chociaż niektórzy czytając moja historię nie popełnia tych samych błędów.
Odpowiedz
#12
Strasznie Ci współczuję.. Sad nie wyobrażam sobie nawet co czujesz..
Nie możesz mieć do siebie pretensji, że wcześniej nie zrobiłaś badań. Zaufalas lekarzom jak większość z nas.

Spróbuj pomyśleć pozytywnie o przyszłości. Skoro Ania była zdrowa i przyczyna poronienia był ten nieszczęsny kwas foliowy to w kolejnej ciąży masz ogromne szansę że wszystko się uda. Może za rok będzie już wszystko w kolorowych barwach. I tego życzę Ci z całego sercaSmile

A powiedz mi jak robiłaś w tym czasie badania genetyczne? Gdzie? (Ja jestem z Wroclawia)

Zastanawiam się czy bez problemu teraz można oddać krew do takich badań.. chyba też spróbuje je zrobić.
Odpowiedz
#13
(Fri, 10 Kwietnia 2020, 08:34:25)selecja napisał(a): A więc jak stwierdziła pani, gdybym donosiła mała do końca to byłaby zdrowa.

Jeśli to dosłownie jej słowa, a nie Twoje mimowolne uproszczenie znaczenia jej słów, to ta pani nie powinna obsługiwać kobiet po stracie. Ode mnie dostałaby taki ochrzan z góry na dół, że nakryłaby się uszami.

Po pierwsze, nie wypowiada się podobnych tekstów w formie, która w podtekście sugeruje winę kobiety i autorytarnie przesądza, co byłoby czym.
Po drugie, nie wypowiada się takich półprawd, kiedy się słabo zna na czymkolwiek poza genetyką, bo tak to zabrzmiało.

Niektóre kobiety rodzą żywe dzieci, a mają mutację i jakoś się o tym dowiadują kiedy indziej albo nigdy, bez poronienia. To jakim cudem rodzą? Mutacja matki nie jest więc tutaj dowodem, nie jest też wyrokiem.
Ponadto i tak nie wiadomo, czy donoszona córka urodziłaby się zdrowa. Brak mutacji genetycznych u dziecka również tego nie gwarantuje. Są jeszcze wady rozwojowe niegenetyczne.

Powodów poronienia może być mnóstwo spośród wielu, które przytrafiają się kobietom, mogła też być to pewna kombinacja czy wypadkowa różnych z nich.
Zarówno powody poronień, jak i próby ich uniknięcia to o wiele bardziej złożony problem i to nie zawsze działa tak łatwo, że "poznam powód, to poznam metodę gwarantującą powodzenie". Nie wszystkie przyczyny znamy i nie na wszystkie istnieje stuprocentowe remedium. Zmiana formy kwasu foliowego może mieć wielki sens, dobrze że drążysz temat, bo warto, ale nie będzie dowodem w kolejnej ciąży na faktyczny powód poronienia, które przeszłaś w poprzedniej.

Nie straciłaś dziecka z powodu "zwalczania" ciąży przez swój organizm, jak to określiłaś. Kto Ci to w ten sposób wbija do głowy? Jeśli Ty sama, to przestań, bo to nie jest dobra droga. Zacznij próbować powtarzać sobie coś odwrotnego. Twoje ciało jest również ofiarą problemu, to przecież ono musi z nim sobie radzić, bo taki mu się trafił. Jest współuczestnikiem doznającym Waszej wspólnej tragedii, a nie jej sprawcą.
Nie dokładaj sobie autoobwiniającym myśleniem, bo niepotrzebnie robisz nim sobie dodatkową krzywdę. Strata to nie jest Twoja wina. Pamiętaj - przyczyna nie jest tożsama z winą, nawet jeśli przyczyna naprawdę wiązałaby się z Twoim ciałem. Odróżniaj te dwie rzeczy.

Jeśli nie czytałaś, to temat o MTHFR:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4140

(Fri, 10 Kwietnia 2020, 15:18:37)drostka napisał(a): A powiedz mi jak robiłaś w tym czasie badania genetyczne? Gdzie? (Ja jestem z Wroclawia)

Drostka, tematy dotyczące konkretnych namiarów na lekarzy czy gabinety znajdują się w innych działach, ograniczone do nich bardzo nieprzypadkowo. Jeśli więc odpowiedź ma szansę się uchować, to tylko tam. Stąd wysiekę wszelkie informacje tego typu bez litości.

Temat namiarowy ogólnie o lekarzach:
https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=32

Jest też w dziale Zagadnienia medyczne temat związany wprawdzie głównie z badaniami genetycznymi płci, ale w nim też dopuszczam, jak dotąd, namiary na konkretne laboratoria.
Odpowiedz
#14
(Fri, 10 Kwietnia 2020, 15:18:37)drostka napisał(a): Strasznie Ci współczuję..  Sad nie wyobrażam sobie nawet co czujesz..
Nie możesz mieć do siebie pretensji, że wcześniej nie zrobiłaś badań. Zaufalas lekarzom jak większość z nas.

Spróbuj pomyśleć pozytywnie o przyszłości. Skoro Ania była zdrowa i przyczyna poronienia był ten nieszczęsny kwas foliowy to w kolejnej ciąży masz ogromne szansę że wszystko się uda. Może za rok będzie już wszystko w kolorowych barwach. I tego życzę Ci z całego sercaSmile

A powiedz mi jak robiłaś w tym czasie badania genetyczne? Gdzie? (Ja jestem z Wroclawia)

Zastanawiam się czy bez problemu teraz można oddać krew do takich badań.. chyba też spróbuje je zrobić.

Dziękuję, wiem o tym.
A mimo wszystko, czasami nadal mam gorsze dni.
Poza tym wyniki mimo, że pozytywne i powinny mnie ucieszyć to mnie załamały.
Zaufałam lekarzom, którzy stwierdzili, że zrobiłam już wszystkie możliwe badania.

Cieszę się, że mam z kim tutaj porozmawiać. Badania te robiłam jeszcze przed tą całą pandemią.
Także jestem z Wrocławia.
Natomiast z tego co się orientuję, to wiele placówek nadal działa i można zrobić normalnie badania.

Wiem, że dzięki tym badaniom i ich wynikom mam szansę na przyszłość.
Dziękuję.

DzikaMysz - były to mniej więcej słowa Pani, ale nie sądzę, że miała ona złe zamiary.
Wiele pewnie słów nie powinno się wypowiadać.

Pierwszy raz, kiedy straciłam ciążę, a jeszcze o tym nie wiedziałam, kiedy zaczęłam w nocy krwawić pojechałam z mężem na pogotowie do szpitala, byłam jak sądziłam w 16 tygodniu ciąży.
Pani, która mnie przyjęła w gabinecie zaraz przed lekarzem powiedziała mi wtedy, że ona by nie przyjeżdżała tylko z powodu krwawienia. Potraktowała mnie wtedy jakbym była przewrażliwiona, początkowo poczułam się głupio.
A potem dowiedziałam się, że dziecko nie żyje już od 2 tygodni.
Te słowa Pani utkwiły mi bardzo głęboko w pamięci, dużo bardziej niż teraz.

Tak, wiem, że niektóre kobiety przy mutacji MTHFR rodzą zdrowe dzieci, chociaż jak czytałam to najczęściej miały one heterozygotę, a nie homozygotę. Owszem, przyczyną może być różna kombinacja.
Ale to, że brany przeze mnie kwas foliowy jest winowajcą tego wszystkiego to jestem w 100% tego pewna.
Może nie jedynym, ale na pewno mi szkodzi.
Skąd to wiem, przede wszystkim stąd, że już od roku mieliśmy z mężem przeczucie, że coś jest nie tak z branym przeze mnie kwasem foliowym, ale wszyscy inni lekarze to bagatelizowali twierdząc, że się mylimy. Nie zlecili także odpowiednich badań.
A ja biorąc kwas foliowy nie byłam w stanie nawet zajść w ciążę.
Dlatego zawsze jak się staraliśmy to po pierwsze odstawiałam kwas foliowy, a dopiero wtedy nie miałam problemów z zajściem.

Inna kwestia jest taka, że wszystkie ciąże kończą się u mnie w identyczny sposób.
Nic się nie dzieje, nie mam żadnych objawów.
Moje ciało się nie zmienia, lekarze twierdzą, że wewnątrz także się nic nie zmienia, jest wszystko w porządku, tylko serce dziecka przestaje bić.

Wiesz, chciałabym nie przeżywać tyle razy tego samego.
A jeżeli nie poznam powodu, to nie będę wiedzieć co robić.
Muszę wiedzieć jak się zachować następnym razem. Jakie leczenie wdrożyć, co zrobić.

Odnośnie wątku o MTHFR na forum to właśnie kończę go czytać.
Poza tym teraz pozostaje mi już tylko nadzieja na lepsze jutro, na to, że będziemy mieli jeszcze z mężem dzieci.

(5 godzin(y) temu)DzikaMysz napisał(a): napisał(a):Twoje ciało jest również ofiarą problemu, to przecież ono musi z nim sobie radzić, bo taki mu się trafił. Jest współuczestnikiem doznającym Waszej wspólnej tragedii, a nie jej sprawcą.

Takiego tłumaczenia jeszcze nie słyszałam.
Dziękuję, zapamiętam sobie.

Wiem, że nie powinnam siebie obwiniać, a jednak czasami chcę tego.
Mam chyba po prostu gorszy dzień.
Odpowiedz
#15
Selecjo, jak się dziś czujesz?

Tak sobie myślę, mamy tutaj na forum bardzo obszerny temat o badaniach - https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020
Wspominałaś, że robiłaś wiele badań, ale nie precyzowałaś jakie (gdybyś chciała - wspomniany wątek jest właściwym miejscem).
Odpowiedz
#16
(Thu, 16 Kwietnia 2020, 11:34:54)asza napisał(a): Selecjo, jak się dziś czujesz?

Tak sobie myślę, mamy tutaj na forum bardzo obszerny temat o badaniach - https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020
Wspominałaś, że robiłaś wiele badań, ale nie precyzowałaś jakie (gdybyś chciała - wspomniany wątek jest właściwym miejscem).

Dziękuję. Bardzo dobrze się czuję.
Żyje dniem dzisiejszym, kolejnymi wydarzeniami w moim życiu.
Obecnie jestem skupiona na remoncie domu jaki otrzymaliśmy z mężem od dewelopera.

Jednocześnie chcielibyśmy znowu się postarać. Ale tak na spokojnie.

Poza tym skupiam się na sobie. Na poprawie swojej kondycji fizycznej oraz na pewnych dolegliwościach gastronomicznych.

Tak to prawda, nie wspominałam jakie badania robiłam, ponieważ z tego co wiem, to nie jest odpowiedni dział na takie tematy.
Dziękuję za link do odpowiedniego działu. Chętnie w wolnej chwili przejrzę.
Odpowiedz
#17
Dzisiaj zobaczyłam córeczkę koleżanki na zdjęciu jak się huśta. Przyszły wspomnienia pierwszego dziecka, synka.
Byłby już starszy od niej.
Heh życie to potrafi być okrutne.

Strasznie chcę spróbować znowu, strasznie chcę mieć już przy sobie swoje maleństwo.
Tylko ta nadzieja nie daje mi się poddać.
Zdecydowaliśmy ostatnio z mężem, że chcemy się starać, więc liczę na cud dla nas.
Odpowiedz
#18
Selecjo bardzo mi przykro z pwoodu Twoich start.
Wierzę, ze uda Ci sie przytulic ziemskie dziecko.
Ja mam mutacje MTHFR C677T homozygota.
Po dwóch poronieniach udalo sie. Mam dwie zdrowe corki. U mnie ciąże na tzw.zelaznym zestwie.Badania to podstawa. Dwa lekarz najlepiej specjalizujący się w prowadzeniu ciaz po statach. Przyczyn moze byc wiele.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości