Spuscilam swoje dziecko w toalecie
#1
W czwartek na usg lekarz stwierdził brak tetna u dziecka, to byl nasz dziewiąty wspolny tydzien. W piatek w szpitalu dostawalam tabletki poronne, w sobotę lyzeczkowanie i juz bylo po wszystkim. Tylko.. Jak mam dalej zyc? Bez Antosia.. Widzialam juz przeciez nasza przyszłość, w jaki sposob Cie nosze i karmie, czulam ze na mnie liczysz, bylam za Ciebie odpowiedzialna. I zawiodłam. W szpitalu postanowilam ze nie oddam plodu do badan, ze nie bede miec tyle sily by szukac cialka wsrod skrzepow krwi. Tym bardziej ze po tabletkach mialam od razu straszna biegunke. Spuszczalam wszystko w toalecie. Raz wydawalo mi sie ze widze rozowy płód  wyszedł niemal zaraz po podaniu tabletki, moglam go wtedy zabrac, ale nie zrobilam tego. Nie chcialam wtedy patrzec, bol byl ogromny. A teraz, gdy juz jestem w domu, wiem ze nigdy sobie tego nie wybacze. Ze spuscilam swojego Antosia w toalecir, razem ze sciekami. Chcialabym go teraz wziac na rece, pogłaskać. Byl tylko mala fasolka ale dla mnie całym swiatem. Jak moglam go tak potraktowac? Nienawidze siebie za to.
Odpowiedz
#2
Kochana,


Spróbuj sobie wybaczyć.
W tamtym momencie nie wiedziałaś, czy to Twoje dziecko, czy skrzep krwi. Byłaś w szoku. Nie wiedziałaś, jak się zachować.
Gdybyś mogła cofnąć czas, wiesz, że postąpiłabyś inaczej. Ale nie możesz cofnąć czasu. 

Gdy poroniłam swoją Fasolkę, byłam w domu. Wydaje mi się  że wiem, w ktorym momencie poroniłam, ale nie byłam pewna, aż na usg lekarz powiedział, ze macica się oczyściła... Gdybym mogła cofnąć czas, gdybym wiedziała, co się stanie, gdybym trafiła na to forum i wątek o ronieniu w domu, postąpiłabym inaczej...

I choć wiem, że to marne słowa pocieszenia, nie tylko ja, ale i wiele dziewczyn mogłoby się przyznać do takiej sytuacji... 

Daj sobie czas na żałobę. Wypłacz całą dwoja rozpacz. Jeśli czujesz taką potrzebę, skonsultuj się z psychiatrą lub psychologiem (mi to bardzo pomogło). Sprobuj sobie wybaczyć.

Ślę Ci wiele dobrych myśli. Dla Twojego Antosia [']
Odpowiedz
#3
Sadness bardzo mi przykro ,że straciłaś Antosia.Nie obwiniaj się za to co się stało.To jest naprawdę traumatyczne przeżycie.Każda z nas może w tak trudnym momencie zareagować inaczej.Inaczej nie oznacza lepiej czy gorzej.Często po czasie zbyt ostro się oceniamy.Niepotrzebnie.Było to dla Ciebie zbyt wiele.Antosia będziesz już na zawsze mieć w sercu.Ściskam mocno.
Mirinda jesteś pewna ,że postąpiłaby inaczej ? To nie jest najlepsze stwierdzenie w tym momencie.
Odpowiedz
#4
(Sun, 03 Lutego 2019, 18:04:22)Mirinda napisał(a): Gdybym mogła cofnąć czas, gdybym wiedziała, co się stanie, gdybym trafiła na to forum i wątek o ronieniu w domu, postąpiłabym inaczej...

(Sun, 03 Lutego 2019, 19:38:59)Mida napisał(a): Mirinda jesteś pewna ,że postąpiłaby inaczej ? To nie jest najlepsze stwierdzenie w tym momencie.

Ja to rozumiem jako podkreślenie, że - akurat w przypadku Mirindy - elementem, który najsilniej zaważył na jej sytuacji, była niewiedza i brak doświadczenia, a nie same silne emocje i utrata kontroli wskutek ich natężenia. One mają ogromne znaczenie, ale to nie one są tą "kropką nad i", która najczęściej niweczy możliwości.
A z treści postów daje się wnioskować, że podobnie Sadness wolałaby jednak innego podejścia w szpitalu do przebiegu fizycznego całego procesu poronienia. Po prostu nie zdawała sobie sprawy, jakie będą szersze i długofalowe skutki takiej lub innej decyzji ani jak poronienie wygląda w praktyce. Co naprawdę oznacza ta szpitalna toaleta dla osamotnionej roniącej...
Przyczyną najistotniejszą z reguły jest brak pomocy personelu i niewiedza, czego się spodziewać i jak się przygotować, jakie działania podjąć, by spróbować inaczej pokierować przebiegiem ronienia i uniknąć takich wspomnień. Albo by chociaż w bardziej uświadomiony sposób podjąć decyzję, nawet identyczną.

Mirindzie nie chodzi o ocenę etyczną (w każdym razie ja nie wyczuwam takiego tonu) tego, co się stało, ale o wyrażenie żalu, że to właśnie nieświadomość uprawnień i różnych możliwych scenariuszy w procesie ronienia rzutowała ostatecznie najsilniej na to, jak faktycznie przebiegło wszystko, a nie sama chęć osobista i silne emocje.
To nie ma nic wspólnego z krytyką moralną ani siebie ani innych kobiet, w tym Sadness. To proza szpitalnej rzeczywistości wywołuje jej sprzeciw. Brak wsparcia personelu w fizjologicznym momencie ronienia, brak towarzyszenia, wyjaśnień, pomocy w praktyce, dobrej woli w dopomożeniu tam, gdzie kobieta sobie nie radzi uczuciowo w pierwszych chwilach.

To nie jest krytyka kobiet ani konkretnej kobiety, ale krytyka systemu - według mnie słuszna. Bo - tak uważam - wiele kobiet, które i tak decydowałyby się pozostawiać szczątki w szpitalu, wybrałoby jednak coś innego niż ronienie tych szczątek do toalety, spuszczanie wody w emocjach czy szoku, a potem dręczenie się wspomnieniem. To system jest winowajcą. One wybierałyby co innego, gdyby miały świadomość, że szczątki mogą i powinny także systemowo być inaczej traktowane.
Rzadko która kobieta przeżywająca mocno stratę nie wybrałaby godnego potraktowania szczątek np. w zbiorowej szpitalnej kremacji. Nic więcej nie trzeba. To tego brakuje na ogół.

Sadness, to nie Twoja wina, że nikt Ci nie pomógł lepiej zrozumieć, co się może dziać z Tobą fizycznie i emocjonalnie, tak wtedy, jak i później, że nikt nie zapobiegł temu, by tak się skończyło. To nie Twoja wina, że nie wyjaśniono Ci całkiem jasno, że to nie jest wybór między spuszczeniem wody ze szczątkami albo za trudnym wtedy decydowaniem o samodzielnym pochówku. Że są rozwiązania, które nie wymuszają na Tobie niczego, na co nie byłaś wtedy gotowa psychicznie, a jednocześnie nakazują godnie zająć się szczątkami za Ciebie.
To nie Twoja wina, że nie znalazła się tam żadna osoba, która by to zrobiła za Ciebie i dla Ciebie - dając Ci czas na namysł. To było ponad Twoje siły wtedy, ale tym gorzej świadczy o innych, którzy mogli i powinni Ci pomóc fizycznie. Wyręczyć. Rozumiesz? Powinni zapobiec powstaniu takiej sytuacji, w której tkwiłaś w toalecie z tym dylematem. A jeśli to było niemożliwe, to wyręczyć. A jeśli i to byłoby niemożliwe, to przynajmniej spróbować...

To nie jest Twój grzech. To jest cudze zaniedbanie i bagatelizowanie. Czyjeś komfortowe pozostawienie Ciebie z dylematem, który Cię przerastał.
Odpowiedz
#5
Masz rację Dzika Mysz ,niewłaściwie odczytałam te słowa.Mirindo nie chowaj urazy proszę.
Przy pierwszym poronieniu również nie otrzymałam informacji o możliwym przebiegu poronienia.Dziś nie pamiętam ,w którym moje dziecko ostatecznie odeszło.Tylko myślę,że to nie czas zatarł wspomnienia.W jakiś sposób to wyparłam z świadomości.
Sadness, jest w Twojej okolicy na cmentarzu Grób Dzieci Utraconych ? Może zapalenie znicza i (lub) modlitwa pomogłyby Ci pożegnać Antosia ?
Odpowiedz
#6
Sadness jak przeczytalam tytuł twojego watku juz wiedzialam ze wpis bedzie trescia tak bardzo zblizony do moich pierwszych postow tutaj. Dziewczyny i przedewszystkim czas pomogly mi iporac sie z trauma "spuszczenia wody". Ale naprawde dlugo trwalo zanim sobie wybaczylam. Mam nadzieje ze przyjdzie dzien w ktorym pogodzisz sie z tym ze nie mamy zawsze kontroli nad naszym zachowaniem zwlaszcza w tak trudnych monenach i tez sobie wybaczysz
Odpowiedz
#7
Sadness, myślę o Tobie od wczoraj. Twój post wzbudził we mnie wiele emocji. Tak bardzo mi przykro z powodu Twojej straty i tego, co przeszłaś.

Jak się dzisiaj czujesz?
Odpowiedz
#8
Mialam duzo czasu na myslenie, dzien sie jakos dluzy, noc jeszcze bardziej. Doszlam do wniosku ze moze lepiej ze nie oddalam cialko do badan.. Nie wiadomo jak by je tam traktowali, jakie badania by na nim robili.. Teraz pozostaje mi wierzyć ze jest juz w Niebie z innymi Aniolkami, w moim sercu zostanie na zawsze. Dziekuje ze wszelkie slowa wsparcia, ktorych nie dostaje od rodziny. Wszyscy bliscy wciąż powtarzaja ze musze zapomniec, zyc dalej, ze bede miec drugie dziecko. A o tym nikt juz nie pamieta.. Jeszcze kilka dni temu rozmawialiśmy tylko o moim dziecku, kazdy mial jakies plany, pomysly. W sobotę mam wyjsc za mąż, slub ustalony byl juz dawno.. Teraz wszyscy skupiaja sie na tym ślubie, jakby to bylo najważniejsze. A ja nawet nie wiem czy bede w stanie stanac w urzedzie i sie nie rozplakac..
Odpowiedz
#9
To naprawdę ciężka sytuacja... Wiem, że odwoływanie ślubu musiałoby być trudne, ale w momencie tak wielkiej osobistej tragedii musisz postawić sobie pytanie, czy dasz radę...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości