kilka tygodni z życia...
#26
Nierealne, ale wydaje mi się całkiem normalne.
U mnie prawie 3 lata od 'wtedy', a nadal miewam dni, a może momenty kiedy się rozpadam. Momenty, kiedy jedno zdanie potrafi przywrócić cały obraz tamtych dni i kompletnie mnie rozbić.
Płyn z falą... jeśli chcesz płakać - płacz, jeśli jest dobrze, niech będzie dobrze - to naturalny proces.
Odpowiedz
#27
Wczoraj minął miesiąc...
I akurat po miesiącu wrócił też okres.
I natrętna myśl się tłucze po głowie - że jedyny zapach, jaki mi się będzie kojarzył z moim dzieckiem, to zapach krwi...
Odpowiedz
#28
Pamiętam, że po pierwszej stracie pierwsze miesiączki były dla mnie bardzo trudne - z krwią wracały do mnie wszystkie szczegóły, płakałam na toalecie. Z czasem trochę zaczęło się to zacierać. Życzę Ci siły na kolejny tydzień.
Odpowiedz
#29
Dziękuję...
Jeszcze tydzień pracy i urlop. I za dwa tygodnie wczasy za granicą. Rezerwowaliśmy jeszcze w lutym, z mojej strony trochę z nadzieją, że może zmiana otoczenia pomoże zajść w ciążę.
A potem jednak się udało w końcu zajść w kwietniu, więc wczasy mieliśmy odwołać, bo ja bym się bała lecieć w ciąży samolotem i w razie jakichś komplikacji wylądować w bułgarskim szpitalu, bez języka... Ale zanim zdążyliśmy odwołać, to ciąża się skończyła... więc pojedziemy, Niemąż bardzo chce.
A ja mam takie poczucie, że to będą wczasy "zamiast". I trudno mi się z nich ucieszyć...
Odpowiedz
#30
Też jechałam na wakacje, których nie miało być, których nie chciałam. Nie były to wakacje od żałoby i ciężko było patrzeć na rodziny z dziećmi, ale zmiana otoczenia trochę pomogła.
Odpowiedz
#31
Dwa miesiące minęły...
Teoretycznie moglibyśmy zacząć starania o drugie dziecko, ale zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Nie umiem przywołać innego scenariusza, niż ciąża, kilka tygodni strachu i śmierć.
I niby wiem, że to normalne, że mogę jeszcze nie być gotowa... ale jednocześnie wiem też, że dawno już nie mam dwudziestu lat, a o Mateusza staraliśmy się prawie rok. I zanim ja będę gotowa, to może już być za późno...
Odpowiedz
#32
Czasem to wszystko wydaje mi się takie nierealne... Czasem łapię się na tym, że zastanawiam się, czy to wszystko naprawdę się działo, czy ja rzeczywiście byłam w ciąży? Naprawdę mam dziecko, które nie żyje, którego nigdy nie widziałam? Czasem wydaje mi się, że to niemożliwe, że to się nie działo.
Odpowiedz
#33
5 miesięcy... wydawało mi się, że to sporo czasu, że już się w miarę pozbierałam... ale chyba jednak nie. Od kilku dni rozsypuję się od nowa, znowu boli każda myśl.
Za dwa miesiące święta, a po świętach miałam rodzić. Nie wiem, jak przetrwam ten czas, nie wyobrażam sobie tego zupełnie. To miał być taki wyjątkowy czas...

Wymyśliłam sobie jakiś czas temu, że jeśli moje dziecko nie będzie miało nigdy urodzin, to będę kupować w tym czasie prezent jakiemuś innemu dziecku. A że to jest czas świąt, to odpowiednią akcję znalazłam bez problemu, taką, w której się konkretnemu dziecku z mojego miasta robi paczkę świąteczną. Zglosiłam się i zrobię to, choć w tej chwili trudno mi sobie przypomnieć, jak ja na to wpadłam i czemu wydawało mi się, że to mi może w czymś pomóc... teraz wydaje mi się to zupełnie bez sensu.
Odpowiedz
#34
Wiesz, ja podobnie zdecydowałam się obchodzić rocznicę. Może łatwiej będzie zrobić taki prezent niż o tym myśleć.
Bardzo ciężko mi było w okresie, w którym teraz jesteś. Niestety czas w żałobie nie działa zgodnie z oczekiwaniami.
Chcę Ci towarzyszyć.
Odpowiedz
#35
Saguaro, jestem z Tobą. Ja urodziny mojego dzieciątka miałabym w kwietniu...

Ślę Ci wiele dobrych myśli.
Odpowiedz
#36
Dziękuję Wam, dziewczyny.

To był dziwny dzień... a właściwie dziwny tydzień. Weekend przeleżałam, w poniedziałek poszłam do pracy, ale czułam się tam tak fatalnie, że na dwa kolejne dni załatwiłam sobie urlop.
Plus tego nagłego załamania jest tylko taki, że z Niemężem w końcu poruszyłam temat tego, jak się czuję, bo od paru miesięcy milczeliśmy o naszym dziecku tak bardzo, że zrobiło się z tego trudne do przełamania tabu.
Odpowiedz
#37
Moj termin bylby 20grudnia. To juz prawie 4mc a ja niby czasem staje na nogi by zachwile runac....stracic sens ... nikt mi nie pomaga tylko mi dokladaja...ale ja cale zycie musze radzic sobie sama, bo tak jak mam rodzine do dupy to i w zyciu spotykam takich ludzi ktorzy ode mnie rzadaja ode mnie ale mnie maja gdzies...
(")
Odpowiedz
#38
Saguaro, to ważne, że udało się porozmawiać. Moje milczenie trwało latami i nie było zdrowe.
Jakaja, bardzo współczuję śmierci Synka i dodatkowych kłód pod nogami. Samotność w żałobie boli dużo bardziej.
Odpowiedz
#39
"Porozmawiać" to dużo powiedziane... ledwie kilka zdań udało mi się wydusić, ale przynajmniej temat zaistniał znowu. Zaproponowałam Niemężowi włączenie się w przygotowanie prezentu, chciałabym, żebyśmy to razem robili. Zgodził się, choć chyba jest tym wszystkim zdziwiony...
Odpowiedz
#40
Może w działaniu lepiej się odnajdzie niż w mówieniu, podobno im tak łatwiej.
Odpowiedz
#41
Moje świąteczne dziecko... prawdopodobnie wielkanocne. Odeszło ostatecznie w moje urodziny. Urodzić się miało w okolicy Bożego Narodzenia...
Czasem się zastanawiam, co moje życie chciało mi przez to powiedzieć.
Nie wiem, jak przetrwam ten czas... w pracy na szczęście dłuższe wolne, więc mogę się zapaść, ale i tak nie wiem, jak sobie poradzę.
Odpowiedz
#42
Przytulam . Ja dziś znowu odczuwam ból, tęsknotę za moimi i żal ...
Odpowiedz
#43
(Thu, 20 Grudnia 2018, 09:56:31)saguaro napisał(a): Moje świąteczne dziecko... prawdopodobnie wielkanocne. Odeszło ostatecznie w moje urodziny. Urodzić się miało w okolicy Bożego Narodzenia...
Czasem się zastanawiam, co moje życie chciało mi przez to powiedzieć.
Nie wiem, jak przetrwam ten czas... w pracy na szczęście dłuższe wolne, więc mogę się zapaść, ale i tak nie wiem, jak sobie poradzę.

Rozumiem Twój ból, moje dziecko z kolei poczęło się w okolicy moich urodzin, brałam to za dobry znak, a tu co... Kolejne poronienie Sad
Odpowiedz
#44
To jest takie niesprawiedliwe... Sad
Odpowiedz
#45
To dzisiaj... dzisiaj mógłbyś się urodzić.
Jak by to było? Jak byś wyglądał? Jaki byś był? Co byś lubił? Jak wyglądałby nasz pierwszy wspólny dzień? Tydzień?
Mateusz, Mati, Mateo, Mat...
Odpowiedz
#46
Saguaro... Sad [*]
Odpowiedz
#47
Saguaro, jestem z Tobą.
Odpowiedz
#48
Dziękuję, Ciri i Mirindo.

Minęły święta, minęła data porodu... i czas chyba zamknąć ten wątek.
Jak to ktoś mądry ostatnio powiedział - nie da się budować nowego domu na tlących się zgliszczach.
Odpowiedz
#49
A na zapomnieniu się da?

Życie i tak popchnie Cię do przodu, nic na to nie poradzisz. Żyj. Tak trzeba.
Odpowiedz
#50
Nie zapomnę, to niemożliwe.
Ale pamiętać a rozpamiętywać to dwie różne rzeczy.
A niedokończona żałoba ciągnie w dół i bardzo utrudnia życie. Dostałam ostatnio propozycję dłuższego L4, ale z sugestią, że musiałabym je dobrze wykorzystać, zamknąć ten etap i zacząć się skupiać na życiu właśnie... Z L4 na razie nie skorzystałam, ale z żałobą próbuję się pożegnać.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości