Moja strata i szukanie przyczyny - mutacja MTHFR
#1
Ciężko mi się o tym pisze. Za każdym razem kiedy wracam do tego dnia myślami łzy same spływają mi po policzku.
Ale czuję, że moją historią chcę się podzielić z osobami, które to rozumieją.
Moją pierwszą i wyczekaną ciąże poroniłam w 5 tygodniu.
Wieczorem przed tym okrutnym dniem czułam, że coś się dzieje niedobrego. Rano jak się obudziłam zaczęły się plamienia. Zadzwoniłam do mojego ginekologa z płaczem i w telefonie usłyszałam: "to jest bardzo wczesna ciąża. Jeżeli zarodek jest genetycznie uszkodzony to i tak nic nie zrobimy i dojdzie do poronienia. Teraz nie ma mnie w gabinecie. Proszę przyjechać po 20." Dzwoniłam o 8 rano i dowiedziałam się, że mam przyjechać za 12 godzin... Starałam się uspokoić. Krwawienia nie były aż tak mocne, kolor nie był żywo czerwony więc stwierdziłam, że jeszcze zaczekam. Po kilku godzinach zaczęłam krawić coraz mocniej. Pojechałam z mężem na izbę przyjęć do szpitala. Lekarz mnie przebadał i kazał od razu się położyć i zostać w szpitalu. Ciąża zagrożona, szanse 50/50. Nie potrafiłam się uspokoić. Na izbie przyjęć jak rozmawiałam z Panią, która mnie przyjmowała cały czas płakałam. Podczas badania płakałam. Leżąc już na sali byłam tak spięta, że czułam jak moje całe ciało sztywnieje. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam. Krwawienia były coraz mocniejsze, pojawił się ból brzucha. Dostałam kolejną dawkę leków. Bałam się chodzić do toalety. Po kilku godznach ból ustał. Poszłam do toalety i moja Fasolka z całą otoczką wypadła. Po prostu wypadła. Już wiedziałam, że jest po wszystkim. Zadzwoniłam po pilęgniarkę. Przyszła z rękawiczką i wyciągnęła z toalety to wszystko co ze mnie wypadło. To był straszny widok. Nigdy tego nie zapomnę. Była godzina 23. Po krótkim czasie przyszedł lekarz, z najgorszą wiadomoscią, że sprawdził materiał i jest mu bardzo przykro, ale się nie udało. Dostałam relanium i starałam się zasnąć. Najgorsze było to, że patologia ciaży była na tym samym piętrza co porodówka i w nocy słyszałam płacz dzieci. Rano kolejny lekarz wykonał mi badanie usg, na którym już nic nie było. Pustka. Pustka rozrywająca moje serce.
Po tym wszytskim mój organizm zaczowywał sie normalnie. Krwawienia trwały jeszcze 7 dni. Następna miesiączka za równe 31 dni, tak jak zawsze. Lekarz kazał odczekać 3 miesiace i zacząć się starać.
W międzyczasie byłam na 2 wizytach kontrolnych u lekasza, który przyjmował mnie w szpitalu.
Po 3 miesiacach zaczęliśmy się z mężem znowu starać. Ale nie wychodziło nam. Czułam, że coś jest nie tak. Zmieniłam po raz kolejny lekarza. Opowiedziałam mu całą historię, moje obawy, że mam przeczucie, że coś jest nie tak. Lekarz dał mi skierowanie na mnóstwo badań i kazał przyjechać je wykonać do przychodzni, w której pracuje. Pani laborantka, która pobierała mi krew stwierdzł, że dawno tyle badań nie wykonywała, i że gdybym poroniła  albo 4 razy to rozumie to wszytsko. Myślałam, ze się przesłyszałam. Odpowiedziałam jej, ze gdybym 3 albo 4 razy straciła ciążę, to psychicznie bym tego nie przeżyła. Na wyniki wszytskich badań czekałam do tygodnia. Po uzyskaniu kompletu poszłam do lekarza i jak się okazało mam mutację genu MTHFR przez co mam również za wysoki poziom homocysteiny. Homocysteina to aminokwas, który powoduje m.in. miażdżycę, zakrzepicę i poronienia... Lakarz zabronił mi starania się o ciąże dopóki nie obniżymy poziomu homocysteiny. Obecnie przyjmuję tylko foliany, femibion 1 oraz metylkobalaminę (wit. b12 w postaci metylowanej). Jestem na diecie ułożonej przez dietetyka zajmującego się leczeniem dietą w różnych chorobach. Mam nadzieję, mam ogromną nadzieję, że kiedyś nam sie uda. Chciałam na swoim przypadku powiedzieć Wam żebyście w miarę możliwości zrobiły sobie badania. Jeżeli czujecie niepokój to idźcie do lekarza i poproście o skierowanie na badania. Ja słyszałam, że jestem młoda i mam jeszcze dużo czasu. Ale czułam niepokój i chciałam znaleźć przyczynę dlaczego nie byłam w stanie utrzymać ciąży. Na ostaniej wizycie miesiąc temu lekarz powiedział mi, że jeżeli byłabym teraz w ciaży to najprawopodobniej skończyła by się tak samo.
Mam ogromną pustkę w sercu, która strasznie boli. A boli jeszcze bardziej kiedy słyszę, że mam się nie przejmować bo to był dopiero 5 tydzień. Dopiero... Dla mnie to nie ma żadnego znaczenia. To było moje dziecko, na które czekałam i które od razu pokochałam.
Odpowiedz
#2
Strata dziecka to wielki smutek,i dla Nas nie ma znaczenie czy to był 5 tydzień czy jak w moim przypadku 6.My po prostu zdążyliśmy pokochać tą fasolkę i robiliśmy wszystko,żeby jej było dobrze!A takie mówienie to tylko sprawia Nam ból,ale niestety nie którzy nie myślą o tym.
Odpowiedz
#3
Mimo szczęścia jakie mnie spotkało, dziś wiem że poronienia zmieniły mnie na zawsze...też tak jak ty, przeszłam te straszne chwile. Jednak piszę by Cię wesprzeć i dodać Ci nadziei. Moja historia jest długa i bardzo bolesna. Mam ( min...) mutację tego genu MTHFR. Straciłam kilka ciąż. Wszystkie mniej więcej w tym samym momencie. Także byłam na diecie ułożonej specjalnie dla mnie pod kątem starań o ciążę. Z mutacją MTHFR można urodzić zdrowe dziecko. Należy tylko odpowiednio się do tego przygotować poprzez barnie leków. Brałam kwas foliowy 15mg, Femibion natal plus2, wit B6 i B12 oraz kupę leków na inne jeszcze problemy zdrowotne, które także mogły być przyczyną moich poronień. Niestety często mutacja nie jest jedyną przyczyną niepowodzeń i właśnie tak było u mnie. W końcu trafiłam na lekarza który wnikliwie przejrzał mój gruby segregator badań i "nie gdybał"... obstawił mnie lekami na wszystkie moje dolegliwości na raz i powiodło się. Mi osobiście pomogła modlitwa do Św. Stanisława Papczyńskiego. Od roku jest z nami Staś.Trzeba wierzyć i nie poddawać się. Tobie też się uda. Życzę Ci siły i woli walki.
Odpowiedz
#4
(Tue, 01 Maja 2018, 23:45:55)EwaT5 napisał(a): Tobie też się uda.

Nie zapewniaj w ten sposób o tym, co nie od Ciebie zależy. Twoje powodzenie nie jest dowodem na to, że powiedzie się każdej innej osobie. Tobie się udało i być może osoba, do której piszesz, też będzie jeszcze miała na tyle możliwości i szczęścia, ale tego nie wiesz, bo jasnowidzem raczej nie jesteś.

Przykład pokazujący szansę i wzmacniający nadzieję innej osoby, to nie gwarancja - i trzeba to odróżniać.
"Może się udać i Tobie" a "Tobie też się uda" rozdziela przepaść znaczeniowa zbyt wielka, by ją pomijać.
Odpowiedz
#5
Dziękuję.
Lekarz powiedział mi, że z tą mutacją można urodzić zdrowe dziecko.
Ale ja się strasznie boję. Ogarnia mnie przerażenie, że jeżeli w końcu uda mi się zajść w ciążę to znowu spotka mnie to samo... Ostatnio dopadł mnie kryzys i nie mam siły. Chce mi się tylko płakać.
Miałam robione inne badania: anty-TPO, anty-TG, tsh, FT3, FT4, estradiol, progesteron, prolaktyna, różyczka, chlamydia, cytomegalia, tokspolazomoza - Wszystko ok.
Odpowiedz
#6
Tak, mozna urodzic wiele dzieci z mutacja MTHFR.
Ta mutacje ma czesc spoleczenstwa, juz nie pamietam ile procentowo, ale nie jest to jakas baardzo rzadka sprawa.
Dobrze, ze juz ja u ciebie odkryto.

Wspolczuje straty.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości