Gdy sklejasz serce z kawałków kolejny raz....
#1
Kiedy ostatni raz tu byłam na tym forum w listopadzie 2018 myślałam że teraz już będzie tylko lepiej. Wtedy straciłam Lilianke moją kochaną córeczkę wyczekaną przez 6 lat... Tak się zdarza proszę nie robić tragedii- mówili lekarze. W lipcu 2019 zaszłam w drugą ciążę dbałam o siebie jak królowa. Mąż mnie na rękach nosił. Piękna beta bijące serduszko i w 9 tygodniu wyrok na fotelu w trakcie usg. Serduszko przestało bić. Powtórka z horroru: skierowanie i szpital. Tym razem chciałam badań genetycznych mojego skarbu. 850 zł określenie płci i ewentualnych aberracji chromosomowych. Lekarze w Częstochowie nie mieli pojęcia na czym to polega. W końcu uprosiłam żeby mi nie dawali cytoteku tylko zrobili łyżeczkowanie bo tylko tak można pobrać materiał do badań. W piątek o 10.00 zabieg a po 22 h w sobotę rano o 8.00 prawie wypchneli mnie za drzwi. Niestety. Źle wykonali łyżczkowanie. W niedzielę w południe wróciłam tam gdzie leżałam paradoksalnie na to samo łóżko... ledwo żywa z gorączką z krwawieniem okropnym bólem. Zostawili kawałek ciałka mojej Kruszynki. I znowu cytotec nie wiem po co i łyżczkowanie. Okropny ból i strach bo ile razy można czyścić macicę. Tylko że ból zwyciężył.... tak mnie bolało że chciałam umrzeć. Żeby mieć spokój. Mąż przy mnie siedział i płakał. Nigdy w życiu nie miałam takiej gorączki.... Teraz już wiem to był chłopczyk zapewne cudowny i śliczny jak tata. Oliwier. Badania wykazały że po prostu znowu mieliśmy pecha. Medycyna rozkłada ręce bo ja i mąż zrobiliśmy wszelkie dostępne badania. Nie wiem czy już pisałam...  proszę nie oceniajcie mnie, przyznam się: 6 inseminacji i 3 IVF. Lilka 1 IVF a Oliwier 3 IVF. Criotransfery. 2 IVF nieudany brak ciąży. Tysiące dziesiątki tysięcy złotych na procedurę dojazdy do kliniki kroplówki badania leki  itd itd Jak będzie trzeba to sprzedamy samochody i wszystko co mamy ale nie zrezygnujemy. Walczymy od 2013 r. Teraz czekam na wyniki badań na trombofilie wrodzoną i walczę tabletkami antykoncepcyjnymi z torbielą krwotoczną 6 cm która powstała błyskawicznie po zabiegu. Ale najważniejsze jest to że nie będę już udawać że nic się nie stało. Nie będę ukrywac że straciłam dziecko. Wiele osób nie zrozumie mojego bólu tak jak moja siostra która 2 tyg po zabiegu zostawia mi pod opieką swoje 2 letnie dziecko. Nie rozumie mama która ciągle mowi że tak nie można, nie można płakać. Nie. To moje dzieci. Ja się ich nie wstydzę. Będę płakać bo to mi pomaga wyrzucić z siebie żal za tym niespełnionym marzeniem trzymania w ramionach moich dzieci. Moich Skarbów. Minęło 29 dni od tego koszmarnego dnia i wszyscy oczekują że już będę ćwierkać wesoło? Że zapomnę? Nie ma takiej możliwości. Zamówiliśmy płytę nagrobkową dla Lilianki i Oliwierka. Kamienne jasne serduszko. To dla Nas bardzo ważne. Chyba pomoże mi pogodzić się z rzeczywistością. Będę mogła postawić znicz położyć kwiatki i czuć się normalna bo mam prawo  do żałoby. Ale tak naprawdę... To nic nie pomaga w długie noce kiedy mąż już śpi a ja sama patrzę w sufit a łzy spływają jedna po drugiej. Staram się posklejać serce ale to trudne zadanie. Kiedy myślisz że już jest ok i serce jest całe.... Jakiś gest, piosenka, słowa koleżanki,, wiesz jestem w ciąży! ", uśmiech małej siostrzenicy i wszystko się sypie... Rano wstaję ubieram się działam i sklejam te kawałeczki od nowa.
Odpowiedz
#2
Lilka, bardzo mi przykro. To prawda, masz prawo do żałoby. Do smutku, rozpaczy, melancholii, łez, buntu, złości i wielu innych emocji, bo przecież umarło Twoje Dziecko.
Zastanawiam się - pisałaś, że zrobiliście z mężem wszystkie dostępne badania. Nie wiem, jakie są procedury w klinikach i które badania faktycznie mieliście wykonane, ale tutaj masz link do wątku o badaniach: 
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020
Może znajdziesz tam jakiś punkt zaczepienia. Albo przynajmniej na jakiś czas zajmiesz głowę.
Odpowiedz
#3
Płacz, płacz tyle ile potrzebujesz. Płacz jest ważny, Ty jesteś w tym wszystkim ważna. Dlaczego ma Cię ma ktokolwiek oceniać, że chcesz być mamą? Albo inaczej: nikt nie ma prawa Ciebie oceniać.
Jest mi bardzo przykro. I przykro mi, że przeważnie najbliżsi nie potrafią uznać naszego prawa do smutku.
Odpowiedz
#4
Bardzo mi przykro, że musisz przechodzić przez to piekło. Dużo siły dla Ciebie. Tak to jest, że często bliscy nas nie rozumieją. Zwłaszcza Ci, którzy nie doświadczyli straty dziecka. Chyba każda z nas słyszała słowa, które choć wypowiedziane w dobrej wierze, to raniły. Może spróbuj powiedzieć mamie, siostrze czego potrzebujesz, że płaczesz bo taką masz po prostu potrzebę. Ja się po prostu z moją mamą kłóciłam i mówiłam, że mi nie pomaga niechcący raniąc. Jak zapytała jak ma mi pomóc, pocieszyć, mówiłam wprost: nie da się. Jeżeli nie wie co ma powiedzieć, niech najlepiej nic nie mówi. Pamiętaj Lilko, masz prawo płakać, krzyczeć, tupać ze złości. Masz prawo bo to Twoje Dzieci. Przytulam Cię.
Odpowiedz
#5
Bardzo mi przykro z powodu Twoich strat.  Czas podobno powoduje że boli troszkę mniej, ja też bardzo na to liczę...  Jesteś Mamą swoich Dzieci. I zawsze będziesz.  Przytulam....
Odpowiedz
#6
Dziękuję Wam dziewczyny. Dzięki Waszym słowom jest mi lepiej. Wczoraj zdałam sobie sprawę, że mój mąż lepiej mnie rozumie niż mama i siostra. On nigdy nie prawi mi morałów typu: trzeba zapomnieć i żyć dalej, bo ludzie tracą dzieci np. 2letnie lub starsze i dają radę jakoś .... (I to mi ma pomóc?) Mąż mnie nie krytykuje, nie mówi że jestem przewrażliwiona, nie nazywa histeryczką tylko okazuje czułość, oczywiście tylko platoniczną na razie. Nie możemy sobie pozwolić na coś więcej bo wiadomo po lyzeczkowaniu i ten torbiel... Bez tego wsparcia nie wiem co bym zrobiła. Nic nie mówi tylko mnie przytula i całuje. Siostra chyba się obraziła bo po 2 dniach opieki nad jej córką złapałam takiego doła że szok i powiedziałam że nie dam rady tak dalej. Jeszcze gorsze było to że chciała mi płacić za to żebym była "opiekunką". 5zl za godzinę. Bez komentarza. Poprzednim razem też tak było. Liczy się praca kariera forsa.... a ma dwoje zdrowych pięknych dzieci i nie umie docenić szczęścia... I ona myśli że te parę groszy spowoduje że ja zmienię zdanie? Dziś jest ten gorszy dzień. Mąż w pracy nie ma mnie kto przytulić. Jestem sama. Powtarzam sobie przez łzy: jesteś silna jesteś silna dasz radę dasz radę. Przecież w końcu musi być dobrze.
Odpowiedz
#7
Nie musisz być teraz silna, wiesz? Nie musisz zaciskać zębów, powstrzymywać łez. Chyba, że Ty tak chcesz, że to Twoje.
Odpowiedz
#8
Lilka tak bardzo mi przykro...
Dla Twoich maluchów (*)
Rozumiem co czujesz.
Ja po stracie coreczek zamknęłam się w domu, nie chciałam kontaktu z rodzenstwem, rodzicami, teściami, bo ich mądrości mnie raniły, a oni wszyscy przecież wiedzieli lepiej... Więc siedziałam sama w domu ryczac dzień w dzień, noc w noc.
Zyczę Ci dużo sil na spokojne przeżycie zaloby i wirtualnie przytulam
Odpowiedz
#9
Lilko, daj sobie czas. Czas na to, żebyś była silna jeszcze przyjdzie. Teraz bądź dla siebie dobra, nie pozwól się wpędzić w opiekę nad dzieckiem jeśli tego nie chcesz. Kiedyś, kiedy przyjdzie na to pora, będzie trochę lepiej. Teraz myśl o sobie. Jeśli musisz wysłuchiwać uwag albo się odetnij na jakiś czas albo jeśli nie możesz tego zrobić to puszczaj mimo uszu i rób swoje.
Teraz Ty jesteś ważna. Masz prawo do swoich uczuć. Pamiętaj.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości