[oddzielony] Sylwiana
#51
Teraz dopiero widzę, że mi \"zjadło\" część zdaniaWink
Dla Lilianki/Nataniela miało być.

Zatem - dla Lilianki/Nataniela [*] światełko.

A przeczucie - może się potwierdzi. A jeśli nie - przeczucia czasem trudne do odczytania są chyba.
Odpowiedz
#52
Mój Maciupek, gdyby był dziewczynką (może jest Smile), byłby Lilianką (Lilusią, Lilką). Smile
Odpowiedz
#53
Imię Lilianna bardzo mi się podoba, między innymi ze względu na zdrobnieniaSmile Lilka, Lilianka brzmi jak imię dla malutkiej wróżkiSmile tak mi się kojarzy, bo jest takie delikatne i słodkie Smile

Dziękuję masaiimara Smile
Dla Twojego Piotrusia [*]
Odpowiedz
#54
Nie wiem od czego zacząć....nerwy mam zszarpane.....brakło mi pieniędzy na te badania ustalenia płci, więc zapytałam teściową czy mi pożycz, w końcu od początku była w temacie, bo na bieżąco jej o wszystkim opowiadałam. Zgodziła sie bez problemu. Wiedziałam że teściowi temat pochówku się nie spodoba, bo to taki typ człowieka, było, nie ma, wiec nad czym tu rozpaczać. Wiec poprosiłam teściową o dyskrecje, uśmiechnęła się na to. Dzisiaj mąż był u teściów po te pieniądze, ale wrócił zdenerwowany i jakiś nabuzowany... po jakimś czasie, opowiedział mi co mu powiedziała mama: że gdyby wiedziała na co chcę te pieniądze to by nam ich nie dała, że niby nie wiedziała na co to chcę bo jej nie powiedziałam. A teść stwierdził że odpier..lamy chocki klocki. No w tym momencie myślałam że szlag mnie trafi, albo zawału dostanę. Poczułam się jakbym dostała w twarz! I mówię Krzyśkowi, że przecież rozmawiałam o tym kilka razy z mamą, nawet w piątek dzwoniła zapytać czy odebraliśmy te preparaty, a teraz nagle nie wie nic o badaniach, o których tyle jej opowiadałam. Bo kontakt z teściową mam rewelacyjny i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie. Przecież nawet nam proponowała, ze można maluszka pochować do grobu babci.Naklęłam się na teścia, bo już nerwowo nie wytrzymałam, a Krzysiek zamiast stać po mojej stronie to bronił taty. No brak mi słów na to wszystko. Dzwoniłam potem do teściowej by wyjaśnić sprawę, bo nie lubię niedomówień. A tu się okazuje, ze teściowa wiedziała o badaniach, i że Krzysiek musiał ją źle zrozumieć. To ręce mi opadły. Krzyś wściekły że dzwoniłam do mamy, teściowa twierdzi że wszystko ok. A ja czuje się jak idiotka.
W ogóle nie rozumie jak teść mógł tak powiedzieć. To przecież jest nasza sprawa jak i co chcemy zrobić w tak osobistej sprawie. Jak można być tak grubiańskim i tak bezczelnym. Albo ja jestem za głupia żeby to wszystko zrozumieć. Sama nie wiem. Czy Wy tez miałyście podobne sytuacje? Czy ludzie dawali Wam do zrozumienia że pochówek takiego maleństwa, to głupota? Przecież to tak boli...nie wiem czy zdołam się opanować jeśli teść coś mi powie na temat pochówku.
Staram się jakoś dojść do siebie...kurier zabrał preparaty, więc jutro wszystko dotrze do Genetico. Żeby mieli dla mnie dobre wieści, bo podobno ze szkiełek łatwiej im będzie określić płeć. Dostałam 2 kostki parafinowe i 2 szkiełka, więc zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję ze będzie dobrze.
Odpowiedz
#55
Sylwiana, a teściowa nie zagrała czasem na dwa fronty? do Ciebie coś innego, a przy mężu, do Twojego m coś innego?
Odpowiedz
#56
PiBi, sama już nie wiem, może faktycznie tak było...tylko ze mnie to wręcz zszokowało, bo mam bardzo fajny kontakt z teściową...
Odpowiedz
#57
Sylwiana niestety takie podejście to standard. Wiele osób uważa, że łatwiej będzie nam sobie poradzić jak się weźmiemy w garść a nie będziemy rozdrapywać rany \"jakimiś\" pogrzebami :/ Jeśli chodzi o to, że mąż bronił Taty... to mój ma coś takiego, że też zawsze kogoś broni i dopiero jak mu powiem że powinien stać po mojej stronie to się okazuje, że On tak tłumaczył tego kogoś żeby mnie uspokoić żebym się nie denerwowała. Nie wpadł na to biedaczek, że mnie właśnie to denerwuje Wink Może Twój też tak ma...
Odpowiedz
#58
Wiesz Sylwiana, nie pozwól sobie wmówić, że nic się nie stało, że nie należy sobie tym zawracać głowy. Jak coś takiego słyszę, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Rozdrapywanie ran pogrzebem? Co za bzdura. W moim przypadku to było potrzebne, żeby powoli uczyć się z tymi ranami jakoś żyć. Masz prawo przeżywać, masz prawo płakać i masz prawo zorganizować pogrzeb. I nie musisz robić niczego, co inni Ci wmawiają. Robisz to dla siebie i dla swojego aniołka. Uwierz mi, ten grób jest, przynajmniej dla mnie bardzo ważny i bardzo mi pomaga. Może Tobie też pomoże, czego Ci z całego serca życzę.
Odpowiedz
#59
Dziękuje Wam za te słowa Smile ja w środku czuję, że uspokoję się dopiero wtedy gdy moje maleństwo zostanie pochowane. Bo świadomość, że jego szczątki (nie ważne że w postaci preparatów) leżą gdzieś w jakimś magazynie, czy archiwum po prostu mnie przeraża. Nie zniosła bym tej myśli do końca życia. A mój mąż na uwagę o tym że mnie powinie obronić w tej sytuacji, odpowiedział mi, że przecież powiedział że tego potrzebuję. I tyle. Uffff męczy mnie to wszystko...a gdy go poprosiłam żeby tak od serca się zastanowił, czy na prawdę chce mi w tym pomóc, to się oburzył, bo przecież powiedział że mi pomoże. Ale nie usłyszałam że chce mi pomóc, na co mu zwróciłam uwagę. Tłumaczyłam mu że się nie pogniewam jeśli zmieni zdanie, bo mogę liczyć na pomoc siostry, ale stwierdził, że kto mi pomoże jeśli nie on. I pogodane - jak to się u nas mówi Wink tylko że ja czuję, że ta jego pomoc jest \"na odczep\" i to mnie smuci Sad a jak mu o tym mówię, to twierdzi że mi się wydaje. No i nie dogadasz się choćby nie wiem co Sad
Odpowiedz
#60
Czas, czas, czas ucieka a ja wciąż czekam na wyniki badań i na telefon z Genetico...minęło już 13 dni i nic SadPani z Genetico uprzedzała że należy uzbroić się w cierpliwość, ale ja już bym chciała mieć wyniki, poznać płeć naszego dziecka...mam nadzieję, że uda się określić płeć...

Aniołeczku, tęsknimy za Tobą tak bardzo Sad tak bardzo Cię kochamy...
Odpowiedz
#61
Życzę Tobie cierpliwości. Również czekałam sporo na wyniki badań: dzwoniłam, pisalam mejle czy już??? etc. W końcu odpuściłam, w pewnym momencie nawet \"zapomniałam\", a jak przyszła koperta to nie starczyło mi odwagi. Pozornie to zwykły list, naturalna sytuacja, ale jego zawartość mnie przerosła, okazało się to nieludzko trudne. M. mi powiedział.

Dużo siły i * dla Twojego aniołka.
Odpowiedz
#62
kordi, trochę mnie uspokoiłaś, bo nie wiedziałam że można tak długo czekać na te wyniki. Jeśli dobrze zrozumiała Panią z Genetico to najpierw do mnie zadzwonią a potem wyślą dokumenty. Więc czekam na telefon i jakieś wieści. Pocieszam się, tym że brak wieści to dobre wieści i czekam dalej...mieliśmy z mężem nadzieję, że do końca października pochowamy nasze maleństwo, mąż się nawet dopytuje co mnie pozytywnie zaskoczyło Smile
Ale ból rośnie nadal, chciała bym żeby przestało to tak bardzo boleć, żaby wreszcie poczuć spokój... wczoraj robiłam porządki w szafie i znalazłam zapakowane papciuszki, które kupiłam naszemu maleństwu....znowu zabolało, znowu przypomniał mi się ten feralny dzień kiedy pojechałam to usg...i znowu rozmyślania i znowu płacz, bo maluszek miałby już miesiąc...pierwsza wizyta u pediatry była by już za nami, a przy tak pięknej pogodzie chodzilibyśmy na spacery...niestety zamiast tej radości w moim sercu panuje smutek i żal, rozpacz i wściekłość...najbardziej przeraża mnie myśl o święcie 1 listopada...jak ja to przetrwam? Po raz pierwszy będę miał znicz dla kogoś tak bliskiego i to dla mojego dziecka! Jestem zrozpaczona!!!!


Aniołeczku serce mi pęka...tak mi Ciebie brakuje...kocham Cię!
Odpowiedz
#63
kordi dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#64
Sylwiana - te światełka oświetlają drogę między nami a naszymi anielskimi dziećmi... tak to sobie wyobrażam

Ja zaniosłam znicze moim Aniołkom - zawsze białe (bo kojarzą mi się z dziecięcą \"czystością\") - 2 razy. Postawiłam je na symbolicznym grobie dzieci nienarodzonych. I kiedy je zapalałam, wydawało mi się, że promień słońca zaświecił mocniej między niebem a tymi światełkami.... i oczami wyobraźni zobaczyłam jasną, szeroką drogę... między Niebem a Ziemią....

... i czułam coś w rodzaju smutnej radości...... albo radosnego smutku może.....
Odpowiedz
#65
freeq nigdy nie myślałam o zniczach zapalanych memu dziecku w ten sposób...to piękna i dodająca otuchy myśl- dziękuję
Odpowiedz
#66
22 października...dzisiaj obchodzimy z mężem 9 rocznicę ślubu...data 22 go zawsze była dla nas szczęśliwa...22 go marca rozpoczął się nasz związek, potem 22 go października wzięliśmy ślub a 22 go lutego urodziła się nasza córcia (poród naturalny) wiec ta data zawsze dobrze i miło się nam kojarzyła. Ale w tym roku dzień 22 go lutego to był horror...urodziny i śmierć jednego dnia...moje starsze dziecko obchodziło 5 urodziny a młodsze umarło...a dzisiaj w dniu naszej rocznicy mija 8 miesięcy od śmierci naszego Aniołka...Maluszek miałby już ponad miesiąc, było by wesoło i radośnie.....ciężko mi świętować skoro ta data już na zawsze będzie mi przypominać smutek, rozpacz i cierpienie....

Aniołeczku nie ma Cię z nami...tak bardzo tęsknię za Tobą!!!
Odpowiedz
#67
Rozczarowanie? Wściekłość? Żal? Cierpienie? Nie wiem jakimi słowami mam opisać to co dzisiaj czuję...dzwoniłam do Genetico w sprawie badań na oznaczenie płci....nie takich informacji się spodziewałam Sad okazało się, że dotychczasowe metody jakimi były wykonywane badania na oznaczenie płci mojego maleństwa nie wystarczyły, nie udało się jeszcze oznaczyć płci Sad duża nadzieja byłą pokładana w tzw. szkiełkach, ale okazało się że są wybarwione, a barwienie niszczy DNA, więc szkiełka nawet nie były brane pod uwagę. Pani Monika ( dusza człowiek ) nie chciała dzwonić do mnie do puki nie wykorzystają wszelkich możliwych metod. Na jej prośbę robione są dalsze badania i robi wszystko co w jej mocy by udało się oznaczyć płeć. Jest niesamowitą kobietą o ogromnym sercu. Ale mimo to, jestem załamana....cały czas wierzyłam że uda się oznaczyć płeć, że dostaniemy akt urodzenia, że wszystko uda nam się załatwić, że wszystko będzie dobrze.... Nie wiem co zrobię jeśli nie oznaczą płciSad dzwoniłam do szpitala z pytaniem, czy jest możliwe wpisanie płci na podstawie moich odczuć, na zasadzie uprawdopodobnienia? Niestety ordynator się na to nie zgodzi, powiedziano mi że kiedyś tak wypisywano, ale obecnie jest to nie możliwe. Mogę próbować, ale podobno nic nie załatwięSad Mam już dość, byłam pełna nadziei, cieszyłam się że dam mojemu dziecku chociaż ten pochówek, nagrobek...a teraz sama nie wiem co będzie. Cały czas mam jeszcze nadzieję że badanie się uda, modlę się o to. Boże dopomóż mi, bo sił mi już brak....

Aniołeczku mój kochany, tak bardzo za Tobą tęsknię....nie pozwól proszę aby spotkało mnie następne rozczarowanie Sad pomóż mi proszę dalej walczyć, dalej trwać...dodaj mi sił mój Aniołeczku kochany....
Odpowiedz
#68
Czekam i czekam....oby to czekanie okazało się owocne...żyję nadzieją, która dodaje mi sił....to wszystko dla Ciebie kochany Aniołeczku...

W piątek Wszystkich Świętych...muszę kupić dla Ciebie Aniołku znicz, upleść wianek...to nie jest łatwe, to takie trudne i tak bolesne...nigdy, przenigdy nie myślałam że będę zapalała znicze własnemu dziecku...to jest tak niewyobrażalnie bolesne i trudne....czuję się taka pusta...
Odpowiedz
#69
I tak minął wreszcie dzień Wszystkich Świętych...nie było łatwo, było ciężko...udawać przed rodziną że wszystko jest w porządku...Ból ściskał mi serce gdy zapalaliśmy znicz pod krzyżem...mieliśmy biały wianuszek, a znicz z małym aniołkiem...Nadia mnie pocieszała, nie płacz mamo, dzidziusiowi jest dobrze w niebie, niczego mu nie brakuje, ma jedzenie i picie, wszystko ma. A mnie się cisło na usta, że nie ma tam nas, nie możemy go przytulić, ale zacisnęłam zęby i tylko pokiwałam głową. To był ciężki i męczący dzień, dobrze że już minął.
Następnego dnia na naszym cmentarzu znaleziono zwłoki 22 letniej dziewczyny, która popełniła samobójstwo na grobie swojego chłopaka. Otruła się tabletkami. Gdy to usłyszałam wpadłam we wściekłość. Jak możne być tak egoistycznym i głupim, by odbierać sobie tak cenny dar, jakim jest życie? Inni tracą to drogocenne życie wbrew swej woli, niczego nie świadomi, a tu dziewczyna na własną prośbę je sobie odbiera! Nie potrafię tego zrozumieć. Ja bym chciała aby moje dziecko żyło, ale nic nie mogę zrobić, nie cofnę czasu...a ktoś inny w tak bezmyślny sposób to życie sobie odbiera!

Ciężko mi, tak bardzo ciężko...wyników nadal nie ma...a ja czekam, bo nic innego zrobić unie mogę Sad
Tak mi Ciebie brakuje Aniołeczku, tak bardzo Cie kocham i tęsknię Sad
Odpowiedz
#70
Boże kochany jaka jestem szczęśliwa! Dzwoniła do mnie dzisiaj Pani Monika z Genetico, z wiadomością że zakończyli kolejne badania i udało się oznaczyć płeć dziecka. To chłopiec- mój kochany synek Natanielek. Wczoraj miałam urodziny, a dzisiaj dostałam najwartościowszy i najważniejszy dla mnie prezentSmile Może to wydać się dziwne, ale jestem bardzo szczęśliwa. Moje modlitwy zostały wysłuchane, a przeczucia co do płci dziecka sprawdziły się. Poczułam ogromną ulgę, teraz już mogę zwracać się do mojego Aniołka po imieniu, mogę zająć się tym co mi pozostało jako mamie- pochówkiem mojego Skarbu. Kamień spadł mi z serca. W przyszłym tygodniu wyślą z Genetico dokumenty i kuriera ze szczątkami mojego synka. A potem już tylko formalności ze szpitalem i U.S.C. Mój synek, ukochany synek.

Kocham Cię Natanielku, tak bardzo mocno Cię kocham i tęsknię. Ale teraz jestem już spokojniejsza, już się tak bardzo nie denerwuję. Teraz oboje zaznamy tak długo wyczekiwanego spokoju.

Dziękuję Wam drogie mamy za pomoc i ogromne wsparcie. To po części dzięki Wam zdecydowałam się na walkę o prawo do pochówku, co nie było łatwe- jak same wiecie. Jeszcze raz Wam serdecznie dziękuję.
Odpowiedz
#71
19 grudnia 2013 rok, Nasz dzień Natanielku...wreszcie spocząłeś w białej trumience, w maleńkim grobie by zaznać należnego Ci spokoju, by już nie poniewierać się po archiwach, by nie być samemu i z dala od nas- Twojej rodziny...ten dzień był dla mnie tak samo ważny jak dzień w którym miałeś przyjść na świat...zniknął niepokój jaki targał moim sercem, a w zamian pojawiło się ukojenie i ulga, bo już wiem że teraz sobie spokojnie śpisz i zawsze mogę Cię odwiedzić...jesteś teraz blisko mnie, blisko tatusia i siostrzyczki, blisko ludzi którzy Cię kochają...spocząłeś obok swego pradziadka, który miesiąc temu przyszedł do Ciebie. Prosiłam Go by powiedział Ci jak bardzo Cię kocham i by się Tobą zaopiekował...spokój ogarnął moje serce, ale nadal płaczę, nadal tęsknie za Tobą i nadal nie rozumie dlaczego umarłeś, gdy tak bardzo chciałeś żyć, gdy my chcieliśmy byś żył...ale teraz jest mi troszeczkę lżej, bo każdego dnia mogę do Ciebie przychodzić, mogę Cię odwiedzać i rozmawiać z Tobą...
Nadusia powiedziała mi przed pochówkiem: Ale mamusiu proszę nie płacz już. Natanielkowi jest już dobrze.
Pewnie ma rację, ale ja i tak płakałam...nie mogłam nie płakać, bo to było ostatnie pożegnanie z Tobą mój ukochany synku...Twoja babcia też Cię przyjechała pożegnać, bo tęskni za Tobą, były jeszcze dwie Twoje ciocie...dostałeś ładne białe kwiatki, od nas palemkę z białych różyczek, bo jesteś małym aniołkiem...tak jak napisano na Twojej tabliczce : Powiększyło się grono aniołków...

Wiesz Natanielku, te święta nie cieszą mnie tak jak kiedyś...brakuje Ciebie...Wszystko co robię, co przygotowuję na święta to dla Nadusi, bo ona tak bardzo cieszy się na te święta...ale we mnie nie ma już tej radości...łzy cisną mi się do oczu gdy słyszę kolędy, gdy widzę dekoracje na rynku, gdy pakowałam prezent dla Nadusi...bo pod choinką zabraknie jednego prezentu, przy stole będzie jedno miejsce puste- Twoje miejsce Natanielku...i jak tu się cieszyć świętami gdy Ciebie nie ma???? Znowu będę udawała przed Nadusią i przed rodziną, żeby nikomu nie psuć świątecznej atmosfery... ale gdy przyjdzie noc i nikt mnie nie zobaczy ja będę płakać...

Kocham cię Natanielku...spoczywaj w pokoju syneczku[*]
Odpowiedz
#72
W środę Nadia miała jasełka w przedszkolu. Bez kłopotu nauczyła się swojego wierszyka- ma do tego talent Smile Było miło i świątecznie ale...właśnie to ale...mamy niektórych przedszkolaków przyszły z ich młodszym rodzeństwem, a mnie mało serce nie pękło gdy zobaczyłam koleżankę od Nadusi ze swoją niespełna roczną siostrzyczką...ja też miałam przyjść z braciszkiem Nadusi... ledwo powstrzymałam łzy, bo po przedstawieniu jechaliśmy ustalać dla Natanielka miejsce na cmentarzu...jakie to wszystko tragiczne, jakie okrutneSad Nadia przyglądała się tej małej siostrzyczce, a potem podeszła do mnie i zapytała : Możemy już jechać? Zapytałam czy było jej przykro gdy widziała te koleżankę ze swoja siostrzyczką...odpowiedziała mi że było jej smutno i przykro...mało nie wybuchłam płaczem, przytuliłam ją i ucałowałam...ona też tęskni i cierpi a tak nie powinno byćSad
Odpowiedz
#73
Dzięki Bogu ten wstrętny rok już się skończył...teraz proszę Boga by ten nowy rok był lepszy, by nie był tak bolesny, tak tragiczny...tyle śmierci...tyle zła...tyle rozpaczy było w tym starymSad Sadnawet naszego kota nie oszczędziło Sad ale sercu jest trochę lżej, jakoś łatwiej sobie radzić na co dzień...święta też minęły dla mnie zaskakująco spokojnie, nie było wybuchów płaczu, złości i lamentów...było miło, wzruszająco i jakoś lekko...to dzięki temu, że pochowałam wreszcie ukochanego synka...wiedziałam, bo czułam to całym sercem że gdy Nataniel spocznie wreszcie na cmentarzu, ja również odpocznę,ale nie spodziewałam się że ten spokój będzie aż tak widoczny. Było warto przejść przez tę całą biurokrację, te wszystkie pisma, telefony i męczące czekanie...blisko 4 miesiące zajęło wyczekiwanie na dzień, w którym Natanielek zazna świętego spokoju...nieprzespane noce, ciągły stres i modlitwy aby udało się oznaczyć płeć...pod koniec tego czekania byłam już tak wyczerpana psychicznie i fizycznie, że zapominałam co miałam zrobić, jąkałam się i chodziłam wiecznie zmęczona. Odpoczęłam dopiero gdy pochowałam Natanielka. Warto było, bo wiem że teraz oboje mamy spokój. Dziękuję Wam drogie mamy jeszcze raz za wsparcie i wszelką pomoc, za dobre słowo i zrozumienie- to było i jest dla mnie niesamowicie ważne, bo bez Was do dziś bym nie wiedziała o tym że jeszcze mogę pochować synka, nie wiedziała bym jak i od czego zacząć tę całą walkę ze szpitalną rzeczywistością...dziękuję WamSmile

Byłyśmy dzisiaj z Nadusią na cmentarzu, uprzątnęłyśmy zeschnięte kwiaty z grobu Natanielka, zrobiłyśmy kompozycję z białych róż...poukładałyśmy aniołki...Nadusia chętnie mi pomagała, lubi mi pomagać i lubi odwiedzać braciszka na cmentarzu...

Kochamy Cię Natanielku całym sercem...
Odpowiedz
#74
Byłam wczoraj u mojego gin, po tabletki. Ostatnio wizytę miałam w maju ubiegłego roku, więc pomyślałam, że czas najwyższy aby udać się do lekarza i ogólnie się zbadać. Mało karetką mnie nie odwieźli z przychodni, po tejże wizycie! Lekarz mój stwierdził, że nie może być dłużej moim lekarzem, ponieważ jego ocena będzie nieobiektywna i mam sobie zmienić lekarza, albo przychodnię. Pan doktor był na mnie bardzo oburzony z pismo jakie wysłałam do szpitala z żądaniem o wydanie szczątków celem pochówku. Nie pozwolił mi się nawet wytłumaczyć, zbadał mnie ogólnie i zanotował w kartotece, że nie może mnie prowadzić, z powodu zaistniałej sytuacji. Ja się spodziewałam, że nie będzie zadowolony z powodu mojego pisma, ale nigdy bym nie pomyślała że tak mnie potraktuje. W końcu jesteśmy dorośli i każdy musi ponosić odpowiedzialność za swoje działania i błędy. Pomijając fakt, że w piśmie ani słowem nie napomknęłam o moim doktorze, o tym że nie udzielił mi pełnej informacji na temat sytuacji w jakiej się znalazłam. A on ma jeszcze do mnie pretensje, że upomniałam się o swoje prawo, że jako matka domagałam się pochówku dla swojego dziecka. Nie interesowało go, że ten pochówek pomógł mi się jako tako pozbierać, tylko fochy i oburzona mina, bo ośmieliłam się upomnieć o swoje, a on miał papierki na to, ze wszystko było zgodne z prawem. Tylko ja się zastanawiam, czy w tej sytuacji lekarze nie wiedzą, że matka ma prawo zmienić zdanie? Czy szpital ma jakieś dziwne zasady i po prostu o tym nie informuje? Cała ta sytuacja jest dla mnie niezrozumiała, bo tracąc dziecko obojętnie w którym tygodniu ciąży, matka jest w szoku, nie wszystko do niej dociera, nie ze wszystkim potrafi sobie poradzić, zwłaszcza na oddziale szpitala, zwłaszcza przed zabiegiem jaki ją czeka. Która mam jest na tyle przytomna, by obdzwonić ZUS-y i inne urzędy, aby dowiedzieć się co jej się należy i w końcu która mama ma przy sobie laptopa, by sprawdzić w internecie gdzie i za jaką cenę można zrobić badanie na oznaczenie płci???? Zmuszona byłam zapisać się na dzisiaj do innego lekarza, który tez pracuje w tym szpitalu i ciekawa jestem jak mnie potraktuje. Doszliśmy z mężem do wniosku, że puki co będę chodziła do tej samej przychodni ( o ile lekarz mnie przyjmie) a w razie ciąży zmienię lekarza na prywatnego, w innym mieście, bo w tym szpitalu już rodzić nie będę. Żebym miała oglądać oburzone twarze doktorów i może jeszcze wysłuchiwać kąśliwych komentarzy. Czegoś takiego się nie spodziewałam, ale koniec końców, warto było przez to wszystko przejść aby Natanielek odnalazł wreszcie spokój, a wraz z Nim, ja.
Ciekawa jestem, czy tylko ja spotkałam się z takim potraktowaniem przez lekarza, czy było nas więcej?
Odpowiedz
#75
Sylwiano, przykro mi. Może warto napisać skargę na tego lekarza?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości