Poronienie 9 tydzień
#26
(Thu, 31 Maja 2018, 22:44:19)chocolate_puma napisał(a): Tutaj: http://poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4745
I to jest trwałe.

Przeczytałam i dziękuję. To dziwne, jak trudno wypuścić na wolność dziecko, nawet jeśli wiadomo, że go nie ma na tym świecie. Nawet jeśli wiadomo, że Tam będzie pod najlepszą opieką. Piękny dar dostałaś, też mam na niego nadzieję. Teraz jeszcze trudno, w zasadzie nie wiadomo jak teraz jest. Huśtawka. Dziś asystowałam w sytuacji, w której lekarz mówił pacjentowi, że ze sporym prawdopodobieństwem ma raka. Wydaje się, że śmierć jest jakoś blisko, za blisko. Wszędzie jej gęste opary. Czasem opadają, znów się podnoszą. Dziś też zdałam sobie sprawę, że strata dziecka boli, czasem fizycznie, ale nawet jeśli nie, to bardzo realnie. Ten człowiek z możliwym nowotworem opowiadał o dręczącym go bólu. Dostał morfinę. Nie żebym się z nim porównywała, ale żałoba też tak potrafi dokuczliwie boleć, aż czasami bym się jej chciała pozbyć jakąś psychiczną morfiną. Na krótką metę - można, ale ból wraca i chce się przeboleć do końca.
Odpowiedz
#27
Wiesz, właśnie 'na wolność' nie chciałam puszczać, bo to tak nie wiadomo gdzie. A przekazywać w opiekę nie bardzo widziałam sens, skoro i tak się 'samo' przekazało, a jednak akt woli miał ogromne znaczenie i zupełnie zmienił moje przeżywanie.
Podobnie było z bólem. Nie rozumiałam, po co miałabym go świadomą decyzją przyjmować, skoro i tak przychodził, kiedy chciał. A ja marzyłam tylko o tym, żeby zniknął. A ofiarowanie go? Najchętniej w intencji, żeby zniknął. I powiedziałam, teraz jest czas na żałobę, taki jest teraz czas dla mnie. I ulitował się nade mną. Ktoś może zobaczy w tym mechanizm psychologiczny, dla mnie to była wielka łaska. Nie bój się Go prosić.
Odpowiedz
#28
(Wed, 06 Czerwca 2018, 21:36:19)chocolate_puma napisał(a): Wiesz, właśnie 'na wolność' nie chciałam puszczać, bo to tak nie wiadomo gdzie. A przekazywać w opiekę nie bardzo widziałam sens, skoro i tak się 'samo' przekazało, a jednak akt woli miał ogromne znaczenie i zupełnie zmienił moje przeżywanie.
Podobnie było z bólem. Nie rozumiałam, po co miałabym go świadomą decyzją przyjmować, skoro i tak przychodził, kiedy chciał. A ja marzyłam tylko o tym, żeby zniknął. A ofiarowanie go? Najchętniej w intencji, żeby zniknął. I powiedziałam, teraz jest czas na żałobę, taki jest teraz czas dla mnie. I ulitował się nade mną. Ktoś może zobaczy w tym mechanizm psychologiczny, dla mnie to była wielka łaska. Nie bój się Go prosić.

Dobrze rozumiem, że dałaś sobie czas na żałobę, dla siebie, przyjęłaś ból żałoby w kontekście Bożym?
W czas to napisałaś, bo u mnie teraz jest tak, że bardzo siebie nie lubię i swojego życia też. Pustka! Coś podobnego było przy poprzednich utraconych dzieciach, coś w tym guście. Nakłada się na to kryzys połowy życia, nie wiem co jeszcze. Może za mało było czasu na żałobę? No nie poznaję siebie, jaka jestem gorzka, z pretensjami. A mąż dostaje rykoszetem, źle mi z tym, obwiniam się. Nawet tak myślę, czy nie za bardzo dobra dla siebie jestem, no ile można być w tej żałobie. Przecież mam to przerobione już dwa razy, więc może tym razem ma pójść szybciej? Potem uświadamiam sobie, że to ledwo miesiąc z hakiem... Rzucić się w jakieś życiowe zarzucone pomysły, w ekscytacje, wrażenia. A może to jest czas na zatrzymanie, na 'tracenie' czasu?

Dziękuję, chocolate_puma. Każde słowo życzliwej odpowiedzi otwiera nowe przestrzenie do obejrzenia.
Odpowiedz
#29
Tak, interpretacja właściwa. A propos tracenia czasu od razu przyszedł mi do głowy tekst piosenki: http://www.tekstowo.pl/piosenka,owca,poc...oniec.html
Jeśli nie do końca dobrze się czujesz, skupiając się na sobie, to 'trać' czas razem z Nim na żałobę. Wszystko chce z nami dzielić, dlaczego nie żałobę? I pustkę też Mu daj, tak świadomie. Wierzę, że zrobi z nią, co trzeba.
Odpowiedz
#30
(Wed, 06 Czerwca 2018, 23:12:07)chocolate_puma napisał(a): Tak, interpretacja właściwa. A propos tracenia czasu od razu przyszedł mi do głowy tekst piosenki: http://www.tekstowo.pl/piosenka,owca,poc...oniec.html
Jeśli nie do końca dobrze się czujesz, skupiając się na sobie, to 'trać' czas razem z Nim na żałobę. Wszystko chce z nami dzielić, dlaczego nie żałobę? I pustkę też Mu daj, tak świadomie. Wierzę, że zrobi z nią, co trzeba.

Dziękuję. Tak próbuję. Raz lepiej, raz gorzej. I tak to chyba z nami, ludzikami jest.
Niedawno zdałam sobie sprawę, że moja patronka bł. Jolanta też miała trzy córki, tyle że moje wszystkie poszły do nieba po kilku- kilkunatu tygodniach życia. Jakoś mnie to dotknęło. Wczoraj też czytałam o tym, jak można cicho utonąć. Miałam wiele lat temu przeżycie na granicy traumy, że mnie przytapiała grupa chuliganów na zatłoczonym basenie i nikt nie słyszał moich krzyków. Jakoś się im wyrwałam. Teraz myślę ze strachem o tym, że moi synkowie niedługo będą się kąpać w Polsce w rzece, w jeziorze. Jestem na tym punkcie nakręcona. Utrata kolejnego dziecka wzmaga lęk. Niby to ogarniam , akceptuję, ale to straszne wiedzieć, że moja kontrola na tyloma sprawami jest minimalna.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości