Moje Maleństwo również odeszło...
#1
Dzisiaj minęły dokładnie 2 tygodnie.... 12.09.2019 roku to data, która już na zawsze wyryła  w moim sercu wielką wyrwę... Wtedy dowiedziałam się, że serduszko mojego 7- tygodniowego dziecka nie bije.... 
Nasze Maleństwo było ogromnym zaskoczeniem, nie spodziewaliśmy się takiej nowiny. Tym bardziej, że jesteśmy prawie dinozaurami- ja skończyłam niedawno lat 45, mój narzeczony 53 lata. Po pierwszym szoku- w sekundzie narodziła się Miłość...  I nadzieja na spełnienie największego marzenia- zeby jeszcze raz dać życie,  przytulić swoje maleńkie, bezbronne dziecko, towarzyszyc mu w poznawaniu świata... Jestem lekarzem,  znam wszystkie statystyki dotyczące poronień, ich częstotliwości i przyczyn. Ale fizycznie jestem w świetnej formie, mam książkowe wyniki badań , to dawało nadzieję, że może będzie dobrze....  Radość trwała tydzień...  Bardzo trudny jest to czas....  Juz wzięlam się w garsc, juz potrafię nie rozpłakać się na ulicy, ale czuję się tak, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca.... Razem z naszym dzieckiem umarła nadzieja... Ja już nie powalczę  o maluszka, za stara jestem.... Bardzo mi z tym źle.... 
Mam dwoje naprawdę świetnych dzieci- syna 19 lat i córkę- 17- latkę. Nigdy nie było z nimi większych problemów. Kocham ich nad życie i jestem wdzięczna za nich Panu Bogu... Ale teraz dusza wydziera się do tego maleńkiego,  które nie pojawi się już na świecie..... 
Smutek... Żal... I ból, niemal fizyczny... 

Nie miałam świadomości, że temat straty dziecka dotyczy tylu kobiet, wiele z Was straciło więcej niż jedno maleństwo, bardzo współczuję każdej z Was. Ale dopiero teraz rozumiem tak naprawdę jaka to wielka strata... 

Jestem osobą wierzącą i świadomość, że moje dziecko nie zniknęło gdzieś w niebycie, ale jest otoczone Bożą miłością bardzo mi pomaga. I że kiedyś je spotkam i będę mogła przytulić je do serca....  
Zamówiłam Mszę św. w intencji wszystkich dzieci nienarodzonych, tych kochanych od pierwszych chwil i tych, ktore kochane nie były.... 15.09.2019, w Dniu Dziecka Utraconego. Może którejś z Was też to troszkę pomoże...
Odpowiedz
#2
Kresko, bardzo, bardzo mi przykro.
Odpowiedz
#3
Bardzo mi przykro Sad przytulam Cię wirtualnie. Daj sobie czas, kiedyś będzie lżej. U mnie w tym miesiącu minęło 5 lat od pierwszej straty. Jest już inaczej. Bądź dla siebie dobra. Światełko dla Maluszka (*)
Odpowiedz
#4
Dziękuję za te słowa wsparcia i za tę grupę , gdzie nikt nie ocenia i wszyscy wszystkich rozumieją...  Daję sobie prawo do smutku i bólu i pamięci.  
Dzisiaj byłam na rutynowej kontroli usg czy macica oprozniłla się całkowicie po poronieniu. I co? Konieczne okazało się łyzeczkowanie . Już jestem po.  Znowu powrócił koszmar sprzed 2 tygodni, mimo iż wiem że to nic nie zmienia- Maleństwo nie żyje ...  Liczę na to, co piszecie, że po jakimś czasie boli mniej....
Odpowiedz
#5
Bardzo mi przykro że i Ty tu trafiłaś.
Czas nas przyzwyczaja żyć z tym bólem i tą wielką raną w sercu...
Przytulam Cię wirtualne. Dla Twojego dzieciątka (*)
Odpowiedz
#6
(Fri, 27 Września 2019, 17:26:12)Kreska3 napisał(a): gdzie nikt nie ocenia i wszyscy wszystkich rozumieją...

Hm... Aż tak idealnie to nie jest.
Odpowiedz
#7
(Fri, 27 Września 2019, 19:31:54)DzikaMysz napisał(a):
(Fri, 27 Września 2019, 17:26:12)Kreska3 napisał(a): gdzie nikt nie ocenia i wszyscy wszystkich rozumieją...

Hm... Aż tak idealnie to nie jest.

DzikaMysz, pewnie nie, ale przynajmniej ktoś rozumie co czujesz. Bo sam przez to przeszedł / przechodzi. Nawet nasi najbliżsi nie rozumieją tak do końca...
Odpowiedz
#8
(Sat, 28 Września 2019, 09:24:19)Kreska3 napisał(a): Moje Maleństwo nie ma imienia,  nie ma grobu- dokucza mi to bardzo- ale  ma miejsce w moim sercu, na zawsze.  Moja strata jest jeszcze bardzo świeża, więc bardzo liczę na to że ten smutek i ból pomalenku będą mniejsze ...

Gdy moja żałoba była świeża, nie wierzyłam, że kiedykolwiek będzie lepiej. Że ten rozrywający serce ból przygaśnie, że będę jeszcze żyć "normalnie". Ale czas płynął, a z jego upływem moja żałoba się zmieniała. Były chwile lepsze i gorsze. Podnosiłam się, wydawało się, że już jest ze mną nieźle, a potem nagle zapadałam się w otchłań. Z czasem okresy, kiedy funkcjonowałam całkiem nieźle były dłuższe, a dołki płytsze. Gdy minęły wszystkie nie-urodziny i pierwsze rocznice strat, zaczęło być łatwiej. Pewne daty nadal były bardzo szczególne i przynosiły co najmniej melancholię, ale już nie bolało tak bardzo.
Historia każdej z nas jest inna. Mój ból już zgasł. Dzieci, które odeszły wspominam tak samo, jak nieobecnych już dziadków. Są tutaj na forum dziewczyny, które ból noszą w sercu nadal, przy czym to już nie jest ten "pierwszy" obezwładniający ból.
Dobrze jest dać sobie czas. Dużo czasu. Pozwolić sobie na przejście żałoby we własnym tempie.
Być może przyjdzie czas, że będziesz chciała nadać swojemu Maleństwu imię. To nie musi być od razu. Wcale nie musi być.
Moje dzieci również nie mają grobu. Początkowo wspominałam je przy grobie Dzieci Nienarodzonych, teraz palę im światełko na grobie mojej cioci, która zmarła jako malutkie dziecko. Od zawsze czułam się z nią w jakiś niewypowiedziany sposób związana (może dlatego, że nazywałyśmy się tak samo), lubiłam myśleć o niej, jako o moim prywatnym Aniele Stróżu. Takim specjalnym, nie z urzędu. Być może u Was na cmentarzu jest grób Dzieci Nienarodzonych, albo masz grób rodzinny, na którym możesz postawić symboliczną figurkę.
Odpowiedz
#9
Kresko, przytulam i bardzo współczuję straty. Zadbaj teraz o siebie, wygoj rany, kto wie jakie niespodzianki niesie jeszcze los. 45 lat to nie wyrok, kobiety starsze od Ciebie rodzą, niekiedy nawet swoje pierwsze ziemskie dzieci... Na razie przytulam Cię mocno i życzę Ci dużo sił na ten trudny czas.
Odpowiedz
#10
[quote pid='351833' dateline='1569922200']
Aszo, dziękuję, za podzielenie się że mną swoimi doświadczeniami. Sposobami radzenia sobie z bólem,  pociechą, że czas zabliźnia rany.  Mieszkam w Danii, całkiem przypadkiem obok cmentarza. Znalazłam wśród nagrobków miejsce spoczynku Aniołka i na jego grobie zapalam świecę dla niego i dla mojego dziecka.  Gdy będę we  Wrocławiu pojadę na grób dziecka utraconego na cmentarzu osobowickim. Ten grób to tylko taki ziemski symbol,  bo miejsce w moim sercu będzie już na zawsze...  
[/quote]

(Tue, 01 Października 2019, 22:49:49)wizardess napisał(a): Kresko, przytulam i bardzo współczuję straty. Zadbaj teraz o siebie, wygoj rany, kto wie jakie niespodzianki niesie jeszcze los. 45 lat to nie wyrok, kobiety starsze od Ciebie rodzą, niekiedy nawet swoje pierwsze ziemskie dzieci... Na razie przytulam Cię mocno i życzę Ci dużo sił na ten trudny czas.

Wizardess, dziękuję za słowa pocieszenia. Temat dziecka zamknęłam teraz po tej stracie . Moje marzenie o dziecku umarło razem z Maleństwem. Nie mam odwagi spróbować ponownie, nie mam prawa ryzykować, że powołam do życia dziecko z niepełnosprawnościami. Ryzyko w moim wieku to 1:20..... Kochałabym je bardzo, ale takiemu dziecku potrzebna jest mama pełna  sił, a nie staruszka....  Teraz muszę nauczyć się z tym żyć.  Staram się oswoić ból i smutek. Czasem nawet mi się udaje. A zaraz potem rozpadam się na kawałki....  
Dziękuję za dobre słowa i myśli...
Odpowiedz
#11
Proszę bardzo Smile
Ja akurat piszę z doświadczenia, urodziłam mając 44 lata.
Tak jak napisałam, ten czas jest dla Ciebie na uporanie się z bólem, na żałobę, na pożegnanie się z Dzieckiem. Kolejne dziecko tego utraconego nie zastąpi, a jeśli zdecydowałaś się nie próbować dalej, to Ty wiesz najlepiej, co dla Ciebie jest dobre. Przytulam ciepło i jestem z Tobą myślami.
Odpowiedz
#12
Wizardess, gratuluję zdrowego dzieciątka ,  wiem, że także w tym wieku często się udaje urodzić zdrowe dziecko. Świadomie  jednak nie zaryzykuję.  Oswajam serce z  myślą, że to już koniec. Nie wiem czy to najlepsze dla mnie, bo tęsknota i pragnienie jest ogromne. Tak jest rozsądnie,  ale czy najlepiej ?...
Odpowiedz
#13
Kreska3 bardzo poruszyła mnie Twoja wypowiedź na tym forum.
Ja aktualnie żyję w zawieszeniu, jutro mam wizytę kontrolną czy serduszko dziecka bije czy ciąża obumarła. Dla nas też była to niespodziewana ciąża, tylko że ja w porównaniu do Ciebie byłam od początku pełna obaw, ze względu na "obciążony wywiad położniczy" (choć nie lubię tego określenia). Nie byłam przygotowana, nie brałam wcześniej kwasu foliowego (a powinnam nawet brać ten 5 mg) więc w głowie chodziły mi tylko myśli :co jeśli urodzi się chore??? Potem przyszedł moment uspokojenia się, że w końcu jeśli Bóg tak chciał, może spadnie nam z nieba to dziecko, będzie takim cudem, że powinno być w porządku, może akurat ciąża będzie bez komplikacji, jak poprzednio. Niestety brak akcji serca w 6 tygodniu nie wróży nic dobrego. Niby jest szansa, ale ja teraz obawiam się nawet tego, że jeśli jutro okaże się że serduszko bije, to oznacza że coś nie tak jest z dzieckiem, skoro tak późno.
Rozumiem Twoje obawy o ewentualne poczęcie kolejnego dziecka, choć tak jak pisze wizardess , dużo kobiet jeszcze w tym wieku rodzi zdrowe dzieci (jak urodziłam chore dziecko mając 27 lat).
Żal, pustka i tęsknota z czasem nieco osłabnie.
Przytulam.
Odpowiedz
#14
Patrycjo,  bardzo mocno trzymam kciuki za Twoje dzieciątko.  Już chyba potrafię sobie wyobrazić strach każdej z Was przed każdym USG po tym jak wcześniej straciłyscie dziecko albo dzieciątko urodziło się chore.... Pamiętam moje wcześniejsze ciąże- to było takie oczywiste, że wszystko będzie dobrze. Dziś,  gdybym miała kolejny raz iść na takie USG, chyba umarłabhm ze strachu. Bardzo, bardzo przytulam Cię i życzę siły na jutrzejszej wizycie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości