Moja Fasolka
#26
Lilka, wspieram Cię i ślę Ci wiele dobrych myśli. Dobrze, że tutaj trafiłaś. Mi zarejestrowanie się tutaj, pisanie i czytanie, bardzo pomogło. Nikt nie zrozumie kobiety po stracie tak dobrze, jak inne kobiety, które przeżyły to samo. Jeśli czujesz, że potrzebujesz, poszukaj dobrego psychologa. Ja również skorzystałam, chociaż mijało więcej czasu. Dużo mi to dało. Pozwól sobie na żałobę, pozwól sobie na płacz i rozpacz.

Śliwko, Chocolate_pumo, bardzo Wam dziękuję. Doceniam każde Wasze słowo i każde najmniejsze wsparcie.







Droga Fasolciu,

To już 10 tygodni, odkąd Ciebie nie ma. Myślę o Tobie codziennie.

Miałabyś teraz 14-16 tygodni. Spędzałybyśmy całe dnie razem. Nadal bym Cię głaskała przez brzuch, tak jak zaczęłam to robić już na samym początku. Pokochałam Cię od pierwszej chwili, gdy tylko się o Tobie dowiedzieliśmy. Nadal mówiłabym Ci "Kocham Cię. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie". Chodziłybyśmy na spacery z Dżekim. Tak jak mój J. powiedział, bylibyśmy we czworo: ja, J., nasz Dżeki i Ty, Maleństwo moje najśliczniejsze. 

Tak wiele planów już robiliśmy. Że na początku nie potrzebujemy remontu pokoiku, bo Twoje łóżeczko wstawimy do naszej sypialni. Zbierałam naklejki na Słodziaki z biedronki. To dla Ciebie, Kochanie. Twoje pierwsze maskotki. Czytałabym Ci książeczki przez brzuch. Planowaliśmy, kiedy wrócę do pracy, a kiedy będziemy kupować dom, żeby od razu remontować pokoje. Planowaliśmy, jak damy Ci na imię. Ja chciałam, żebyś była dziewczynką, choć to nie miało najmniejszego znaczenia. Pokochałam Cię od razu, moja mała Fasolko lub mój mały Fasolku. Myślałam już o tym, jak będziesz duża na Boże Narodzenie. Gdy usiądziemy przy choince, Ty będziesz już widoczna przez zaokrąglony brzuszek. Jak wiele radości byś mi dała. Gdybyś urodziła się w kwietniu, już myślałam o tym, że zacznie się piękna wiosna. Będzie Wielkanoc, a ja będę człapać jak wieloryb. Najszczęśliwszy na świecie wieloryb.

Teraz, kiedy powoli zaczynamy myśleć o następnych staraniach, możesz być pewna, że nigdy o Tobie nie zapomnę. Nikt nigdy w życiu Cię nie zastąpi. Kiedy J. mówi o staraniu o Fasolkę, ja go poprawiam: to będzie Orzeszek. Albo Groszek. Albo Fistaszek. Ale na pewno nie Fasolka - Ciebie miałam jedną w życiu. Zawsze będę o Tobie pamiętać. Zawsze będę wiedzieć, że byłaś. 

Wierzę, że kiedyś Cię spotkam. Mój mały Aniołku. 

Chodzę do pracy i mam poczucie, jak wiele straciłam. To nie tak miało być. Miałam być w domu i cieszyć się każdym dniem Twojej obecności. Na kolejnych badaniach sprawdzać, jak rośniesz. W końcu usłyszeć serduszko. A potem móc poczuć Twoje ruchy. W końcu... móc Cię poznać na żywo, przytulić i ucałować.

Kochanie, bawiłam się dzisiaj z dwiema malutkimi dziewczynkami. Nie mogłam przestać o Tobie myśleć. Tak bardzo Cię pragnęłam. Nawet jeśli będziemy mieli dzieci, nikt nie zastąpi mi Ciebie. Nikt nie może cofnąć tej straty. 

Fasolko, dziękuję Ci, że mogłam Cię poznać. Dziękuję, że byłaś ze mną, że cieszyłam się Twoją obecnością, choć wydaje mi się teraz, jakby to było krótkie mgnienie oka. Dziękuję, że dzięki Tobie stałam się tym, kim jestem teraz.

Kocham Cię, Fasolko.

Mama
Odpowiedz
#27
Jakbym słyszała samą siebie sprzed dwóch lat. To nie tak miało być.
Odpowiedz
#28
Śliwka mam to samo.. tyle już wpisów czytałam, tyle czasu tu jestem a łzy znowu popłynęły. Miranda przyjmij wirtualny uścisk, niestety nic więcej nie mogę.
Odpowiedz
#29
Dzięki chocolate_puma za ciepłe słowa. Niestety moja rodzina mnie nie rozumie. Mąż stara sie jak może ale nie ma go cały dzień wiec jestem sama. Teściowa nie wiem czemu nie chce ze mną rozmawiać a siostra ... Karierę robi. Nie ma z kim zostawić swej 1,5rocznej córki bo obie babcie chore nawet nie wiem jak ona mnie wmanewrowała w to ale ja z nią jestem. 13 dni po poronieniu a ja mam bobasa pod opieką wszędzie zabawki pieluchy ubranka. Chryste..... Jakby ktos mi wbijał setke rozżarzonych noży w serce. Nie jestem asertywna wiem. No i nosić trzeba małą na rękach a niby miałam nic nie dźwigać zeby sie macica skurczyła jak trzeba. Dziewczyny poratujcie jak ja mam powiedzieć siostrze że nie mogę tak dalej...
Odpowiedz
#30
Wprost. Tak jak to ujęłaś. To jest obecnie dla Ciebie zbyt trudne, przerasta Cię emocjonalnie i nie możesz teraz tak dalej w takim stopniu, jak dotąd. Przed stratą pewnie też tak bywało i wszyscy przywykli, że w razie czego mają Cię pod ręką? Mieszkacie razem?
Odpowiedz
#31
(Tue, 20 Listopada 2018, 11:15:26)Amelia napisał(a): Wprost. Tak jak to ujęłaś. To jest obecnie dla Ciebie zbyt trudne, przerasta Cię emocjonalnie i nie możesz teraz tak dalej w takim stopnu, jak dotąd. Przed stratą pewnie też tak bywało i wszyscy przywykli, że w razie czego mają Cię pod ręką? Mieszkacie razem?
 
Amelio masz rację. Tak wszyscy przywykli do tego. Ja zostanę z dzieckiem ja pojade do sklepu ja zawioze tescia do lekarza bo ja nie mam dzieci to przecież mam czas..... Mieszkam obok siostry ale czasem mam wrażenie że u niej w domu
Odpowiedz
#32
Śliwka, Frania,

Dziękuję.
Odpowiedz
#33
Są momenty, w których tamta noc zaciera się w mojej pamięci. Czy to naprawdę się wydarzyło? Czy to na pewno było tak? A pierwsze dni po stracie zlaly się w jedną, rozmazaną plamę...
Odpowiedz
#34
Każda z nas przeżywa żałobę na swój sposób. Tobie się wydarzenia zlewają w plamę, a ja np. do dnia dzisiejszego pamiętam jakby klatka po klatce. Ale dziś odczuwam to inaczej. Daj sobie czas, z jego biegiem wszystko będzie wyglądać inaczej.
Odpowiedz
#35
Przez wiele spokojnych dni nie myślałam szczególnie o Fasolce, oprócz myśli z tyłu głowy, które po sekundzie odchodziły. 
Ale wczoraj dostałam wiadomość o narodzinach drugiej córki przyjaciółki, i znowu płacz, i znowu żal... We wrześniu przyjechała do mnie na herbatę, obie byłyśmy w ciąży, ona już w 6 miesiącu. Takie szczęśliwe godziny, o których teraz myślę tylko ze złością i zazdrością...
Odpowiedz
#36
Złość i zazdrość jest normalna. Wiele dziewczyn po stracie tak ma. Ja bardzo długo nie mogłam patrzeć na ciążowe brzuchy, na noworodki również. Zawsze odwracałam wzrok. Dla mnie lekiem na takie odczucia okazała się ostatnia donoszona ciąża. Ale prawda jest taka, że na noworodka odważyłam się spojrzeć kiedy byłam już w ósmym miesiącu. Tak ogromny strach przeżywałam i tak zazdrościłam matkom, które urodziły żywe i zdrowe dzieci. Teraz już mi przeszło. Nie pogodziłaś się jeszcze ze stratą mimo, że myślisz pewnie mniej. To trudne.
Odpowiedz
#37
Fasolciu, 

Chociaż minęło już tyle czasu, ja nadal za Tobą płaczę... Tak bardzo Cię pokochałam... Sa momenty, w ktorych jakieś słowo, spojrzenie, tak bardzo przypomina mi o Tobie i o tym, że Ciebie nie ma...
Odpowiedz
#38
Dawno niewidziana, dalsza koleżanka mowi: "O, dawno się nie widziałysmy! Pięknie wyglądasz, ciąża Ci służy!"

A mi serce pęka, oczy zaszklone i tyle, tyle bólu... Boże, Boże, Boże...

Nie dosc, ze mam ostatnio bardzo gorsze dni (ostrzegałyście, ze Boże Narodzenie będzie trudne), to jeszcze to... Jak nóż w serce... 

Aniolku mój, czuwaj nade mną, bo nie wiem, jak sobie poradzić...
Odpowiedz
#39
Kochana Fasolciu, 

Dziś Wigilia. Dzieciątko Jezus przychodzi na świat, a Tobie nie było to dane... Stałaś się Aniołkiem. Myślę o Tobie całymi dniami. Śpiewając kolędy i idąc na Pasterkę będę tak bardzo żałować, że nie przeżywasz tych świąt razem ze mną... Kocham Cię. Mama.
Odpowiedz
#40
Może dziś Niebo bardziej otwarte? Też żałuję, że nie wszystkie dzieci mogą się urodzić żywe, że dla ich rodziców zostają łzy. Ale wierzę, że na tym nie koniec. Dla Twojej Fasolki (*)
Odpowiedz
#41
Moje kochane. Świeta, wiedziałam że będzie cieżko. Jedna wigilia u teściów, druga u rodziców łzy same kapią, nie mogę ich zatrzymać, moja mama mówi że żeby za rok było nas więcej, a mi się dziś rano śni coś niesamowitego. Piekna dziewczynka może 4 latka, może pięć, długie brązowe proste włoski jak u mnie i mówi: Mamusiu nie martw się mi tu jest dobrze.... budzę się mokra, od potu i łez. Chodzę dziś jak mumia po domu. A tu telefon z życzeniami od cioci - babci z Warszawy: Jak tam Twoja ciąża skarbie? jak automat mówię że nie jestem.... że straciłam.... Kiedy to się skończy. Mąż mnie nie rozumie. Choć i tak strasznie się stara. No i współżycie zaczęło się układać normalnie.... ale czuje się pusta w środku, życie nie ma sensu, przytyłam przez te trzy słodkie miesiące 5 kg i czuje się gruba. Jak schudnąć? nie mam pomysłu. Przepraszam, że Was dołuję może moją paplaniną, ale nie mam się gdzie wygadać. Wszystkim Wam, moje drogie koleżanki życzę tego co i sobie, spokoju i szczęścia na Nowy Rok. Żeby ten ból złagodniał i żebym w końcu dała radę i mogła normalnie żyć, iść do kościoła i nie ryczeć całą mszę, żebym mogła wreszcie zapalić ten prawdziwy znicz, tak symbolicznie, na grobie mojego dziadka, który zmarł w dniu, kiedy poczęłam Lili. Dużo, dużo spokoju, miłości, zrozumienia i czterdzieści ton pozytywnej energii i myślii. Pozdrawiam Was gorąco z ziemi częstochowskiej.  Shy
Odpowiedz
#42
(Mon, 24 Grudnia 2018, 14:27:10)Mirinda napisał(a): Kochana Fasolciu, 

Dziś Wigilia. Dzieciątko Jezus przychodzi na świat, a Tobie nie było to dane... Stałaś się Aniołkiem. Myślę o Tobie całymi dniami. Śpiewając kolędy i idąc na Pasterkę będę tak bardzo żałować, że nie przeżywasz tych świąt razem ze mną... Kocham Cię. Mama.

Myślałam o tym samym. Potem prezenty. Córka rozpakowała swoje, dla synka rozpakowaliśmy my. Patrzyłam jak się bawią i nie mogłam odpędzić myśli, że mój pierwszy synek nigdy zabawki nie dostanie. Przykre to i smutne.
Odpowiedz
#43
Fasolciu, 

Tak bardzo za Tobą tęsknię. Kocham Cię. 

Mama
Odpowiedz
#44
Kochanie,
Miałabyś już 5 miesięcy... Gdyby...
Odpowiedz
#45
Śniło mi się dzisiaj, że byłam na cmentarzu, położyłam kwiaty na grobie i tak strasznie płakałam... Nie wiem, czuj to był grób... A potem tak jakby zapaliło się światło i zobaczyłam dziewczynę, nastolatkę, bardzo smutną.

Czy to byłabyś Ty, Fasolko? Czy byłabyś dziewczyną?
Odpowiedz
#46
Mirindo na początek promyczek dla Fasolki. Masz rację ona była jest i będzie, niezależnie od wszystkiego... dopóki będziesz o niej pamiętać ( a wiem że nie zapomnisz) ona będzie. Wspieram cię uściskiem i uśmiechem ( choć sama go potrzebuję z chęcią się podzielę).
Odpowiedz
#47
Fasolciu, mam teraz więcej wolnego, a dni spędzone w domu przypominają mi nasz wspólny czas...

Tak bardzo za Tobą tęsknię...
Odpowiedz
#48
Nie mogę uwierzyć, że teraz byłabym w 7 miesiącu... Dni płyną, a Ciebie nie ma...
Miałam Cię urodzić przed moimi 30. urodzinami...
Odpowiedz
#49
Im bliżej czasu porodu, tym trudniej... Kochanie, powinnam wybierać Ci wyprawkę, a nie znicze...
Odpowiedz
#50
Czytam Twoje wpisy i czuję jakby wychodziły spod mojej ręki. Te wszystkie emocje, uczucia.
Jedyne co mogę napisać to to, że za jakiś czas będzie inaczej, nie powiem lepiej, łatwiej, ale inaczej.
U mnie w lutym minęło 4 lata. Teraz jest inaczej, mam z tyłu głowy to, że gdzieś tam jest mój Aniołek, ale nauczyłam się z tym żyć i cieszyć się z tego życia.

Ściskam Cię mocno wirtualnie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości