[oddzielony] Magnolia123
#1
Witajcie. Trafiłam tutaj, bo szukam pocieszenia.... kogoś kto zrozumie mój ból i kogoś kto będzie chciał poznac moją historie. Pierwsze dziecko poroniłam w 9 tygodniu ciąży. Byliśmy zareczeni, przyspieszaliśmy ślub... miało być tak pięknie i gdy rozesłaliśmy zaproszenia gościom, dowiedzieliśmy się ze serduszko dziecka przestało bić. 4 miesiace po slubie zaszlam w druga ciąże. W 13 tyg. ciazy okazalo sie, ze dziecko jest w obrzęku i ma b wysoka przeziornosc karkowa. Skierowano mnie na amniopunkcje, mowiono o ew. terminacji.... To bylo straszne! Musielismy 3 tyg. czekać na badanie amnipuknkcji i przyznam, ze to byly najgorsze 3 tyg. w moim zyciu. W dniu badania dr poinformowala mnie, ze dziecko nie zyje. Potem trafilam do szpitala, podano mi tabletki na wywolanie porodu. Nikt nie przypuszczal ze stanie sie to tak szybko. Dziecko urodzilam na sali. Widzialam je, bo upadlo na podloge.... to bylo rowniez straszne!....
Zona mojego meza brata urodzila pod koniec wrzesnia synka... podejrzewam, ze beda chcieli mnie za chrzestna, ale ja nie jestem w stanie.... nie moge patrzec na małe dzieci, na wozki, na ubranka.... z jednej strony bardzo chce i marze o tym, aby to kupowac i miec, ale z drugiej bardzo mnie boli gdy na to wszystko patrze.
Po otrzymaniu wyniku badania histopatolo. dowiedz. sie ze to byl prawdopodobnie synek. Nie moge dojsc do siebie po tym wszystkim. Stracilam radosc z zycia. Nie moge spac po nocach, bo tak bardzo sie boje.... w sumie nawet nie wiem czego.... Boje sie chyba, ze ie bedzie mi dane byc matka i, ze nigdy nie doczekam sie wlasnego potomstwa. Jestesmy teraz na etapie robienia roznych badan. Tego tez sie boje, ze wyniki nic nie pokaza i zostaniemy tacy sami i bezradni. Jestem jedna wielka chodzaca kula STRACHU. Balgam powiedzie jak sobie radzicie/ radzilyscie, bo ja juz czasem po prostu chce wyskoczyc przez okno.....
Odpowiedz
#2
Doskonale Cię rozumiem, bo zaledwie tydzień temu straciłam ciąże w 13 tyg. Nie jestem tą samą osobą co przedtem, jestem wypełniona pustką i strachem, że w przyszłości może stać się podobna tragedia a tego mogłabym już nie udźwignąć... Tak samo sprawia mi ból patrzenie na malutkie dzieciaczki czy nawet ubranka w sklepie... Wczoraj będąc na zakupach w markecie zaczęłam płakać stojąc w kolejce przy kasie, bo obok stała kobieta z dzidziusiem... To było silniejsze ode mnie i nie mogłam się uspokoić... Strata dziecka to najgorsza z możliwych rzeczy na świecie, ale trzeba znaleźć w sobie siłę, aby żyć dalej, choć jest ciężko. Jestem pełna nadzieji, że kiedyś te cierpienie się zwróci w postaci zdrowego, ślicznego maleństwa. Wierzę w Ciebie i ściskam mocno, że wszystko się ułoży. Jesteś silna, pamiętaj.
Odpowiedz
#3
(Sun, 14 Października 2018, 14:56:52)invett napisał(a): Doskonale Cię rozumiem, bo zaledwie tydzień temu straciłam ciąże w 13 tyg. Nie jestem tą samą osobą co przedtem, jestem wypełniona pustką i strachem, że w przyszłości może stać się podobna tragedia a tego mogłabym już nie udźwignąć... Tak samo sprawia mi ból patrzenie na malutkie dzieciaczki czy nawet ubranka w sklepie... Wczoraj będąc na zakupach w markecie zaczęłam płakać stojąc w kolejce przy kasie, bo obok stała kobieta z dzidziusiem... To było silniejsze ode mnie i nie mogłam się uspokoić... Strata dziecka to najgorsza z możliwych rzeczy na świecie, ale trzeba znaleźć w sobie siłę, aby żyć dalej, choć jest ciężko. Jestem pełna nadzieji, że kiedyś te cierpienie się zwróci w postaci zdrowego, ślicznego maleństwa. Wierzę w Ciebie i ściskam mocno, że wszystko się ułoży. Jesteś silna, pamiętaj.

Cześć Invett. Wzruszyłam sie czytając Twoje słowa, dziękuję :Smile Tak bardzo chce przez to przejść, ale obraz mojego maleństwa wraca do mnie w najmniej spodziewanych momentach. Ostatnio widziałam kobietę z głębokim wózkiem, ktora trzymała na rękach maleńkiego noworodka... normalnie chciałam do niej podbiec i jej go zabrać i gdzieś pobiec, sama nie wiem gdzie... a potem zaczełam jej zazdrościć i się wściekać. Boję się strasznie co będzie dalej, naprawde ten strach mnie obezwładnia, ale nie powiem staram się z nim walczyć jak tylko umiem, choć czuję się taka zagubiona. Droga Invett od mojego poronienia minęły 3 miesiące, ale przyznam, ze dopiero jakoś teraz zaczełam miec problemy ze snem. Niedawno tez powiedzialam mamie co mnie spotkało, bo wczesniej nie mogłam... pociesza mnie robienie badań i pokładam duże nadzieje w medycynie. W sumie to ostatnio odebrałam wynik badania MTHFR i wyszło ze mam mutacje A1298C... w czwartek mam wizyte u hematologa. Koniecznie też porób wszystko co trzeba. Trzymaj się ciepło i dzielnie kochana.... tak sie ciesze, ze mi odpisałaś... ja na pocieszenie się modlę i wyobrażam sobie moje dziciątko jakie było ładne.... chciałąbym się z nim jakoś pożegnać, tak symbolicznie, ale nie wiem jeszcze jak.... na razie trzymam je przy sobie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości