Mój mały aniołek.
#1
1 lutego minie rok, kiedy w 19 tyg. urodził się mój maleńki aniołek Wojtuś. Można by powiedzieć, że to sporo czasu upłynęło na pogodzenie się ze stratą, ale nie dla mnie. Cały czas widzę maleńką, niewinną istotkę, która przyszła na świat w szpitalnej łazience. 
Jestem mamą dwóch wspaniałych córek, które kocham nad życie. Trzecia ciąża nie była planowana. Kiedy na teście zobaczyłam dwie kreski, przyznaje spanikowałam, co teraz, nie jestem już przecież pierwszej młodości. Ale pierwsza wizyta u lekarza, maleńkie bijące serduszko na monitorze sprawiło, że pokochałam tą maleńką istotkę. 
Wszystko było w porządku, czułam się dobrze. Lecz krótko przed świętami Bożego Narodzenia trafiłam na oddział do szpitala. Mocno krwawiłam. Czekanie na lekarza, który właśnie był przy porodzie innej kobiety trwało wieki. Po zrobieniu USG, lekarz stwierdził, że mam na szyjce polip i stąd to krwawienie. Ale maluszkowi nic nie jest, rozwija się prawidłowo. Po dwóch dniach wypuścili do domu, zalecając odpoczynek i żadnego wysiłku.
W święta przekazaliśmy rodzinie wiadomość o powiększeniu się rodziny. Byłam szczęśliwa. Lecz to moje szczęście nie trwało już długo. 
Na kolejnej wizycie nie zobaczyłam już bijącego serduszka. Następnego dnia miałam zgłosić się na oddziale. Całą noc płakałam i zastanawiałam się co zrobiłam nie tak, że moje maleństwo nie żyje. Wieczność spędzona na izbie przyjęć, tysiące pytań, w końcu znalazłam się na sali gdzie miałam czekać, aż na świat przyjdzie moje maleństwo. Co dwie godziny miałam aplikować sobie do pochwy tabletkę, która wywoła skurcze. Leżałam i czekałam, czekałam.......... Około godziny 20, poczułam że odeszły mi wody. Chciałam się trochę odświeżyć, więc poszłam pod prysznic, gdzie dostałam kilku bardzo silnych skurczy i urodziła się moja maleńka istotka. Te maleńkie rączki i nóżki, zawsze widzę kiedy zamknę oczy. Później gabinet zabiegowy, łyżeczkowanie. Ubłagałam ordynatora, wypuścili mnie rano do domu. 
Do dzisiejszego dnia mam problem ze snem, budzę się kilka razy ........... z myślą, co zrobiłam nie tak, dlaczego ja.
Odpowiedz
#2
Tak bardzo mi przykro z powodu Twojej straty... Ślę Ci wiele dobrych myśli.
Odpowiedz
#3
Kasiu, wszystko można zrobić tak, jak trzeba, a dziecko i tak umiera. Nie wszystko w naszych rękach.
Czas do rocznicy był dla mnie szczególnie trudny, ale i później nie było dużo czy natychmiast lżej.
Dla Twojego synka Wojtusia (*)
Odpowiedz
#4
Kasiu... nie ma czegoś takiego jak "wystarczająco dużo czasu" jeśli chodzi o żałobę. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Rocznice zawsze są trudne. Wiem, że boli cię strata dziecka, bo to Twoje maleństwo. Dlatego ściskam cię mocno tak jak chciałabym, żeby mnie ktoś uścisnął, a dla Wojtusia (*)
Odpowiedz
#5
(Mon, 21 Stycznia 2019, 23:59:34)Solcia napisał(a): Kasiu... nie ma czegoś takiego jak "wystarczająco dużo czasu" jeśli chodzi o żałobę. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Rocznice zawsze są trudne.  Wiem, że boli cię strata dziecka, bo to Twoje maleństwo. Dlatego ściskam cię mocno tak jak chciałabym, żeby mnie ktoś uścisnął, a dla Wojtusia  (*)

Dziękuję wam za te ciepłe słowa.....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości