Poronienie bliźniaków
#1
Witajcie Jest tu wiele historii, ale chcialabym opowiedziec Wam swoja moze chociaz trochę ulzy to mojemu cierpieniu. Jeszcze kilka dni temu bylam w ciazy szczesliwa , nic mnie nie bolalo, spodziwalam sie bliźniaków. Byl to poczatek 15tygodnia... w sobotę bolaly mnie plecy w sumie czulam jakis taki dyskomfort ale zwalilam to na szubko rosnacy brzuch, bo kogo nie bola plecy... Na nastepny dzien tj. Niedziela Wielkanocna po obudzeniu sie zobaczylam dosyc duza plamę krwi. Uspokajalam się sprawdzalam czy dalej krwawie ale krew byla taka stara. Jeszcze chwile odpoczywalam i sprawdzilalam czy dalej plamie ale niestety tak bylo. Juz nie tylko taka stara krew... Ciaze prowadzili mi 70km od mojego domu ze wzgl na fakt ze ciaza blizniacza. Pojechalismy tam. Nic mnie nie bolalo tylko plamilam. Lekarka stwierdzila ze dosyc mocno podkrwawiam ale na usg nie ma nic niepokojacego ze jest ok. Zostawila mnie na obserwacje. Na oddziale po ok 0,5 h zaczelam czuć coraz wiekszy dyskomfort i mocnej plamic. Kazali mi sie polozyc. Dostalam lek przeciwkrwotoczny i np spe . Bole strasznie sie nasilily. Zaczelam miec skurcze co minute. Bardzo bardzo bolesne. Dostalam zastrzyk domiesniowo z no spy. Kazali lezec. Ale i to nic nie pomoglo. Najgorsze jest to ze dzwonilam mowilam ze strasznie boli ze nie moge nawet zlapadlc oddechu ze takie skurcze... lekarka nawet nie przyszla bo przeciez 2h temu mnie badala A ja juz wiedzialam ze chyba poronie! Jeszcze odczekalam jakis czas zeby dac lekom zadzialac ale nic nie pomagalo. PYTALI SIE czy krwawie jak leze. Jeszcze nie krwawiłam ale w przeciągu pół godziny nagle Zaczęłam krwawić intensywnie znowu wezwałam pielęgniarkę już była inna osoba zobaczyła mnie w jakim jestem stanie i zapytala dlaczego dopiero dzwonie,,, a ja ze dzwonie co pol godziny! wystraszyła od razu pobiegła po lekarkę i ja chyba nastraszyla za chwilkę przyszła z wózkiem wziąć mnie na badania Okazało się że jak Lekarka mnie zobaczyła to sama się wystraszyła nie myślała chyba że jestem ty w takim stanie nie wiem Myślała chyba  że udaje lub przesadzam... nie wiem sama...od razu wezwała innego specjalisty bo miałam wrażenie że ona dopiero co zaczyna swoją karierę . Jak mnie zobaczuyla mie mogla uwiezyc w akim jestem stanie i na szczęście był to lekarz który wcześniej mnie badał zastępca ordynatora od razu sie mną zajęto powiedział że toczy się poronienie ale jest Szansa bo szyjka jest ładna i tak przeniesli mnie na inną salę.zamowili krew i osocze Bo myslslei ze bedzie toczenie. Wszyscy koło mnie ganiali a ja umieram z bólu skurcze co minutę po 40 sekund zanim Dojechałam już wymiotowałam żółcią , ozniej na zielono...krwawiłam bardzo mocno dostałam kolejne leki przeciwbólowe jakieś inne też nic nie pomagało skurcze co minutę trwający 40 sekund nie do wytrzymania krwawiłam bardzo mocno lekarz badał mnie coś co jakiś czas to trwało jeszcze ok 4 h . Dostałam lek z ostatniej szansy tak powiedział mi lekarz że już nic innego nie ma albo albo przestaną bo przestaną być w skurcze i przestanę krwawić albo będzie poronienie...szyjka była cały czas cała więc jeszcze istniała nadzieje niestety po jakimś czasie szyjka puściła krew się ze mnie dalej lała lekarz powiedział że nic się nie da zrobić musimy jechać na zabieg powiedział mi również że gdyby szyjka nie puściła a dalej bym tak mocno krwawiła musieli tak by mi zrobić carskie cięcie bo bym się wykrwawiła i tak okazało się że jeszcze na sali gdzie leżałam poronilam pierwsze dziecko....Lekarz powiedzial mi to dopiero pozniej. drugie poroniłam na sali zabiegowej jak z tym żyć dzieciom biły serduszka do ostatniej chwili Byli to chłopcy.dzisiaj pochowalismy nasze aniolki i czuje w koncu spokoj wiem ze sa bezpieczne, ale  bol po starcie jest nie do opisania..... Jak wyjsc z takiej traumy..... ??? Gdyby Bog pozostawil mi chociaz jedno dziecko............... na dodatek pozniej mialam nawal pokarmowy...... to yakie straszne... Czy sa tu mamy ktore tez poronily blizniaki??? Jeszcze tak wysoko... to byl 15 tydzien ... dzieci mialy po 10cm...
Odpowiedz
#2
Witaj Marlena 1988. Doskonale wiem, co czujesz. Ja straciłam dwoje dzieci w 24 tygodniu ciąży, był to synek i córeczka. Nadal jest mi ciężko, nie ma dnia abym o nich nie myślała a minęło juz prawie 4 lata...Bardzo mi przykro.
Odpowiedz
#3
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ja nie poroniłam bliźniaków ale każda z nas tutaj Cię rozumie. Są też tutaj mamy bliźniąt. Może się odezwą. Pytasz jak wyjść z takiej traumy. Nie wiem czy się da. Ja w ciągu czterech lat straciłam czworo dzieci. Do dzisiaj pamiętam każde z tych zdarzeń mimo, że najgorzej zniosłam poronienie z 13tc. Mój synek miał 8 cm. Był zdrowy. To był kwiecień 2015. Mamy 2019 rok, a łzy płyną kiedy o nim myślę. Potrzebny jest czas, duuużo czasu. Nie da się ot tak z tego wyjść. Bądź dla siebie dobra, płacz ile potrzebujesz, przydatna może też być pomoc psychologa.

Pisz, to pomaga. (*) dla Twoich dzieci.
Odpowiedz
#4
Bardzo mi przykro że i Ty tutaj trafiła. Tak doskonale Cię rozumie. Mnie to samo spotkało prawie 3 miesiace temu (stracilam córki w konvowce 21 tc)...
Życzę Ci dużo siły bo przed Tobą ciężki czas...
Dla maluszków (*) (*)

Jak wyjść z takiej traumy? Nikt Ci nie odpowie na to pytanie bo każdy z nas jest inny i każdemu pomaga co innego.
Jak masz ochotę rozmawiać rozmawiaj, chcesz płakać płacz, chcesz milczeć milcz... Po prostu nie rób nic wbrew sobie. Z mijającym tygodniami będziesz widzieć zmiane... Po prostu na wyjście z tego stanu potrzeba czasu...
Odpowiedz
#5
Bardzo Ci współczuję. Straciłam dwóch synków w 16/17 tc. Minęło 11 lat a ja pamiętam jakby to było wczoraj.
Ból zmieni się, nauczysz się żyć od nowa, ale to wymaga czasu. Ja do względnej równowagi dochodziłam półtora roku. Daj sobie czas, pozwól sobie na płacz. Dużo sił życzę...
Odpowiedz
#6
Kochana jak wrocilas do codziennosci???  Dzisiaj dopiero 6 dzien po tej traumie ale nic nie jest lepiej.... Nie potrafie funkcjonowac... ciagle jestem smutna i płaczę...

A po jakim czasie wrocilyscie do pracy....??? Ja jakos nie moge sobie tego wyobrazić...
Odpowiedz
#7
Kochana, ja wróciłam po półtora miesiąca. Nie dałam rady być w domu, a wyjść z domu też się bałam. Miałam lęki, koszmarem było wyjaśnianie wszystkim, że juz nie jestem w ciąży, odpowiadanie na pytania... z czasem się poprawiło, ale generalnie było ciężko. Dochodziłam do siebie przez półtora roku, nie mogłam patrzeć na kobiety w ciąży i małe dzieci... po roku zaczęłam specjalnie przyjmować kobiety i koleżanki w ciąży (jestem lekarzem rodzinnym) i z każdą pacjentką ból malał... choć na początku czułam jakby mi ktoś sypał sól na rany i wiercił widelcem. Taka terapia mi pomogła. Do dzisiaj jednak, choć już dawno jestem szczęśliwą matką, każda informacja o ciąży u znajomych/rodziny wywołuje ucisk w sercu... ja przed zajściem w ciążę z chłopcami leczyłam się prawie 10 lat i po ich stracie straciłam całkowicie nadzieję na bycie mamą. Los chciał inaczej, ale kilka lat musiało upłynąć.
6 dni to za krótko na cokolwiek... płacz, rozmawiaj lub milcz, dbaj o siebie i swoje potrzeby, pozwól sobie na rozpacz i żałobę... jeśli masz komu opowiadać o swojej traumie to opowiadaj, dobrze mieć kogoś kto wysłucha i przytuli. Czeka Cię trudny czas, czas sprawdzianu dla znajomych i rodziny, czas leczenia połamanej duszy... tylko właśnie czas może pomóc. Niestety nikt nie zdejmie bólu z ramion matki, która straciła dzieci i niestety w otoczeniu niewiele osób będzie Cię rozumieć. Tutaj zawsze znajdzie się ktoś kto z Tobą porozmawia o Twoich uczuciach i zrozumie przez jaką tragedię przechodzisz. Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz
#8
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ja poronilam swojego Okruszka w 10 tyg. Jak żyć? Nadal nie wiem. Pomogła mi na pewno terapia u psychologa. Do pracy w której pracowałam przed ciąża już nie wróciłam, nie chciałam, bałam się. Poszłam na urlop wychowawczy na synka 5 miesięcy byłam w domu. W styczniu zaczęłam pracę w zupełnie innym miejscu Ale nie umiem się zaangażować w swoje obowiązki bo wszystko mi przypomina że nie tak miało teraz moje życie wyglądać. Przecież miałam teraz spacerować z moim Okruszkiem, miałam być najszczesliwsza na świecie.
Od poronienia minęło już 9mies owszem jest inaczej, nie płacze tak często Ale żeby wyjść na prostą to jeszcze długa droga. Dla Twoich aniołków (*) (*)
Odpowiedz
#9
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty... To wszystko jest takie świeże, bardzo bolesne... nie powiem ci kiedy będzie lepiej, to sprawa indywidualna, nikt ci nie powie, że za tydzień, dwa się pozbierasz, ale na pewno potrzebujesz czasu, na płacz, na zwątpienie, na bunt, na krzyk... MUSISZ przeżyć żałobę po swojemu, tak jak dla Ciebie bedzie najlepiej.. nie wymagaj od siebie tego, że musisz sie pozbierać już w tym momencie. Twój świat rozpadł sie na milion kawałków i pewnie jeszcze nie jeden raz sie rozsypie.. Żałoba jest bardzo ważna, potrzebujesz teraz czasu, nie pozwól żeby ktoś odbierał Ci prawo do smutku, do płaczu...Ja straciłam dwie ciąże w 18/19tc, w odstępie roku, potem urodziłam skrajnego wczesniaka, i mimo ze mija już tyle lat, nadal czasem wszystko sie rozsypuje we mnie, ja sie sypię wtedy, gdy sypią sie w mojej głowie wspomnienia, wciaż żywe, wciąż bolesne ale już oswojone. To Forum pomaga, uwierz mi, gdybym 5 lat temu tutaj nie trafiła... nie wiem w jakim miejscu swojego życia byłabym obecnie...

Co do powrotu do pracy, mozesz sie starać o 6tyg urlopu z racji poronienie. Gdzieś w innym wątku jest na pewno wszystko wytłumaczone.
Możesz tez poszukać w internecie, MATKA PRAWNIK, prowadzi bloga, udziela sie na FB i IG, pomaga kobietom po poronieniu, jest prawniczką i oststnio właśnie przypominała o prawach kobiet po poronieniu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości