Moja Fasolka
#1
Po 4 miesiacach starań, jest, udało się! Test ciążowy pozytywny! Radość w domu, powiedzieliśmy rodzicom. Tak bardzo się cieszyłam, aż chciało mi sie podskakiwać!  Następnego dnia wynik krwi: wszystko się zgadza, mamy betę. W ciągu dwóch dni do lekarza, bo ze wzgledu na szkodliwe warunki pracy chciałam iść na zwolnienie jak najszybciej. W pracy gratulacje, "jaka to dobra wiadomość, w końcu, tak bardzo się cieszymy, ty tez się ciesz, bo to najpiękniejszy czas w życiu!".
Kilka usg wewnątrzpochwowych, bo Fasolka się chowała.  W końcu jest! Mamy zarodek, prawidłowo w macicy. Zapraszamy na następną wizytę za dwa tygodnie. Powiedzieliśmy najbliższym znajomym. Dbałam o siebie, glaskalam brzuch i już mówiłam mojej Fasolce" jesteś najważniejsza na świecie". 

8 września, w sobote,  dostałam krwawienia. Początkowo założyłam, ze to krwawienie implantacyjne, więc wszystko ok, nie mam powodów panikować. Ale gdy krwawienie było już naprawdę mocne i rozbolał mnie brzuch, wsiadłam w samochód, pojechałam najpierw do opieki nocnej, stamtąd pokierowano mnie na SOR i na oddział ginekologiczny. Lekarz, ktory mnie zbadał, stwierdził, że to krwawienie jest zbyt duże, a Fasolka nie wygląda dobrze. Przepisał jednak leki, powiedział, że w medycynie wszystko może się zdarzyć, i żebym spróbowała być dobrej mysli. Zadzwoniłam do najbliższych z prośbą o modlitwę, sama też dużo się modliłam. 
Rano pobranie krwi i wynik bety: beta spada. Przepłakałam caly dzien, mąż razem ze mną. 
W poniedziałek rano do lekarza i już kładąc się do usg płakałam. Lekarz potwierdził, że zarodka nie ma już w macicy. Mógł to być 4-6 tydzień ciąży. 
Kilka wizyt kontrolnych, nie był konieczny zabieg lyzeczkowania, macica oczyściła się samoistnie. 

Kilka dni płacz, ból głowy i ból serca. Teraz boli już tylko serce. 

Jestem mamą Aniolka.
Odpowiedz
#2
Mirindo. Tak, jesteś mamą. Przykro mi ze nie dostalas szansy na utulenie tego dzieciatka. Duzo sily ci zycze w tym bolesnym czasie.
Odpowiedz
#3
Dziękuję. Czytam również Wasze historie i staram się objąć Was wszystkie dobrymi myślami.
Odpowiedz
#4
W piątek miałam pierwszą wizytę u psychologa. Pani psycholog wprost nazwała mój stan przeżywaniem żałoby. Nie ma najmniejszego znaczenia, że poroniłam na początku ciąży. Ja już kochałam moją Fasolkę, już była dla mnie najważniejsza na świecie, już miałam w sobie marzenie, które się nie spełni. Nie tym razem.
Dużo rozmawiałyśmy o szukaniu wsparcia i daniu sobie czasu na przepracowanie tych emocji. W końcu umarł dla mnie ktoś bliski, mam prawo płakać i mam prawo czuć się źle, choćby otoczenie mi mówiło "już powinnaś się ogarnąć, już tyle czasu minęło".

Po raz pierwszy usłyszałam, że z psychiką i z emocjami jest trochę jak z butami: te są moje. To moja historia, moje uczucia, moje buty. Ktoś inny mógłby powiedzieć, że też to przeżył, ale sobie sprawnie poradził. Ktoś mógłby powiedzieć, żebym się już pozbierała, że niewygodnie mu w moich butach. Ale te buty są moje i nikt nie ma prawa oceniać, że jest mi ciężko.

Mam prawo do żałoby. Mam prawo do płaczu. Mam prawo przeżywać to wszystko tak długo, jak to będzie konieczne.

Jeśli któraś z Was waha się, czy warto pójść do psychologa, to myślę, że warto. O wielu rzeczach już czytałam, wielu się spodziewałam, ale słowa pani psycholog mnie upewniły i bardzo wsparły.
Odpowiedz
#5
Mirindo, wiem również jak boli to niespełnione marzenie, dziecko kochalismy juz od pierwszej myśli i rozmowy, że to już ten czas. Przykro mi, że spotkało to i Ciebie. Pobędę tu z Tobą.
Odpowiedz
#6
SmutnaKate, dziękuję. Bardzo doceniam wszystkie przejawy wsparcia w tym trudnym czasie.

W sobotę minęło 6 tygodni od poronienia, więc Fasolka mogłaby mieć już 12 tygodni. Przekroczylibysmy pierwszy trymestr. 

Nie ma dnia, żebym o niej nie myślała. Zawsze tak będzie? 

Spiewalam dzisiaj mojemu uczniowi "Dobrze, że jesteś. Dobrze, że jesteś. Dobrze, że jesteś. Co by to było, gdyby Cię nie było? Dobrze, że jesteś". I momentalnie przyszło mi na myśl, że tak właśnie się stało u mnie, nie ma mojej Fasolki...
Odpowiedz
#7
Przykro mi, Mirindo.
Pytasz, czy zawsze tak będzie... Dawno temu zrobiłam postanowienie, żeby codziennie dziękować za moje dzieci z imienia. Chciałam wymawiać ich imiona. Śmierć nie przekreśla wdzięczności za nie. I tak robię codziennie od prawie 6 lat. Poza tym w mojej codzienności nie są stale obecne. Ale staram się uporczywie pamiętać. Na początku nie było godziny, żebym o nich nie myślała, żebym nie liczyła, ile by miały, nie snuła wyobrażeń o tym, jak by wyglądały. Teraz niezmiernie rzadko. Wiem, że są szczęśliwe.
Gdyby ich wcale nie było, nie byłabym mną. Czy ich nie ma teraz? W codzienności ich nie ma tak namacalnie, ale wierzę, że są w łączności ze mną. Zawsze będą moimi dziećmi. Dobrze, że były tutaj ten krótki czas.
Cieszę się, że spotkałaś dobrego psychologa.
Odpowiedz
#8
Chocolate_puma, bardzo Ci dziękuję. 

Dobrze wiedzieć, że za jakiś czas myśli o poronieniu i mojej Fasolce nie będą że mną 24/7... Kocham ja tak bardzo i chce nauczyć się wspominać ją z czułością i spokojem.
Odpowiedz
#9
Sa dni, w których jestem pełna nadziei, śmieję się z przyjaciółmi, o Fasolce myślę z czułym spokojem.

A potem zdarzy się dzień, w którym tak bardzo cierpię, rozpadam się na kawałki, serce mi pęka i czuję, jakbym już nigdy miała nie być szczęśliwa...
Odpowiedz
#10
Mirindo, te trudniejsze, bolesne dni, są normalne, naturalne. Może być tak, że z czasem będzie ich coraz mniej, że częściej będzie nadzieja i śmiech. A później może znowu przyjść czas, kiedy znów będzie smutek, ból, łzy... Kiedyś tutaj, na forum przeczytałam, że żałoba to taka elipsa wokół straty (albo coś w tym stylu). Czasami jesteśmy "bliżej" źródła bólu, szczególnie trudne mogą być pewne daty - święta, termin porodu, rocznica straty. Później trochę się od tego źródła oddalamy - mamy lepsze dni, czujemy pozytywną energię. A później znowu dołek. I znowu górka.
Odpowiedz
#11
Asza, bardzo dziękuję Ci za słowa wsparcia.

Mam nadzieję, że nauczę się żyć z takim właśnie czułym wspomnieniem, bez przeżywania rozpaczy na nowo.
Odpowiedz
#12
Wiesz Mirindo, u mnie minęło 7 miesięcy od straty. I tez przychodzi czasem taki dzień, sytuacja, czy skojarzenie, gdzie serce wariuje z bólu. Wczoraj tak mialam. W poczekalni u lekarza. Był noworodek, bardzo mocno płaczący. Naraz zrobiło mi się tak żal, łzy same poplynęły...musiałam stamtąd wyjść...gdyby nie ramiona męża to nie wiem co by było. Wiem tylko, że takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej.
Odpowiedz
#13
Ja codziennie widzę mamy spacerujące z wózkami...

Oprócz tego, że straciłam Fasolkę, to jeszcze straciłam swoje marzenia. Dlaczego one mają swoje dzieciątko, a ja nie...
Odpowiedz
#14
Po stratach też wszędzie widziałam Brzuchy i wózki. Na małe dzieci w ogóle nie mogłam patrzeć. Za bardzo bolało.
Wydaje mi się, że ta "zazdrość" to również element żałoby, taki objaw poczucia żalu, niesprawiedliwości.
Dlaczego mojego dziecka nie ma przy mnie, dlaczego musiało odejść? Dlaczego to moje marzenie się nie spełniło? ... Obawiam się, że nie ma na te pytania odpowiedzi, poza taką, że to po prostu się wydarza i że akurat wydarzyło się nam.
Przytulam.
Odpowiedz
#15
W czasie pogawędki u lekarza (w innej sprawie), zapytał mnie: "Macie państwo dzieci?". Najpierw odpowiedziałam "Nie", ale szybko przemyślałam i dodałam "Mamy jednego Aniołka w niebie".

Cieszę się, że się otworzyłam. Oprócz tego, że lekarz był bardzo miły, to ja poczułam ulgę. Pierwszy raz powiedziałam komukolwiek nowemu o stracie. 

Powiedzenie, że nie mamy dzieci, jest odbieraniem Fasolce godności- faktu, że istniała. Nieważne, że była ze mną tylko przez chwilę. 

Dzisiaj był dobry dzień, pełen spokoju.
Odpowiedz
#16
Cieszę się z Twojego dobrego dnia.
Odpowiedz
#17
Jak złym człowiekiem można być...

Znajoma z pracy pokazała mi dzisiaj ciuszki niemowlęce, w ślicznej stylistyce mikołajowej, z pytaniem, czy nie mam małych dzieci w rodzinie i czy nie chcę kupić.

Rozumiecie to?! Kobietę po poronieniu, miesiąc po powrocie do pracy, inna osoba, ba! Kobieta! Ba! Koleżanka z pracy! pyta takie rzeczy?! 

Nadal mnie trzęsie, jak o tym myślę. 

Czy to mogła być niewiedza? Raczej nie. W mojej pracy wiedziano, z jakiego powodu poszłam na zwolnienie, i z jakiego powodu wróciłam. 

Czy to mógło być chwilowe zaćmienie i brak wrazliwosci? Być może. Choć nawet wtedy należałoby... Może przeprosić, a może już nie ciągnąć tematu małych dzieci... 

Boże, Boże... 

Serce mi pękło.
Odpowiedz
#18
Ja tego nie rozumiem. Wiem, że ludzie bywają okrutni. Czasem po prostu robią coś bezmyślnie. Brak słów na taką koleżankę. Ja za to w pracy świeżo po poronieniu słuchałam o ciąży siostry koleżanki. W końcu wypaliłam, że jest mi przykro i się skończyło. Bardzo mi przykro, że spotykają Cię podobne rzeczy. Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz
#19
Przykro mi, że coś takiego Cię spotkało. Nawet jeżeli nie było w tym złej woli, tylko zwykła bezmyślność, to nie jest usprawiedliwienie i to nie powinno się zdarzać. Poronienia i straty dziecka to nadal duże tabu - ludzie albo o tym nie mówią albo zachowują tak, jakby nic się nie stało, co jest jeszcze gorsze, bo prowadzi do takich sytuacji.
Odpowiedz
#20
Codziennie myślę o Fasolce.

Mam dużą potrzebę rozmawiania o niej i denerwuję się, że swiat bagatelizuje jej śmierć.

Dziewczyny z pracy rozpaczają nad śmiercią współpracowniczki. A ja myślę: dlaczego nikt poza mną nie opłakiwał śmierci mojego dziecka?!
Odpowiedz
#21
Rozumiem Cię. Ja po pierwszym poronieniu (z czterech) usłyszałam od kobiety leżącej ze mną na sali w szpitalu "teraz to już jak najmniej o tym mówić". A właściwie dlaczego? Skoro mam taką potrzebę? Za to po drugim poronieniu usłyszałam od mojej mamy, że może to znak, że nie powinnam mieć już więcej dzieci (wtedy miałam jedno). Ktoś kto nie siedzi w tym w środku nie ma pojęcia jak boli taka strata. Najlepiej rozmawia się z kimś kto przeszedł to samo. Pisz tutaj. Jesteśmy. [*] dla Twojego dziecka.
Odpowiedz
#22
Na początku nie mogłam rozmawiać,bardzo płakałam.

Teraz potrzebuję. Tak jakbym potrzebowała potwierdzenia, że Fasolka istniała, chociaż nie został po niej żaden ziemski ślad.
Odpowiedz
#23
Twoja Fasolka zostanie w Twoim sercu na zawsze. Mnie bardzo pomogły właśnie rozmowy. Najpierw psycholog, potem kiedy zaczęłam o tym mówić głośno okazało się, że sporo osób przeżyło podobne straty. Kiedy leżałam z synem na patologii ciąży, okazało się, że co druga dziewczyna przeszła poronienie. Te dzieci istniały, nic ich nie zastąpi.
Odpowiedz
#24
Dokładnie wiem co czujesz Mirindo. Ja staram sie o dziecko z mężem 6 lat. 6 inseminacji bez skutku a teraz 1 in vitro. I szczęście. I radość. Termin porodu plany marzenia serduszko bijace w 6 tyg .... Leki zastrzyki wszystko ok super pani ciąża jest w porzadku ...A w 10 tyg na fotelu gin. na USG usłyszałem że serduszko juz nie bije. I ze tak sie zdarza to normalne 40 % kobiet tak ma... Jak ja autem przyjechałam do domu to nie pamiętam.... Potem nudności wymioty drgawki szpital. .. Dali mi cytotec na poronienie ale potem musieli zrobić lyzeczkowanie.  Nie umiem sobie poradzić , duzo płacze śni mi sie to po nocach. W sercu mam dziurę wielkosci nieskonczonej. I zazdroszczę wszystkim kolezankom co na portalach roznych sie chwalą ciążą.  Ból jest nie do opisania taka pustka w domu że zwariować mozna bo rzuciłam pracę przed transferem zeby sie wszystko udało. Mam wspaniałego męża ktory mnie bardzo wspiera ale niestety nadal jest mi źle. Mama i siostra mi ciągle mówią ze trzeba sie z tym pogodzić i już. Otrząsnąć się. Ale nie potrafię bo to sie stalo bardzo niedawno 8 listopada. Chyba muszę poszukać psychologa. Może on mi pomoże.
Odpowiedz
#25
Lilko, ja się prawie 3 lata nie mogłam "otrząsnąć", a i wtedy nie stało się to na cudze polecenie. Na pewno potrzeba Ci teraz czasu, zrozumienia i czułej obecności.
Mirindo, co do śladów istnienia, część może powstać naszym staraniem w formie pamiątek albo działań, których byśmy nie podjęły, gdyby nie one, inne ślady zostaną w Tobie na zawsze i to dosłownie, bo komórki płodowe można wykrywać u matki wiele lat po poronieniu (https://pbkom.eu/sites/default/files/art...4_1_85.pdf). A mniej dosłownie, to dzięki moim dzieciom jestem teraz tym, kim jestem. One też mnie ukształtowały. Jak mogło nie być kogoś, kto tak głęboko się odcisnął w sercu i pamięci.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości