Matka dziecka , które się nie urodziło
#1
Nie chciałam należeć do tego mrocznego zakątka , widziałam że takie wydarzenia maja miejsce i statystyka jest klarowna . Ale mi się miało to nie przydarzyć ja islam być poza. Nie rozumiałam kobiet po stracie, nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć czemu mają potrzebę chować swoje 8 tygodniowe ciąże. Jestem psychologiem więc nie oceniam mimo braku zrozumienia wiem ,że pewne rzeczy można poczuć w danej sytuacji i nie należy oceniać zachowań w sytuacjach trudnych . Ale powiem szczerze nie rozumiałam i nie zgalebialam się w ten mroczny świat. Starania o ciaze , im vitro a i owszem o tym się mówi ale nie o poronieniach to dalej temat tabu . „Udawaj ze nic nie było i żyj dalej .." usłyszałam od własnej matki tydzień po zabiegu , kobiety która sama straciła ciąże w młodości. Ja straciłam mając 31 lat i to była moje drugie dizecko , pierwsze jest pięknym chłopcem , który jest tak mały ze nie ma prawa pamiętać płaczącej matki. Od początku czułam się strasznie więc wiedziałam że wszystko jest w porządku mój syn na drugie urodziny miał powitać swojego braciszka . Całe życie układaliśmy pod tę drugą ciąże. Nie wróciłam do pracy , poszłam na wychowawczy by szybko się starać o drugie dziecko i mieć już z „głowy” . Dzisiaj sama gardzę tymi słowami mieć to z głowy i szybko za sobą brzmi dziś nie ludzko i absurdalnie . W czerwcu była ciąża biochemiczna bez oznak w macicy uznałam to za wypadek przy pracy , teraz już nie wiem czy tak było. We wrześniu dwie kreski ze strachu nie robiłam bety przez tydzień ale Beata piękna , mdłości w 5 tygodniu , wszystko pięknie serce biło wiec ufff będzie dobrze. Około 9 tygodnia zaczęłam się lepiej czuć , dziwne niepokojące ,ale napewno nic się nie dzieje . Wszyscy już o ciąży wiedza , mimo ze mówimy ze jest wcześnie to przecież wiemy ze nic się złego nie stanie nie nam. Na USG weszłam pełna obaw i najgorsze się potwierdziły serce nie bije jest obrzęk . 9t5d maluch się zatrzymał 28mm . Szok , konsternacja milion pytań ale bardzo rzeczowych co i jak sprawy techniczne, l4, . Jest wtorek lekarka karze czekać do niedzieli jak nic się nie ruszy jechać na oddział . Telefon do rodziców konsultacje z zaprzyjaźnionym lekarzem i decyzja o zabiegu. Szanse na oczyszczenie nikłe , znajomy lekarz mówi mi „nie dasz rady czekać twoja psychika jest teraz najważniejsza” .]pojechałam do swojego miasta i byłam pod opieka znanego mi lekarza . W środę o 17 weszłam na oddział o 12 w czwartek wyszłam. Zabieg szybki narkoza o dziwo nie straszna potem jeszcze rozmowa o wysłaniu płodu na histopatologie. Byłam optymistyczna pozytywna , mówiłam to statystyka,  trudno mnie to spotykało, mam nowy doświadczenie jako psycholog , dam radę wiem jak to działa nie pozwolę wychodować traumy itp. Już znajomy lekarz powiedział ze wyparcie cudowna rzecz. Zignorowałam to bo ja byłam lepsza, inna pogodzona i świadoma. Wróciłam do rodziców , obdzwoniłam siostry ,odwiedziłam przyjaciółkę wszystko w najlepszym porządku . „Zdarza się i trafiło na mnie „ „ nic nie mogłam zrobić i nikt nie będzie szukał przyczyny „ ...W sobotę wyparcie zniknęło i zaczęło się .... a właściwie zaczęła żałoba . Ze wszystkimi fazami złością , smutkiem, lękiem . Wczoraj pierwszy dzień , gdzie mąż wrócił do pracy , wróciła rutyna i normalńość i się rozsypałam. Zabrano mi przyszłość , płacze nad dzieckiem którego nigdy nie będzie , nad chwilami które nie nadejdą . 34 ciąże tyle naliczyłam wśród bliskich mi ludzi w ostatnich latach , wszystkie zakończone urodzeniem i moja jedna .... . Jestem wściekła bo dopiero teraz czytam o badaniach genetycznych , nie po to by ustalać cholerna płeć tylko po to by wiedzieć czy to była wada czy jednak moje ciało . Wczoraj powiedziałam mężowi, że bardzo mnie boli to że już zawsze będę kobietą po stracie . A on na to „że tak myśląc każdy coś ma „ ... (co do cholery ma każdy, ma świadomość śmierci w nim swojego dziecka) . I wtedy do mnie dotarło , że mimo tego że bardzo mnie kocha i wspiera ... to nic nie rozumie i jestem w tym sama jak tysiące innych kobiet ale sama. Pacjentom z PTSD po traumie , zadaje się pytanie czy gdyby wiedzieli postąpili by inaczej ... ma to ich oczyścić z poczucia winy które maja, mimo braku wpływu na to co miało miejsce. Od początku zadaje to pytanie od początku wiem że tak.. że zrobiła bym inaczej gdybym tylko wiedziała .. ale nie wiedziałam nie mogłam nic zrobić i to nie daje ukojenia. Nie mam Boga , wiary w karmę ,nie mogę na nikogo nakrzyczeć i zwalić winy, wierze w przypadkowość zdarzeń i w to ze nasze decyzje i myślenie kształtuje nasze życie . Jak to mówią ciężko nie wierzyć w nic ... z drugiej strony jak to przepracuje to tylko dzięki sobie to będą Ja , żadna niewidzialna ręka tyle dobrego. Wiem że są tu dziewczyny które to przechodziły kilka razy , jesteście bohaterkami , tytanami . Niestety nie mam codzienności która przykryła by ból jestem na urlopie wychowawczym właśnie po to by starać się o dziecko .Wiec sobie płacze nad paluszkami i małym noskiem , nad uśmiechem którego nie zobaczę , nad datą porodu której nie będzie , nad sobą i cholernym poczuciem winy , że Ja matka nie ochroniłam swojego dziecka , że we mnie umarło , że nigdy go nie będzie mimo że miało być . Moje dziecko nie wybrało innej daty urodzenia to konkretne umarło zanim zaczęło żyć, ono nie miało świadomości istnienia ale ja miałam i to ja będę płakać nad  chwilami których nigdy nie będzie . Za każdym razem gdy słyszę „ jeszcze będziesz w ciąży „ - to myślę tak ale nie w tej nie z tym dzieckiem tego nikt nie wróci, „ masz już cudownego syna” - prawda , to jaki był by ten drugi tak samo cudowny ale go nie będzie . Nie jestem smutna ,zła z braku stanu ciąży w ogóle ja płacze za tą konkretną ciążą za tym konkretnym dzieckiem którego serce przestało bić. Ono choć jeszcze tak małe było w naszej przyszłości , warunkowało nasze przyszłe życie , plany . A teraz nie będzie tej przyszłości zastała mi zabrana i każe mi się zapomnieć o tym co miało być   . Jestem empirykiem jedno mnie trzyma na powierzchni po jednym poronieniu mam 87% szans na odnoszona ciaze , raptem 5-8 procent mniej niż przed . Ale nie mam co marzyć o szczęśliwej ciąży , beztroskiej i bez lęku i przez to tez płacze ze mi zabrano bezpowrotnie radość z tego stanu .Przetrwać przetrwam , żałoba minie , ja się podniosę , ale już zawsze będę matką dziecka , które się nie urodziło .

]Dzis minęły dwa tygodnie wizyta u mojej lekarki która jak mantrę powtarza ze według standardów medycznych nieść złego się nie stało . Najbardziej zabolało ja to że poszłam na zabieg tak szybko , że nie czekałam. Na moja skargę ze cały proces , rozmowy i wszystko co się dzieje wokół kobiety zaraz po promieniu jest powierzchowne , ze brak informacji o badaniach genetycznych o możliwościach wytwarza potem wyrzuty sumienia bo gdybym wiedziała może zrobiła bym inaczej . Słyszę ze badania są drogie ńie każdy je chce . Ja tez wtedy niechcialam nic , nie widzac co mogę . Nikt nje odbył ze mną spokojnej rozmowy o możliwościach o moich prawach , pewnie wtedy i tak bym to odrzuciła ale gdyby, to usłyszała może teraz była bym rozgrzeszona a tak już zawsze będę zastanawiać się czy to była wada czy moje ciało . A nie przepraszam czy moje ciało to się dowiem przy następnej ciąży . I wtedy wpasuje się w standardy medyczn po trzech poronieniach można już się zbadać i nikt nie uzna tego za wymysł . 
]Ostatnia rozmowa z siostra mówię jej ze teraz żałuje ze nie wiem co zabiło moje dziecko ze zrobila bym genetykę . Ona mi mówi” i co znalabys płeć było by trudniej . Ja rozumiem w późniejszej ciąży ,ale tak wcześnie po co ci to pochować nadać imię „ myślam tak jak ona zanim mi się to zdarzyło . Myślałam jakie to musi być traumatyczne iść do urzędy nazywać , po co to . Mąż dalej jest tego zdania , a ja teraz wiem że może było by mi łatwiej niż udawać ze go nigdy nie było . Bo był i zawsze będzie mimo że nigdy się nie urodził . Chce posadzić drzewo chce by został po nim ślad namacalny dowód , że istniał prze krótka chwile , ze miał być moim dzieckiem , którego uśmiecha się przy piersi . Jestem wściekła że nikt bliski mnie nie rozumie jestem wściekła że nie daje się mi prawa opłakiwać utraty tak namacalnej przyszłości . To minie wiem ...
Odpowiedz
#2
"Till it happens to you, you don't know how I feel".
Tak jest ze wszystkimi traumami.


To nie minie szybko. Ale tak, nie będzie z czasem tak intensywne, o ile nie nałożą się kolejne traumy, które tę konkretną, będą wciąż budzić od nowa.
Wiesz to. Zakładam, że wiesz. 
Tylko wiedza i rozum chodzą innymi ścieżkami niż to, co czujesz, prawda? 

Tu nie ma znaczenia kim jesteś z zawodu, niczego nie zmienia to, że jesteś psychologiem (choć Tobie w pewien sposób utrudnia, bo nagle się znajdujesz po drugiej stronie lustra), tu jesteś kobietą, która poroniła, Matką, która straciła dziecko.

Bardzo mi przykro, Igo, że Twoje dziecko umarło. 
Tu nie musisz być psychologiem, możesz sobie pozwolić po prostu czuć.
Odpowiedz
#3
Bardzo mi przykro z powodu Twojej Straty.Dużo sił dla Ciebie.U mnie w tym miesiącu minęło 5 lat od odejścia mojego pierwszego Dziecka.Do dziś walczę o pamięć i szacunek do moich uczuć względem utraconych dzieci.Życzę Ci abyś jednak znalazła zrozumienie.
Odpowiedz
#4
Igo, bardzo mi przykro ze stracilas dziecko. Prawie 6 lat temu poronilam na podobnym etapie ciąży. Nie robiłam badań, nie poznałam płci ale kilka miesięcy później nadalam mojemu dziecku imię. To mi pomogło. Odrobinkę...
Odpowiedz
#5
Igo, współczuję.... I muszę Cię zmartwić - termin porodu nadejdzie, ale nie urodzi się już Twoje dziecko. Wiem, że boli, wiem, jak strasznie. Sad Przykro mi bardzo.....
Odpowiedz
#6
W piątek dostałam wyniki histopatologii. Liczne zmiany ropne czyli smierć przyszła z zewnątrz , co wtedy mnie ucieszyło. Znam przyczynę , muszę tylko zrobić posiewy przeleczyć się , to nie mój organizm , autoimmunologia jednak dalej śpi . Ale widziałam ze po tej uldze jak zacznę wszystko układać będzie znów źle. Czułam infekcje nawet zrobiłam posiew moczu, mówiłam o tym na przedostatniej wizycie mojej lekarce, posiew wyszedł ujemny , czemu nie zrobiła posiewu z pochwy, czemu to zbagatelizowała? Moje dziecko mogło żyć . Wczoraj minęły 3 tygodnie ,tylko trzy tygodnie. Życie dalej się toczy tylko mi się świat zatrzymał . Mój wychowawczy po to by zajść w ciaze stał się moim więzieniem 17 miesięcy w domu z synem . Nie mam jak wyjść, uciec do pracy , do ludzi , a popołudniu jak wraca mąż nie mam już sił . Czas odliczam do drzemki , do powrotu męża , do snu . W ciąży z synkiem byłam w tym samym czasie dwa lata temu i ciagle porównuje i odliczam . Ta ciąża różniła się 7 dniami ;(. Jestem tak bardzo wyczerpana ....
Odpowiedz
#7
Minął miesiąc jest lepiej nie kończę każdego dnia łzami i dość często się śmieje . Al idą święta będzie rodzina ,choinka , ale nie będzie zaokrąglonego brzuszka i tego magicznego ciepła gdy patrzymy razem z czułością na nasza mała przyszłość i spieramy się o imię bo przecież znalibyśmy już płeć . ...
Odpowiedz
#8
32 urodziny miały być świętowane w 2 ciąży , wszystko zgodnie z planem , szczęściarze my miało być . I nie ma to i nie ma co świętować . I tylko znajomym się wymknęła podczas rozmowy ze wspólnie znajomi są w ciąży i maja termin na lipiec . Tak blisko czerwca i mojego terminu . Reszta wizyty już z nerwowym uśmiechem tylko doczekać aż wyjdą i będę mogła zacząć szlochać . Nie umiem się cieszyć z ich szczęściem . Jest złym zadrosnym człowiekim , skoro ja nie mam nie chce by inni mieli . I znów te łzy
Odpowiedz
#9
Ne jesteś zła, mimo że zazdrosna.
Odpowiedz
#10
Iga, uczucie krzywdy i zazdrości jest całkowicie naturalne i kompletnie nie ma nic wspólnego z tym, że komuś źle życzysz. Ja straciłam synów 11 lat temu i do dziś ta rozpacz jest dla mnie bardzo żywa a uczucia, które przechodziłam wtedy do dziś mają na mnie wpływ. Po stracie moja żałoba trwała dwa lata. Dwa lata nie mogłam się zebrać, każda cudza ciąża bolała mnie fizycznie, o każdą byłam zazdrosna i zadawałam sobie pytanie: czemu to mnie spotkało? Czemu innym wychodzi a mnie nie? Z jakąś sadystyczną zaciętością życzyłam ciężarnym przeżycia poronienia, żeby poczuły to co ja, żeby zabić tę ich naiwną eadość, że każda ciąża równa się różowy bobas, a w następnej sekundzie przeklinałam siebie za swoje potworne nieludzkie uczucia
Wiem, że wtedy nie byłam sobą, cierpiałam jak ranne zwierzę i jedyne porozumienie znajdowałam u dziewczyn z forum, z którymi spotykałam się również w realu. To była moja terapia. Do dziś, choć minęło tyle lat i urodziłam dwoje dzieci, każda ciąża u kogoś wywołuje u mnie bolesny skurcz. I to nie wszystko, każda moja ciąża obarczona była koszmarami, stresem, strachem. Bądź dla siebie dobra, nie obwiniaj się, nie jesteś niczemu winna ani Twoje uczucia nie są niczym nienormalnym. Przechodzisz najgorszą traumę, jaką może przejść rodzic - traumę śmierci swego dziecka.
Odpowiedz
#11
(Sat, 05 Stycznia 2019, 19:32:37)wizardess napisał(a): Do dziś, choć minęło tyle lat i urodziłam dwoje dzieci, każda ciąża u kogoś wywołuje u mnie bolesny skurcz. I to nie wszystko, każda moja ciąża obarczona była koszmarami, stresem, strachem.

Ja też mam takie odczucia. Zazdroszczę gdy słyszę, że ktoś jest w ciąży, mimo, że w końcu po czterech poronieniach urodziłam synka. W ciąży z nim wiecznie miałam koszmary. Bałam się przez całą ciążę, nawet po porodzie pilnowałam go prawie cały czas. Spałam po 2h na dobę. Do dzisiaj, a ma już 8 miesięcy chodzę i sprawdzam czy oddycha jak śpi. Nie wiem czy mi kiedyś przejdzie ani z tą zazdrością ani pilnowanie w czasie snu.
Odpowiedz
#12
(Sat, 05 Stycznia 2019, 19:32:37)wizardess napisał(a): Iga, uczucie krzywdy i zazdrości jest całkowicie naturalne i kompletnie nie ma nic wspólnego z tym, że komuś źle życzysz. Ja straciłam synów 11 lat temu i do dziś ta rozpacz jest dla mnie bardzo żywa a uczucia, które przechodziłam wtedy do dziś mają na mnie wpływ. Po stracie moja żałoba trwała dwa lata. Dwa lata nie mogłam się zebrać, każda cudza ciąża bolała mnie fizycznie, o każdą byłam zazdrosna i zadawałam sobie pytanie: czemu to mnie spotkało? Czemu innym wychodzi a mnie nie? Z jakąś sadystyczną zaciętością życzyłam ciężarnym przeżycia poronienia, żeby poczuły to co ja, żeby zabić tę ich naiwną eadość, że każda ciąża równa się różowy bobas, a w następnej sekundzie przeklinałam siebie za swoje potworne nieludzkie uczucia
Wiem, że wtedy nie byłam sobą, cierpiałam jak ranne zwierzę i jedyne porozumienie znajdowałam u dziewczyn z forum, z którymi spotykałam się również w realu. To była moja terapia. Do dziś, choć minęło tyle lat i urodziłam dwoje dzieci, każda ciąża u kogoś wywołuje u mnie bolesny skurcz. I to nie wszystko, każda moja ciąża obarczona była koszmarami, stresem, strachem. Bądź dla siebie dobra, nie obwiniaj się, nie jesteś niczemu winna ani Twoje uczucia nie są niczym nienormalnym. Przechodzisz najgorszą traumę, jaką może przejść rodzic - traumę śmierci swego dziecka.

Jest dokładnie tak jak piszesz mi zabrano tą naiwność , możliwość planówania, w pierwszej ciąży tez się martwiłam ale teraz wiem ze to nic kiedy nie doświadczyło się śmierci w łonie . Już nigdy nie będę sczescliwą beztroska ciężarną która żyje . Jestem teraz przeziębiona i nawet to wywołuje u mnie lek bo się z mężem nie zabezpieczamy . Ostatnio znajoma powiedziała ze ona w ciąży latała na wakacje itp i nie można dać się zwariować , serio? Powiedziałam jej z moje dizecko zabiło przeziębienie, zwykły katar bez gorączki i łamiących kości. Usłyszałam no tak rozumiem cię a ja wiem ze nie rozumie nic
Odpowiedz
#13
Iga, to są naprawdę ciężkie chwile i długo zajmuje dojście do równowagi. Każdej z nas strata dziecka odebrała tę dziecięcą ufność, że ciąża=dziecko i każda ciąża będzie okupiona stresem i koszmarami... w mniejszym lub większym stopniu. Niestety matkę po stracie zrozumie tylko inna matka po stracie. Żeby to zrozumieć w pełni, trzeba to przeżyć. Przytualm ciepło.
Odpowiedz
#14
Igo, ja się zupełnie nie dziwię Twojej reakcji na wieść o ciąży i to jeszcze z terminem w okolicach Twojego. Pamiętam dobrze, jak sama się czułam, jak mi się ręce trzęsły, ile czasu to odchorowywałam. Ile mnie kosztowało choć jedno spojrzenie na cień mojej własnej ciąży.
Wiesz na pewno, że to katar zabił Twoje dziecko? Z innych postów wnioskowałam, że chodziło o infekcję intymną. Pytam dlatego, że takie podejrzenia mogą wzbudzać panikę w przyszłości czy poczucie winy, że się czegoś nie zrobiło, żeby przeziębienia uniknąć. A przecież przeziębienia są powszechne w ciąży, a nawet zdarzają się wtedy częściej niż zwykle.

Tak, beztroskę też opłakiwałam i radość z jakiejkolwiek przyszłej ciąży, i to, że już nic nie będzie takie samo. Nie było, ale radość wróciła, powoli, inna, może pełniejsza, bo bardziej świadoma. Beztroska nie, ale wiara w to, że możliwy jest też dobry scenariusz.
Pisałaś na początku, że naliczyłaś 34 ciąże i Twoją jedną. Od razu przychodzi mi na myśl, o ilu dzieciach nie wiedziałaś, że się poczęły, bo nie miały szansy się urodzić.
Odpowiedz
#15
(Mon, 07 Stycznia 2019, 00:43:05)chocolate_puma napisał(a): Igo, ja się zupełnie nie dziwię Twojej reakcji na wieść o ciąży i to jeszcze z terminem w okolicach Twojego. Pamiętam dobrze, jak sama się czułam, jak mi się ręce trzęsły, ile czasu to odchorowywałam. Ile mnie kosztowało choć jedno spojrzenie na cień mojej własnej ciąży.
Wiesz na pewno, że to katar zabił Twoje dziecko? Z innych postów wnioskowałam, że chodziło o infekcję intymną. Pytam dlatego, że takie podejrzenia mogą wzbudzać panikę w przyszłości czy poczucie winy, że się czegoś nie zrobiło, żeby przeziębienia uniknąć. A przecież przeziębienia są powszechne w ciąży, a nawet zdarzają się wtedy częściej niż zwykle.

Tak, beztroskę też opłakiwałam i radość z jakiejkolwiek przyszłej ciąży, i to, że już nic nie będzie takie samo. Nie było, ale radość wróciła, powoli, inna, może pełniejsza, bo bardziej świadoma. Beztroska nie, ale wiara w to, że możliwy jest też dobry scenariusz.
Pisałaś na początku, że naliczyłaś 34 ciąże i Twoją jedną. Od razu przychodzi mi na myśl, o ilu dzieciach nie wiedziałaś, że się poczęły, bo nie miały szansy się urodzić.
Wymaz nie wykazał żadnej infekcji intymnej a serce przestało bić zaraz poinfekcyjna która przywiązałam ze świat w listopadzie . Mója mam chorowała 3 tygodnie , chyba złapała od wnuków , u mnie były objawy bez gorączki dlatego się nie przejmowałam , synek tez chorował 2 tygodnie wtedy. Jest jakiś wirus klasy B ... ze coś , bardzo niebezpieczny dla płodu . Ale na wszelki wypadek lekarz dał mi antybiotyk żeby mieć pewność .

Wczoraj znów jak kiedyś zrobiłam test ciążowy liczyłam na cud , który pozwoli mi nie podejmować nowej pracy , i przypomniałam sobie te wszystkie miesiące testy , przy staraniach o pierwszą ciąże jest mi tak złe ze znów ,uszy to przychodzić , a od koleżanek słyszę ze mam wyluzować , oczywiście od tych które o dziecko starać się nie musiały . 
Nie wiem czemu znów jest gorzej , pętla na gardle się zaciska . Czy już zawsze tak będzie przy ważnych decyzjach i w trudnych chwilach ?
Odpowiedz
#16
Iga ale antybiotyki podaje się przy infekcjach bakteryjnych, nie wirusowych.
Odpowiedz
#17
(Thu, 10 Stycznia 2019, 15:47:59)śliwka napisał(a): Iga ale antybiotyki podaje się przy infekcjach bakteryjnych, nie wirusowych.

Tak , chodziło mi o to ze pomimo ze wymaz nie dał żadnych wyników to dostałam antybiotyk i mnie przeleczono na wszelki wypadek . Taka dezycję lekarza .  A skoro wymaz nie wykazał infekcji w pochwie  bakteryjnej to te zmiany w macicy mógł spowodować tez wirus. Takie wnioski
Odpowiedz
#18
Mógł, wcale nie musiał, mogło być tysiące innych czynników. Najgorsze, że nie sposób się już teraz dowiedzieć. Nie wiadomo też, czy wiedza by pomogła.
Dużo sił, Iga. Bądź dla siebie dobra!
Odpowiedz
#19
W moim równoległym świecie jest 30 tydzień ciąży   W realnym pracuje nad tym by pogodzić się ze w czerwcu nie będę w ciąży . Na rozmowach o pracę nie wiem co powiedzieć gdy pytają czy po macierzyńskim wróciłam do pracy . Mówić nie mówić , nie chce wpuszczać nikogo do mojego życia z drugiej strony kłamać nie lubię . Gdy słyszę ze ktoś ma termin na lipiec już nie płacze , ale czerwiec już nie daje rady szybko znikam, ucinam. Żal mi siebie, tak strasznie mi żal naszej przyszłości której nie będzie

I widzę to czasem gdy patrzę na synka. Jak siedzą koło siebie 4 i 2 latek . Jak patrzą na mnie tymi pięknymi oczami po tatusiu . Świat się zatrzymuje na chwile gdy tak patrzę na nich razem , na scenę której nigdy nie zobaczę choć zawsze będę nosić ja w sercu .
Odpowiedz
#20
Iga bardzo współczuję.
Z przykrością przeczytałam Twoją historię i odnajduję w niej cząstkę mojej własnej. 
To marzenie o którym pisałaś i które zostało bezpowrotnie utracone...też je miałam, też z radością, taką organiczną, marzyłam o naszej wspólnej przyszłości. 
Rozumiem też Twój stres związany z ewentualnym przeziębieniem w ciąży i możliwych  konsekwencjach. Doszło do tego że rozważałam odizolowanie się na pierwsze tygodnie ciąży w domu (jeśli w ogóle będę jeszcze w ciąży) ale moja ginekolog sprowadziła mnie na ziemię i zalecała przystopować. Tylko że jak to zrobić po tym co się stało?

Ściskam.
R.
Odpowiedz
#21
Za dwa dni termin porodu , dostałam nową  prace, od 3 miesięcy szukałam miejsca dla siebie i niby w końcu znalazłam . I wcale się nie cieszę tylko myśle o tym ze teraz muszę przestać starać się o dizecko bo kolejnych dwóch lat przerwy nie może być . Czuje wielka dziurę w brzuchu i wielki żal do świata , i złość ze innym wychodzi , a nam nie . Jeszcze niedawno myślałam ze mi ulżyło jak doszło do mnie ze koniec wyścigu , ze w terminie porodu nie będę w ciąży . A jednak nie boli jak diabli . Już tylko ja pamietam ja odliczam dni nieciaży . A za dwa dni w terminie porodu będę na weselu bliskich mi osób i nie będę miała ani chwili na swój żal , może i dobrze . Może właśnie dlatego przeżywam to teraz . Wiem ze to ze już mamy synka to cudowne , ale tym bardziej czuje brak jego brata . Wiem ile stracailam , ile nam odebrano . „ Pami ma jedno ?, ja mam trójkę to dopiero „ ostatnio usłyszałam na placu zabaw , po drodze do samochodu łzy same przyszły , bo ja mam dwójkę tylko jedno nie żyje . I dudniło mi w głowie  „I choć bardzo by, chciała mam jedno Ty głupia [...] bo drugie we mnie umarło , a trzeciego nie jestem w stanie począć chodź bardzo się staram „ . Mąż już nie rozumie on już to zamknął a ja według niego się zamęczam i dokładam sobie . Dzis ja i moja dziura w brzuchu i ta doskonała świadomość szczęścia pierwszych chwil z nowonarodzonym skarbem , których nie doświadcze za dwa dni . Żal mi siebie
Odpowiedz
#22
O ile nie ryzykujesz utratą środków do życia, to ja bym się ewentualną kolejną przerwą od pracy nie przejmowała. Pracodawca sobie poradzi.
Po terminie porodu może nie ma już odliczania, ale jest liczenie. W moim przypadku już bardzo rzadkie, ale czasem stają przede mną moje dzieci, szczególnie kiedy widzę inne w tym wieku albo dowiaduję się, że urodziły się w moich terminach.
Tak, masz dwójkę. Ludzie niech sobie myślą, niech mówią. Zawsze będą mówić. Jesteś mamą dwójki, kropka.
Nie dokładasz sobie, opłakujesz synka, a takie momenty jak termin porodu są wyjątkowo trudne.
Odpowiedz
#23
Dziękuje . Kolejny raz czuje się zrozumiana . Szkoda tylko że w tych zakamarkach . Ludzie naprawdę nie wiedza jak bardzo ranią kobiety po stracie głupim gadaniem , chociaż szczerze im zazdroszczę życia w nieświadomości i lekkości ducha w tej materii . „Ciąża to nie choroba przecież „ ja teraz kończę ze choroba i to czasem śmiertelna dla uczestników . Mam nadzieje ze przyjdzie czas gdy będę mówić o tym co się stało bez łez w oczach narazie ciagle napływają szczególnie gdy ktoś pochyli się na chwile i wesprze , jak bagatelizuje smutek zmienia się w złość i wojowanie o moje prawo do smutku .A z praca to nie kwestia przeżycia tylko samoakceptacji przez porodem zajmowałam kierownicze stanowisko już teraz zaczynam wszystko od nowa w innej branży , jeżeli teraz przerwę będzie jeszcze trudniej wrócić . Ale tak jak mówisz tym się przejmować nie mogę
Odpowiedz
#24
To dziś cię nie urodziłam . Kocham , pamietam Mama [*]
Odpowiedz
#25
(*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości