czekajac na strate
#1
jestem już mama dwuletniego chlopca, o którego strałam sie dwa lata. rozeszłam sie z jego tatą ktory wciaz sprawia mi problemy, poznałam nowego partnera którego znam dopiero poł roku. Ostatnio spoznil mi sie okres , ale nie przejelam sie tym, czekalam az nadejdzie. W koncu kupiłam test ciazowy pozytywny, kolejeny tez i kolejny....
wpadłam w złość i szał... jak mogłam zrobić sobie kolejen dziecko z kims kogo prawie nie znam. pomyslalam sobie juz ze i z nim mi nie wyjdzie i zostane z dwojka dzieci sama i kazdy po innym tatusiu... mowilam co ja mam za pecha bo zaszlam w ciaze przy stosunku przerywanym, a wczesniej dwa lata i nic nie było. 
Zadzwoniłam do obecnego partnera i wykrzyczalam wypłakałam ze jestem w ciazy , pamietam jak krzyczalam ze nie chce byc juz w kolejnej ciazy, ze nie chce tej ciazy i setke innych rzeczy które wczoraj uderzały mnie w twarz.... odrazu polecialam do lekarza na usg niestety nic jeszcze nie zauwazył, kazal przyjść za tydzien.
Przez ten tydzien myslalam tylko o ciazy i bylam caly czas w szoku , obecny partner był bardzo szczesliwy, powiedzial nawet ze bedzie sie modlic o to zebym byla tylko w ciazy.  jak wrocil to chciał abym zrobila przy nim test wczesniejsze wywalilam w napadzie złosci. dwa odrazu pozytywne. schowal je sobie odrazu na pamiatke , zaczal dzwonic o sale na wesele do ksiedza.... wtedy zrozumialam ze to ze tak zaszlam w ciaze to musi byc naprawde przeznaczenie i nie zostawi nas nigdy. nigdy nie widzialam go takiego szczesliwego i, dopiero wtedy zobaczyłam ze mam cudownego partnera a wiec zaczeliśmy juz nawet palnowac gdzie bedzie pokoik dla naszej jak on stwierdził ''Oktawi'. zaczal pracowac jeszcze wiecej i dluzej i juz odkladac pieniazki. Ja czułam sie inaczej niz w pierszej ciazy , w pierwszej ciagla zgaga , sennosc a teraz tylko bol piersi. Pochwalił sie swojej rodzinie, pokazywal testy.  Ja swojej nie zdarzyłam.....
wiec przyszła kolejna wizyta na usg. widac pęcherzyk 6tc ciazy, jednak malenki ale jest. Ale znowu słysze ze mam przyjsc za tydzien aby mogł  sie mu przyjrzec wtedy. Dzwonie do partnera ktory jest za granica i mowie co mi lekarz powiedzial,
Kazal mi isc do innego lekarza, ja stwierdzilam ze nie ma takiej potrzeby i pojde za tydzien do tego samego lekarza to pewnie zobaczymy serduszko juz. Na drugi dzien plamilam troszke. nie przejelam sie tym bo to druga ciaza i wiedzialam ze tak moze byc...
jednak do wieczora było juz gorzej. zadzwonilam do innego lekarza a na wizycie uslyszalam ze jest serduszko ale nie utrzymam tej ciazy bo wszystko jest za nisko. łzy ... nie wiedzialam co sie ze mna dzieje , prawie nic nie pamietam z wizyty. lekarka powiedziala mi ze strace ta ciaze i jesli mam dodatnia grupe krwi to samoistnie poronie a jak nie to dala mi skierowanie do szpitala.
Moja fasolka zyje nadal we mnie ale strace ja i nie wiem kiedy to bedzie.  Zadzwonilam do partnera odrazu sie rozlaczyl i płakal caly czas.
odrazu przed oczami mam swoje zachowanie na poczatku, wracaja do mnie powiedziana slowa. 
czuje sie przez to okropnie. czuje sie tez ze zawiodlam ukochanego , czuje sie tak fatalnie. Nie wiem co mam z soba zrobić. Ginekolog powiedzial ze moge poronic w ciagu paru dni. okropne jest to ze nie wiem kiedy sie to stanie i ze to w ogole nastanie. W zyciu nie sadzilam ze bede musiala czekać az fasoleczka poprostu mnie opusci. W dodatku najgorsze jest to ze ukochany jest znow za granica i kazdy przezywa to osobno i nie mozemy byc teraz razem. Ja co chwile chodze do ubikacji i czekam na strateSad
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro. Wyobrażam sobie jak trudne może być takie oczekiwanie. Oczywiście nie wiem, co czujesz. Mogę tylko powiedzieć, że dla mnie czas od stwierdzenie śmierci dziecka w oczekiwaniu na objawy (krwawienie, ból) był bardzo nerwowy. Może spróbujesz być dla siebie łagodna w tym czasie? Emocje mogą być wtedy rozszalałe, to zrozumiałe.
Odpowiedz
#3
agacherry, przykro mi, że musisz czekać na najgorsze i że nie ma przy Tobie partnera. Mam nadzieję, że mimo złej diagnozy najgorsze się jednak nie wydarzy. Nie zawiodłaś. Życie Twojego Dziecka nie jest w Twoich rękach i nie zależało od Twojej pierwszej reakcji. Dopóki żyje, możesz mówić do niego, całe życie ma do przeżycia w tak krótkim czasie. Daj mu to, co najlepsze.
Odpowiedz
#4
Zarówno strata dziecka jak i w Twoim przypadku oczekiwanie to coś strasznego.Tylko jedno w głowie kiedy to się stanie,a ja już nastąpi to ból,płacz,żal do wszystkiego i wszystkich.Nie obwiniaj się ,to nie Twoja wina.Nie rozmyślaj nad słowami,które mówiłaś wcześniej,to nic Ci nie pomoże,a jedynie jeszcze bardziej zdołuje.Wtedy przemawiał w Tobie gniew,ale szybko minął.To zrozumiałe,że na początku jest szok,ale z czasem zaczynami myśleć dobrze.
Ja poroniłam cztery tygodnie temu w szpitalu.Czuję się różnie,raz mam lepsze dni a raz gorsze.Żałoba po stracie Naszej fasolki jest we mnie i nie będę jej wyganiała,odejdzie kiedy ze chce.To było Nasze upragnione i długo wyczekiwanie dziecko.Nadal mam w sobie ból,żal,smutek,ale jakoś żyję po mimo,że jest ciężko.Unikam znajomych bo nie mam o czym z nimi rozmawiać,a dużo pomaga mi takie pisanie.Może i Tobie pomoże,kto wie?
Życzę Ci dużo siły.Teraz jest źle,ale z czasem będzie lepiej,musi być.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości