Poronienie-strata Aniołka
#1
Witam,poroniłam w 8 tygodniu ciąży,ponad dwa tygodnie temu.To były moje najgorsze urodziny w życiu!Najgorszy prezent!Z Mężem staramy się o dzidziusia ponad 4 lata i jak dowiedzieliśmy się ,że Nam się udało to najpierw było nie dowierzanie,a następnie radość wielka radość!Ustaliliśmy z mężem,że najbliższym powiemy po świętach ,w moje urodziny,ale niestety nie zdążyliśmy.Z tygodnia na tydzień czułam się dobrze,miałam rożne zachcianki,które Mąż spełniał bez żadnego ale,dbałam o siebie bardziej niż zawsze gdyż wiedziałam ,że w brzuszku jest fasolka.Zaczynałam mieć mdłości ciążowe,ale mimo to byłam najszczęśliwsza.Na wizycie przed świętami dowiedzieliśmy się,że coś dzieje się płodem,powoli rośnie,i po świętach mamy przyjechać na kolejną wizytę.Jedziemy po świętach,ale całą drogę milczę,mam złe przeczucia.Lekarz Nas informuje,że płód obumarł i dostaje skierowanie do szpitala.Szok,nie dowierzanie,strach,płacz.Wracamy do domu ze łzami w oczach.Za parę dni Mąż wiezie mnie do szpitala.Widzę,że się denerwuje,ale stara się tego nie okazywać.Szpital.Ze łzami w oczach idę na oddział gdzie spotykam swojego lekarza,który rozmawia z Nami.Dostaje tabletki,czekam,po dwóch godzinach zaczyna boleć mnie brzuch,dostaję krwotoku.Łzy same lecą z oczu.Na drugi dzień zostaje wypisana do domu.Ale niestety wracam już sama bez fasolki.Czuję ból,żal,smutek,ciągłe pytanie dlaczego Nam to się przytrafiło?!przecież My tylko chcemy mieć dziecko czy to tak dużo?Wracam do domu.Krwawienie trwa jeszcze kilkanaście dni.A ja czuję się dziwnie.Z nikim nie rozmawiam,zamknęłam się w sobie,unikam kontaktu ze znajomymi bo i o czym mam z Nimi rozmawiać.Jedyną osobą z która rozmawiam jest Mój Kochany Mąż,na którego zawsze i wszędzie mogę liczyć!Teraz jest trochę lepiej,ale nadal czuję żal,smutek,i pytanie dlaczego?Trudno jest .
Odpowiedz
#2
Madaleno, współczuję, że straciliście tak długo oczekiwane Dziecko. I ja pamiętam swoje najsmutniejsze urodziny i wyjście ze szpitala bez dziecka.
Widzę, jak wiele w Twojej, a raczej Waszej, historii jest Twojego Męża, jak razem w tym wszystkim jesteście.
Odpowiedz
#3
Dziękuję za słowa wsparcia!W takich chwilach to dla Nas ważne.Bez Męża nie dałabym rady.Cieszę się,że go mam!
Odpowiedz
#4
Nie wiem czy ktoś czyta mój wpis czy nie.Żyję z dnia na dzień,raz lepiej raz gorze.Mimo,że za oknem świeci słoneczko to w moim sercu go nie ma.Chyba przestanę zaglądać na tą stronę,bo smutno jest jak widzę,że oprócz jednej osoby nikt nie zareagował ,no cóż takie życie.
Odpowiedz
#5
Współczuję serdecznie. Tak, jest przykro, kiedy nikt albo mało kto reaguje na historię, która dla Ciebie jest najważniejsza na świecie i tak bardzo bolesna. Ja się pocieszam tym, że widzę cyferki odsłon, że dużo ludzi czyta, ale może nie wie, co napisać. Pewnie marne to pocieszenie. Ja też wolę, kiedy ktoś choć dwa słowa napisze.

U mnie ledwie dwa tygodnie minęły od stwierdzenia poronienia, a wydaje mi się, że to cała epoka.
Odpowiedz
#6
Madalena, zagladamy choc nie zawsze piszemy. Dobrze ze zakomunikowalas swoja potrzebe kontaktu bo wiele xdziewczyn urzywa forum jako pamietnika. Emocje i zachowania ktore ci towarzysza sa jak jajbardziej naturalne. Nie sa ani zle ani dobre. Po prostu są. Przykro mi ze musialas tu trafic. Jesli moge ci doradzic to pisz tutaj. Bo nawet pisanie samej do siebie jest dobra forma terapii.
Odpowiedz
#7
Madalena bardzo mi przykro z powodu Twojej straty.
Tak, jak Frania napisala - nie zawsze piszemy.
Odpowiedz
#8
Madaleno, jak się dziś czujesz?

I ja czytałam Twoją historię. Przykro mi, że straciliście swoje wyczekiwane Dziecko.
Żałoba to trudny czas i warto sobie właśnie tego czasu trochę dać. Na przeżycie różnych emocji, ich nazwanie, uporządkowanie...

Wiesz, czasami po prostu brakuje słów. Chciałoby się napisać coś mądrego, pocieszającego, dającego jakąś nadzieję.
Tymczasem w obliczu śmierci trudno o mądre słowa...
Odpowiedz
#9
(Mon, 07 Maja 2018, 18:22:56)Jollanta napisał(a): Współczuję serdecznie. Tak, jest przykro, kiedy nikt albo mało kto reaguje na historię, która dla Ciebie jest najważniejsza na świecie i tak bardzo bolesna. Ja się pocieszam tym, że widzę cyferki odsłon, że dużo ludzi czyta, ale może nie wie, co napisać. Pewnie marne to pocieszenie. Ja też wolę, kiedy ktoś choć dwa słowa napisze.

U mnie ledwie dwa tygodnie co minęły od stwierdzenia poronienia, a wydaje mi się, że to cała epoka.

Dziękuję,że zareagowałaś.Masz rację niektórzy nie reagują bo nie wiedzą co napisać,powiedzieć i może stąd cisza. U mnie jutro minie cztery tygodnie od poronienia,a wydaje mi się jakby to było wczoraj.Byłam taka szczęśliwa jak dowiedziałam się o ciąży..ale szybko to minęło i teraz pozostał mi żal i smutek,ciągłe zastanawianie się dlaczego mi się to przytrafiło?!

A jak Ty jak się czujesz?



(Mon, 07 Maja 2018, 18:45:03)Frania napisał(a): Madalena, zagladamy choc nie zawsze piszemy. Dobrze ze zakomunikowalas swoja potrzebe kontaktu bo wiele xdziewczyn urzywa forum jako pamietnika. Emocje i zachowania ktore ci towarzysza sa jak jajbardziej naturalne. Nie sa ani zle ani dobre. Po prostu są. Przykro mi ze musialas tu trafic. Jesli moge ci doradzic to pisz tutaj. Bo nawet pisanie samej do siebie jest dobra forma terapii.

Zgodzę się,że pisanie tego co się czuję,co się Nam przytrafiło pomaga.Tak jak napisałaś to taka forma terapii.



(Tue, 08 Maja 2018, 11:15:24)asza napisał(a): Madaleno, jak się dziś czujesz?

I ja czytałam Twoją historię. Przykro mi, że straciliście swoje wyczekiwane Dziecko.
Żałoba to trudny czas i warto sobie właśnie tego czasu trochę dać. Na przeżycie różnych emocji, ich nazwanie, uporządkowanie...

Wiesz, czasami po prostu brakuje słów. Chciałoby się napisać coś mądrego, pocieszającego, dającego jakąś nadzieję.
Tymczasem w obliczu śmierci trudno o mądre słowa...

Miło mi,że czytałaś co mi się przytrafiło.Dzisiaj czuję się tak sobie.Zajęłam się w domu prasowaniem,żeby choć na chwilę głowa miała odpoczynek.Miałam dzisiaj wizytę w Zusie,żeby wytłumaczyć zwolnienie ,bo Pani stwierdziła,że zwolnienie jest źle wypisane.Możesz sobie wyobrazić jak się czułam tłumacząc,że nie jestem już w ciąży bo poroniłam.Ból powrócił,ale żyć trzeba.Jest ciężko,ale jakoś sobie radzę,raz lepiej raz gorzej.Tak sobie myślę,że w takich sytuacjach lepiej nie pocieszać,bo różnie można to odebrać.Trzeba sobie dać czas na żałobę,a ona sama zadecyduję kiedy odejść.



Dzisiaj miałam wizytę w Zusie ,gdyż Pani stwierdziła,że zwolnienie jest źle wypisane przez lekarza.Wkurzyłam się bo nie chciało mi się wierzyć,że lekarz nie wiedział co piszę. Wyobraźcie sobie lub chociaż spróbujcie jak się czułam tłumacząc,że nie jest już w ciąży bo poroniłam.Ból po stracie Naszego Aniołka powrócił.Wróciłam do pustego domu bo Mąż był w pracy,i nawet nie było do kogo się przytulić.
Teraz zaglądam na stronę i widzę,że jest kilka wiadomości,że ktoś czyta to co piszę,to miłe,dziękuję za słowa,które napisałyście do mnie.
Odpowiedz
#10
A czy Ty czytasz to, co piszą inne dziewczyny, reagujesz na ich ból i stratę?

Oczywiście, że to miłe gdy wzbudzamy zainteresowanie, gdy nasz ból nie jest obojętny, ale pamiętaj, że trafiłaś na cmentarzysko pragnień, marzeń i nadziei, potrzaskanych matczynych serc, gdzie każda z nas liże rany i czasem nie ma sił, nie ma słów by napisać cokolwiek.
To nie fair gdy piszesz, że przestaniesz zaglądać bo odzew jest zbyt mały, widocznie w danej chwili tylko taki lub aż taki może być. Nie ma tu na etacie dyżurnego pocieszyciela niestety, dajemy z siebie tyle, ile jesteśmy w stanie.
Odpowiedz
#11
Czytam.

Czytam i nie atakuj mnie bo nie masz za co.
Odpowiedz
#12
Myślę, że to nie atak. Nie trzeba się unosić.

Przykro mi, że umarło Twoje dziecko.
Odpowiedz
#13
Dzisiaj moje samopoczucie jest gorsze.Dzisiaj mija 4 tygodnie od poronienia a ja mam wrażenie jakby to było wczoraj.Uczucie pustki jaka została we mnie po stracie fasolki jest we mnie cały czas.Dzisiaj jestem smutna cały dzień.Nie mam ochoty na nic,oby jutro było lepiej.Czas pokaże.
Odpowiedz
#14
4 tygodnie to zaledwie wczoraj, rana jest taka świeża. Kiedyś będzie lepiej.
Odpowiedz
#15
(Wed, 09 Maja 2018, 19:53:22)PiBi napisał(a): 4 tygodnie to zaledwie wczoraj, rana jest taka świeża. Kiedyś będzie lepiej.

Zgadza się.Pamiętam wszystko dokładnie co do minuty,co do godziny.Ból jest ten sam,strata boli.
Odpowiedz
#16
Zgadza się.Pamiętam wszystko dokładnie co do minuty,co do godziny.Ból jest ten sam,strata boli.Najbardziej boli jak niektórzy myślą,że po 4 tygodniach będę zachowywała się jakby nic się nie stało,będę radosna ,ale tak się nie da .Strata upragnionego dziecka to wielka tragedia .Szkoda,że niektórzy tego nie rozumieją,ale nie przejmujmy się nimi bo one nie wiedzę co czujemy.
Odpowiedz
#17
Madaleno tutaj jest kwestia tego, ze po pierwsze ktos kto tego nie przezyl tego nie zrozumie. Po drugie strata dziecka nianrodzonego jest bardzo nierzeczywista dla swiata. To rodzice zazwyczaj sa tymi jedynymi, ktorzy maja mozliwosc zobaczyc to Dziecko. Choc jesli ciaza utracona jest na wczesnym etapie to i tego moze nie byc. Ale to Kobieta przede wszystkim odczuwa najwczesniej ciaze poprzez objawy, brak okresu i to kobieta doswiadcza tego stanu. Ludzie bedacy obok moga tego nie widziec w taki sposob po prostu wiec i potem ta strata jest tak jakby dla nich mniejsza. Tak jakby, a moze i wlasnie mniejsza. Bo nie widzieli. Czesto niestety spotyka sie to nieszczesne i jak bardzo krzywdzace wartosciowanie straty w zaleznosci od tego na jakim etapie dziecko umarlo i to jest niejako dowodem tego, o czym pisze.
Ja sama po mojej stracie w ramach 'pocieszenia' uslyszalam, ze moja ciocia miala gorzej, bo jej umarlo 14-letnia corka. No coz... Efekt byl odwrotny, czulam sie jeszcze gorzej.

Mamy chyba 2 wyjscia, jesli chodzi o relacje z innymi i ich reakcje - albo sie temu sprzeciwiac i niejako domagac prawa (ktore mamy i tak i przykre, ze musimy sie go domagac) do przezywania zaloby w sposob jaki nam jest potrzebny albo zaakceptowac to, ze ludzie maja prawo widziec to inaczej.

Inna sprawa, ze ludzie czesto nie wiedza jak reagowac na czyjs smutek, opowiesci o ciezkich przezyciach. Mnie moja terapeutka kiedys tak wstrzasnela, bo ja wlasnie mowilam jej jak to swiat nie mowi tego, co chcialabym uslyszec. Pewnego razu powiedziala mi, ze ona poronila 2 dzieci. Zamurowalo mnie i nie wiedzialam co mam powiedziec, milczalam. Nie potrafilam wykrzesac z siebie najprostszego - przykro mi.

Daj sobie tyle czasu, ile to potrzebne.
Odpowiedz
#18
To nie jest prawda, że kto nie przeżył, ten nie zrozumie. Trafiłam na to forum dużo przed swoim doświadczeniem poronienia.
Odpowiedz
#19
(Thu, 10 Maja 2018, 13:03:43)emigrantka90 napisał(a): Madaleno tutaj jest kwestia tego, ze po pierwsze ktos kto tego nie przezyl tego nie zrozumie. Po drugie strata dziecka nianrodzonego jest bardzo nierzeczywista dla swiata. To rodzice zazwyczaj sa tymi jedynymi, ktorzy maja mozliwosc zobaczyc to Dziecko. Choc jesli ciaza utracona jest na wczesnym etapie to i tego moze nie byc. Ale to Kobieta przede wszystkim odczuwa najwczesniej ciaze poprzez objawy, brak okresu i to kobieta doswiadcza tego stanu. Ludzie bedacy obok moga tego nie widziec w taki sposob po prostu wiec i potem ta strata jest tak jakby dla nich mniejsza. Tak jakby, a moze i wlasnie mniejsza. Bo nie widzieli. Czesto niestety spotyka sie to nieszczesne i jak bardzo  krzywdzace wartosciowanie straty w zaleznosci od tego na jakim etapie dziecko umarlo i to jest niejako dowodem tego, o czym pisze.
Ja sama po mojej stracie w ramach 'pocieszenia' uslyszalam, ze moja ciocia miala gorzej, bo jej umarlo 14-letnia corka. No coz... Efekt byl odwrotny, czulam sie jeszcze gorzej.

Mamy chyba 2 wyjscia, jesli chodzi o relacje z innymi i ich reakcje - albo sie temu sprzeciwiac i niejako domagac prawa (ktore mamy i tak i przykre, ze musimy sie go domagac) do przezywania zaloby w sposob jaki nam jest potrzebny albo zaakceptowac to, ze ludzie maja prawo widziec to inaczej.

Inna sprawa, ze ludzie czesto nie wiedza jak reagowac na czyjs smutek, opowiesci o ciezkich przezyciach. Mnie moja terapeutka kiedys tak wstrzasnela, bo ja wlasnie mowilam jej jak to swiat nie mowi tego, co chcialabym uslyszec. Pewnego razu powiedziala mi, ze ona poronila 2 dzieci. Zamurowalo mnie i nie wiedzialam co mam powiedziec, milczalam. Nie potrafilam wykrzesac z siebie najprostszego - przykro mi.

Daj sobie tyle czasu, ile to potrzebne.
Emigrantka90 zgadzam się z Tobą ,że ludzie często nie widzą jak reagować i milczą,a my po prostu myślimy,że ich nie obchodzimy.
Bardzo Ci dziękuję,że piszesz do dużo dla mnie znaczy.
Odpowiedz
#20
PiBi faktycznie. Zapomniałam, a teraz mi sie przypomniało, że juz kiedyś widziałam Twojego posta o tym i faktycznie tak jest. Zdecydowanie nie powinnam generalizować i napisać, że często albo czasem ludzie nie rozumieją, dopóki czegoś nie przeżyją, ale nie jest to regułą.
Ale teraz tak z czystej ciekawości - zanim Ciebie osobiście to spotkalo odczuwałaś te same uczucia co przy 'własnej' stracie?
Odpowiedz
#21
Nie, pewnie, że nie, ale bolało bardzo. Zresztą, twierdzenie "wiem, co czujesz", nawet po podobnym doświadczeniu, jest nieco fałszywe. Natomiast - tak - rozumiałam, jak wielką stratą była śmierć Malinki.
Odpowiedz
#22
Ja mam wrażenie, że takie myślenie, ze nikt nas nie rozumie, że ludzie/rodzina/znajomi nie wiedzą jak sie zachować, nasze ciągłe obwinianie kogos a złe słowa, gesty to chyb część nieprzeżytej żałoby. KObieta po stracie próbuje nie jednokrotnie skierować swój żal i wściekłosć na otoczenie. Sama tak robiłam i ja czasem czytam moje wpisy zaraz po śmierci Emilki to się za głowę łapie  - co ja sobie wtedy myślałam... u mnie myślenie zmieniło sie dopiero wtedy, gdy sama stanęłam po tej drugiej stronie... kiedy moje bliskie koleżanki traciły ciaże, byłam dla nich oparciem, choć broniłam sie jak mogłam przed dawaniem im rad. Jednak gdy odszedł synek mojej siostyry stanęłam pod ścianą... nie potrafiłam jej pomóc, nie umiałam z nią rozmawiać i do tej pory nie potrafię. Odbyłyśmy z A. jedną jedyną rozmowe.. oj zapamiętam ja do końca życia... i do końca życia sobie nie wybaczę, ze zachowauję sie czasem jak tchórz i uciekam przed TYM... nie potrafię pomóc własnej siostrze, wiec juz teraz nie oceniam, choć czasem jet mo przykro...

Dziś powiedziałabym Ci żebyś była dla siebie dobra... etam żalu i pretensji i żalu do innych o każdy gest czy słowo, o bra wsparcia kiedyś sie wyciszy... a ty masz prawo do skrajnych emocji. Będziesz teraz odczuwać wszystko ze zdwojoną siłą... kazdy gest, słowo spojrzenie drugiego człowieka nabiera w takiej chwili innego wymiaru... to wszystko są emocje, ból, zal i strach... choć nie powiem - sa osoby, które ewidentnie nie mają pojęcia co mówią i jak ranią... sa sytuacje patowe, kidy boli cie wszystko co w okół ciebie - jeszcze raz powtórze masz prawo sie tak czuć, a tu n Forum jest miejsce by o tym pisać...
Odpowiedz
#23
(Fri, 11 Maja 2018, 21:36:19)marysienka86 napisał(a): Ja mam wrażenie, że takie myślenie, ze nikt nas nie rozumie, że ludzie/rodzina/znajomi nie wiedzą jak sie zachować, nasze ciągłe obwinianie kogos a złe słowa, gesty to chyb część nieprzeżytej żałoby. KObieta po stracie próbuje nie jednokrotnie skierować swój żal i wściekłosć na otoczenie. Sama tak robiłam i ja czasem czytam moje wpisy zaraz po śmierci Emilki to się za głowę łapie  - co ja sobie wtedy myślałam... u mnie myślenie zmieniło sie dopiero wtedy, gdy sama stanęłam po tej drugiej stronie... kiedy moje bliskie koleżanki traciły ciaże, byłam dla nich oparciem, choć broniłam sie jak mogłam przed dawaniem im rad. Jednak gdy odszedł synek mojej siostyry stanęłam pod ścianą... nie potrafiłam jej pomóc, nie umiałam z nią rozmawiać i do tej pory nie potrafię. Odbyłyśmy z A. jedną jedyną rozmowe.. oj zapamiętam ja do końca życia... i do końca życia sobie nie wybaczę, ze zachowauję sie czasem jak tchórz i uciekam przed TYM... nie potrafię pomóc własnej siostrze, wiec juz teraz nie oceniam, choć czasem jet mo przykro...

Dziś powiedziałabym Ci żebyś była dla siebie dobra... etam żalu i pretensji i żalu do innych o każdy gest czy słowo, o bra wsparcia kiedyś sie wyciszy... a ty masz prawo do skrajnych emocji. Będziesz teraz odczuwać wszystko ze zdwojoną siłą... kazdy gest, słowo spojrzenie drugiego człowieka nabiera w takiej chwili innego wymiaru... to wszystko są emocje, ból, zal i strach... choć nie powiem - sa osoby, które ewidentnie nie mają pojęcia co mówią i jak ranią... sa sytuacje patowe, kidy boli cie wszystko co w okół ciebie - jeszcze raz powtórze masz prawo sie tak czuć, a tu n Forum jest miejsce by o tym pisać...

Dziękuję Marysienko za mądre słowa.Forum dużo mi pomaga,bo jak czuję się źle to piszę..wypisanie bardzo mi pomaga w tych trudnych dla mnie chwilach.
Odpowiedz
#24
Dzisiaj był lepszy dzień,bo cały spędzony z Mężem.Mąż zabrał mnie na zakupy,obiad,było fajnie.Rozmawialiśmy o stracie Naszej fasolki.Powiedział, że martwi się o mnie. Wierzy,że będzie dobrze tylko trzeba nam czasu,ale mamy siebie i damy radę.Cieszę się,że go mam.Pisałam to już kilka razy,ale się powtórzę..bez Niego nie dałabym rady.Ciekawe jakie będą kolejne dni...
Widziałam dzisiaj matki z małymi dziećmi i pomyślałam sobie,że też tak bym chciała..pojawił się smutek.Czasem łapie się za brzuch tak jakby fasolka była we mnie,ale za chwilę przypominam sobie,że jej już nie ma.Mimo,że była we mnie krótko zdążyłam ją pokochać.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości