Moja maleńka Gabrysia
#1
Dokładnie miesiac temu, kiedy przyroda zaczęła sie budzic do zycia, w mym w sercu nastała zima...miałam lekkie plamienie w 20 tyg. Po przyjęciu na oddział patologii ciąży, podczas usg lekarz powiedział, że nie ma dobrych wieści. Rozwój dziecka zatrzymał się na 16 tyg. Ja naiwna jeszcze mowię chociaż może serduszka mogę posłuchać? Następnie niedowierzanie, płacz, tabletki i po paru godzinach strata. To była dziewczynka,imię wybralam pół godziny wcześniej...Przyczyna zgonu po takim czasie wpisana jako nieznana. Jednak lekarz powiedział, że maleństwo miało 3 razy okręconą pępowinę wokół szyi.

Moje dziecko poczułam tylko raz, właśnie w 16 tyg, kręciła fikolki w nocy,jak maleńka rybka. Jeszcze sie cieszylam że mi zrobila dzidzia prezent na dzien kobiet...następnych ruchów nie było, z utęsknieniem czekałam do 20 tyg, bo moze tamto mi się przyśniło,a pierwsze ruchy w poprzedniej ciąży były ok. 20 tyg. i nie takie jak ten...Dlaczego  odrzucałam myśli, że coś jest nie tak? Czy mogłabym jej pomóc?  Tak strasznie mi jej brak...Mojej maleńkiej Gabrysi
Odpowiedz
#2
Kate, bardzo mi przykro. Jestem dziś przy Tobie całym sercem.
Strata to nieodżałowana.
Odpowiedz
#3
Kate, bardzo Ci współczuję. Dla Twojej Gabrysi (*)
Odpowiedz
#4
(Thu, 03 Maja 2018, 17:06:40)SmutnaKate napisał(a): Dlaczego  odrzucałam myśli, że coś jest nie tak? Czy mogłabym jej pomóc?

A jak miałabyś odróżnić zwykłe niepokoje i obawy, takie trochę niepotrzebne, codzienne, choć naturalne, od autentycznie alarmujących sygnałów? To nie zawsze jest takie proste. Gdyby było, to pognałabyś do szpitala bez wahania. W kolejnej ciąży ruchy nieraz odczuwa się wcześniej, więc to też nie było niezwykłe na tyle, by uznać za nienormalne.

Czy mogłabyś jej pomóc? Jak? Na to, by się urodzić i przeżyć, była jeszcze za malutka. Odwinąć pępowinę chirurgicznie pozostawiając dziecko w macicy? Taki zabieg pewnie też byłby nierealny. O ile w ogóle wykonuje się operacyjnie odwinięcie pępowiny, bo nie słyszałam... Ale nawet gdyby, to operacje płodu w łonie matki wykonuje się z założenia planowo, tylko w paru szpitalach w Polsce, to nadal nie jest rutynowe, tylko dość rzadkie. W sytuacji nagłego zapętlenia pępowiny nie ma co się łudzić, by można cokolwiek zrobić w praktyce. Nie byłoby czasu na to, by w takim wypadku zorganizować wszystko znienacka i zdążyć w porę...
I przy tym, to nadal nie musiała być akurat pępowina - to zagrożenie, ale nie zawsze kończy się tragicznie, wiele dzieci rodzi się zdrowo mimo tego.
To nieszczęście. Nie Twoja wina.
Odpowiedz
#5
(Thu, 03 Maja 2018, 19:02:09)DzikaMysz napisał(a): A jak miałabyś odróżnić zwykłe niepokoje i obawy, takie trochę niepotrzebne, codzienne, choć naturalne, od autentycznie alarmujących sygnałów? To nie zawsze jest takie proste. Gdyby było, to pognałabyś do szpitala bez wahania. W kolejnej ciąży ruchy nieraz odczuwa się wcześniej, więc to też nie było niezwykłe na tyle, by uznać za nienormalne.

Czy mogłabyś jej pomóc? Jak? Na to, by się urodzić i przeżyć, była jeszcze za malutka. Odwinąć pępowinę chirurgicznie pozostawiając dziecko w macicy?  Taki zabieg pewnie też byłby nierealny. O ile w ogóle wykonuje się operacyjnie odwinięcie pępowiny, bo nie słyszałam... Ale nawet gdyby, to operacje płodu w łonie matki wykonuje się z założenia planowo, tylko w paru szpitalach w Polsce, to nadal nie jest rutynowe, tylko dość rzadkie. W sytuacji nagłego zapętlenia pępowiny nie ma co się łudzić, by można cokolwiek zrobić w praktyce. Nie byłoby czasu na to, by w takim wypadku zorganizować wszystko znienacka i zdążyć w porę...
I przy tym, to nadal nie musiała być akurat pępowina - to zagrożenie, ale nie zawsze kończy się tragicznie, wiele dzieci rodzi się zdrowo mimo tego.
To nieszczęście. Nie Twoja wina.

DzikaMysz...biorąc pod uwagę , że dzień wcześniej, w swiateczny poniedzialek, na izbie przyjec nie przyjęto mnie nawet i nie zbadano, bo objawy dla lekarza były niezagrażajace...to zapewne niemożliwe było temu zapobiec. Wiem, że takie są fakty, jednak ciężko to zaakceptować. Dziękuję za Twą odpowiedź, obiektywny punkt widzenia to to czego mi brakowało. Choć wiadomo, do zrozumienia tego wszystkiego daleka droga.
Odpowiedz
#6
Jestem z tobą. Ja mojego aniołka straciłam 3 miesiące temu, w 19 tyg. Do tej pory zastanawiam się dlaczego, przecież wszystko przebiegało książkowo.
Odpowiedz
#7
Bardzo przykro... Pisz tu dalej, jeśli potrzebujesz, będę czytać.
Odpowiedz
#8
Dziękuję Wam za wsparcie, jednoczesnie przykro mi z powodu Waszych strat.

Wszystko nadal boli. Przede mną msza w 30 dniu po pogrzebie, wypadająca w rocznicę ślubu. Serce znów już pęka na milion kawalkow...

(Fri, 04 Maja 2018, 07:53:03)kasienka3 napisał(a): Jestem z tobą. Ja mojego aniołka straciłam 3 miesiące temu, w 19 tyg. Do tej pory zastanawiam się dlaczego, przecież wszystko przebiegało książkowo.

Właśnie ta niewiedza poglebia żal. U mnie również było wszystko w porządku, chyba dlatego trzymam się wersji z pepowiną. 
Dla Twojego Aniołka  (*)
Odpowiedz
#9
Kate przykro..ja poroniłam w 8 tygodniu.U mnie też było niedowierzanie,płacz,tabletki,strata i wieli ból,smutek,który trwa do dziś.Nie ma dnia,żebym sobie nie zadawała pytanie dlaczego?ale odpowiedzi nie ma,cisza.
Odpowiedz
#10
(Tue, 08 Maja 2018, 18:47:28)madalena napisał(a): Kate przykro..ja poroniłam w 8 tygodniu.U mnie też było niedowierzanie,płacz,tabletki,strata i wieli ból,smutek,który trwa do dziś.Nie ma dnia,żebym sobie nie zadawała pytanie dlaczego?ale odpowiedzi nie ma,cisza.

Dziękuję Magdaleno. Mi również bardzo przykro z powodu Twojej straty. To pytanie dlaczego męczy i mnie. Pamiętam, że w szpitalu po badaniu ginekologicznym doktor powiedział ze będzie jeszcze usg. Zapytalam kiedy? Odpowiedział spokojnie, mamy plan,w ciągu dnia poprosimy panią. Odpowiedziałam, że wszyscy mamy jakiś plan, a najpewniejszy jest ten od Boga...i poszłam...nie minelo 5 min a już byliśmy na usg. I wtedy mój świat runął. Magdaleno, jestem z Tobą, w tym smutku i bólu, który dręczy i mnie.
Odpowiedz
#11
(Wed, 09 Maja 2018, 12:45:57)SmutnaKate napisał(a):
(Tue, 08 Maja 2018, 18:47:28)madalena napisał(a): Kate przykro..ja poroniłam w 8 tygodniu.U mnie też było niedowierzanie,płacz,tabletki,strata i wieli ból,smutek,który trwa do dziś.Nie ma dnia,żebym sobie nie zadawała pytanie dlaczego?ale odpowiedzi nie ma,cisza.

Dziękuję Magdaleno. Mi również bardzo przykro z powodu Twojej straty. To pytanie dlaczego męczy i mnie. Pamiętam, że w szpitalu po badaniu ginekologicznym doktor powiedział ze będzie jeszcze usg. Zapytalam kiedy? Odpowiedział spokojnie, mamy plan,w ciągu dnia poprosimy panią. Odpowiedziałam, że wszyscy mamy jakiś plan, a najpewniejszy jest ten od Boga...i poszłam...nie minelo 5 min a już byliśmy na usg. I wtedy mój świat runął. Magdaleno, jestem z Tobą, w tym smutku i bólu, który dręczy i mnie
Dzisiaj mija równo 4 tygodnie po poronieniu.Pamiętam dokładnie wszystko co do minuty,godziny jakby to było wczoraj.Straciłam(straciliśmy) naszą fasolkę,którą mimo,że to było bardzo wcześnie to zdążyłam pokochać.Ja też miałam usg następnego dnia z samego rana.I wtedy zobaczyłam na ekranie no właśnie nic nie zobaczyłam,mojej( naszej) fasolki już nie było.Pomyślałam co dalej,jak żyć.Od razu zadzwoniłam do męża i po prosiłam,żeby przyjechał po mnie bo dzisiaj wychodzę,niech przyjeżdża jak najszybciej tylko będzie mógł.
Dziękuję za miłe słowa,takie wypisanie pomaga.
Odpowiedz
#12
Nie wiedziałam, że "te dni" mogą tak boleć...boleć psychicznie...
Odpowiedz
#13
Widok krwi?
Odpowiedz
#14
(Fri, 11 Maja 2018, 10:06:22)Amelia napisał(a): Widok krwi?

Bardziej w sensie samego okresu, że miało nie być go jeszcze tyle miesięcy, że ciało wraca do swojego rytmu...
Odpowiedz
#15
(Fri, 11 Maja 2018, 10:01:52)SmutnaKate napisał(a): Nie wiedziałam, że "te dni" mogą tak boleć...boleć psychicznie...

Dzisiaj jak leżałam rano w łóżku zastanawiałam się jak będą wyglądały "moje dni" po poronieniu.Myślę,że będą smutne i bolesne.Bo pamiętam jak fasolka była we mnie a teraz jej nie ma.
SmutnaKate dużo siły dla Ciebie.
Odpowiedz
#16
Dziękuję Magdaleno za wsparcie. Właśnie o to chodzi, dzidziuś był, a teraz go nie ma. Serce rozrywa ból, że jak to się stało...a gdy przyjdzie chwila ukojenia, względnej rownowagi to pojawia się kolejna szpilka i wszystko wraca.
Odpowiedz
#17
Zgadzam się z Tobą.Jak wydaje nam się,że pojawia się równowaga to coś się wydarzy i po równowadze.Ja w ciągu ostatnich dni dowiedziałam się,że dwie znajome są w ciąży..zobaczyłam je z brzuszkiem...zrobiło mi się smutno.Pomyślałam od razu jakbym ja była w ciąży też byłabym taka szczęśliwa i możliwe,że powoli pojawiałby się brzuszek.Ale niestety jest inaczej.
Odpowiedz
#18
To jest straszne dziewczyny co nas spotyka :-( Ale bądźmy dobrej myśli, musi nam się w końcu udać.
Odpowiedz
#19
Tak bardzo pragniemy dzidziusia,że musi nam się w końcu udać.Czekajmy na lepsze dla nas dni.Ja chwilowo mam lepszy dzień,ale na jak długo tego nie wiem.
Odpowiedz
#20
(Sun, 13 Maja 2018, 11:17:46)madalena napisał(a): Tak bardzo pragniemy dzidziusia,że musi nam się w końcu udać.

Madaleno, być może zgaszę teraz Twój optymizm, ale na forum pewne sformułowania nie są tolerowane. Jesteś pewna, absolutnie pewna, że wystarczy odpowiednio mocno pragnąć, by się udało?
Na tyle pewna, że zagwarantujesz to komuś? Mnie zagwarantujesz? Czy choćby sobie?

Piszesz w wątku dziewczyny, która zaledwie przedwczoraj pisała, że
(Fri, 11 Maja 2018, 17:30:44)SmutnaKate napisał(a): Właśnie o to chodzi, dzidziuś był, a teraz go nie ma. Serce rozrywa ból, że jak to się stało...a gdy przyjdzie chwila ukojenia, względnej rownowagi to pojawia się kolejna szpilka i wszystko wraca.

To miłe, że chcesz ją wspierać. Wsparcie i zrozumienie, to bodaj jedyne, co możemy sobie wzajemnie ofiarować. Ale nie w ten sposób. Tu niestety nie ma żadnych gwarancji i nic nie musi.
Odpowiedz
#21
asza A to przepraszam,że chciałam pocieszyć.Jestem nowa i nie wiem co można pisać a co nie.Jeśli chciałaś mnie zdołować to Ci się udało.Pisanie pomagało mi w moich przeżyciach,ale widzę,że niektórym to się nie podoba.Przepraszam raz jeszcze ,że chciałam pocieszyć.

SmutnaKate chciałam Cię pocieszyć,ale nie którym chyba się nie podoba.
Odpowiedz
#22
Magdaleno nie unoś się na Aszę. Poczytaj wątek o nietrafionych pocieszeniach. Zrozumiesz wtedy w czym rzecz
Odpowiedz
#23
Madalena opanuj się, to nie jest pierwszy raz kiedy przeginasz, weź regulamin poczytaj, za bardzo w siebie jesteś zapatrzona. Nie próbuj wzbudzać poczucia winy. Nie używamy określeń typu: "musi się udać", "na pewno się uda", bo to nieprawda, życie nie jest sprawiedliwe, nie wszystkim się udaje, są tu kobiety, które poza dziećmi utraconymi, żywych nie mają i już mieć nie będą. Mimo dobrych intencji trzymamy się tutaj zasad, nieznajomość ich nie zwalnia z przestrzegania, nie znasz ich to poczytaj i poznaj. Więcej pokory i samokrytyki zamiast fochów na każdą zwróconą uwagę.
Odpowiedz
#24
Dziewczyny drogie, zarówno Magdalena jak i ja jesteśmy tu nowe. Powiem Wam, że ciężko jest przestawić się właśnie na takie pocieszanie, że nie "musi", bo przecież takie słowa dookoła słyszymy. Zarówno od rodziny czy znajomych. Ja również chce wierzyć, że następnym razem musi się udać...choć już wiem, że wcale nie musi.

Najpiękniej pocieszył mnie mój 2ipol latek: mamo, nie płacz, Gablysia jescze do nas przyjdzie!
Odpowiedz
#25
Droga polianko nie jestem zapatrzona w siebie-nie znasz mnie więc nie oceniaj.Będę siebie broniła-nie zabronisz mi tego.Pewnie,że życie nie jest sprawiedliwe ,przekonałam się o tym kilka razy.Ja wierze,że w końcu mi się uda a jeśli ty uważasz inaczej to twoja sprawa.Każdy wierzy w to co uważa za słuszne.Jeśli uważasz,że broniąc się jestem osobą bez pokory i strzelam fochy to nic o mnie nie wiesz...może to i lepiej,że mnie nie znasz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości