kilka tygodni z życia...
#51
Saguaro wpsolczuje straty . Przeczytałam twój wątek płacze nad tobą , a tak naprawdę nad sobą . Dzis zastanawiałam się jak przeżyje termin nienarodzin mojego dziecka , czy przeżyje ? U mnie minęło trochę ponad miesiąc dużo rozmawiam z mężem i z przyjaciółmi którzy maja odwagę . Tak jak ty myślałam ze nadanie imienia pochówek to trauma, tak jak ty odciąłem się po tym jak serce ,mojego dziecka przestało bić na kilka dni , tak jak ty jestem psychologiem. I teraz tez myśle ze mogłam inaczej ze te wszystkie rytuały pomogły by mi poradzić sobie , analizuje ,płacze . Święta były tragiczne chowane przed rodziną łzy , bo ta do końca nie rozumie co się dzieje ze mną , albo nie chce zobaczyć . Czy wogole da się przeżyć to wszystko i wyjść cało , bardzo współczuje ze ból wraca , i nie chce nawet sobie wyobrażać jak było/ jest ci ciężko . Ale mam nadzieje ze tak jak piszesz pójdziesz dalej pamiętając a nie rozpamiętując . Ściskam
Odpowiedz
#52
Ona sobie pójdzie sama, ta żałoba. Niczego nie przyspieszysz, niczego nie ominiesz. A pamięć i tak będzie boleć, z każdym dniem, rokiem inaczej, ale pustka zostanie. Śmierć wszystko zmienia. Kończy się świat przed, zaczyna po - już inny, zupełnie, już nie będzie normalnie, choć będzie, taki paradoks.

Iga, da się przeżyć, żyć. Chyba nie da się wyjść cało, bo przecież to nie wyrwanie zęba czy rana na palcu, tylko coś gorszego. Życzę Ci dużo siły.
Odpowiedz
#53
Iga, rozumiem doskonale to płakanie nad czyimś wątkiem... nad niejednym się tu spłakałam, jak nad sobą akurat nie umiałam.
Też się zastanawiałam, czy przeżyję ten czas. Przeżyłam, ale wcale nie było to dla mnie oczywiste. Nadal nie jest.

PiBi, obawiam się, że nie zawsze sobie pójdzie sama... czasem trzeba jej pomóc, żeby nie przeszła w coś gorszego.
Ja mam profesjonalne wsparcie od początku, a i tak balansuję na granicy depresji. Jak zostawię sprawy własnemu biegowi, to się najpewniej osunę.
Odpowiedz
#54
Saguaro dobrze ze korzystasz ze wsparcia i ze chcesz pomoc sobie przez to przejść . Pewnie czytałaś już o „dziecku które odwróciło się na pięcie „ jak nie polecam niby fazy żałoby się zna ale w kontekście straty naszej trochę inaczej to wyglada niestety. Mi się wydaje ze dla mnie najgorsze jest to ze nie mam grobu nad którym mogę zapłakać . A inny nie rozumieją jak rozpaczam nad osoba której nie było . I chyba tylko kobiety w naszej sytuacji są w stanie to zrozumieć , ze ból może być jeszcze większy bo brak rzeczywistych wspomnień , kreacje tak wielu wyobrażeń to bardzo bolesne . To tak bardzo dziwne bo sama kiedyś myślałam ze chowanie takiego dziecka to trauma tak bardzo nie rozumiejąc jak straszna trauma może być poronienie i jak wartościowy był by pogrzeb dla nas .
Odpowiedz
#55
Ja akurat decyzji o braku pochówku nie żałuję, nadal bym tego nie chciała. Potrzebę symbolu sobie inaczej wypełniłam. Grób mi nie jest potrzebny. Zresztą na grobach swoich innych zmarłych bliskich też raczej nie bywam, wspominam ich inaczej. To nie jest moja symbolika.
Odpowiedz
#56
Raczej chodziło mi o to, że żałoby nie da się ominąć ani przeskoczyć. Trzeba ją przeżyć, dać wybrzmieć.
Odpowiedz
#57
Saguaro, a wspólne przygotowanie paczki świątecznej dla innego dziecka, jak się z tym czułaś?
Do mnie osobiście bardziej przemawia obraz potłuczonego szkła, z którego można ułożyć nową mozaikę niż tlące się zgliszcza, z których nie da się budować.
Iga, ja nie miałam sił na pogrzeb, czego żałowałam i ten żal został ze mną dużo dłużej niż właściwa żałoba. Pomaga trochę przyznanie przed sobą, że jest mi przykro, że tego nie zrobiłam, to też była strata, którą musiałam odżałować.
Ja przeżyłam i wyszłam inna, inną mozaikę w sobie noszę. Pierwszy rok był najtrudniejszy, po niemal kolejnych dwóch wróciłam, ale już inna. Bolało, ale nie wyobrażam sobie, żeby moich dzieci nie było wcale.
Odpowiedz
#58
Zrobienie tej paczki to był bardzo dobry pomysł. Choć był ból, że nie dla Mateusza ten prezent robimy. Ale mimo wszystko dużo nam to dało, że razem to zrobiliśmy. Niemąż zaangażował się w to dużo bardziej, niż się spodziewałam. I zrozumiał chyba, czemu tego potrzebuję.

Do mnie te zgliszcza przemówiły w takim sensie, że trzeba je wygasić, zanim zacznie się na nich nowy dom budować. Kontekst był taki, że trudno się skupić na staraniach o drugie dziecko, jak się żałoby po pierwszym jeszcze nie zakończyło.
Obraz mozaiki też do mnie przemawia, ale inaczej Wink
Odpowiedz
#59
Saguaro, teraz sformułowałaś to właściwie tak, jak ja sama czuję - okres trwającej "aktywnej" żałoby to nie jest najlepszy czas na starania. 

Tyle, że moim zdaniem, to nie my decydujemy, kiedy ta żałoba się zakończy.

(Sat, 29 Grudnia 2018, 15:15:06)saguaro napisał(a): Minęły święta, minęła data porodu... i czas chyba zamknąć ten wątek.

Taką decyzję oczywiście możesz podjąć. I -  jeśli takie zakończenie wątku miałoby być dla Ciebie symbolem zamknięcia pewnego etapu, to wg mnie to jest ok.
Ale, to co napisałaś, można też odczytać inaczej - że możemy samodzielnie podjąć decyzję - ok, minął jakiś określony czas (np. termin porodu) - pora wziąć się w garść, zakończyć żałobę i iść dalej. 

(Sat, 29 Grudnia 2018, 18:40:40)Saguaro napisał(a): Nie zapomnę, to niemożliwe.
Ale pamiętać a rozpamiętywać to dwie różne rzeczy.
A niedokończona żałoba ciągnie w dół i bardzo utrudnia życie. Dostałam ostatnio propozycję dłuższego L4, ale z sugestią, że musiałabym je dobrze wykorzystać, zamknąć ten etap i zacząć się skupiać na życiu właśnie... Z L4 na razie nie skorzystałam, ale z żałobą próbuję się pożegnać.

Tutaj ponownie to brzmi raczej tak, że zakończenie żałoby zależy od nas. Ta sugestia "dobrego wykorzystania L4" to od lekarza? Ile łącznie Ci dal na "zamknięcie tego etapu"? A co, jeśli potrzebowałabyś więcej czasu?
Moja żałoba trwała z grubsza cztery lata. Oczywiście, nie przez cały ten okres była taka sama, ale po takim czasie mogłam wspominać moje dzieci bez bólu. 
Zastanawia mnie też, co osoba sugerująca Ci "skupienie się na życiu" miała na myśli. Na życiu, czyli na czym? Czy to zostało doprecyzowane?
Odpowiedz
#60
Miałam na myśli zamknięcie wątku w swojej głowie, nie na forum Wink
Ja wiem, że żałobę trzeba przeżyć, ale uważam, że na to przeżywanie można mieć wpływ do pewnego stopnia. Można sobie to przeżywanie i wychodzenie z żałoby ułatwić albo utrudnić. To nie znaczy, że po terminie porodu wszystkie wspomnienia mają przestać boleć. Nie przestaną. Ale dla mnie to jest czas na to, żeby zacząć się godzić z tym, że moje dziecko nie żyje i nigdy go nie będzie. Do terminu porodu odliczałam dni, ciągle miałam w głowie "jak by to było", na jakim etapie przygotowań byśmy byli, jak duży miałabym brzuch itp. Pozwoliłam sobie na to, ale nie chcę teraz z kolei odliczać dni w drugą stronę i codziennie myśleć, ile Mati miałby dni, tygodni, miesięcy...

Propozycja była od terapeutki (żebym poszła po zwolnienie do lekarza). Zastanawiałyśmy się, ile musiałoby trwać i co bym miała z nim zrobić, żeby pomogło, a nie zaszkodziło. Ale do konkretnych wniosków nie doszłyśmy, bo nie za bardzo mogę sobie w tej chwili na zwolnienie pozwolić i tak.
Odpowiedz
#61
Nie było mnie tu dawno. Na forum czasem zaglądam, ale do nowych tematów w tym dziale - nie potrafię. Za dużo mnie to kosztuje. Bólu, ale przede wszystkim lęku, że każda moja kolejna ciąża skończy się tak samo. Więc tak egoistycznie mocno sobie forum póki co ograniczyłam.
Psychicznie na pewno jestem w lepszym stanie, niż byłam w grudniu. Szału nie ma, ale widmo depresji zdecydowanie się oddaliło.
Odpowiedz
#62
Saguaro, nie musisz czytać wszystkich wątków na forum. Jeśli pisanie Ci pomaga - po prostu pisz u siebie. Może kiedyś przyjdzie czas również na inne wątki.
Cieszę się, że jest troszkę lepiej.
Odpowiedz
#63
Dokładnie rok temu była blada druga kreska na teście...
23 kwietnia szłam pierwszą betę zrobić, i taka ładna była, ponad 1000.
Jutro też idę na pobranie krwi. Trzeba poziomy hormonów zbadać, bo testy owulacyjne od paru miesięcy ciągle wychodzą ujemne.
Ech... od stycznia się jakoś trzymałam, ale teraz przestaję.
Odpowiedz
#64
Saguaro, czasem trzeba się trochę rozsypać, nie da się ciagle trzymać, tak chyba działa ta cała żałoba... tez tego doświadczam - są momenty, nawet dłuższe, kiedy wydaje mi się, ze już wszystko mam w miarę poukładane i jest lepiej, a tu nagle bach, znowu uderza mnie jak obuchem w głowę. Mam nadzieję, z czasem będzie mniej bolało. Przytulam
Odpowiedz
#65
Dziękuję.

Obudził mnie dzisiaj w nocy ostry ból brzucha. Zanim jeszcze zdążyłam oczy otworzyć, pomyślałam w panice, że tracę dziecko, trzeba dzwonić na pogotowie, nie, lepiej Niemęża obudzić... dopiero po chwili dotarło do mnie, że ja nie jestem w ciąży i boli mnie żołądek...
Świetnie to pokazuje poziom mojego rozsypania w tej chwili.
Odpowiedz
#66
Mija rok...
Kolejne urodziny, które pewnie długo będą najsmutniejszym dniem w roku.
Flashbacki z wizyty u lekarza, flashbacki z izby przyjęć... I tłucze się po głowie pytanie, po co mi był ten rok życia, i po co mi następne.
Odpowiedz
#67
Dla Twojego Mateusza, Saguaro (*)
Odpowiedz
#68
Dziękuję :*
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości