Musiałam Cię urodzić, aby przeżyć
#1
Z mężem staraliśmy się o drugie dziecko rok czasu. Na początku nie przejmowałam się tym że "nie wychodzi" , ale gdy jedna i druga koleżanka zaszły w ciąży zaczęłam się martwic. Co jest z nami nie tak ? Młodzi, bez nałogów, dobrze się odżywiający , dlaczego nam się nie udaje ? Przeplakalam wiele nocy, prosząc i modląc się aby Bóg wysłuchał moich próśb odnośnie drugiej ciąży

Byl grudzień, kiedy w koncu nam się udało, cudowne dwie kreseczki. To był najpiękniejszy prezent jakikolwiek mogłam dostać na święta. Byłam najszczęśliwszą osoba na świecie, tak bardzo chciałam dać rodzeństwo dla mojej córeczki. Druga ciąża była bardzo świadoma i upragniona , niczego nie pragnęłam tak bardzo jak Ciebie... 

W styczniu pojechaliśmy na spotkanie rodzinne, po którym niestety wszyscy mieliśmy grupę zoladkowa. Mama ostrzegała mnie, że wujek byl przeziebiony ale uspokajala mnie ze już wyzdrowiał. Niestety po tym spotkaniu dostalam plamienia jednak podeszłam do tego spokojnie ponieważ w pierwszej ciąży tez je miałam. Pojechałam do ginekologa, który przepisał mi luteinę. Po dwóch tygodniach plamienia minęły. Poczułam ulgę że z dzieckiem wszystko jest dobrze bo wiedziałam że teraz mnie nic złego już nie spotka. 11 lutego miałam badania prenatalne, które nie wykazały żądnych nieprawidłowości. Do dziś mam przed oczami obraz mojego dziecka, buźki, noska, rączek....
Czasami zastanawiam się czy ten wirus nie miał wpływu na to wszystko...

3 marca, w niedziele  rozbolał mnie brzuch, ból by do zniesienia pomyślałam że to przez jakieś jedzenie które zapewne mi zaszkodziło. Na następny dzień o tej samej porze ból znowu się auktywnil, tym razem był nie do zniesienia. Nie dałam rady nakarmic córki. Skręcało mnie mocno nad brzuchem, ból nie odpuszczał. Pojechaliśmy z mężem na sor. Ginekolog  spytała sie mnie czy przed ciążą miałam torbiele, odpowiedziałam że nie. Jeszcze kilka tygodni temu na wizycie u swojego ginekologa nie miałam żadnych torbieli. Przyszło jeszcze dwóch ginekologow, wiedziałam że dzieje się coś złego. Długo przygladali się  ekranowi i dziwił ich rozmiar torbieli (jest ich duzo, ale małych na  lewym jajniku 12x13. Powiedzieli, że jeżeli bole będą nasilać a torbiele skręcać lub rosnąć to będzie konieczny zabieg laparoskopowy aby je usunąć. Bylam przerazona  przecież jestem w ciąży a oni chcieli mi "grzebać" w brzuch. Z jednej strony uspokajali mnie, że to nie jest groźny zabieg ALE zawsze istnieje ryzyko. Dostałam lek przeciwbólowy a dodatkowo uspokajający bo strasznie się trzęsłam i nie dałam rady się uspokoić. ( Co później okazało się, zupełnie czymś innym...). Wróciliśmy do domu. Następny dzień, ta sama pora, ten sam ból niedowytrzymania. Pojechaliśmy znowu na sor i znowu to samo. Lekarz poprosił aby zrobiła badania na mocz, po którym okazało się że mam bakterie więc uspokoił mnie że ten bol został wywołany przez nie. Okej uspokoiłam się mam wyjaśnienie przez co mnie boli. Środa rano, budzę się i czuję znowu ból nie taki mocny ale jest, proszę męża aby został ze mną bo boje się że to wszystko znowu sie "rozkręci". Nie minęła godzina, kiedy znowu pojechaliśmy do szpitala. 

W szpitalu pobrali ode mnie krew i zmierzyli cisnienie, które okazało się zdecydowanie za wysokie w granicach  180/130 . Pytali się mnie czy wcześniej miałam problemy z nadciśnieniem, czy w pierwszej ciąży miałam za wysokie itp moja odpowiedz na wszystko brzmiala NIE. Całe moje dotychczasowe życie byłan zdrowa. Podłączyli mnie pompę która podawała mi cały czas lek od nadciśnienia. Co 20 min ktoś do mnie przychodził to lekarz to pielęgniarka, która podawała mi tabletki. Dziwnie na mnie patrzyli. Dziwny przypadek.... Lekarz który miał dyżur wieczorny uspokoił mnie że miał takie pacjentki jak ja, które miały problem z torbieli i że po kilku tygodniach to się uspokajało. A czemu zawsze miałam ból po 19? Bo wtedy macica się auktywnia i możliwe że zostanę wypuszczona na następny dzień. Pomyślałam super, nie chce tu leżęc mam małe dziecko w domu.

Na następny dzień z rana zostałam poproszona na badania, próbowalam wstać ale w głowie mi się mocno kręciło jakbym była pijana. Pielęgniarki uspokijaly mnie że to od leków od nadciśnienia. Gdy znalazłam się w pokoju badań, byłam w szoku widząc wszystkich ginekologów z oddziału. Pamiętam że było czarno i tłoczno. Ordynator mówiąc do innych stwierdził że torbiele na OBU jajnikach przypominają małe winogron są ogromne na tyle że ekran ich nie mógł wszystkich złapać. Do tego na łożysku widać zaśnieżony obraz przypominający burze śnieżna,.wysokie hcg, nadciśnienie a więc zaśniad, Taka diagnozę mi postawili. Miałam bardzo ciężko stan przedrzucawkowy że wszystkimi objawami, wysokie ciśnienie, przez które się bali żebym nie dostała zawału, białkomocz przekraczający normę , wysoki wyniki hcg, ogromne torbiele, drgawki i ogólnie baaardzo źle wyniki. Uświadomili mi, że ciążę należy przerwać .. . Z ŻYWYM DZIECKIEM! . Dzieckiem, które we mnie żyło. 16 tydzień ciąży, z badań papa wyszło że byłam w ciąży ze zdrowum dzieckiem. Oni tak na mnie patrzyli i byli w szoku jak ja donosiłam ciazę z ŻYWYM dzieckiem do tego momentu ? Przecież to nie możliwe? Takiego przypadku jak ja nie mieli w szpitalu, ciekawe czy jest taki drugi w Polsce.... Czulam się i czuje sięj jak jakiś ufoludek...

Z takimi wynikami i z moim stanem dawali mi 6-8 tygodni zycia.

Musieliśmy podjąć taką decyzję nie było innego wyjścia. Jestem młodą, mam dobrego męża, cudowna coreczke, ja chcę żyć. Ale chcialam mieć też to dziecko... 

Czwartek był najgorszym dniem w szpitalu. Na prawdę czułam się fatalnie od rana do południa myślałam że nie dożyje jutra. Zawrotu głowy, wymioty, nic nie jadłam , byłam opuchnięta. Lewa ręka kroplówki, prawa kroplówki, z tym całym sprzętem miałam problemy z załatwianiem się... Nie mówiąc o śnie... Pielęgniarki nie dały rady mi się wbić w żyłę (wspominałam że jeszcze przed szpitalem miała .Fobie na punkcie igiel, pobierania krwi ?...) A więc co? Ordynator bojąc się o moje życie i w razie gdyby poszło coś nie tak zalecił aby anestezjolog wykonał mi centralne wkłucie do serca. (Blizna została , 5 kropek na klatce piersiowej, które przypominają mi o tym bolesnym zdarzeniu).

Pod południu i pod wieczór w czwartek czułam się dobrze, nawet nie miałam bolow w nadbrzuszu. Ordynator przyszedł do mnie jeszcze pod koniec swojej pracy i wkurzony  powiedzial, że żyjemy w takim katolickim kraju który nie pozwala na podanie  tabletki na poronienie z tego względu że wyniki się poprawiły. 

W piątek z rana wstałam i czułam się bardzo dobrze, nie pamiętam od kiedy mnie nic nie bolało. Myślałam i miałam nadzieję że jakoś to się ułoży przecież dzieją się na świecie różne niewyjaśnione cuda, jakoś wytrzymamy kilka tygodni. Dziecko urodzi się wcześniej i będzie zdrowe, tak sobie to tłumaczyłam. Ale  przyszli lekarze i uświadomili mnie że moj lepszy stan spowodowany jest tylko przez leki. Tłumaczyli mnie że nie donosze tej ciąży do końca bo sama nie przeżyje. Dziecko z ciąży zasniadowej JEZELI by się urodziło to byłoby chore z licznymi wadami wrodzonymi. Lub mogłoby się urodzić i od razu umrzeć. I tak i tak źle. Nic z tego ... Brak słów ....

W piątek wieczorem dostałam tabletki na poroenienie. W sobotę około 12 urodziłam moje dziecko. Leżąc na łóżku w koszuli nocnej i w majtkach... Czułam je ... ciepło małego ciałka na moim lewym udzie. Byłam niestety w majtkach i wszystko zatrzymalo się w nich ...

Podczas łyżeczkowaniu straciłam dużo krwi, przetaczali mi poltora litra. Pielęgniarka która tam pracuje kilkanaście lat powiedziała że czegoś takiego jeszcze nie widziała. 

W środę 13 marca dostałam wypis.

Pogodziłam się z tym że to zaśniad. Że nie bedziemu mogli się starać przez rok o dziecko. Najważniejsze że żyje. Mam córeczkę , chce żeby miała matkę, ona mnie potrzebuje.

Dostałam wynik histopatologiczny, który jednak (o dziwo !) nie potwierdził tezy ginekologów. 

Obecne inkluzje mogące świadczyć o zakażeniu parvowirusem B19. Obraz mikroskopowy może również przemawiać za obrzękiem immunologicznym lub aberacjami chromosomalnymi płodu. Nie jest typowy dla obrazu ciąży trofoblastycznej. 

No i super ucieszyłam się chociaż jedna dobra wiadomość. Nie musimy czekać aż rok czasu aby zdecydować się na drugą ciążę. Chociaż lekarz powiedział że dla niego ten wynik jest podejrzany i aby nadal sprawdzała hcg.

Dwa tygodnie po wypisie bylan zajęta bo jeździłam od lekarza do lekarza badając się czy nie mam przezutow, USG jamy brzusznej, RTG klatki piersiowej, okulista (w szpitalu pytali się czy nie widzę podwojnie). cale szczęście wszystko wylszło donrze. Wtedy miałam też zajęte myśli . Ale to już się skończyło. i mnie dopadło.... Ogromny smutek, żal, dlaczego to musiało paść na mnie? Mam ochotę wykrzyczeć się, powiedzieć dla kazdego o tym co mnie spotkało. Jestem najgorszym przypadkiem tak się czuje. Wiem że są gorsze.... 
Nikomu tego nie życzę.... Ale ja przecież dbałam o siebie w ciąży , brałan witaminy, zdrowo się odzywialam, spałam... Nie potrafię opisać słowami tego co czuje... 

Chciałabym tez mieć pewność co mi dolegało, nie wierzę że to nie był zaśniad, lekarze byli tego pewni, nie wiedzieli czy był on całkowity czy częściowy. Ja sama na początku nie myślałam o tym. Ale za dużo jest objawów swiadczacych o tej wstrętnej chorobie...mój mąż mówi że oni mi nie powiedzą bo sami nie wiedzą. Taki beznadziejny przypadek...

Do dziś jestem pod stałą kontrolą ginekologa. Torbiele mam na obu jajnikach o dużych rozmiarach. Co tydzień sprawdzam hcg , które spada.

Przepraszam za chaotyczne wypowiedzi. Dużo jest jeszcze emocji we mnie. 

Musiałam spisać moja historie w miejscu, w którym mam nadzieję ktoś mnie zrozumie.
Odpowiedz
#2
Ula, tak bardzo przykro mi z powodu Twojej straty.
Płacz, jeśli potrzebujesz. Krzycz, jeśli musisz wykrzyczec swój ból. Skonsultuj się z psychologiem, jeśli czujesz taka potrzebę.
Ślę Ci wiele dobrych myśli.
Odpowiedz
#3
Bardzo mi przykro z powodu straty Twojego maluszka.
Na te ciężkie chwile, które są przed Tobą życzę Ci dużo sił...
Odpowiedz
#4
To jest mój drugi post.

Musiałam urodzić żywe, zdrowe  dziecko w 16 tygodniu ciąży. 

Inaczej bym nie przeżyła. 

Lekarze prognozowali mi 6 - 8 tyg życia.

Diagnoza podejrzenie zaśniadu.

Wynik histopatologiczny niejednoznaczny. 

Nie daje rady. 
Proszę o wsparcie.
Odpowiedz
#5
Ogromnie mi przykro...
Odpowiedz
#6
Ula, przeniosłam Twój post do pierwszego wątku, który założyłaś. W dziale "moja strata" każda z nas może mieć tylko jeden wątek.
Odpowiedz
#7
Ula, płacz, krzycz ile potrzebujesz. Pisz, "wysłuchamy". Ja jestem z Tobą. To trudny czas. Straciłaś dziecko, nie musisz dawać rady, nie musisz być silna ani się uśmiechać. Masz prawo cierpieć. Bardzo mocno Cię przytulam. (*) dla maluszka.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości