[oddzielony] Sylwiana
#1
Witam wszystkie użytkowniczki...jestem tu nowa i nie bardzo wiem od czego zacząć...jak większość z Was też straciłam swoje dzieciątkoSad i nie potrafię sobie tego wszystkiego poukładać. Czytałam Wasze historie i poczułam, że znajdę tu zrozumienie, być może wsparcie... Mam 5cio letnią córeczkę i staraliśmy się o drugie dziecko. Udało nam się w grudniu ubiegłego roku i mieliśmy Noworoczny Prezent Smile Byliśmy bardzo szczęśliwi, córeczka nie posiadała się z radości bo tak bardzo chce mieć rodzeństwo Smile radość nie trwała długo...w styczniu tego roku, w 6 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z podejrzeniem ciąży pozamacicznej...usg uwidoczniło ciążę wewnątrzmaciczną, więc kamień spadł mi z serca. Zostałam w szpitalu i czekałam aż pojawi się w usg serduszko. Badania bhcg wzrastało, a ja czułam się dobrzeSmile 20go stycznia,na dzień przed Dniem Babci zmarła babcia mojego męża, na pogrzeb nie mogłam pójść bo leżałam w szpitalu, a mój lekarz powiedział, że taki stres nie jest teraz wskazany. 25go stycznia na usg zobaczyłam bijące serduszko i słyszałam jak pracuje Smile moja fasolka miała 34mm. Wypisano mnie ze szpitala z żywą i dobrze rozwiniętą ciążą- jak napisano na wypisie. 2 tygodnie L4 i wróciłam do pracy w kwiaciarni. Lekka, przyjemna i spokojna pracaSmileDo 21go lutego wszystko było dobrze, wizyty u lekarza i badania ok. 21 lutego miałam pierwsze planowane według karty ciąży usg. na kilka dni przed kiepsko się czułam, ale jak wiadomo każda ciąża jest inna...na dzień przed usg poczułam wewnętrzny lęk, po raz pierwszy bałam się jechać na usg. Mąż powiedział, że wszystko będzie dobrze i nie ma się co martwić. Na usg jechaliśmy całą rodziną, córeczka chciała zobaczy dzidziusia, a ja byłam już w 10t3d, więc usg miało być przez brzuch z widocznym małym człowieczkiem Smile Wchodziliśmy jako ostatni. przyszła bardzo miła Pani doktor- chyba telepatycznie ją ściągnęłam...Mąż i córeczka rozsiedli się wygodnie w fotelu na przeciw aparatu usg i czekamy...Niestety na ekranie nie zobaczyliśmy tego co powinniśmy....ja już wiedziałam co się stało....Usłyszałam: Pani Sylwio, niestety musi się Pani rozebrać do usg wewnętrznego....mąż wyszedł z córką, która się rozpłakała że nie zobaczyła dzidziusia...Pani doktor długo milczała robiąc to usg, a ja z przerażeniem próbowałam dopatrzeć się bijącego serduszka- niestety na próżno. Dzieciątko też nie wyglądało tak jak powinno na ten wiek ciąży Sad końcu lekarka zapytała czy to pierwsze usg? Opowiedziałam o wcześniejszym pobycie w szpitalu i o bijącym serduszku, które wtedy widziałam na usg. Niestety Pani Sylwio nie mam dla Pani dobrych wieści- usłyszałam. Nie ma akcji serca...Świat mi się zawalił w tym momencie. Zaczęłam płakać i nie mogłam w to uwierzyć, pytałam dlaczego? przecież wszystko było dobrze, nie było żadnych objawów że dzieje się coś złego, kilka dni temu byłam u lekarza i wszystko było dobrze. Ale horror był dopiero przede mną. Trzeba Panią wyczyścić, najlepiej jutro- powiedziała lekarka. Ale jutro jest piątek i 5te urodziny mojej córeczki- odpowiedziałam. Co mam robić, jak to wszystko pogodzić? Wyszłam do męża cała zapłakana, ledwo wykrztusiłam że poroniłam. Córeczka gdy usłyszała, że dzidziuś umarł też się rozpłakała. Wszyscy płakaliśmy na korytarzu, a mnie się tłukło po głowie dlaczego? I co z urodzinami Nadusi? Telefon do szefowej i koleżanki z pracy z wyjaśnieniem sprawy, bo potem 2 tyg. L4. Telefon do mojej mamusi, bo czekała na radosne nowiny...niestety był płacz i pytania dlaczego, co się stało? Wróciłam do gabinetu usg, lekarka zdążyła powiadomić mojego lekarza i wypisała mi pod opisem usg, skierowanie do szpitala. Z tym zostanie Pani przyjęta bez problemu, proszę się stawić na 7.30 na izbie przyjęć. Droga do domu, to był koszmar. Mąż do pracy na 14, a ja musiałam obdzwonić wszystkich gości, że urodziny będą w sobotę i wyjaśnić dlaczego. Szwagierka zabrała córkę do dziadków na noc, a ja wpadłam w wir pieczenia ciast i robienia urodzinowego tortu, bo przecież Nadia chciała tort z Hello Kitty. Wieczorem wszystko puściło, rozryczałam się. Mąż mnie tulił i płakał ze mną. Spakowałam się do szpitala. Rano ledwo przytomna wsiadłam w autobus i pojechałam do szpitala- sama! Mąż nie wpadł na to by mi towarzyszyć i mam za to do niego żal, bo mówiłam mu że jadę jednak sama, bo koleżanka jest chora. W autobusie ledwo sie trzymałam.Na izbie nie było lepiej, głupia pielęgniarka wymówiła mi że nie mam odpowiedniego skierowania i namiętnie czytała opis usg. Tu niczego Pani nie wyczyta- powiedziałam. To co potrzebne jest napisane na dole- dodałam. Czekanie- 1,5 godziny, a ja mało nie zwariowałam, wszystko mnie drażniło, chciało mi się wyć i krzyczeć, w środku cała \"chodziłam\". Jeszcze obok mnie siedziała kobieta w 8 miesiącu ciąży, do przyjęcia z powodu niewydolności łożyska. Gdy już wreszcie dotarłam na oddział, kolejna pielęgniarka wykazała się wyczuciem. Nie ma Pani skierowania? Jest pod opisem usg- tłumaczę. Mnie nie interesuje co jest pod usg, tylko czy ma Pani skierowanie. Tylko pokręciłam głową i się rozpłakałam. Ale nie ma o co płakać, może jeszcze zrobią badanie bhsg. Ja tylko pokręciłam głową i wreszcie mogłam wyjść z zabiegówki. Akurat był obchód. Podszedł do mnie mój lekarz i poklepał mnie po ramieniu. Wszystko Pani wie? Pani doktor wszystko Pani wyjaśniła? Zrobimy jeszcze usg. Usg trwało chyba z 15 minut. Lekarz szukał jeszcze przepływu krwi pępowinowej, bez skutku. Dzieciątko zmarło ok 8t1d ciąży. Czyli maleństwo nie żyło już od ok 2 tygodni. Na bardzo dużym powiększeniu zobaczyłam profil twarzyczki mojego maleństwa, serce mało mi nie pękło. Lekarz powiedział że sam jest zaskoczony, a prawdopodobna przyczyna śmierci, to jakiś błąd w kodzie dna. Potem wypisywanie wszystkich dokumentów i pytanie, czy chcę aby całe maleństwo oddać do badania, czy chcę coś do pochówku? Zaskoczyło mnie to. Lekarz mi to odradził, był bardzo delikatny i cierpliwy. W rozmowie telefonicznej mąż też się zgodził by zrezygnować z pochówku. No i telefon z życzeniami do córki- płacz dławił mnie w gardle. Po zabiegu, czułam się nad wyraz dobrze, nawet lepiej niż ostatnie dni w ciąży. Mamusia po mnie przyjechała, ale nie było płaczu- miałam jakąś blokadę. W sobotę w czasie przygotowań do urodzin dopadł mnie smutek i żal. Potem urodziny Nadii, goście, zamieszanie i pocieszenia. Kolejne dni pamiętam przez mgłę. Nadia rano do przedszkola, maż do pracy, a ja sama w domu...więc spałam do 12, potem o 13 po Nadię do przedszkola, jakiś obiad i dalsza wegetacja. Tak minęło kilka tygodni. Na dzień kobiet wróciłam do pracy, więc miała jakieś zajęcie. Równo miesiąc po czyszczeniu, na dzień przed urodzinami męża dopadło mnie załamanie. Poszłam do sypialni i płakałam do poduszki, córka pytała co mi jest, a ja wykrzyczałam że płacze za dzidziusiem. potem wyłam i darłam się do poduszki, tuliłam poduszkę i krzyczałam, kiwałam się i darłam...wrzeszczałam aby oddano mi dziecko, że czuję się oszukana, dlaczego Bóg zabrał mi moje upragnione dziecko? Nie było ze mną kontaktu, wreszcie zasnęłam. Rano nie poznałam się w lustrze, oczy miałam opuchnięte i podkrążone jak bokser. Tylko szparki było widać. Mąż mi potem powiedział że wyłam tak ponad 2 godziny. Po tym załamaniu mi trochę ulżyło, było mi to potrzebne żeby wyrzucić z siebie ból. Niestety cudowni krewni i znajomi, najczęściej mówili, że to lepiej że dziecko zmarło teraz, bo pewnie było by chore. Albo później by się urodziło martwe. Jesteśmy przecież jeszcze młodzi, a po za tym mamy już Nadię. No myślałam że szlag mnie trafi!!! Jakim prawem ktoś umniejsza tak moją , naszą tragedię? Jak można mówić matce, że to dobrze że zmarło jej dziecko?! Przecież to nie zabawka, która się zepsuła, to był mały człowiek! Moje dziecko!
W maju minęło 3 miesiące od straty naszego dzieciątka, jakoś żyję, ale mąż nie bardzo chce o tym mówić- boli mnie to, ale szanuję jego postawę. Chodzimy na cmentarz, pomodlić się pod krzyżem za nasze dzieciątko, palimy znicze...zaniosłam maleństwu serduszko z aniołkiem, przed dniem matki figurkę mamy z utulonym dzieckiem, żeby maleństwo nie było samoSad tak mi brakuje mojego dziecka, cierpię i nie potrafię się z tym pogodzić. W koło \"nękają\" mnie koleżanki w ciąży, znajome i gwiazdy w gazetach, które oczekują dzieci. A ja cierpię i krzyczę, ze to niesprawiedliwe!
W sobotę dzień dziecka....Nadusi kupiliśmy rolki, bo bardzo chciała, a co mam kupić mojemu maleństwu? Znicz...i tak będzie co roku..nawet nie mogę nigdzie dostać znicza z aniołkiem! A 16go września( termin porodu) to będzie dla mnie męczarnia...wolała bym ten dzień przespać i obudzić się następnego dnia...
Zaczynamy starania o kolejne dziecko, ale boje się...boje się że może się powtórzyć tragedia, a tego już psychicznie nie zniosę...już teraz miała myśli by umrzeć i spotkać się z moim maleństwem, aby je przytulić, ucałować....ale wiem że mam Nadusię i męża....
Wiem, ze się niesamowicie rozpisałam, i przepraszam za to, ale musiałam się tym z Wami podzielić, bo kto mnie może zrozumieć? Tylko kobiety, które przeszły to co ja. Dziękuję Wam za cierpliwość przy czytaniu mojej historii... mam nadzieję, że wkrótce będę mogła napisać, że oczekuję maleństwa, czego i Wam z całego serca życzę Smile
Odpowiedz
#2
Dzisiaj moja córeczka, pyta mnie: mamusiu a ciekawe kto będzie wstawał w nocy do dzidziusiów jak będą płakały? A ja na to: do jakich dzidziusiów? Odpowiedź Nadusi mnie rozbawiła....Bo ja się pomodliłam o siostrzyczkę i braciszka, żeby były za jednym razem....
I tak sobie myślę, Boże daj mi chociaż jeszcze jedno dziecko, zdrowe i żywe dziecko...
Odpowiedz
#3
Kilka dni temu spotkałam w sklepie moją nauczycielkę ze szkoły podstawowej. Była z wnukiem, może 2 letnim. I tak rozmawiamy, a co tam słychać, co u siostry. No tak, córka już w przyszłym roku do szkoły pójdzie jako 6-latka niestety...i nagle pada pytanie: No a kiedy drugie? Bo to już duża różnica wieku jest...przez chwilę stałam osłupiała, wreszcie się ocknęłam i z grymasem na twarzy odpowiedziałam, że na wszystko trzeba czasu...wracając do domu biłam się z myślami: dlaczego nie opowiedziałam co się stało? Może przy innej okazji nauczycielka nie była by już tak ciekawska? Może by ją to czegoś nauczyło? Krzyśkowi nawet o tym nie wspomniałam, bo to nie ma sensu. Pewnie by mi powiedział: ojeju - i pogłaskał by mnie po plecach. I to by było tyle Sad

Ostatnio zastanawiałam się czy dam psychicznie radę zajść ponownie w ciążę? Bo strach przed powtórką jest ogromny...Powiedziałam o tym Krzyśkowi, że może jedno dziecko nam wystarczy, damy Nadusi całą miłość jaką mamy itp. Ale on stanowczo zaprotestował: ja chcę mieć jeszcze jedno dziecko, nie chcę by Nadia była sama....ja też w głębi serca pragnę mieć jeszcze jedno lub dwójkę dzieciaczków, ale....boję się... boję się usg, boję się że znów zobaczę nie to co powinnam...i że znowu Krzyś zostawi mnie z tym samąSadSad Nadusię też podpytywałam, czy musi mieć rodzeństwo? Ale usłyszałam morze argumentów że braciszek i siostrzyczka musi być...
Mam testy owulacyjne, robiłam wczoraj 1 ale nie pokazał tego co bym sobie chciała. Dzisiaj nie robię, spróbuję jutro...ha! Jutro wyjeżdżamy na kemping- wątpię czy warunki będą sprzyjać staraniom o maleństwo...Ale chociaż sobie odpocznę....popływam na kajakach Smile tego się trzymam...

Kochane,Wam również życzę udanego wypoczynku...czy to teraz czy potem, ale jakoś te baterie musimy naładować Smile
Odpowiedz
#4
Sylwiano, wielokrotnie doświadczyłam tego, co Ty. Pytanie \"kiedy drugie?\" to właściwie na porządku dziennym, jak tylko spotkam jakąś dawno niewidzianą sąsiadkę. I choć mam wtedy na końcu języka, że \"drugie się odmeldowało\" to... uśmiecham się jakoś przepraszającą, coś bąknę, że to nie takie proste i.... mam potem gigantyczne poczucie winy wobec siebie. Sad I ja też mam myśli, że \"jedno wystarczy\", tylko, że mój m nie protestuje, a wiem, że liczy na kolejne dziecko. I mój syn też ma wizje rodzeństwa (imiona wybrane Wink) Jakie to podobieństwo losów, prawda? Trzymaj się!
Odpowiedz
#5
Urlop się udał, pogoda dopisała, wypoczęłam jak nigdy - czego chcieć więcej? A jednak nie do końca było tak różowo...wiadomo nad jeziorem to trudno nie wylegiwać się na plaży, pluskać w wodzie...i niestety ból na widok kobiety w ciąży, jednej, drugiej... bluzeczki zasłaniające brzuszek, uśmiechy na twarzach...a ja odwracam głowę, udaję że nie widzę i zaciskam zęby żeby się nie rozbeczeć, przecież Nadusia patrzy Sad a nie mam sił kolejny raz tłumaczyć dlaczego płaczę i dlaczego mi smutno... była bym już w 7 miesiącu....
Jak to boli, tak strasznie boli SadSad i teraz kolejne oczekiwanie..udało się tym razem czy nie? Mam nadzieję że tak, bo nie zniosę więcej rozczarowań...
Koleżanka ze sklepu obok poroniła już 3 razy- przyczyny nie są znane... badania genetyczne wyszły ok, więc pozostało podejrzenie zakrzepicy. Teraz czeka na wyniki i okazało się że jest w ciąży Smile udało jej się to bez leków, bez sterydów itd. Ucieszyłam się ogromnie na te nowinę, bo tyle już przeszła... trzymam za nią kciuki, aby tym razem wszystko poszło jak powinno, żeby doczekała szczęśliwie finału Smile może za kilka dni okaż się , ze obie dostałyśmy kolejną szansę Smile taką mam nadzieję i tego się puki co trzymam....podobno nadzieja umiera ostatnia oby moja nie umarła nigdy....
Odpowiedz
#6
....od 3 dni spóźnia mi się @....jutro zrobię test i mam nadzieję, wierzę w to i czuję, że to będzie wyczekiwany cud... na przyszły piątek umówiłam się do lekarza... czuję się bardzo podobnie jak przy moim Aniołeczku...zmęczenie, ból głowy, częste wizyty w toalecie i apetyt zaraz po przebudzeniu.... mam już kręćka od tego wszystkiego, ale będzie dobrze, musi być...
Odpowiedz
#7
Cytat:[autor cytatu=kosiek20]
...jak czytam Wasze rozmowy o ciąży to jest mi jeszcze bardziej smutno...ja jeszcze nie umiem myśleć o ewentualnych kolejnych moich dzieciach....nie wiem, czy chcę, czy dam radę....

Sylwiana - życzę dwóch pięknych grubych krech, ale myślę, że o wyniku testu może lepiej żebyś napisała na wątku starania lub rozmowy o ciąży... nie obraź się, bo nie chcę Cię urazić, ale kosiek wyraźnie napisała, że smutno jej, gdy czyta o ciąży... może uszanujmy wolę autorki wątku i nie rozwijajmy tu tego tematu, ok?

Chciałabym, żebyśmy spotkały się na wątku ciążowym (choć u mnie narazie brzusio pusty niestety) i oczywiście zaciskam kciukasy...
Odpowiedz
#8
Cytat:[autor cytatu=freeq]
może uszanujmy wolę autorki wątku i nie rozwijajmy tu tego tematu, ok?

I wolę autorki i innych czytelników wątku a tym samym zasady Forum - na stracie nie piszemy o tematach ciążowych - objawach, wynikach itd. Zapraszam na wątki w Rozmowach o ciąży lub w Rozmowach o staraniach albo z pytaniami merytorycznymi na Ciążę lub Starania.

Dzięki freeq, że czuwasz.
Odpowiedz
#9
Przepraszam jeśli sprawiłam Wam przykrość, to nie było celowe....jestem tu od niedawna i nie jestem jeszcze rozeznana w tych wszystkich wątkach i tematach.... jeszcze raz przepraszam Sad niestety nie było 2 kresek... @ jednak sie pojawiła Sad więc znowu dołek i załamka....
Odpowiedz
#10
Przykro mi... naprawdę
To, że zazdroszczę każdej, której się uda, to nie znaczy, że źle życzę...

Masaiimara - to nie jest tak, że czuwam, bawię się w moderatora... nie chcę wchodzić w niczyje kompetencje... po prostu trudno czyta mi się o udanych ciążach i porodach, dlatego bardzo rzadko wchodzę na te wątki, a nawet jeśli wejdę, to zaraz potem żałuję... więc tu nie chciałam czytać o staraniach, ciąży... tak jak kosiek ......
Odpowiedz
#11
freeq, ale ja szczerzem wdzięcznaSmile Bo okres wakacyjny, bo mało moderatorów, bo ja nie zawsze daję radę czytać wszystko. I jak widać przegapiłam. Więc naprawdę jest super, jeśli ktoś reaguje w sprawach ważnych. A tu nie weszłaś w niczyje kompetencje swoją delikatną sugestią, naprawdę. I jeszcze raz dziękiSmile I słusznie, że chronisz siebie i innych. Mnie niełatwo bywa czytać Stratę, stąd jej moderację zostawiam często na koniec... Rozumiem te bolesności i te lęki. Współczuję.

Sylwiano, nikogo nie uraziłaś, tak sądzę. Nasza sugestia była nakierowana na to, żeby właśnie uprzedzić ewentualną dyskusję, która mogłaby komuś sprawić przykrość. Bo w Stratę wchodzą właśnie osoby nowe, tuż po śmierci dziecka i o ciążach słuchać nie chcą. To zrozumiałe. Dlatego przenosimy takie dyskusje na Rozmowy... bo one są niewidoczne dla osób niezalogowanych a i z zalogowanych nie każdy musi tam wejść i czytać. A tu wchodzi i nie spodziewa się rozmów o testowaniu. I dlatego mówimy \"z góry\" osobom nowym, żeby Tobie nie musiało być przykro, że komuś jest przykroWink
Współczuję rozczarowania jedną kreską. Dużo sił. I nadziei.
Odpowiedz
#12
I ja przegapiłam... więc też dziękuję Freeq Smile
Odpowiedz
#13
Dziękuję dziewczyny za zrozumienie...wczoraj ogólnie miałam zły dzień, zajrzałam do kalendarza, w którym notowała sobie wszystko od momentu jak się dowiedziałam o ciąży...no wiecie, takie tam, kiedy wizyta, pobyt w szpitalu itp. Trafiłam na kartę z 20go lutego, dzień przed feralnym usg... przeczytałam jak bardzo obawiam się tego usg i jak bardzo proszę Boga by z dzidziusiem było wszystko w porządku, żeby był zdrowy.... na karcie 21go lutego widnieje tylko notka: usg....i żadnych kolejnych wpisów.... dostałam takiego szału....zaczęłam wyć, zrzucać wszystko ze stołu, rzucałam czym popadnie...chciałam wykrzyczeć tę złość, ból- niesamowicie ogromny ból, żal.... jak mi ciężko, jak tęsknię do maleństwa i jakie to wszystko niesprawiedliwe... a że mąż wcześniej wrócił z pracy to był świadkiem tego wszystkiego....leżeliśmy na podłodze, tulił mnie do siebie a ja mu opowiadałam o tęsknocie, żalu...że była bym już w 8 miesiącu ciąży... jak mi serce pęka i o tym czego nie zapomnę do końca życia- ostatnie usg przed zabiegiem...nasze maleństwo bez rączek i nóżek, i ten maleńki profil, taka spokojna buzia, jakby pogrążona we śnie....bo maluszek zasnął na wieki...

Dzisiaj nie jest lepiej, znowu kupiłam wkłady do znicza. Pójdziemy po południu na cmentarz, pod krzyż zapalić znicz, popłakać, porozmawiać z maluszkiem....

Tak bardzo mi Ciebie brak, tak bardzo serce mi krwawi, tak pusto bez Ciebie i tak beznadziejnie....Kocham Cię mój Aniołeczku...nawet nie wiem czy jesteś moją córeczką czy moim syneczkiem i żałuję że tego nie wiem....tak mi Ciebie brak...

Dla Ciebie Aniołeczku [*] kocham Cię...
Odpowiedz
#14
Sylwiana tak bardzo Ci wpolczuje kochana,tymbardziej ze sama mam 5 letniego syna i wiem jak trudno czasem ukrywac lzy i smutek.
to wszystko jest takie niesprawiedliwe.
Dla Twojego Anioleczka [*]
Odpowiedz
#15
kosiek, Sylwiana - straciłyście swoje dzieci tak jak ja - w lutym tego roku - ok 5 miesięcy temu. I tak jak ja wciąż nie możecie sobie z tym poradzić. Z jednej strony pocieszające - bo wiem, że nie jestem nienormalna, że nie przesadzam, że wcale nie jest powiedziane, że już powinnam być \"poskładana\", bo nie jestem jedyna, która po takim czasie nadal cierpi - chwilami nawet baaardzo..... z drugiej strony żadnej z nas nie powinno tu być - powinnyśmy chodzić teraz z wielkimi brzuchami, wybierać wózek, prać ubranka..... lub być może tulić już swoje zdrowe śliczne noworodki..... a nie chodzić z pustymi brzuchami i pełnymi oczami (pełnymi łez...)
Odpowiedz
#16
kasia26, dziękuję i współczuję Ci starty maleństwa...nie potrafię zrozumieć dlaczego nas to spotkało, dlaczego nas to spotyka? Przecież każda z nas miała w sobie morze miłości dla tego ukochanego dzieciątka, ukochanych dzieci....podczas gdy wokoło słyszy się o dzieciach krzywdzonych przez własnych rodziców, my cierpimy i zalewamy się łzami bo zostałyśmy brutalnie pozbawione dzieci, i rodzicielstwa.... jak to boli, tak strasznie boli....

freek, w piątek koleżanka z pracy napisała mi sms o takiej treści: nie jesteś w ciąży to mogłabyś umyć okno.....
zamroziło mnie, nawet nie wiedziałam co mam jej na to odpisać...w rezultacie nie odpisałam nic...minęło 5 miesięcy a ja nawet nie potrafię odpisać na takiego sms-a. Tak jak napisałaś nie da się być \"poskładaną\", nie wiem kiedy to nastąpi, bo gdy już myślę że jest lepiej, to dzieje się coś co mnie na nowo załamuje, ciężarne na plaży, w sklepie, koleżanka z maleństwem na spacerze itd. no i te pytania: A kiedy następne? w takich momentach czuję się pusta w środku, jakby zeszło ze mnie całe powietrze, stoję jak słup soli i nie wiem co mam odpowiedzieć....

Kocham Cię Aniołeczku całym sercem, całym sercem cierpię i krwawię, że Cie nie ma, że nie czuję jak kopiesz, nie widzę na usg jak się rozwijasz i rośniesz, że nie poznałam Twojej płci, i że nie mogę nadać Ci imienia...wiesz, wózek stoi u Twoich dziadków na strychu, przykryty żeby się nie zakurzył...ale nie będę Cię w nim woziła, nie wyjedziemy nim na spacer...stoi pusty i czeka na Ciebie, ale Ciebie nie ma i nie będzie Sad Sad czasem wchodzę na ten strych, odkrywam wózek i głaszczę go tak jakbyś w nim był mój Aniołeczku, z oczu lecą mi łzy, cierpię i wzdycham bo Ciebie nie ma. Potem ocieram łzy, wychodzę i udaję przed wszystkimi że jest ok, ale to nie prawda, bo nigdy już nie będzie ok!

Kocham Cię i całuję Aniołeczku [*]
Odpowiedz
#17
Ludzie to mnie jednak nie przestają zaskakiwać... nie wiem jak można być tak bezmyślnym i nieczułym człowiekiem jak Twoja koleżanka Sylwiano. A już poza wszystkim to co jej do Twoich okien czy są brudne czy czyste? I co to w ogóle jest za argument? No w głowie się nie mieści...
Odpowiedz
#18
Kochane, widzę że mamy ten sam kłopot. Można by rzec, że to dla nas plaga egipska...ciężarne, wszędzie ciężarne, albo nowo narodzone dzieci...a my co? Zaciskamy zęby, zagryzamy wargi i tłumimy w sobie chęć by wykrzyczeć nasz ból...by wrzasnąć na cały głos : ja straciłam dziecko! ludzie straciłam dziecko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czasem mam pretensje do tych wszystkich szczęśliwych rodziców, czy matek oczekujących. Z czego się tak cieszycie?- myślę sobie, ja cierpię czy wy tego nie widzicie?????

Mieliśmy się jutro spotkać ze znajomymi...ale Madzia napisała że właśnie szwagierka wyszła po cesarce do domu...a mnie kluska w gardle wyrosła....na facebooku dodała zdjęcie z bratankiem, na ten widok zamarłam, patrzyłam na to cholerne zdjęcie i czułam gniew, nie czułam radości z tego że ktoś tam został rodzicem...czy to źle? Czy jestem aż tak zaślepiona bólem i cierpieniem że nie stać mnie na inną reakcję?

Spotkałam dzisiaj koleżankę i tak od słowa do słowa...no i tak jakoś wyszło że napomknęłam jej o nieszczęściu jakie mnie spotkało...to co usłyszałam z jej ust...po prostu ręce opadają.... No wiesz macie już jedno dzieciątko, więc nie ma tragedii. Co innego jakby to było pierwsze, ale macie już Nadię. Są tacy co nie mogą mieć dzieci, wy macie chociaż Nadię. Stałam jakby to nie było do mnie, jakby mówiła do kogoś innego, nie byłam w stanie nic jej na to odpowiedzieć.... Ludzie jak ktoś może mówić takie rzeczy??? Stracić dziecko to nie jest tragedia???? A co to jest jeśli nie tragedia???? Wściekłość aż mnie rozsadza, co za durni ludzie chodzą po tym świecie??? To jej mąż gdy się dowiedział o naszej stracie powiedział, że jest mu przykro. I to mężczyzna, a tu kobieta i twierdzi, że to nie jest tragedia....


Kochany Aniołeczku....co mam Ci powiedzieć? Że kocham Cię i tęsknie? Że żałuję tego wszystkiego co się stało, że serce mam rozdarte z bólu jaki mnie trawi? Że tak jestem wściekła na to wszystko i na tych głupich ludzi? Ja tak bardzo za Tobą tęsknię...tak mi Ciebie brak...nie jestem w pełni sobą i już nigdy nie będę....pewna część mnie umarła i już jej nie ma....mam w sobie pustkę i nic ani nikt jej już nie zdoła zapełnić....bo to pustka po Tobie Aniołeczku, to rana która się nigdy nie zabliźni....
Kocham i tęsknię do Ciebie [*]
Odpowiedz
#19
Bo tak to niestety wielu ludzi postrzega. Gdy znalazłam to forum, to na początku bałam się napisać... właśnie dlatego, że mam już ziemskie dzieci... i to trójkę... bałam się, że dziewczyny mnie zlinczują, że czym ja się przejmuję, że przecież są gorsze tragedie niż moja... może i są, ale ja straciłam moje dziecko, a nie czyjeś...

... tu nikt mnie nie zlinczował, nie wyśmiał, nie twierdził, że nic się nie stało...
Odpowiedz
#20
freeq, doskonale Cię rozumie....ja też miałam obawy, ale gdy przeczytałam że takich jak ja, my jest więcej poczułam jakby ulgę...ulgę że znalazłam miejsce gdzie mogę wyrzucić z siebie ból, podzielić się nim z kimś kto zrozumie i nie będzie umniejszał mojego bólu. Wiem i chciałam pójść do psychologa, może na jakieś spotkanie rodziców, którzy podobnie jak ja stracili dziecko w taki sposób...ale niestety u mnie na tej zabitej dechami wsi, jest 1 pani psycholog, której podejście do problemu to odbębnić pacjenta i tyle. Więc nie było sensu się tam wybierać. Nie ma teżu nas żadnych stowarzyszeń dla rodziców po poronieniu, żadnych grup wsparciaSad A wiedziałam że prędzej czy później po prostu oszaleję, więc szukałam i szukałam, aż znalazła to forum, za które Wam dziewczyny ogromnie dziękuję... Wiele mi to daje i pomaga w jakiś sposób znieść ten ból.... pomaga cierpieć, ale nie na oczach innych...
Odpowiedz
#21
Pół roku....pół roku bez mojego maluszka...jak ja przeżyłam te pół roku? Nie wiem, nie pamiętam bo to była wegetacja, jeszcze jeden dzień i kolejny, byle by tylko nie myśleć...ale nie da się nie myśleć... Zamiast cieszyć się przez te pół roku tym wszystkim co niesie ze sobą ciąża i obecność maluszka w brzuszku...to ja wegetowałam i nadal żyję tak by po prostu być...nie ma radości, nie ma szczęścia, bo to wszystko ginie w mroku cierpienia, żalu i ogromnego bólu! Maleństwo tak bardzo mi Ciebie brakuje...tak bardzo za Tobą tęsknię...piszę o tym i zalewam się łzami...nie chce mi się nic, jestem zmęczona tym wszystkim...zmęczona bólem i cierpieniem, zmęczona samotnością, zmęczona udawaniem że wszystko jest wporządku, zmęczona obojętnością bliskich....nie wiem kiedy skończy się ten koszmar....teraz żałuję, że nie zrobiliśmy pochówku, ale byłam wtedy zupełnie sama, sama musiałam podjąć decyzje...nikogo przy mnie nie było...zupełnie sama...
Brakuje mi grobu na który mogłabym zanieść kwiaty, znicz...pozostaje mi tylko ten krzyż....i dzisiaj znowu pójdę Cię odwiedzić chociaż pod krzyżem, tatuś już u Ciebie był...tak bardzo Cię kochamy Maleństwo...
Dzisiaj byłabym w 36t.3d. ciąży...pewnie bym już przygotowywała się do porodu, pakowała potrzebne rzeczy itd. Pokoik też już pewnie by był w trakcie przygotowań...wszystko było by takie cudowne...a zamiast tego szczęścia jest ból...

Kocham Cię mój Aniołeczku i ogromnie tęsknię za Tobą [*]
Odpowiedz
#22
Sylwiano, wciąż możliwy jest pochówek, jeśli czujesz taką potrzebę.
Dużo sił.
Odpowiedz
#23
masaiimara, zastanawiam się nad tym co raz częściej...tylko gdzie miała bym się udać? Do szpitala w którym był zabieg, czy będę musiała szukać Maleństwa w laboratorium które robiło badanie? Nie wiesz może od czego mam zacząć?
Odpowiedz
#24
Sądzę, że ciałko (bądź tkanki) dziecka będzie najpewniej w Zakładzie histopatologii bądź Patomorfologii, który wykonywał badanie histopatologiczne. Zwróć się do nich z pismem wnioskując o wydanie ciała dziecka celem pochówku.
W zależności od odpowiedzi będziesz wiedziała, co robić dalej. Podpowiemy na bieżąco.
Czy masz akt urodzenia? Jeśli nie a chciałabyś uzyskać zasiłek pogrzebowy, będziesz musiała załatwić wcześniej akt urodzenia. Czyli zwrócić się do Szpitala z wnioskiem o wydanie pisemnego zaświadczenia o urodzeniu. Może być tak, że zażądają od Ciebie oznaczenia płci dziecka na Twój koszt (potem zwróci Ci się ta kwota w zasiłku pogrzebowym). W celu wykonania badań znów - zakład histopatologii i wniosek o udostępnienie preparatów z tkankami dziecka bądź kosmówką w celu wykonania badań cytogenetycznych dla oznaczenia płci.
Powodzenia.
Odpowiedz
#25
Serdecznie Ci dziękuję....rozmawiałam o tym z mężem no i czekam na jego odpowiedź. Stwierdził, że musi to przemyśleć. Ale ja co raz bardziej skłaniam się do pochówku i myślę że będę uparcie do tego dążyła, aż do skutku. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości