Mój śpiący aniołeczek..
#1
Miało być tak pięknie... Dwie kreski na teście, wielka radość,choć też niedowiezanie, że się udało. Ta radość trwała tak krótko. Po 1,5 tygodnia wizyta u lekarza, wszystko w porzadku, ciąża potwierdzona, a ja z radości myślałam że zacznę latać. Te skrzydła opadły już następnego dnia rano, gdy obudziłam się i zobaczyłam krew.. szybko na IP. Mimo krwawienia wszystko niby okej, choć ciężko mi było w to uwierzyć że to normalne... Pani która mnie konsultowała "pocieszyła mnie", że u jednej na pięć kobiet dochodzi do poronienia we wczesnej ciąży. Przepisała duphaston i kazała się zgłosić wrazie większego krwawienia z skrzepami. To był wtorek, w srode rano zadzwoniłam do swojego lekarza, kazał mi przyjechać. Zbadał, powiedział że jest 50% szans, że albo w jedną albo druga stronę to pójdzie. Kazał zrobić bthcg i wysłać mu wyniki. Cały czas wierzyłam że będzie dobrze, przecież dostałam leki, że beta na pewno będzie pięknie rosła. Jakby tego było mało w czwartek po południu informacja od siostry : tato nie żyje, zmarł po ciężkiej chorobie. Cierpiałam, ale miałam nadzieję że nasz Aniołek jest z nami. Że serce taty przestalo bić, aby jego mogło zacząć. Przecież nie zasłużyłam na tyle bolu w jednym czasie. W sobotę rano drugie badanie bety i wynik.. niestety drastycznie spada.(cały czas miałam lekkie krwawienie) Informacja do lekarza, kazał przyjść w poniedziałek.  I wszystko stało się jasne.. poronienie w toku. Zamiast mojego Aniolka jest już skrzep krwi. Moja nadzieja umarła.. lekarz zasugerował żeby organizm sam się oczyscil bez łyżeczkowania. Wróciłam do domu, płakałam jak bobr. Po południu dostalam skurczy brzucha i mocnego bólu plecow, wizyta w ubikacji i stało się. Straciłam bezpowrotnie moje maleństwo... 
Tyle bólu.. tyle łez...
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Myśl teraz o sobie, płacz jeśli potrzebujesz, krzycz. Przed Tobą trudny czas. Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości