Mama aniołków
#1
Nawet nie wiem od czego zacząć ... Jestem mamą 4 Aniołków, choć poroniłam 3 razy. Za pierwszym razem to były bliźniaki, które straciłam w 8 tc, za drugim razem 13 tc, za trzecim w 6 tc. Czytałam wiele postów i bardzo współczuję każdej z Was, w większości  historie były rozłożone w czasie, u mnie to był rok. W rok straciłam cztery ukochane Aniołki, które zdążyłam pokochać a nie zdążyłam wychować... Mam 32 lat i dopiero od dwóch lat jestem w związku z ukochanym facetem, a od roku szczęśliwą mężatką. Do tamtej pory zawsze że wszystkim radziłam sobie sama, przeżyłam wypadek, którego według lekarzy i rehabilitantów nie powinnam przeżyć... Zawsze sobie jakość radziłam, nigdy nie prosiłam o pomoc, ale teraz... Pierwszy raz czyje taką bezsilność i niemoc... To ból którego nie potrafię ukoić, zmniejszyć czy zagłuszyć. Na dodatek każdy mowi, że mam wrócić do normalności. Tylko, że ja nie wiem czym teraz jest ta normalność, jak wyciszyć myśli w głowie które nie dają spać, jak wyłączyć sny w których mój szczęśliwy mąż bawi się z naszą gromadką Aniołków? Może Wy macie jakąś receptę, patent na kasowanie pamięci. 
Bezmiar tego bólu kilka tygodni temu spotęgowała przed ostatnim poronieniem (wtedy jeszcze nie wiedziałam o ciąży) śmierć mojej ukochanej babci, ale żałoba była dla mnie "wymówką" do niepochamowanego płaczu i krzyku rozpaczy. Nie ma chyba nic gorszego niż stracić dziecko i nie mieć miejsca żeby go "odwiedzać" na cmentarzu. Chowając babcie miałam wrażenie jak bym w trumnę włożyła z nią wszystkie moje Aniolki... I kiedy myślałam że jakoś poukładałam sobie to wszystko, zrobiłam test i okazało się że znów jestem w ciąży, ale radość trwała tylko kilka dni, bo okazało się że i tym razem się nie udało... Wszystko wróciło że zdwojoną siłą. Uszła ze mnie cała chęć do życia. Wcześniej miałam wsparcie w mężu, ale teraz on "rzucił" się w pracę nie ma go całymi dniami, a ja siedzę sama z moimi myślami...
Odpowiedz
#2
Zagubiona, przykro mi z powodu śmierci Twoich Dzieci i Babci.
Nie musisz sobie radzić, nie musisz żyć normalnie. Nowa normalność przyjdzie w swoim czasie, teraz jest czas na opłakanie Twojej gromadki. Wiem, że każdy ślad po nich boli i w pierwszym odruchu chciałoby się odrzucić wszystko co przypomina o bólu, ale po czasie pamięć to jedna z cenniejszych rzeczy, jakie nam po naszych zmarłych dzieciach zostają.
Dla Twojej Czwórki (*)
Odpowiedz
#3
Bardzo Dziękuję, nawet nie wiecie ile znaczy dla mnie świadomo, że nie jestem w tym sama, że nie otaczaja mnie tylko ludzie, którzy mówią że nic się się stało, bo przecież to wcześnie, że przecież nie zdążyłam się przyzwyczaić. Otóż zdążyłam się przyzwyczaić, zdążyłam pokochać, a w czasie kiedy przez 3 tygodnie leżałam walcząc o życie MOJEGO DZIECKA zdążyłam zacząć snuć plany jak wychować mojego MALUSZKA na dobrego człowieka. Dopóki tego nie doświadczyłam nie miałam pojęcia, że istnieje tak bezgraniczny ból i rozpacz i ktoś kto tego nie przeżył nie ma prawa mówić, że będzie dobrze i że wyobraża sobie co czuje.
Odpowiedz
#4
I ja byłam zdziwiona, jak niewiele wystarczy, żeby pokochać. I poronienie tego nie zmienia, nadal jesteś mamą, a one Twoimi dziećmi.
Odpowiedz
#5
Kolejny dzień, ale choć czas mija nie jest łatwiej, jeszcze nie boli mniej... Najgorsze są sny, dziś znów obudziłam się zalana łzami bo śnił mi się mój mąż z dzieckiem na ręku, oboje się do mnie uśmiechali. Dlaczego większych snów po przebudzeniu nie pamiętam a TE zostają i mecza mnie przez następne dni? W zeszłym tygodniu poznałam przyczynę utraty moich Aniołków i choć myslalam, że to choć trochę ukoi mój bol, niestety nie zazadziało. W dodatku czuje się w tym wszystkim bardzo osamotniona. Mój mąż  zachowuje się jakby już zapomniał, jakby nic się nie stało. stało.D jak obudziłam się nad ranem z płaczem, zapytał "co Ci się znów z tym poronieniem przypomnialo". Zabolało bardziej niż najgorszy ból fizyczny. Chyba powinnam poszukać pomocy specjalisty...
Odpowiedz
#6
Mnie boli również że inni są na porządku dziennym... Jak by się nie stało nic. 
Ale chyba tak jak oni ... Jest łatwiej. Prościej. A my żyjemy w miejscu. Czas się zatrzymal. 
Ale jak tu iść przed siebie jak się tęskni, jak się jest pustym w środku do szpiku kości.
Nie wiem. 
Tule Cię . Płacze z Tobą.  
Mama 4 aniołków :*
Odpowiedz
#7
Może chciałabyś poprosić męża w ten sposób o wsparcie:
Cytat: Jeśli pewnego dnia rozpoznasz we mnie smutek, nie mów nic, po prostu mnie kochaj. Czasem, gdy jestem złamana w środku, nie potrzebuje nikogo, by z powrotem mnie poskładać. Potrzebuje kogoś, kto będzie ze mną, dopóki ja się składam w całość. Dlatego mój smutek nie musi być koniecznie uzdrowiony.
Źródło: https://pieknoumyslu.com/smutek-mow-nic-kochaj/
Całego listu nie polecam, zbyt radykalny.

Tutaj cały wątek o mężczyznach i poronieniu: http://poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=68

Mężczyźni mają tendencję do naprawiania, a w żałobie nie ma sposobu na "naprawienie" cierpiącego. Smutek trzeba przyjąć i przeżyć, pozwolić mu się wypalić. Zrozumienie, akceptacja i towarzyszenie bliskiej osoby pomaga, ale samo w sobie nie uzdrawia.
Trudne to jest bardzo towarzyszyć i nie móc natychmiast naprawić, ale niech będzie pewien, że to na dłuższą metę pomaga.
Jeśli do specjalisty, to może razem, żeby wiedział, jak przeżywasz i jak Ci w tym towarzyszyć?
Odpowiedz
#8
Dawno mnie tu nie bylo... Próbowałam siebie poradzić z tym sama rzuciłam się w pracę, przeprowadzka i urządzanie nowego mieszkania, ale nic dosłownie nic nie jest w stanie na dłużej zająć mi tej części moje głowy która ciągle pamięta o moich Aniołkach... I te ciągłe pytania w mojej głowie dlaczego ten okrutny los sprawił, że urządzam w nowym domu pokój gościnny a nie dziecięcy? Powoli brakuje mi sil, a czas nie leczy tak szybko jak bym tego chciała i nadal nie znalazłam skutecznego sposobu by zapomnieć i nie myśleć... Jedynym plusem jest to że przesypiamy już więcej nocy nin wczesniej...
Odpowiedz
#9
Dawno tu nie zaglądałam, bo na swój sposób próbowałam się  poskładać z tych milionów kawałków w całość, ale wczoraj ZNÓW się rozpadłam na chyba jeszcze więcej kawałków... Dzisiaj do grona Aniołów dołączył mój 5 Aniołek. Tysiąc pytań na które nie znajduje odpowiedzi...
Kolejna blizna na pękniętym już sercu. Jestem na środkach uspokajających, ale one nie zmniejszają tego smutku niewyobrażalnej pustki, łez też nie powstrzymują...
Odpowiedz
#10
"dzieci po śmierci trafiły do nieba, tam odpaliły świece i z radością poszły w 
stronę światła, w strone szczęścia wiecznego. Tylko jedno z dzieci wciąż 
siedziało smutne i nie szło wraz z innymi. Święty Piotr zapytał, dlaczego nie 
idzie wraz z innymi, on odpowiedział, że chciałby, ale za każdym razem gdy 
odpali świece, łzy jego matki gaszą płomień"...
Odpowiedz
#11
Tak bardzo mi przykro z powodu Twoich strat...
Odpowiedz
#12
Bardzo mi przykro...Dużo sił dla Ciebie.We wcześniejszych postach wspominałaś o szukaniu pomocy.Chodzisz do psychologa ?
Odpowiedz
#13
(Fri, 25 Stycznia 2019, 23:23:41)alicess napisał(a): "dzieci po śmierci trafiły do nieba, tam odpaliły świece i z radością poszły w 
stronę światła, w strone szczęścia wiecznego. Tylko jedno z dzieci wciąż 
siedziało smutne i nie szło wraz z innymi. Święty Piotr zapytał, dlaczego nie 
idzie wraz z innymi, on odpowiedział, że chciałby, ale za każdym razem gdy 
odpali świece, łzy jego matki gaszą płomień"...

Alicess, Ty tak na poważnie z tym? 
Nie robimy tu takich rzeczy. Ten tekst jest manipulacyjny i zły, chory. Każda matka ma prawo do płakania po śmierci swojego dziecka i NIE ROBI tym krzywdy martwemu dziecku, bez względu na to w jakie niebo, czy piekło wierzysz.

Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, przychodzić do osoby, która pisze, że dziś straciła kolejne, piąte już dziecko i mówić, że płakać jej nie wolno, ponieważ krzywdzi tym dziecko, które jest pośmiertnie nieszczęśliwe, bo matka opłakuje jego stratę?

Nie ma tu miejsca na tego typu słowa.

Zagubiona, masz prawo płakać. Przykro mi bardzo, że kolejny raz musisz przez to przechodzić.
Odpowiedz
#14
(Sat, 26 Stycznia 2019, 08:45:49)Mida napisał(a): Bardzo mi przykro...Dużo sił dla Ciebie.We wcześniejszych postach wspominałaś o szukaniu pomocy.Chodzisz do psychologa ?

Witam, próbowałam spotkań z psychologiem ale nic mi nie dawały. Po bardzo szczerej rozmowie z moim mężem okazało się, że jego skrywane cierpienie okazało się dla mnie najbardziej pomocne. Poczułam że nie byłam w tym sama i wspieraliśmy się nawzajem. Teraz też tak jest. Mój ukochany mąż w końcu zrozumiał że okazywanie smutku to nie słabość tylko ogromne wsparcie które dajemy sobie nawzajem... Mój mąż to kochany i wrażliwy facet tylko musiałam mu uświadomi, że okazywanie uczuć to nie słabość. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia, to też wiele dla mnie znaczy...
Odpowiedz
#15
(Sat, 26 Stycznia 2019, 09:15:15)polianka napisał(a):
(Fri, 25 Stycznia 2019, 23:23:41)alicess napisał(a): "dzieci po śmierci trafiły do nieba, tam odpaliły świece i z radością poszły w 
stronę światła, w strone szczęścia wiecznego. Tylko jedno z dzieci wciąż 
siedziało smutne i nie szło wraz z innymi. Święty Piotr zapytał, dlaczego nie 
idzie wraz z innymi, on odpowiedział, że chciałby, ale za każdym razem gdy 
odpali świece, łzy jego matki gaszą płomień"...

Alicess, Ty tak na poważnie z tym? 
Nie robimy tu takich rzeczy. Ten tekst jest manipulacyjny i zły, chory. Każda matka ma prawo do płakania po śmierci swojego dziecka i NIE ROBI tym krzywdy martwemu dziecku, bez względu na to w jakie niebo, czy piekło wierzysz.

Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, przychodzić do osoby, która pisze, że dziś straciła kolejne, piąte już dziecko i mówić, że płakać jej nie wolno, ponieważ krzywdzi tym dziecko, które jest pośmiertnie nieszczęśliwe, bo matka opłakuje jego stratę?

Nie ma tu miejsca na tego typu słowa.

Zagubiona, masz prawo płakać. Przykro mi bardzo, że kolejny raz musisz przez to przechodzić.

Podłączam się do tych słów.
Alicess, nie pocieszasz, wręcz przeciwnie. Nie rób tego, nie tak.
I proszę, nie pisz, że tak czujesz, że masz do tego prawo i w ogóle.... To, co napisałaś to nietrafione pocieszenie, nie łagodzi bólu, tylko go wzmacnia.

Zagubiona, bardzo mi przykro.... współczuję serdecznie....
Odpowiedz
#16
POLIANKA bardzo dziękuję za wsparcie, po przeczytaniu tego cytatu rozpłakałam się jeszcze bardziej. Każda z nas jest inna, każda z nas inaczej to przeżywa a takie cytaty wywołują tylko podświadomie poczucie winy, że unieszczesliwiam swoje dziecko bo opłakuje jego stratę. Tylko nie wiem jak innym MAMOM ANIOŁÓW, mi łzy bardzo pomagają, choć po zabiegu płacz potęguje ból brzucha nie mogę tego postrzymac. Łzy pozwalają mi choć trochę uwolnić ten bezgraniczny ból, który czuje. To nie moja pierwsza strata, ale mam wrażenie, że ból za każdym razem jest większy. Mam koło siebie ukochanego męża, który daje mi wsparcie i zapewnienia, że z czasem codzienność stanie się znośna i zawsze będziemy ich kochać i o nich pamiętać. Powtarza mi też, że nasze Aniołki chciały by żebym była szczęśliwa...
Odpowiedz
#17
(Sat, 26 Stycznia 2019, 09:15:15)polianka napisał(a):
(Fri, 25 Stycznia 2019, 23:23:41)alicess napisał(a): "dzieci po śmierci trafiły do nieba, tam odpaliły świece i z radością poszły w 
stronę światła, w strone szczęścia wiecznego. Tylko jedno z dzieci wciąż 
siedziało smutne i nie szło wraz z innymi. Święty Piotr zapytał, dlaczego nie 
idzie wraz z innymi, on odpowiedział, że chciałby, ale za każdym razem gdy 
odpali świece, łzy jego matki gaszą płomień"...

Alicess, Ty tak na poważnie z tym? 
Nie robimy tu takich rzeczy. Ten tekst jest manipulacyjny i zły, chory. Każda matka ma prawo do płakania po śmierci swojego dziecka i NIE ROBI tym krzywdy martwemu dziecku, bez względu na to w jakie niebo, czy piekło wierzysz.

Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, przychodzić do osoby, która pisze, że dziś straciła kolejne, piąte już dziecko i mówić, że płakać jej nie wolno, ponieważ krzywdzi tym dziecko, które jest pośmiertnie nieszczęśliwe, bo matka opłakuje jego stratę?

Nie ma tu miejsca na tego typu słowa.

Zagubiona, masz prawo płakać. Przykro mi bardzo, że kolejny raz musisz przez to przechodzić.

Nie napisałam tego w sensie tego, że nie wolno płakać i mamy My wszystkie cierpiące nie płakać. Kiedy mi to wysłano inaczej podeszłam do sprawy, sama nadal płacze, ale mam z tylu głowy, że chce aby moje dzieci weszły do nieba z innymi Aniołkami i nie patrzyły na moje łzy, chce myśleć, że oni chcą zobaczyć uśmiech i radość na mojej twarzy bo są z nami wszędzie, mocno przytulaja i kochają tak samo mocno nas jak my ich.. 
Nikt nie powinien mówić, że nie wolno płakać. Mnie to oczyszcza. 
Przepraszam za moje słowa.
Odpowiedz
#18
Alicess, no tak jakoś wyszło....
Kiedyś będziesz się jeszcze uśmiechać, nadejdzie na to czas. Twoje dzieci nie są unieszczęśliwione Twoim cierpieniem, mam nadzieję. Trzeba płakać, jak się chce płakać. I tyle, ile trzeba.
Dużo, dużo sił.
Odpowiedz
#19
Kolejna nieprzespana noc... Najpierw długo nie przychodzi sen, a jak przyjdzie to chce się jak najszybciej obudzić bo dręczące mnie obrazy ściskają serce i nie pozwalają oddychać... 
Te dręczące pytania DLACZEGO....
Dlaczego nie było mi dane utulić mojego Aniołka do snu, zaśpiewać mu kołysanki, urządzić pokoiku marzeń, wyjść na pierwszy spacer?
Dlaczego los tak okrutnie odebrał mi to szczęście?
Dlaczego nie ukoił mojego bólu zostawiając mi to Maleństwo, przecież zabrał mi wcześniej 4.
Najbardziej dreczy mnie obraz mojego uśmiechniętego męża, bawiącego z naszym maleństwem... Uśmiech, którego być może nigdy w zyciu nie będę mogła wywołać na jego twarzy...
Odpowiedz
#20
Czy robiliście z mężem badania, żeby próbować znaleźć przyczynę tych strat?
Odpowiedz
#21
(Sun, 27 Stycznia 2019, 09:08:15)polianka napisał(a): Czy robiliście z mężem badania, żeby próbować znaleźć przyczynę tych strat?

Ja miałam robione tylko badanie na krzepliwość krwi i stwierdziła zespół antyfosfolipidowy. Niestety nasza pani ginekolog nas zawiodła.... Między tym, jak się dowiedziałam że Maleństwo nie żyje a zabiegiem badało mnie 4 innych lekarzy i byli w szoku tym jak prowadziła mnie pani doktor. Mężowi nie zleciła żadnych badan, choć nie raz pytałam o ich konieczność.
Odpowiedz
#22
Kolejna noc, i znów boję się zasnąć. Od ponad tygodnia prześladują mnie sny... Budzę się zalana potem z takim strasznym bólem w piersi, że nie mogę złapać oddechu... W ciągu dnia jakoś sobie radzę, znajduje sobie zajęcie żeby zająć czymś głowę, i jak już myślę że jakoś będzie to moja teściowa przesyła mi zdjęcia swojego nowonarodzonego wnuka (mały urodził się 2 stycznia)... Życzę im żeby Maluszek chował się zdrowo, ale "dreczenie" mnie tymi zdjęciami to dla mnie za dużo... Mąż do niej zadzwonił i powiedział delikatnie żeby dała mi trochę czasu, bo naprawdę mi ciezko, teściowa stwiedziała, że to moje fanaberie a jak nie chcemy to ona nie będzie nam nic wysyłać i obraziła się na dobre... 
Dlaczego tak ciężko im wszystkim zrozumieć istnieje coś takiego jak rozpacz po stracie dziecka mimo, że nie zdążyło się urodzić?
Odpowiedz
#23
(Fri, 01 Lutego 2019, 22:18:59)zagubiona1986 napisał(a): Kolejna noc, i znów boję się zasnąć. Od ponad tygodnia prześladują mnie sny... Budzę się zalana potem z takim strasznym bólem w piersi, że nie mogę złapać oddechu... W ciągu dnia jakoś sobie radzę, znajduje sobie zajęcie żeby zająć czymś głowę, i jak już myślę że jakoś będzie to moja teściowa przesyła mi zdjęcia swojego nowonarodzonego wnuka (mały urodził się 2 stycznia)... Życzę im żeby Maluszek chował się zdrowo, ale "dreczenie" mnie tymi zdjęciami to dla mnie za dużo... Mąż do niej zadzwonił i powiedział delikatnie żeby dała mi trochę czasu, bo naprawdę mi ciezko, teściowa stwiedziała, że to moje fanaberie a jak nie chcemy to ona nie będzie nam nic wysyłać i obraziła się na dobre... 
Dlaczego tak ciężko im wszystkim zrozumieć istnieje coś takiego jak rozpacz po stracie dziecka mimo, że nie zdążyło się urodzić?

Bardzo Ci współczuję. Ludzie tego nie rozumieją. Myślę, że każda z nas może opisać jakieś zdarzenie kiedy sprawiono jej przykrość (niechcący) po stracie. Nie wiem dlaczego niektórym wydaje się, że ciąża to nie dziecko jeszcze. Albo, że powinnyśmy się pozbierać w oka mgnieniu. A to nie tak. Masz prawo nie chcieć oglądać zdjęć noworodków, kobiet w ciąży czy małych dzieci. To jest Twoje prawo i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Teściowa się obraziła? To jej problem, nie Twój. Nie zaprzątaj sobie nią głowy. Mocno przytulam.
Odpowiedz
#24
Jak ukoić ten ból? Jak go zagłuszyć?
Mieszkam za granicą i za tydzien muszę jechać do Polski na ślub siostrzenicy męża a tam 3 ciężarne i 2 miesięczny szkrab. Gdy tym razem mój Aniołek mnie tak wcześnie nie opuścił to urodziłby się w tym samym miesiącu co te 3 Maluszki na które czekają moja bratowa, siostrzenica i moja przyjaciółka.
Na samą myśl o tym coś dziwnego ściska mnie w piersi... Boje się tego spotkania i mojej reakcji... Życzę im jak najlepiej, ale nie wiem czy ukoiłam swoj ból na tyle by się z tym wszystkim zmierzyć... Nie czuję się jeszcze na siłach... Ale czy kiedykolwiek będę? Każde spotkanie nawet po latach będzie budziło większy ból i nie przemijające myśli, że gdyby wszystko poszło ok to mój Szkrab był by w ich wieku, ciekawość jaki by był, do kogo był by bardziej podobny? Mówię o nim "ON" bo czuję że to był chłopiec...
Odpowiedz
#25
Witajcie. Zajrzałam tu bo dziś dowiedziałam się, że moje wszystkie wpisy przeczytał mój mąż i poprosił żebym dalej pisała. Powiedział, że jak czyta te wpisy to podnosi go to na duchu. Dlatego też tu jestem, ale nie tylko.... Zawsze lepiej szło mi pisanie niż mówienie... Więc jeśli pozwolicie skieruje teraz kilka słów do mojego Ukochanego męża. Kochanie przepraszam za wszystko, za to że nie dostrzegałam Twojego bólu i cierpienia a jedynie skupiłam się na sobie i swoim bólu, za to że nie dałam Ci wsparcia, którego potrzebowałeś. Jednocześnie bardzo Ci dziękuję, za to jak się mną troskliwie opiekujesz, za to jak bardzo mnie kochasz i wspierasz we wszystkim co robię, za to że pocieszasz mnie w trudnych chwilach choć wiem, że i tobie jest trudno. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Wiem, że to forum dla mam aniołków, ale nie powinnyśmy zapominać, że te Aniołki miały też TATĘ, a ja wiem, że mój mąż byłby najwspanialszym ojcem na świecie, oni też bardzo cierpią , choć tego nie okazują. Mój mąż mówi, że cierpi podwójnie, bo zarówno po stracie naszych Aniołków jak również wtedy kiedy widzi moje łzy i cierpienie, którego nie potrafi ukoić.
Jestem jeszcze jeden powód, dla którego postanowiłam tu powrócić... Dzisiaj miałam jeden z tych gorszych dni. Dni kiedy nie mogę skupić myśli, kiedy powraca TEN ból i tęsknota za moimi Aniołkami, kiedy łzy same spływają po policzku, a wyobraźnia podsuwa obrazy przyszłości, która być może nigdy nie nadejdzie...
Dlaczego tak się dzieje, że kiedy myślę, że ta codzienność jest bardziej znośna, przychodzą dni ktore burzą cały spokój, który z takim trudem próbowałam budować?
Powracam tu, bo WYPISANIE SIĘ na tym forum przynosi mi pewien rodzaj ulgi...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości