Ciąża szyjkowa
#1
Uprzedzam ze nie bedzie to latwy post...ale musze sie wygadac...
jestem mamą 3 chłopców.  Mialam 3cc i przy ostatnim uslyszalam ze następna ciąża bedzie zagrozeniem dla mnie i dla dziecka... dlatego nie planowalam juz kolejnej ciazy ale stalo się...na tescie pokazaly sie 2 kreski. Bylam przerażona.  Udalo mi sie dostac do gin w wigilię.  Niestety nic na swoim usg nie widzial..twierdził ze ciąża  obumarla ale na wszelki wypadek dostalam skierowanie do szpitala zeby potwierdzić na lepszym sprzecie. Pojechalam od razu. Uslyszalam ze jest dobrze, serduszko  bije i jest to 6tc...30.12 zaczelam krwawic...mocno, ze skrzepami. Pojechalam do szpitala myslac ze poronilam ale znowu wiadomosc ze jest dobrze, serduszko nadal bije ale zebym sie przygotowala ze na tak wczesnym etapie moze byc roznie. Dostalam leki i wrocilam do domu. Na drugi dzien mialam zaplanowana wizyte u mojego gin. Tym razem serduszko juz zobaczyl chociaz zaniepokoilo go polozenie ciazy. Byla zbyt nisko, zasugerowal ciaze w bliznie po cc ale po dluzszym badaniu nie potwierdzil tego...
Mialam.sie pojawic po nowym roku.. 9.01 kolejna wizyta, zalozono mi karte ciazy, dostalam skierowania na kolejne badania...wrocilam do domu... polezalam na sofie i ogladalam z mezem serial...wstalam zeby zjesc duphaston i zaczal sie krwotok...lało sie jak z kranu. Bylam sama z 3 dzieci bo maz poszedl  na spacer z psem. Przerazona zadzwonilam po karetke bo juz mialam czarno przed oczami. W szpitalu znowu informacja ze dzidzius zyje... zostawili mnie na odziale. Rano obchód i informacja ze mam.byc na czczo i jako pierwsza zabrali mnie na usg.... zaczeli podejzrwac ciążę szyjkowa( najrzadsza z ciaz pozamacicznych) i postanowili przewiezc mnie do innego szpitala...niestety nie zdazyli. Nie dalam.juz rady wstac z lezanki bo tak sie ze mnie lalo..wzieli mnie natychmiast na sale operacyjna. Ledwo napisalam mezowi co sie dzieje... musieli ratowac mi zycie. Podpisalam zgody m.in na wycięcie  macicy..
Po wybudzeniu okazalo się że  krwotok byl tak masywny ze nie udalo sie uratowac macicy. 
Tydzien pozniej lekarz ktory mnie operowal powiedzial ze mam dziekowac Bogu ze zyje.. tak dziekuje bo mam dla kogo zyc
 Ale nie zmienia to faktu ze  strata boli okropnie..
Jestem.dwa tygodnie po tych wydarzeniach i nie moge sobie poradzic z ta sytuacja. Jeszcze wszedzie dookola widze kobiety w ciazySad
Ciecie na brzuchu bolesnie przypomina o stracieSad
Odpowiedz
#2
Przykro mi z powodu śmierci Twojego czwartego Dzieciątka. Współczuję dramatycznych okoliczności. To normalne, że sobie nie radzisz, że wdzięczność za ocalenie Twojego życia nie usuwa smutku po stracie.
Bądź wyrozumiała dla siebie. Umarło Ci Dziecko, masz prawo do żałoby.
Odpowiedz
#3
Smutna historia, dramatyczna wręcz.
Jeśli będziesz czuła że sobie nie radzisz, poproś o pomoc psychologa, nie musisz przechodzić przez to sama.
Odpowiedz
#4
Najgorsza jest swiadomosc ze jak lezalam na stole przed narkoza to serduszko jeszcze bilo. Chwile wczesniej sama widzialam.je na usg.. a po operacji juz nie Sad ... moje dziecko musialo zginac, zeby mama przezyla....
Lekarze mowia ze nie bylo szans na donoszenie tej ciazy wiec probuje to sobie jakos wytlumaczyc ale ciezko jest...
Odpowiedz
#5
Ta świadomość musi być bardzo trudna do zniesienia. W kwestii moralnej nie mam wątpliwości, że nie ma tu niczyjej winy. Twoje życie było bezpośrednio zagrożone, a lekarze nie mogli uratować obojga. Przykro mi, że musisz się z tym mierzyć.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości